TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Dziennik Kapitana Grassana el-Bari
Autor Wiadomość
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-01-04, 19:50   Dziennik Kapitana Grassana el-Bari  

Dziennik Kapitana Grassana el-Bari
materiały z kampanii Bandera na Maszt


(dziennik spisany w języku dżinnów pióra Grassan el-Bari, jest w opłakanym stanie przemoczony, nadpalony i pokrwawiony, większość jego zawartości uległa zniszczeniu, pełen jest dziwacznych rysunków zrobionych węglem i stron zapisanych jedynie pojedynczą frazą)

(najstarszy zachowany wpis wykonany starannym uporządkowanym odręcznym pismem)

154 dzień Jullis 1510 Wybrzeże Latynu


Namiestnik z pewnością chce mojej głowy, zaangażował większość swoich sił w polowanie na mnie. Dwie eskadry blokują nam drogę na wschód oraz na południe do Huriy. Jesteśmy odcięci na wodach wroga. Imperialne psy spodziewają się, że podkulę ogon i spróbuję przełamać blokadę. Niedoczekanie ich! Zrobię coś czego się nie spodziewają. Ruszę na zachód do cieśniny Scytryjskiej. Pani Narira nam sprzyja mamy silny wiatr w plecy, przy odrobinie szczęścia Księżniczka Szeherezada przemknie nie zauważona przez ich niezorganizowane linie. Inaczej jeszcze dziś lub jutro czeka nas bitwa...

155 dzień Jullis 1510


Narira nagle nas opuściła... Wiatr zamilkł... Zamarliśmy na morzu, gdy wróg nas otaczał... Dziesięć naprzeciw nas... Tchórze tak się bali, że podpalili nieszczęsną Księżniczkę Szeherezadę... To koniec... Wszędzie śmierć i zniszczenie... Tanio skóry nie oddaliśmy... Ha posłaliśmy pięć okrętów na dno... Nim nas dopadli... Nie jestem w stanie nawet...zliczyć, ile ran otrzymałem... O tej bitwie będą śpiewać pieśni... Tak kończy kap...

(na kolejnej stronie wyrysowano wysoką postać w turbanie i dżubbanie stojącą w płomieniach podpartą o laskę)

Ja żyję... Jak obiecał... (wielokrotnie powtórzone)

???


Ja żyję... Nie wiem, gdzie się znajduję... Ani jaka jest data... Sądząc po układzie gwiazd morze wyrzuciło mnie na brzeg Latynu. Nie czuję ran, musiały być płytsze niż myślałem. Nic mi nie doskwiera... Władcy żywiołów mi sprzyjają... To wszystko co widziałem... To musiały być majaki i przewidzenia w gorączce z pewnością. To się nie mogło wydarzyć... Muszę się skupić i znaleźć sposób, by opuścić ziemię wroga.

(niepokojący rysunek okrętu o czarnych postrzępionych żaglach)


163 dzień Jullis 1510 Latyn

Przemykam i kradnę jedzenie z chłopskich chat jak skończony obszczymur i złodziej. Ja niegdysiejszy postrach mórz... Jak nisko można upaść. Jedzenie straciło wszelki smak jest niczym pył... Soki i trunki wydają się pozbawione smaku i aromatu. Czy to tylko toczący mnie marazm i beznadzieja... czy coś więcej? W snach, może koszmarach, wciąż i wciąż odtwarzam to zdarzenie. Wśród dymów, płomieni i wraków płynąca biała galera o czarnych postrzępionych żaglach. Na jej pokładzie upiory i potępieńcy... Przeklęci marynarze powykręcani pokryci czyrakami, ropniami, napuchli od wody... Żywe trupy... Na ich czele on... Kapitan wyklęty... Wysoki, przygarbiony, naznaczony zgnilizną, słaniający się podparty lasce... Bogowie wiąż słyszę stukot tej przeklętej laski... Stuk... Stuk... Stuk... Miarowy wręcz hipnotyczny... Szedł przez płomienie jakby nigdy nic... Złapał mnie za ramię, nie byłem wstanie się wyrwać. Spojrzał w jego żółte zgniłe oczy... Jakbym patrzył w otchłań. “Czy boisz się śmierci kapitanie Grassan el-Bari?” - wychrypiał szorstkim zimnym głosem. Skąd na skarby dżinów znał moje imię... Nie mogłem nic zrobić... Kiwnąłem głową, uśmiechnął się na to... Zalała mnie fala bólu i ciemność... To był sen... To musiał być sen... Tylko jak wyjaśnić, że w miejscu, gdzie dotknęła mnie ta kreatura, wykwitło znamię w kształcie łamanego przez falę trójzębu. (szkic znamienia) Czuję jak ten znak pulsuje i przeszywa mnie bólem... Do reszty straciłem rozum???

(rysunek postaci z trójzębem bądź widłami, trudno orzec)

Nie mogę umrzeć (powtórzone wielokrotnie)

165 dzień Jullis 1510 Latyn


Podczas, gdy przeszukiwałem jedną ze stodół niespodziewanie nakrył mnie jeden z chłopów. Był wściekły... Nie zamierzał rozmawiać... Nim cokolwiek zdążyłem zrobić przebił mi brzuch widłami... Sięgnąłem dłońmi do jego szyi... Nie wiem skąd miałem siły, zadusiłem go gołymi rękami... Wyrwałem widły ze swoich trzewi. Czarna ropiejąca maź wylewała się ze mnie... Padłem na klepisko w oczekiwaniu na śmierć. Czas dłużył się niemiłosiernie. Śmierć nie przechodziła... Posoka przestała w końcu płynąć. Nie mogę umrzeć... Nie mogę umrzeć...

(rysunek klifu na brzegiem morza)

168 dzień Jullis 1510 Latyn


Nie mogę znieść tych natarczywych myśli. Zakończę to raz na zawsze. Na wybrzeżu znalazłem malowniczy klif. Oddam się morzu, umrę, jak powinien odejść marynarz. Nariro przyjmij mnie do swojego królestwa...

Nie mogę umrzeć...

Zostałem odrzucony... Poczułem chłodne objęcia oceanu, potem szorstkie skały. Fale rozbiły moje kości w pył. Świat wirował szalenie. Morze znów mnie nie przyjęło, cisnęło na brzeg jak niechcianego kundla. Leżał emrozbity w bólach na plaży. Czułem każdy centymetr ciała. Śmierć jednak nie nadchodziła, gdy zaszło słońce znów mogłem wstać... Nie mogę umrzeć...


(rysunek wisielca)

170 dzień Jullis 1510 Latyn


Spróbowałem raz jeszcze. To nie mogło się dziać... jednak się dzieje. Wykradłem powróz, owinąłem wokół na szyi. Znalazłem wysokie drzewo, wspiąłem się na nie. Obwiązałem linę wokół gałęzi. Stary sprawdzony węzeł marynarski... Skoczyłem... Poczułem jak mi kark pęka... Powietrze wyrwało mi z płuc... Nie było mi potrzebne... Śmierć o mnie zapomniała. Bogowie się mnie wyrzekli... Wisiałem bez celu do zachodu słońca... Sam nie wiem myśląc o absurdzie tej sytuacji... Potem odciąłem linę, nie miało to sensu... Nie mogę umrzeć...

Nie mogę umrzeć... (powtórzone wielokrotnie)
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-01-04, 19:57     

(większość notatek staje się nieczytelna by je odczytać, pojawiają się szkice wysokiej postaci wspartej o lasce i niepokojący rysunek okrętu o czarnych postrzępionych żaglach)

Słychać wezwanie (powtórzone wielokrotnie)

185 dzień Lunos 1512 Morze Imperialne


Długo błąkałem się po wybrzeżu bez celu. Nie mając pojęcia co ze sobą począć. W końcu postanowiłem wrócić na Huriya. Jeśli gdzieś mam szukać odpowiedzi to właśnie tam. Zakradłem się niepostrzeżenie na okręt, gdy uzupełniał zapasy w porcie. Podsłuchałem marynarzy zamierzają płynąć do wolnego miasta. Taka okazja mogła się długo nie nadarzyć. Gdy jestem na morzu wyczuwam ten przeklęty galeon i jego wyklętego kapitana... Przyzywa mnie... Nawołuje... Dług wciąż niespłacony... Przed zachodem słońca widuje na horyzoncie biały statek o czarnych żaglach. Bogowie zlitujcie się...

Dług... wciąż ... niespłacony (powtórzone wielokrotnie)

280 dzień Ocronos 1512 Huriya


W końcu po długiej podróży dotarłem skryty w cieniach pod pokładem do Huriy. Miasto swoim zwyczajem niewiele się zmieniło, ot przybyło parę nowych twarzy, a zniknęło wiele starych. Wieści o mojej śmierci dotarły aż tutaj. Marynarze przy kuflu piwa omawiali moją ostatnią bitwę, ba nawet pieśń ułożyli. Jak to szło... “Rudobrody nasz kapitan...” Nie powiem pokrzepiło mnie to. Stałem się legendą. Nawet jakiś malarz sprzedawał płótna przedstawiające słynną bitwę. Rozbawiło mnie to... Sprawiłem sobie jedno. Zacząłem szukać odpowiedzi. Dotarłem do Świątyni Mórz, nie zdołałem jednak przekroczyć ich murów. Przeszył mnie straszliwy paraliżujący ból jakby znów umierał... Na nieszczęście znów nie umarłem... Nie mogę umrzeć... A bogowie się mnie wyrzekli...

Bogowie się mnie wyrzekli... (powtórzone wielokrotnie)

285 dzień Ocronos 1512 Huriya


Wielu ludzi ucieszyła wieść o tym, że żyję... A jeszcze więcej zatrwożyła. Jakże chciałbym ujrzeć miny moich wrogów na wieść, że przeciw prawom ludzkim i boskim wciąż żyję. Ta myśl trzyma mnie jeszcze jakość w kupie, mimo losu nie do pozazdroszczenia wciąż mogę kpić ze swoich wrogów. Nie mniej zapomniany przez bogów nie mogę zwrócić się o pomoc do magusów. Któż jeszcze może mi pomóc... Zadufani w sobie literaci na nic się zdadzą. Mój przypadek nie śnił się filozofom. To bardziej koszmar szaleńca... Usłyszałem plotki, że w slumsach działa prężnie wiedźma. Sprzedaje podejrzane eliksiry i przepowiada przyszłość... Pewnie chłopskie bajania... Jak nisko upadłem, że muszę z takich usług korzystać? Nie mam jednak wyboru... Muszę uwolnić się z tego koszmaru...

291 dzień Ocronos 1512 Huriya


W końcu odnalazłem wiedźmę za murami miasta. Rozpadająca się chata pośród morza ruder. Malowniczo... Chata obwieszona suszony ziołami, podwieszonymi za łapy truchłami kur, małych gadów i płazów... Jak w taniej powieści dla bogatych książątek. Może na chłopstwie robi to wrażenie... W normalnych warunkach bym zawrócił... Ale tkwię w koszmarze, z którego nie mogę się obudzić... Wiedźmę zwą Hagatha to odrażająca kobieta odziana w łachmany, niechlujna i brudna z włosami posklejanymi od tłuszczu i skołtunionymi, o zębach pożółkłych i krzywych. Rysy twarzy sugerujące mieszaninę krwi gvarinów i latyńczyków, może i nawet czegoś jeszcze co skapało z marynarskich kutasów w porcie. Twarz pokryta dziwnymi tatuażami. Cóż jakbym miał sobie wyobrazić wiedźmę nie potrafiłbym tego zrobić lepiej... Ku mojemu zdziwieniu nie była to strata czasu. Kobieta już następie nazwała mnie chodzącą śmiercią... Niewiele się pomyliła. Pokazałem jej znamię i trwożnie się zlękła. Wiedziała coś, ale ciężko było z niej to wydobyć. Hagatha jest na wpół obłąkana... Hah tak, chyba jak ja sam... Powtórzyła mi stare bajędy marynarzy o tym, że na tych wodach pływał kapitan tak okrutnym i niegodziwym, że bogowie przeklęli go po wsze czasy by tułał się po morzach. Niewielu pamięta już jego miano i czym dokładnie zasłużył sobie na ten los. Przeklęty kapitan pływający na galerze zrobionej z ludzkich kości i żagli splecionych z ludzkich włosów... Kiedyś nie dałbym w to wiary... Jednak widziałem tą przeklętą jednostkę na własne oczy... Wciąż ma jej obraz przed oczami... Słuchałem zafascynowany opowieści jak przeklęty kapitan porywa konających marynarzy na wieczną służbę na okręcie widmo. Jest jednak nadzieja dla mnie... Straszliwy dług można spłacić w inny sposób... Władca pokutników pożąda też magicznych artefaktów... To moja szansa na znalezienie spokoju w śmierci... Odnaleźć coś na co przehandluje swoja duszę... Cóż za te bajędy pijanych marynarzy zapłaciłem paroma złotymi pierścieniami. Warte swojej ceny...

Wiedźma powiedziała coś jeszcze... Krew magicznej istoty może złagodzić efekty klątwy przynajmniej na początku... Skąd na władców wiatrów znajdę magiczną istotę. Podobno na Huriy można dostać wszystko...

(rysunek wiedźmy)

Morze mnie wzywa... (powtórzone wielokrotnie)
_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
DarkLord 
Epicki Bohater
Władca Ciemności



Wiek: 35
Dołączył: 26 Cze 2011
Posty: 1454
Skąd: Łódź
Wysłany: 2026-01-04, 20:09     

300 dzień Ocronos 1512 Huriya


Zbyt długo mitrężę w tym mieście. Morze wzywa mnie swoją słodką pieśnią. Nie potrafię się jej oprzeć. Przepiękna Zarino marzeniu marynarza... Postanowiłem działać muszę znów postawić swoja banderę na maszt. Nie będzie to proste. Musiałem dogadać się ze Szczenną, słono sobie policzył... Zdarł ze mnie dosłownie ostatnią koszulę. I tak nie mam już nic do stracenia, z resztą nie mi przyjdzie spłacać tą szuje Bacharata. Hah pewnie nie doceni, jak oszukał go Rudobrody. Spotkałem też swojego starego znajomego Hadama. Coś mu uczyniła Zarino, że zamiast rzucać wyzwanie spienionym bałwanom, marzy mu się uprawa oliwek. Najlepszy bosman jakiego znam chce wieść żywot szczura lądowo. Poważnie sobie z nim pogadałem, rozbudziłem na nowo rządzę przygód. No wspomniałem też, że zawdzięcza mi życie... I to nie jeden raz... Zgodził się pomóc staremu druhowi i popłynąć w ten jeden ostatni rejs. Źle na tym nie wyjdzie za łupy kupi sobie tą plantacje oliwek. Hah oliwki co za marnotrawstwo talentu. Widzę w oczach starego przyjaciela zmartwienie, widzi jak bardzo się stoczyłem... Nie mogę mu powiedzieć prawdy, nigdy w to nie uwierzy...

(rysunek Drugiej Szansy)

305 dzień Nothum 1512 Huriya


Wszystko zaczyna już jakoś wyglądać. Z Hadamem wybraliśmy najlepszy statek z kwoty jaką dysponujemy, okręt żaglowy. Wygląda niepozornie, ale dla mnie jest piękny. Postanowiłem nazwać go “Druga Szansa”, na pamiątkę tego co stało się u wybrzeży Latyńskiej. Z jego pomocą dostanę się do zatoki Mortterańskiej, tam w ruinach cywilizacji jaszczurów albo zapomnianych już Państw Dżinów odnajdę coś co spłaci dług. Przeklęte martwe bagna Morterry skrywają dawno zapomniane sekrety czarnoksiężników obalonych przez paladynów, może pośród nich... Cholera za bardzo wybiegam w przyszłość. Muszę się skupić na zebraniu załogi zbyt wiele osób zaczyna interesować się moją osobą. Huriya robi się zbyt ciasna powoli... A morze wciąż wzywa...

(rysunek rynku na Huriy)

315 dzień Nothum 1512 Huriya


Rozesłane po tawernach wici zaczynają przynosić skutek i coraz więcej ludzi zgłasza się na służbę na “Drugiej Szansie”. Idzie to zdecydowanie zbyt wolno. Mój umysł błądzi już gdzieś na morzu. Zbyt często łapie się, że idąc bez celu po mieście wychodzę na nabrzeże. Nie mogę mitrężyć czasu po próżnicy... On gdzieś tam czeka na mnie... Handam chce dokonać selekcji kandydatów, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Myśli, że robię mu na złość biorąc każdego kto się napatoczy. Nie mam wyboru. Grupa gvarinów z Huriy zna się na rzemiośle to będzie solidna podstawa. Nie mogę tego jednak powiedzieć o bandzie rzezimieszków z Imperium i uciekinierach z Erxen. Szukają schronienia i celu w życiu... A ja dam im Drugą Szansę! Hah co za ironia... Jednak w imionach kryje się moc jak mawiają maggosi. Morze zrobi z nich mężczyzn to pewne. A jak nie zrekrutuje się kogoś w innym porcie, byle wypłynąć w tym miesiącu.

(rysunek wpisanych w karty Meave, Zefira i Lazarusa, dama i dwa walety)

319 dzień Nothum 1512 Huriya


Próbując jakoś zająć myśli i zabić czas zacząłem odwiedzać karczmę “Pod Słoniem”. Stary Cato wie, jak zadbać o gości i ich zabawić. U niego można spokojnie się napić, pogadać o interesach, a co najważniejsze pograć w kości lub karty. Przynajmniej, dopóki jesteś wypłacalny. Hadam tego nie pochwalał. Stary pryk twierdził, że znów wprowadzę nas w długi. Hah, gdyby tylko wiedział, że żyje na krechę! To dobre... Przegranie paru dinarów mnie nie przeraża. A czułem, że sprzyja mi szczęście. I miałem rację.

Jednego wieczoru zabijając czas dostrzegłem postawnego latyńczyka w zbroi dekuriona pijącego na umór i usilnie starającego się przegrać resztki swojego żołdu. Rzadki widok legionista na Huriy. Z ciekawości się dosiadłem. To był zgorzkniały i surowy mężczyzna. Alkohol skutecznie rozwiązał mu język. Nazywał się Lazarus i należał do niesławnego XIII Legionu odpowiedzialnego za pacyfikację na Sacterrze. Zdaje się, że uciekał przed przeszłością. Cóż łatwo pozbawiłem go resztek Imperialnych Denarów. Nie był zbyt szczęśliwy i skory do bitki. Cato, by tego nie pochwalił. Coś musiałem wymyślić... Z pewnością przyda mi się ktoś to umie trzymać dyscyplinę. Zaproponowałem legioniście służbę na moim okręcie. Lazarus nie był skory do tego, ale w pijackim amoku zaproponował grę o wszystko. Hah i wygrałem załoganta.

Kolejnego wieczora dostrzegłem młodego gvarina w tawernie. Był bardzo głośny i wszędzie było go pełno. Przypominał mi się za młodych lat, gdy liczyła się dla mnie tylko hulanka i swawola. Kto wie może zostawiłem w jakimś porcie jego matkę z pęczniejącym brzuchem... Hah tylko dżiny raczą wiedzieć ilu bękartów spłodziłem. Młody dosiadł się do kupców korzennych i zaczął rżnąć ich w karty. A nawet zwinął im sakiewki. Robił to tak ostentacyjnie, że ich ochroniarze to zauważyli. Szykowała się niezła chryja. Postanowiłem dołączyć. Sama moja reputacja wystarczyła, by kupcy z ochroną stracili animusz. Chłopak nie zdawał sobie sprawy z tego kim jestem, próbował mnie też okantować. To było przezabawne. Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka. Nim się obejrzeli zgarnąłem całą pulę. Jeszcze mam to coś. Kupcy zwinęli się czym prędzej nie chcąc stracić wszystkiego. Młody okazał się jakże inaczej nie wypłacalny, a zwał się Qahir Ibn Wassim al-Yamal. Zaproponowałem mu służbę w zamian za spłatę długu. Miał w sobie silny zew przygody, gdyż zgodził się bez wahania.

Dzisiejszego wieczoru miałem kolejne ciekawe spotkanie. W tawernie pojawiła się młoda elfka niezwykłej urody. Korzystając ze swoim wdzięków i zręcznych palców pozbawiała bywalców zawartości sakiewek. W końcu spróbowała tego samego na mnie. Próby rozbicia mnie nie zadziałały. Hah nie zemną takie numery. Ah gdyby był młodszy i nie obarczony klątwą ta noc skończyła, by się zupełnie inaczej... Dziewczynę nazywano Maeve Deirdre Nehalennia i sporo złoto przegrała. Słyszałem o tej dziewoi ponoć uciekła sprzed ołtarza z rodzinnego kraju kupując wejście na pokład własnym posagiem. To Ci ziółko. Przypomniało mi to jak uciekłem z Jaf’Ardu na złość mojej rodzinie. W porcie też dokazywała. Z tego co ludzie gadają omotała sobie wokół palca jednego z przemytników, a potem jako jedyna z załogi nie została schwytana przez imperialnych. Coś tu brzydko pachnie... Widząc, że nie wygra ze mną Maeve starała się grać na zwłokę i poszła za potrzebą. Klasyka. Stary numer zwiać nie płacąc długu. Problem z tym, że trafiła na lisa, a nie barana. Jakieś było jej zdziwienie, gdy czekałem przy oknie na nią. Pchnąłem ją na ścianę jak próbowała zwiać i zabrałem jej sakwę za poniesione straty. Jeśli chciała ją odzyskać zaproponowałem jej służbę na okręcie. Przytaknęła, musiała być tam coś ważnego. Jak się okazało wysłużony sekstans i mapy. Była nawigatorem... Ciekawe. A bez nich co najwyżej mogła sprowadzać marynarzy do swojego mokrego doku... To się może okazać użyteczne. Moje próby poszukiwania magicznych artefaktów po świecie mogą nie spodobać się załogantom. Jeśli będzie trzeba zwale wszystko na młodego nawigatora... Jestem okropny.

Zbyt często bywam u Cato zwróciłem na siebie uwagę zbyt wielu wścibskich oczu. Muszę przystopować. Szkoda lubię grywać w karty. To opłacalna rozrywka.

(rysunek N'Jau w kajdanach)

323 dzień Nothum 1512 Huriya


Tego dnia sporo działo się w porcie. Przeklęci zielonoskórzy wywołali zamieszki głosząc te brednie o “Niewidzialnym Bogu”. Jawna herezja. Nie zaprzątałbym sobie tym głowy teraz, gdyby niepewny nubijski niewolnik, który w szale rzucił się na uzbrojonego orka i zadusił go gołymi rękami mając na ustach Władców Żywiołów. Jego gorliwość i siła wzbudziły mój podziw. Nie lada wyczyn sprostać orkowi i to w dodatku bez broni. Zostało mi jeszcze parę dinarów od tego szui Baharata, postanowiłem wykupić czarnoskórego niewolnika. Nazywał się N’Jau i zwróciłem mu wolność. Dżinowie nie poskąpili mu siły, ale za obarczyli słabym umysłem. Nie mógł pojąć, że jest wolny. Wciąż miał mnie za swojego pana. Tak oddany i silny sługa na pewno mi się przyda.


(rysunek Bombura pośród kramów)

325 dzień Nothum 1512 Huriya


Załatwiając sprawunki na targu dostrzegłem niecodzienny widok krasnoluda targującego się zajadle z kupcem o przyprawy. Wiedziony ciekawością zagadnąłem niecodziennego gościa Huriy. Zwał się Bompur Thorgotsson o nietypowym przydomku “Smakosz” i poszukiwał nowych przypraw do swojej kuchni. Jego miano pasowało idealnie. Poleciłem mu kilka przypraw korzennych i wdaliśmy się w dość długą rozmowę o kuchniach świata. Oczy mu zaiskrzyły jak u słyszał, że jestem kapitanem. To nie mogło być przypadkowe spotkanie. Zaproponowałem mu stanowisko kuchty na pokładzie. Krasnolud targował się jak rodowity gvarin. Co ciekawe zamiast na złocie to bardziej na udziałach w przyprawach i jadle z łupów najbardziej mu zależało. Nie mogłem odmówić takiej oferty. Po wszystkim mina Handama była warta tysiąca dinarów po tym jak dowiedział się, że zrekrutowałem krasnoluda.

_________________
"Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"

"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Szybka odpowiedź
Użytkownik: 


 
 
 
 
 
 
 

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group