Druidka przestała grać na flecie, nasłuchując. Z początku była pewna, że to złudzenie, bądz dzwięk, który zaraz minie.
Narastające natężenie kroków jednak uświadomiło jej, że się myliła. Podniosł się szybko, zostawiając instrument na torbię. Nie chciała budzić łowcy, toteż nie odezwałą się słowem; Choć podejrzewała, że będzie tego żałować.
Powoli wyciagnęła z pochwy sztylet, wyciągnęła go przed siebię, pewnie trzymając go w dłoni. Druga dłoń czekałą nieruchomo z tyłu, Druidka jednak już powtarzałą w myślach formuły znanych jej zaklęć.
Kroki. Nie, nie kroki. Bieg. Ktoś - ewidentnie dwunóg - biegł w jej stronę, szeleszcząc ściółką a potem chrobocząc na małych kamyczkach pokrywających równomierną warstwą brzeg strumyka. Jeszcze sekund i wpadnie w zasięg wzroku....
Kto to, do cholery, mógł być o tej porze?
Kayana chwyciła pewnie rękojeść sztyletu, wystawiając go przed siebie. Zamierając w oczekiwaniu.
Mały, brudny, w podartym ubraniu i wyraźnie skrajnie przerażony elfik wybiegł spomiędzy krzaków wprost w krąg światła emitowanego przez ognisko. Spojrzał wielkimi, migdałowymi oczami trudnego do ustalenia koloru najpierw na ogień, potem na leżącego Marcusa, a na koniec na Kayanę.
Długą, potwornie długą chwilę wpatrywał się w trzymany przez nią sztylet. Choć może to było tylko złudzenie? Może ta scena trwała tylko moment?
Nie wiedzieć czemu, broń skierowana była ostrzem wprost w niego.
Elfik nie wydał z siebie nawet odgłosu. Po prostu zniknął w ciemności tak szybko, jak się pojawił, odbiegając w stronę strumienia, z wyraźnym zamiarem przekroczenia go i uciekania dalej.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Hey, Stój - Druidka widząc, że Elf zrywa się z powrotem w bieg, rzuciła się za nim. - Nic ci nie zrobie.
Przeklinała w myślach własną głupotę. Nic dziwnego, że spieprza jak by go kto batem po plecach smagał. Leżące na ziemi ciało, i baba, która pewnie z paskudnym uśmiechem, ze sztyletem w dłoni, stoi nad ciałem. Ehh.. ale ja jestem głupia.
- Stój, nic ci nie zrobię - powtórzyła krzykiem, zatrzymując się przed strumykiem. Schowała sztylet, widząc, jak elfa brnie dalej. Westchnęła ciężko, nie spiesząc się, uniosła ręce.
No, po coś wydałaś kasę na naukę, Pomyślała, przymykając w skupieniu powieki. Czas w końcu to wykorzystać.
Inkantacja spłunęła z jej ust, ostatnie słowa z krzykiem wyskoczyły za elfem, goniąc go nieubłaganie. Druidka szybko dopadła do ziemi, rozwartymi palcami z mocą uderzyła o ziemię. Uwolniła swoją moc.
(Oplątanie)
Podniosła się ciężko z ziemi, otrzepując ręce jedna o drugą. Zerknęła do tyłu, zakłopotana; jej wrzaski najpewniej zbudziły łowcę.
I dobrze, pomyślała idąc powoli ku elfowi, Niech zobaczy na co mnie stać.
Marcus, z tego, co Kayana zdołała kątem oka zauważyć, obudził się już po jej pierwszym okrzyku. Chwilę ogólnego rozespanie i zdezorientowania równie szybko zostawił za sobą. Prawdziwy łowca zawsze śpi z jednym okiem otwartym.
Mimo to Kayana nie miała czasu, by przyjrzeć się dokładniej jego reakcji ani dalszym słowom. Jej uwagę całkowicie pochłonęło uciekające elfie dziecko.
Czego ono się tak boi? Albo inaczej, czego się tak bało, zanim wystraszyła je Kayana?
Słowa mocy popłynęły z jej ust. Znała je. Tak dobrze je znała. Magia ziemi. Druga, obok znajomości ziół, wielka miłość każdego druida. Rzucanie głazami, tworzenie wyrw, oplątania.. kilka pospiesznie wypowiedzianych słów, jeden niedbały ruch dłonią i działy się prawdziwe cuda. Kayana pamiętała, jak podczas nauk wielokrotnie ją przestrzegano przed jednym. By nie dała pociągnąć się władzy, jaką oferuje magia. Druid nie włada przyrodą. Nie włada ziemią. To ona, poprzez ich wzajemną miłość i oddanie, decyduje mu się pomóc. Druid osiąga jedność z naturą, nie wydaje jej rozkazów.
Natura nie słucha niczyich rozkazów.
W ułamku sekundy trawy i inne rośliny wokół stóp dziecka ożyły i pomknęły w jego stronę. Elfik był szybki i zwinny. Nie dość jednak.
W akompaniamencie urwanego, dziecięcego pisku i szlochu, przewrócił się ciężko na ziemię, z totalnie skrępowanymi nogami.
- Puszczaj! Puszczaj! - kolejny krzyk przeciął noc.
Kayana nie zdążyła się odwrócić. Marcus pojawił się obok niej, bezszelestnie jak cień, z bronią gotową do strzału, rozglądając się wokoło. Szczególnie długo patrzył na oplątanego elfika.
Na druidkę nie spojrzał. Nie widziała jego twarzy.
- Co mnie ominęło? - spytał cicho, wciąż rozglądając się wokoło.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kayana rzuciła okiem na Łowcę, wzruszyła ramionami, mijając go.
- Sama nie wiem. - Westchnęła - Młody wypadł z krzaków, popatrzył na mnie, po czym spowrotem zaczął spieprzać. Udało mi się go złapać jak widzisz. A teraz poczekaj. Tu potrzeba raczej kobiecej ręki.
Druidka przesadziła strumyk, zwinnie przeskakując nad wodą. Podeszła powoli do szamoczącego się w pnączach dziecka. Przykucnęła na ziemi, niedaleko, zachowując odpowiedni dystans.
- Nie bój się. I nie szarp, bo zrobisz sobie krzywdę. - Uśmiechnęła się lekko. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię. Jesteś bezpieczny. A teraz nie ruszaj się chwilę, zdejmę z ciebie czar. Tylko nie próbuj znów uciekać. - Przysunęła się bliżej, przyjrzała się elfowi spojrzeniem, które mogłoby ciąć magiczne sidła bez oporu. - Nie chce cię znów straszyć.
Dotknęła delikatnie magicznych sideł, dzieła własnych rąk i umysłu, przymknęła oczy. Skupiła wolę, pozwalając pnączom puścić nogi dziecka. W niemej podzięce, uśmiechnęła się, niemal czule spoglądając na uciekające spod rąk rośliny.
Nie odezwała się ani słowem.
Dla Natury słowa i tak nic nie znaczą.
Odetchnęłą ukradkiem, otrzepawszy z ziemi ręce. Wysiłek związany z używaniem Magii do najprostszych nie należał, ale był wysiłku warty.
Druidka przysunęła się bliżej elfa, pewnym ruchem obejmując go, przytulając lekko, acz stanowczo, uspokajającym, iście matczynym uściskiem.
- Spokojnie. Nie masz się czego bać. - Wyszeptała. - Choć, ogrzejmy się przy ognisku.
Kayana zwinnie pokonała strumyk. Przez chwilę wydawało jej się, że w ciemnościach wywróci się na mokrych kamieniach, ale nie. Tym razem los okazał się łaskawy i obyło się bez poobcieranych łokci i skręconej paskudnie kostki.
Marcus zgodnie z poleceniem został po drugiej stronie. Druidka jednak widziała, jak wciąż skulony obserwuje bacznie okolicę. W sumie nawet mu się nie dziwiła. Wyrwany nagle ze snu w taki sposób przez krzyki i magię... no i elfik, uciekający w środku nocy nie wiadomo przed kim i nie wiadomo dlaczego.
To było dziecko. Mogło mieć maksymalnie 15 lat, co przekładało się na jakieś 5 dla ludzkich dzieci. Elfik był ciemnowłosy. Czuprynę obecnie miał zapuszczoną i nieludzko, opcjonalnie nie-elfio potarganą. Zupełnie, jakby grzebienia nie widział od dni. Na twarzy spoczywała mu warstwa pyłu, kurzu i błota, oraz fioletowe, doskonale Kayanie znane plamy. Jak widać nie tylko ona wpadła na pomysł, by pożywić się jagodami. Ubranie elfika pozostawiało równie dużo do życzenia jak i jego ogólny stan.
Stopy - normalnie z bardzo delikatną, pergaminowo cienką i zadbaną skórą - miał pokrwawione i poobcierane. Nie wiedzieć czemu, nie miał butów. Efekt był natychmiastowy. Kayana aż skrzywiła się, widząc szramy i bąble podrażnień. Chłopiec musiał naprawdę się bać, skoro adrenalina nie pozwalała mu się zatrzymać, mimo bólu.
- Puszczaj! Puszczaj! Puszczaj!
Krzyki rozbrzmiewały nawet, gdy rośliny już się cofnęły, a elfika nic nie krępowało. Kayana szeptała uspokajająco, lecz chłopiec za nic nie chciał zmienić skulonej, embrionalnej pozycji i pójść za nią. Objąć nie pozwalał się takoż.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka tylko westchnęła z cicha, przyglądając się dziecku, oparła dłonie o kolana, odsuwając się.
- Twoje nogi są niemal poszarpane, trzeba się zająć tymi ranami, albo wda się infekcja, czy inne pieruństwo. - Mówiła spokojnie, zachowując dystans na jaki pozwalał jej elf. - Uspokój się i posłuchaj. Możesz biec dalej w puszczę, aż w końcu wpadniesz w wąwóz albo na jakąś bestie. Albo możesz siąść z nami przy ciepłym ogniu, zjeść, odpocząć i zagoić rany. Ranami zajmę się ja, jestem Druidką, mogę to połatać, ale musisz współpracować. Nie chcemy ci zrobić krzywdy. Więc jak będzie?
Rzuciła ukradkowe spojrzenie Marcusowi, dając lekki znak ręką by podszedł
Szepty i uspokajający ton głosu zdał się na nic. Absolutnie sparaliżowany przez trudny do wytłumaczenia strach dzieciak za nic w świecie nie dopuszczał do siebie myśli, że nic mu nie grozi ze strony dwójki ludzi. Leżał skulony, zaciskając oczy i ręce w piąstki, pochlipując i cichutko mamrocząc pod nosem "puszczaj..".
Mimo to był lekki jak pisklę i nie stawiał większego oporu, gdy Marcus wziął go na ręce i zaniósł niedaleko ogniska.
Jeszcze nigdy to miejsce nie wydawało się tak bezpieczne, na tle złowrogo mrocznych drzew.
- Co mu się stało? - spytał Marcus, oglądając stopy elfika - Możesz mu pomóc?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka ściągnęłą z pleców swój skózany płaszcza, zakładając go elfowi delikatnie na plecy. Westchnęła ciężko, grzebiąc w torbie.
- Zależy co masz na myśli. - rzuciła do łowcy, nie podnosząc nawet wzroku znad torby. - Rany na nogach są paskudne, ale wywołane pewnie uciekaniem przez chaszcze i moje zaklęcie. Im mocniej się szarpał, tym mocniej pnącza wijały się wokół stóp. Wyglądają źle, ale to kwestia użycia odpowiednich leków.
Druidka w końcu znalazła te czego szukała; Podniosłą się w końcu z ziemi, trzymając w garści pęk różnokolorowych ziół. Rozłożyła je na torbie, rozmyślając.
- To tyle, jeśli chodzi o rany fizyczne. A co do jego stanu.. Nie mam pojęcia.. Coś go musiało potwornie wystraszyć. Powiedziała bym, że może zobaczył wilka nad ciałem swojego pobratymca, albo coś podobnego.. Ale żeby był w takim szoku? Spojrz na niego - Odruchowo wskazała dziecko ręką - Zero kontaktu z otoczeniem, nie reaguje na żadne słowa. Najpewniej nie czuje nawet bólu, tego z nóg.
Westchnęła ponownie, podchodząc do małego elfa. Bezceremonialnie chwyciła go ponad kostką, powoli wyciągając przed swoje oczy. Spokojnie badała kończynę, upewniając się, że nie ma krwotoku, ani zwykłego, jak i zewnętrznego. Badała też co mogło spowodować obrażenia; Zadrapania leczy się inaczej niż poparzenia.
Zerknęła na swoją podręczną "Apteczkę", rozmyślając też, co pomoże elfikowi.
Zaciągnęła w górę rękawy swojej szaty. Czas wziąć się do roboty.
Marcus skinął lekko głową, nachylając się nad dzieciakiem.
- Nie wygląda na przyzwyczajonego do podobnych warunków. Spójrz na jego dłonie i palce. Gdyby nie to, że ostatnie kilkanaście godzin przedziera się przez las, pewnie wyglądałyby na wypielęgnowane jak u ludzkiego księcia. Gdybym miał zgadywać, to uciekł albo z jakiejś karawany, lub z pobliskiego miasteczka. Tego, do którego zmierzaliśmy. Ale to jeszcze cały dzień drogi... nie wiem co mogłoby go zmusić do takiego biegu.
Kayana odruchowo zerknęła na dłonie chłopca i mimo woli musiała przyznać Marcusowi rację. Elf elfem, życie w lesie życiem w lesie, ale ten tutaj był dopiero dzieckiem. I to dzieckiem posiadającym najwyraźniej niezwykle spokojne dzieciństwo. Z całą pewnością nie był przyzwyczajony do tego typu wrażeń.
Stopy, gdyby usunąć z nich rany, miałby równie delikatne i drobne. Póki co jednak były one nienaturalnie opuchnięte i pełne ran większych i mniejszych. Te większe były świeże - skóra porozcinana była zapewne przez bieg po pokrytym drobnymi kamieniami brzegu strumyka. Kilka ran było starych, lecz dość niegroźnych - ot, opuchnięcia, otłuczenia, zadrapania. Najświeższe obrażenia pochodziły od idealnie prostych i ostrych linii... Kayana doskonale wiedziała, że to już jej sprawka. Ostre krawędzie magicznie pobudzonych traw i roślin potrafiły ranić zbyt mocno wyrywającą się ofiarę.
Słowem - rany nie były groźne, były możliwe do wyleczenia... I z całą pewnością niejednego dorosłego posłałyby na ziemię, nie pozwalając mu nawet wstać.
"Apteczka" Kayany zawierała wiele różnych ziół.. było w czym wybierać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Ciekawe jednak dlaczego uciekł z miasta, jeśli to stamtąd uciekł. - Mruknęła, sięgając po zioła. - Ale wyraźnie uciekał przed czymś przerażającym.. - Odwróciła się do łowcy, uśmiechając się szeroko. - Cholera, kolejne śledztwo?
Raz jeszcze rzuciła okiem na swoje zapasy ziół. Rany zdawały się nie zawierać zakażenia, czy też trucizny, to też Rememdium do niczego tu się nie przyda. To samo dotyczyło Consium, dziecko, choć nieobecne, było przecież przytomnę.
Dłuższą chwilę zastanawiała się nad użyciem Nulpoena, obracając zaschniętą roślinę w dłoni. Dziecko, choć nogi musiały strasznie boleć, zdawało się nie odczuwać tego uczucia.
To naprawdę niesamowite.. Takie skupienie strachu.., pomyślała, z troską zerkając na dziecko.
W każdym razie, gdyby zaszła potrzeba Nulpoena może się wykazać efektywniej dopiero później.
Czyli po prostu leczenie.. Narazie..
Wyciągnęłą bukłak ze źródlaną wodą, odkręciła, począwszy delikatnie obmywać rany Elfa. Ścisnęła mocno w dłoni zioła lecznicze, gnąć lekko listki.
Marcus uśmiechnął się leciutko na wzmiankę o „kolejnym śledztwie”. Cóż, miał prawo się uśmiechnąć. Choćby do wspomnień. Jakby nie patrzeć, właśnie dzięki takiemu śledztwu dane im było się poznać. Powiedzieć chciałoby się banalnie „na dobre i na złe”.
- Cokolwiek by nie było powodem, pewnie niedługo go poznamy. I tak nam po drodze.
Słowa zabrzmiały swobodnie, ale Kayana znała już łowcę na tyle dobrze, by wiedzieć, że jest obecnie bardzo spięty. Niemal czuła, jak zastanawia się i analizuje fakty. Jak wbija wzrok w otaczającą ich ścianę mroku, wściekły na siebie, że nie może jej pokonać. Że nie może odkryć, co przydarzyło się chłopcu.
Cały Marcus. Pod maską groźnych min, dowcipów i zimnego profesjonalizmu, krył się w nim mały chłopiec, gnany do przodu potrzebą niesienia pomocy i naprawy świata na swój własny, osobisty sposób.
Druidka zabrała się za leczenie. Zimna, źródlana woda z manierki oblała stopy elfika, obmywając mroźnym pocałunkiem jego rany. Chwilę później dokładnie zmoczone i roztarte na nieapetyczną papkę zioła, wraz z szeptanymi formułami druidzkimi spoczeły na co groźniej wyglądających cięciach i obrażeniach, pokrywając je szybko schnącą skorupą. To by było na tyle, jeśli chodzi o rany fizyczne. Chłopiec zakwilił niczym pisklę podczas zabiegu tylko raz. Przez resztę czasu pozostał cichy i nieruchomy, pogrążony w absolutnej apatii, wpatrując się niewidzącym wzrokiem gdzieś, przed siebie.
Jedyne, czego teraz potrzebował, to sen.
I coś na stopy.
Las pozostawał pogrążony w mroku i nocnych odgłosach. Do świtu było jeszcze daleko.
- Zmęczona? Mogę trzymać dalszą wartą. Odpocznij. Widzę, że się przejęłaś. Nigdy nie widziałem cię tak... delikatnej, Kayano – stwierdzenie faktu brzmiało jak pytanie w ustach Marcusa.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Cóż.. Po prostu robie to, co do mnie należy. I co potrafie najlepiej. - Mruknęła, owijając leczniczą masę Bandażem. - Pozatym.. Można powiedzieć, że byłam w podobnej sytuacji.. Kiedyś..
Zamyśliła się. Wróciła do wspomnień.
Co prawda zdarzeń, gdy druidzi ją znaleźli pamiętać nie mogła. Była po prostu zbyt mała.
Ale wiedziała co wtedy zaszło. Wiedziała, że była w podobnej sytuacji.
Dlatego nie mogła pozostać teraz obojętna. Po prostu.
- Chętnie odpocznę - Westchnęła, zerkając na łowcę. - Ale gdyby cokolwiek działo się niedobrego, obudź mnie natychmiast.
Delikatnie, bez przymusu, starała się położyć młodego elfa. W końcu zmoży go sen. Sama, położyła się niedaleko, uprzątnąwszy wcześniej swoją "Apteczkę" spowrotem do torby. Położyła się niedaleko dziecka, od czasu do czasu zerkając jak wygląda.
- Marcusie.. Bez płaszcza jest mi zimno, a nie chcę go zabierać małemu. Mógłbyś usiąść koło mnie?
W pewnych sytuacjach słowa są najzwyczajniej w świecie zbędne. Tak po prostu.
Już po chwili "apteczka" uszczuplona o jedno ziele leczące spoczęła na swoim odwiecznym miejscu w torbie druidki. Wszystko było jak należy. Nawet chłopak wydawał się spać. Choć w jego obecnym stanie ciężko było określić, czy śpi z otwartymi oczami czy po prostu.. wegetuje.
Należało jedynie liczyć na to, że do rana jakoś z tego sam wyjdzie. Teraz nikt, oprócz jego samego, nie był w stanie mu pomóc.
Należało również zadbać jakoś o ciepło w nocy. Elfik dostał na siebie płaszcz. A Kayana?
- Oczywiście. Postaraj się zasnąć. Będę miał na wszystko oko.
I tak spoczęli. Elfik, leżący w przerażająco nieruchomej pozycji embrionalnej, przykryty płaszczem. Kayana, leżąca na boku, cały czas mająca na niego oko. I Marcus, siedzący tuż przy kobiecie z łukiem położonym na kolanach, gotowym do strzału. Siedział blisko. Bardzo blisko. Na tyle, by słyszała w nocnej ciszy bicie jego serca i czuła na swoim plecach ciepło jego uda, oraz ciężar jego ręki, opartej na jej ramieniu.
Znów było spokojnie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka walczyła jeszze chwilę mimowolnie ze snem. Zerkała to na elfa, to na Marcusa, jednak powieki ciążyły coraz bardziej. Adrenalina uszła z krwi, dało się odczuć zmęczenie zaklęciem.
Po dłuższej chwili dała za wygraną. Zamknęła do końca oczy, wtulając się w ramię łowcy.
Spała niespokojnie. Co prawda nie obudziła się zlana zimnym potem, nie krzyczała przez sen, ba, nawet nie rzucała się zbytnio. Nad ranem obudziła dość spokojnie, z tym przyjemnym uczuciem odprężenia... mimo to wiedziała, że spała niespokojnie. Ta niepewność zalęgła się w jej podświadomości niczym nieprzyjemny pasożyt, pochłaniający normalne, zdrowe myśli, zatruwając je trudnym do wytłumaczenia lękiem i słabością.
Może to zmęczenie wywołane zaklęciem?
Może to jej reakcja na wspomnienia, jakie obudził w niej elfik?
A może wreszcie to miejsce tak na nią działało?
Czuła się nieswojo. Czuła się nieswojo, gdy widziała Marcusa, dzielącego racje żywnościowe na śniadanie przy tlącym się ledwo zauważalnie ognisku. Czuła się nieswojo, gdy obserwowała łunę poranka wybijającą się delikatnie ponad drzewa na wschodzie. Czuła się nieswojo, słysząc budzącą się do życia przyrodę, świergoczące ptaki, szum wiatru. Czuła się nieswojo, gdy zauważyła, iż jej wczorajszy pacjent nie ruszył się nawet o milimetr od nocy.
Czuła się nieswojo.
I nie było to dobre uczucie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka długą chwilę lażała, wpatrzona w jeden punkt, bez celu, pustymi oczami, wciąż śniącym wzrokiem. W głowie miałą totalną pustkę.
W końcu podniosła się z ziemi, przeciągając ręce, czuła, jak mięśnie opierają się, ścisnięte.. Stresem? Zdenerowaniem? Niepewnością?
Jak ja tego nie cierpię!
Przywołała na twarz sztuczny uśmiech, pomachała ręką do łowcy. Odwróciła się szybko, nie chcąc poddać się pod jego spojrzeniem. Źle by się czuła, ukazując, że jest zdenerwowana, zmęczona..
Słaba?
Przyjrzała się z troską młodemu Elfowi, zerkając, czy nadal śpi. Delikatnie podniosła płaszcz z nóg, chcąc zobaczyć, jak się goją rany na nogach.
- Dzisiaj dojdziemy do Miasta, racja? - Mruknęła do Marcusa.
Marcus zauważył, że Kayana się obudziła. Uśmiechnął się lekko, skłaniając głową. Machania jej jednak już nie dojrzał. Schylił się po nóż, którym dzielił racje akurat w tym jednym, magicznym momencie, w którym powinien zauważyć jej gest. Nie zauważył. A ona nie miała już ochoty powtarzać go po raz kolejny.
Tak czasem bywa. Przegapia się tę jedną, złotą chwilę. Coś się omija. Spojrzy nie w tę stronę, co zwykle. Nie powie tego jednego, z dawien dawna oczekiwanego słowa. Milczy w momencie, gdy słowa są niezbędne, lub odwrotnie - mówi, gdy wymagana jest cisza. I chwila ucieka. Znika we mgle, rozwiana przez wiatr, gnana po świecie w wiecznej tułaczce. Tułaczce bez końca z reguły, gdyż raz opuszczona chwila nie wraca. W każdym razie ja nigdy o takim przypadku nie słyszałem.
Wierzcie mi lub nie.
Elfik wyglądał znacznie lepiej, niż zdołała go Kayana zapamiętać. Owszem, był brudny, obdrapany i w generalnie złym stanie, lecz z jego twarzy znikła ta paniczna, sztywna skorupa strachu. Oczy miał zamknięte i oddychał miarowo, spokojnie. Wszystko wskazywało na to, że sen połączony z ciepłem ogniska oraz ukojeniem obrażeń zadziałał na nim niczym najskuteczniejsze lekarstwo. Nogi, wciąż oblepione resztkami ziół, również wyglądały znacznie lepiej. Druidka wiedziała, że teraz najlepiej by było, gdyby przez cały dzień chłopiec nigdzie się nie ruszał i nadal odpoczywał.
Pytanie tylko, czy było to wykonywalne.
- Nie nazwałbym tego miastem, w ludzkim znaczeniu tego słowa... - Marcus uśmiechnął się sam do siebie, ciągle coś grzebiąc przy jedzeniu - ..dla nas to będzie raczej spora wioska. Ale tak, sami dojdziemy tam w ciągu dnia. Nie wiem tylko, co z nim - skinał głową w stronę śpiącego malca.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Drudka podniosła się z ziemi, otarła dłonią czoło, zerkając na Elfa.
- Szczerze, to nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałam ludzkie miasta. Ale jakoś nie mam ochoty udawać się tam zbyt szybko. Wystarczy mi narazie Skurwysyństwa, jakie ogarnia wszystkich powoli.
Kayana dalej patrząc na dziecko, zamyśliła się, wróciła wspomnieniami do niedawnej przygody, tej, którą razem z Marcusem przeżyli. Całe życie żyła w lasach, wśród elfów, rzadko kiedy mając okazję stanąć twarzą w twarz z kimś ze swojej rasy. Z czasem poznawała stosunek elfów do ludzi, zawsze była traktowana inaczej niż inni, przez stereotyp człowieka, przez renomę, jaką jej rasa sobie zapewniła.
Całe życie była przekonana, że elfów te problemy nie dotyczą. Gwałty, morderstwa, obojętnośc.. Po prostu Skurwysyństwo.
Ale po tym co zrobił Sarail...
Druidka westchnęła ciężko.
- Co do małego.. Nie wiem jak to zrobimy. Rany na nogach mają się znacznie lepiej, nie ukrywam, że dzięki mojej pomocy. - Uśmiechnęła się - Ale czy da radę iść.. Tego nie mogę zapewnić, ale raczej będzie z tym kłopot.
Postanowiła nie myśleć narazie o problemie, wracając do bardziej błachych rzeczy.
- Nie możemy wiecznie wędrować ostępami. Odrobina cywilizacji jest nam.. w każdym razie mi - delikatny uśmiech - jednak potrzebna. Wiem, że wy, druidzi, nie przywiązujecie do tego wielkiej wagi, ale ja nie wędruję po tych lasach ot tak, dla krotochwili.
Kayana wiedziała, o czy mówi. Mieli okazję poruszyć ten temat, chociaż dość pobieżnie, od czasu opuszczenia Aenseidhe. Marcus przywędrował do Źródeł Natury, gdyż chciał zapisać się do elitarnej gildii łowców, zrzeszającej najlepszych przedstawicieli tego fachu. Do Duchów, z główną siedzibą w Lithirii. Sęk w tym, że poza własnym talentem nie miał nic. Ani pieniędzy na wpisowe, ani reputacji, ani nawet jakiegoś specjalnego dokonania. Po prostu wielką motywację i masę dobrej woli oraz cierpliwości.
Chwila krępującego milczenia. Aż nader wymowne spojrzenie na elfika, wciąż niewinnie śpiącego nieopodal.
- Tym bardziej, że go tak nie zostawimy. Musimy zanieść go chociaż do miasta. Potem zastanowimy się, co dalej z nim zrobić.
Wzruszenie ramion, obojętne skinienie głowy w stronę ogniska.
- Suszone mięso i suchary z racji żywnościowej. Nie miałem czasu upolować czegokolwiek. I tak cały poranek zastanawiam się nad tym, z czego zrobić m buty. Jego stopy ledwo co się zagoiły... na boso nigdzie nie dojdzie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Nie wiem co w kwestii butów, ale bierzmy pod uwagę, że równie dobrze może okazać się, że młody nie będzie miał sił by chodzić. Czy w obuwiu, czy bez, może nie mieć znaczenia.. Chyba wyjdzie na to, że musimy go przenieść.. A to nas spowolni.
Druidka myślała chwilę, bez celu patrząc w las. Wyciągnęła ręce ku górze, wyłamała palce.
- Wiem, że teraz nie ma to znaczenia.. Ale zastanawiam się cały czas, co go mogło tak przerazić. Na efekt miasta to nie wygląda. A jeśli to była karawana, napadnięta, to sami powinniśmy się mieć na baczności..
Zerknęła troskliwie na dziecko.
- Ale.. Szczerze, widziałam pare objawów załamania pod wpływem strachu, paniki.. Ale to sięga poza granice normy. O ile w kwestii grozy jest jakaś granica.
Milczała dłuższą chwilę, w zamyśleniu patrząc na małego elfa. Dopiero po pewnym czasie otrząsnęła się z zamyślenia, uśmiechnęła się do łowcy, podchodząc bliżej.
- Mam nadzieje, że starczy ci prowiantu, w razie czego możemy użyć mojego.
Marcus westchnął, po raz ostatni przejeżdżając ostrzem doskonale wyważonego sztyletu po kawałku suszonego mięsa, dzieląc go na idealne części. Miał wprawę.
- W ostateczności możemy improwizować. Kawałek sznura, skóra pocięta na odpowiednie części i złożyć mu chodaki, które co prawda po dniu noszenia się rozpadną, ale będą lepsze niż nic.
Trzy szerokie, sztywne liście spoczęły przed nim w charakterze talerzy. Leżące na nim porcje mięsa i suszonych owoców może nie imponowały, ale od wielkiego głodu musiały wystarczyć za śniadanie. Pocieszała jedynie myśl, że jeszcze po południu zjedzą treściwiej w karczmie.
- Jest jeszcze opcja, że będę go niósł. To lekki pisklak, nie chłopak - delikatny uśmiech zawitał na twarzy łowcy - nie będzie zbytnio przeszkadzał. O ile tylko pozwoli się nieść. Musiał przeżyć wiele. Znacznie więcej, niż powinno widzieć dziecko. Nawet elfie dziecko. Cała nadzieja w tym, że..
Marcus nie dokończył. Spojrzał nader wymownie w stronę chłopca. Ów z kolei ziewnął przeciągle. Właściwie 'miauknął', niczym kocię, przeciągając się szeroko. Budził się, najwyraźniej znacznie bardziej pełen życia, niż ostatnio.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka nawet nie zdąrzyła usiąść koło łowcy, rzuciwszy tylko krótkie spojrzenie na jedzienie. Już na pierwszy ruch elfa drgnęła, nienaturalnie szybko zerwała się z miejsca, pochodząc do niego. Odczekała stosowną chwilę, klękając koło niego.
- Spokojnie. Nic ci nie grozi. - Powiedziała, odrazu na zapas, mówiąc powoli i łagodnie. Przysunęła się bliżej, uśmiechając się. - Twoje nogi były trochę poranione, ale zajęłam się tym. Powinno być lepiej. Ale to tylko ty już możesz stwierdzić.
Druidka zaskoczona słuchała swego głosu i nie poznała go. Nie znała siębie od tej strony. Po raz pierwszy dzisiaj jej głos brzmiał całkowicie spokojnie i naturalnie, był pewny siebie, ale łagodny i uspokajający. Uspokajał nie tylko elfa. Sama też poczuła się krztynę pewniej.
Chłopiec na gwałtowny ruch druidki zareagował właściwie instynktownie. Ucieczką. Trudno mu się dziwić, ledwo co otworzył oczy, a tu nagle duża, nieznana mu postać rusza w jego kierunku. Może nawet nie pamiętał, że to właśnie ta kobieta wczoraj obezwładniła go przy pomocy magii? A może po prostu nadal nie wiedział, gdzie jest?
Tak czy inaczej, elfik zerwał się z miejsca, wstał, spięty i gotów do biegu gdy.. klapnął z powrotem na ziemię. Zwyczajnie musiało mu się zakręcić w głowie. Długo i mocno spał.
Kayanę powitał przerażonym spojrzeniem rozszerzonych do granic możliwości oczu. Tak, jakby za chwilę miały mu wypaść z orbit. Otwierał i zamykał usta naprzemiennie, nie wydając z siebie nawet dźwięku. Jak ryba. Jak mała, bezbronna, wyrzucona na brzeg ryba.
I chyba tylko łagodny, uspokajająco głęboki i miarowy głos Kayany sprawił, że na chwilę przestał rozpaczliwie chwytać powietrze, skupił wzrok w jednym miejscu i przestał sprawiać wrażenie totalnie przerażonego. Choć na chwilę.
- Oogi... o-raa-nione? - powtórzył bełkotliwie coś, co z grubsza przypominało „nogi poranione?”.
- On nic nie rozumie.. - z niedowierzaniem szepnął Marcus – Ani słowa we wspólnym.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum