TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
[Legenda] Drugie Ostrze Sztyletu
Autor Wiadomość
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-12, 23:47   [Legenda] Drugie Ostrze Sztyletu

Gracz: Domino

Bohater:
Właściwie: Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar
Potocznie: Gorut (skrót od pełnego imienia)

Typ: Humanoid // Rodzaj: Krasnolud // Rasa: Górski

Wygląd fizyczny:
Wyglądem nie różni się zbytnio od swoich pobratymców. Jego tusza, jak to przystało na krasnoluda - spora. Oczywiście pod powierzchnią częścią tłuszczu znajduje się dobrze rozbudowana tkanka mięśniowa.
Włosy stosunkowo długie, jednak co rzadko się zdarza - rzadko związane w warkocz. Jego atutem jest zadbana broda i gustowny wąs. Brwi krzaczaste, oczy brązowe. Brodę stara się systematycznie skracać, by nie sięgała poniżej jego klatki piersiowej.

Przeszłość i opis:
Urodzony w majętnej rodzinie - znanego właściciela kopalni rud żelaza. To właśnie ojciec nauczył go szacunku do krasnoludzkich wyrobów, które bez wątpienia są wytworem nieskazitelnym. Prowadził spokojne, beztroskie życie. Od najmłodszych lat, jak to przystało na prawdziwego krasnoluda, uczył się walczyć. Chociaż z drugiej strony... czy można to nazwać walką? Z reguły łapał się każdej ogromnej broni i niszczył swoje przeszkody. Trening polegał tylko na jak najsilniejszym uderzeniu. Właśnie na tym polegała taktyka jego "nauczyciela". Można by nawet rzec, iż ten trening zaowocował... tylko nie w umiejętności posługiwania się bronią, a w nabytą siłę. Między treningami walki, rozrabianiem z rówieśnikami, przeróżnymi naukami znajdował czas na chodzenie do karczm. Mimo, iż był jeszcze dzieckiem, wlewał w siebie ogromne ilości alkoholu. Po niedługim czasie, pomimo wczesnego wieku popadł w alkoholizm. W sumie on nie był tego świadomy, zaś jego rodzina nie widziała w tym żadnego problemu. Im krasnolud wlewał w siebie więcej trunków, tym bardziej był poważaną osobą.
Poza tym prowadził dość beztroskie życie i właściwie byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie to, że zaczęło mu się po prostu nudzić. Nie, nie wymordowano mu rodziny, nie spalono domu i nie zaczął szukać zemsty. Po prostu, taki kaprys. Postanowił choć raz zdać się na siebie i za przyzwoleniem ojca przystąpił do niewielkiego klanu, który zwał się "oburęczny sztylet". Rodzina nawet cieszyła się, że postanowił zostawić majątek i udać się na bijaczkę. Walczący krasnolud to duma dla wysoko postawionego ojca.
I tym sposobem, jeszcze młody krasnolud, wywodzący się z gór porzucił majątek, nie wyrzekając się przy tym rodziny. Postanowił zdać się tylko na siebie.
Najpierw, wraz z swoimi nowymi braćmi wyruszyli w najmroczniejsze odmęty gór, by młody jeszcze Gorut nauczył się przetrwania w tych ciężkich warunkach. Na miejscu spotkał swojego pobratymca, lodowego krasnoluda, który zwał się Herad, to właśnie on pokazał mu zalety tarczy. Gorutowi, ten wielki kawał metalu przypadł do gustu wręcz nadzwyczajnie. Spędzał wiele godzin na nauce bronienia się tą najcięższą spośród tarcz. Natomiast w wolnych chwilach uczył się języka imperialnego, który miał pomóc w przyszłości młodemu bohaterowi. Ponoć interesy z ludźmi to czysty zysk. Tymczasem i tam Gorut prowadził dość beztroskie życie, dopóki nie zaczęły się "wypady w góry". Niedługo później, podczas licznych wędrówek młody zbrojny natrafiał na wiele przeszkód, z którymi sobie radził znakomicie, jak na prawdziwego krasnoluda przystało. Po około trzech latach, Gorut był gotowy na podróż do wielkiego świata. Wraz z klanem wyruszyli do krain zamieszkanych w większości przez ludzi. Jednak nie to było najtrudniejszym aspektem ich podróży, bowiem, by trafić do krainy, do której zmierzali musieli najpierw przedrzeć się przez tereny niezależne, na których nie trudno spotkać watahy orków, plądrujące okoliczne ziemie. Za dnia dwoili marsz, by skrócić jak tylko się dało, czas ich podróży. Podróż trwała kilkanaście dni, nie wiadomo ile dokładnie, gdyż młody bohater zdążył już kilkakrotnie zgubić rachubę. Cała przeprawa była bardzo spokojna, nie licząc kilku wilków i orków. Wedle map, po kilku następnych dobach znajdowali się już na terenie należącym do ludzi, z czego wszyscy byli nad wymiar szczęśliwi, z racji łatwej podróży. Z tej okazji, gdy zapadł zmrok, postanowili urządzić ucztę, upamiętniającą ten wielki sukces. Błoga zabawa trwała, każdy, bez wyjątku, chodził pijany. Czternastu krasnoludów, bo tylu ich było, zataczało się, głośno śpiewając, przeklinając, co rusz kłócąc się z byle powodu. Gorut już na samym początku zabawy wypił za dużo, a zaowocowało to tym, że zanim wszystko się rozkręciło, on leżał pijany pod wozem z ładunkiem. Zabawa była na tyle udana, że nikt nie spostrzegł się, że są otoczeni przez kilkudziesięciu, wyćwiczonych w boju orków. Usłyszeli tylko krzyk, nawet Gorut przebudził się na chwilę, lecz nim minęły trzy sekundy, spał ponownie.

Młody krasnolud obudził się nazajutrz z potwornym bólem głowy. Przez pierwsze chwile zastanawiał się, ile wypił. Nie był pewien, gdyż po czwartym, krasnoludzkim samogonie stracił kontakt ze światem żywych. Powolnym, mozolnym ruchem wytoczył się spod wozu. To co zobaczył, przeraziło go na tyle, że wstał na sekundę, by po chwili opaść na cztery litery.
Był w szoku, nie spodziewał się takiego widoku.
Okolica wyglądała strasznie, wszędzie leżały ciała martwych krasnoludów. Jego przyjaciele, jego bracia. Jednego Gorut był pewien, to była sprawka orków. W końcu kto inny miałby siłę poćwiartować krasnoluda w kwiecie wieku? Młody bohater chodził jak dziecko we mgle, nie wiedział co robić, przyklękiwał od czasu do czasu przy truchle swoich towarzyszy, by uronić łzę smutku i goryczy.
Nie pamiętał ile czasu błądził w takim stanie. Dopiero później nadszedł czas na działania. Nie zwlekając długo, pozbierał to, co było w okolicy, a co mogło mu się przydać. Nie było tego wiele, bowiem niemalże wszystko zostało zrabowane. Na koniec podbiegł do przywódcy klanu, do osobnika, który niewątpliwie był jego niedoścignionym wzorem, i zerwał mu amulet z szyi. Nie był to żaden magiczny przedmiot, była to rzecz raczej symboliczna. Mały łańcuch, na którym zawieszony był malutki sztylet z długą rękojeścią.
To zdarzenie zmieniło jego życie diametralnie, poczuł, że nie jest już gówniarzem, a prawdziwym krasnoludem.
Wyruszył przed siebie, w stronę ludzkich miast. Pełen goryczy, żalu, a nawet złości. Musiał się czymś zająć, by nie zwariować.


DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 0
Otrzymane: 0
Ogólne: 0


ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 22 / 11 6
Refleks:.........: 13 / 7 4
Siła:..............: 18 / 9 5
Zręczność:.....: 15 / 8 4
Charyzma:......: 9 / 5 3
Inteligencja:....: 12 / 6 3
Percepcja:......: 13 / 7 4
Wola..............: 12 / 6 3

WSPÓŁCZYNNIKI
Życie: 66 + 25 + 10 = 101
- 20%: 20
- 10%: 10

Mana: 36

Karma: 27
- Kość karmy: k8

Inicjatywa: 23
Zbroja: ? = ?

Obrona: 23 + 5 = 28
- Unik: 28 - 6 = 22
- Zbroja: 28 + 18 = 46

Pancerz: 22
Próg ran: 11 + 2 + 1 = 14

Odporność magiczna: 22 + 20 + 10 = 52
Roztropność: 23
Wytrwałość: 32 + 5 + 3 = 40

Szybkość: 6

Udźwig: 18
Lekki / Średni / Duży / Maks.: 36 / 72 / 108 / 180
Aktualny: 18

CECHY
Biegłość w pancerzach
Cztery żołądki (naturalna)
Krasnoludzki sprint (naturalna)
Naturalnie wytrzymały (naturalna)
Odporność na magię (magiczna)
Odporność na trucizny (naturalna)
Podziemny zmysł (naturalna)
Stabilność (naturalna)
Szybkość (naturalna)
Urodzony w zbroi (naturalna):
Widzenie w ciemności (naturalna)
Wydajne płuca (naturalna)
Żywotność (naturalna)
Żywotny (wrodzona)
Styl walki: Specjalizacja w toporze póltoraręcznym (wyuczona):
Osłanianie się (wyuczona)

Wady:
Fanatyk - pod względem wyrobów krasnoludzkich
Lojalny
Obżartuch
Skąpiec
Uzależnienie od alkoholu (stopień 2/5 (200exp))

ZDOLNOŚCI
-Magiczna niewrażliwość
-Talent- tarcza
-Szlacheckie pochodzenie
-Specjalizacja w umiejętności: (tarcza)
-Język Imperialny
-Kijem nie dobijesz


UMIEJĘTNOŚCI
Biegłości:
Władanie Bronią: Tarcza Ciężka Poziom 7 - Test = k20 + Zr:15 + 5 + 6 + 7poz. = k20 + 33
Władanie Bronią: Topór półtoraręczny Poziom 6 - Test = k20 + Zr. 15 + 6 = k20 + 21
Władanie Bronią: Kusza lekka 3 poziom - Test = k20 + Pr. 13 + 3 = k20 + 16
Walka wręcz (Zręczność) 2 poziom - Test = k20 + Zr. 15 + 2 = k20 + 17
Unik 4 poziom - Test = k20 + Zr. 15 + 4 = k20 + 19
Prowokacja 1 poziom - Test = k20 + 9 + 1 = k20 + 10
Zastraszanie: 2 poziom - Test = k20 + 9 + 2 = k20 + 11
Zwarcie: 1 poziom - Test = k20 + 18 + 1 = k20 + 19
Wiedza: Polityka 1 poziom
Wiedza: Sztuka przetrwania 1 poziom
Wiedza: Geografia świata 1 poziom
Wiedza: Wycena 1 poziom
Współczynnik: Obrona 5 poziom
Współczynnik: Wytrwałość 3 poziom
Współczynnik: Życie 5 poziom

Bez biegłości:


CZARY
brak


EKWIPUNEK
- Lina 9 m - 4,5kg
- Koc - 1kg
- Zwijane posłanie - 1,5kg
- Bukłak - 1,5kg
- Sterty materiału - 1kg
- Stare futra - 1,5kg
- Materiałowa torba - 0.5kg


Ubrania:
- Ciemno brązowa lniana koszula - 0,5kg
- Czarne lniane spodnie - 0,5kg
- Gruby skórzany pas - 1kg
- Niebieska koszula z długimi rękawami - 0,5kg
- Kamizelka wykonana z futer - 1kg
- Ciemnozielony płaszcz - 2kg
- Potężne, brązowe, skórzane buty- 1kg
- Skórzane rękawice - 0.5kg

Broń:
Topór półtora ręczny Tra: -5 Obr: 7k10 + Si PI: 14 - 6kg

Zbroja:
Koszulka Kolcza: P: 22 Op: -6 Pok: 18 - 12kg
Ciężka Drewniana Tarcza: L.O.: 5 + 1(3) Tra: +13 Pi: 15 - 12kg



Komponenty i Magiczne Przedmioty:

Wyposażenie:

20 krasnoludzkich monet - na potrzeby sesji


_____________________________________________________


Cień zaś podążał na przód siejąc po drodze jeno śmierć i zniszczenie.


Drugie Ostrze Sztyletu


Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar, młody krasnolud, kroczył wolnym acz zdecydowanym krokiem po skalistych ścieżkach Terenów Niezależnych. Co prawda wzniesienia były nieporównywalnie mniejsze od pnących się pod niebo Gór Środka Świata do których ów woj przywykł, jednakże tutejsze skaliste kondygnacje również piętrzyły się ograniczając znacznie wgląd na okolicczne tereny. Myśli Goruta były jednak dalekie od wąskich przesmyków i stromych zbocz. W jego głowie pojawiał się nieustannie obraz jego towarzyszy, których nie tak dawno jak cztery dni temu zastał martwych. Klan Oburęcznego Sztyletu.

Wędrówka dłużyła się w samotności, a powracające w pamięci straszliwe obrazy nie dawały spokojnie odpocząć Gorutowi. Toteż ze względu na nie oraz na fakt, że przebywał na dość niebezpiecznych terenach odpoczynki krasnoluda były krótsze acz częstsze.

Teraz jego siły były zregenerowane po kolejnym z nich. Może nie w pełni, ale w stopniu wystarczającym aby pokonać kolejny etap wędrówki, a w razie czego rozpłatać swym półtoraręcznym toporem ciała przeciwników.

Mijając kolejne ze wzniesień ujrzał w oddali unoszący się gęsty dym wijący się powoli ku zachmurzonemu dziś niebu. Sądząc po jego ilości oraz objętości jaką zajmował, nie pochodził on bynajmniej z ogniska.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-13, 11:07   

A co jeśli to te skurwiałe orki, co to zwykły dostojnych krasnoludów podczas niedyspozycji chwilowej napadać? Powinienem pójść, poczekać, aż będą pijani i zaszlachtować ich jak dziki. Tylko co ja, kurwa, w pojedynkę mogę? To byłaby zwykła głupota, a nie czyn iście epicki. Oczywiście, że się nie boję, ale... nie chcę polec. A to się nazywa rozwaga.
No cóż, Gorut nie zamierzał pozostawić tego dymu samemu sobie. To właśnie on stał się jego punktem docelowym. Musiał zbliżyć się na tyle blisko, by mógł zobaczyć kto, z czego i w jakim celu robi, przypuszczalnie, wielkie ognisko. No i najlepiej byłoby tym samym pozostać niezauważonym. A przecież wiadomo jest, że krasnoludy to mistrzowie kamuflażu i taktyki, więc Gorut nie wątpił w swoje możliwości.
Z drugiej strony... dla Goruta krasnoludy byli mistrzami w każdej dziedzinie na tym świecie. Między innymi dlatego tak bardzo bolała go strata jego najbliższych, którzy byli dla niego jak rodzina.
No cóż, teraz przynajmniej ma jakieś zajęcie, by móc choć na chwilę oderwać się bolących wspomnień.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-14, 21:23   

Grout ruszył skalistym traktem między wzniesieniami. Na szczęście mimo utrudnień nie mógł zgubić swojego punktu orientacyjnego gdyż dym wznosił się wysoko ponad skalne szczyty które swoimi płaskimi kształtami w niczym nie przypominały ojczystych gór krasnoluda. Ten co najwyżej mógł je nazwać małymi płaskowyżami choć i tak byłby to nazbyt honorowy tytuł. Mijając kolejny z nich zauważył w końcu źródło chmur dymu unoszących się ku górze. W dole płonęła niewielka osada. Kilkanaście drewnianych chat trawione było przez ogień, który trzaskał w rytm muzyki zniszczenia. Co prawda gęsty dym przysłaniał cały obraz jednak dźwięcząca stal, ryki oraz odległe głuche zawodzenie kobiet świadczyły o tym że wciąż tam wre bitwa. Wojownik mógł zawrócić zostawiając los malej wioski samej sobie. Mógł jednakże podjąć się pomocy obrońcom. W drugim wypadku zaś miał on dwa wyjścia – zbiegnięcie po stromej skale lub zejście łagodną krętą ścieżką prowadzącą do wioski. Pierwsze wiązałoby się z dość znacznym ryzykiem gdyż nachylenie skały było nie małe, a zbocze naszpikowane małymi kamykami dodawało dodatkowego smaczku. W tym jednak wypadku przy powodzeniu szaleńczego manewru Grout byłby na miejscu w kilka minut. Zejście, czy też pobiegnięcie krętym szlakiem kosztowałoby krasnoluda kilkanaście minut lub nawet dłużej. W obu jednak przypadkach wojownik nie mógł przewidzieć co czeka go na dole. Najbezpieczniejszym więc rozwiązaniem byłoby ominięcie owej wioski.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 20:03   

Szedł, noga za nogą. Na plecach ciągnął ogromną tarczę, u boku zwisał potężny topór, zaś na ramionach spoczywała wytrwała zbroja, która niestety wydawała z siebie dość metaliczne brzmienie.
Ale z drugiej strony, po dłuższym marszu Gorut szedł w rytm brzęku, który ona wydawała. To ułatwiało popaść w rutynę i zapomnieć o tym, jak długa droga go czeka.
Tylko co jakiś czas spoglądał się, czy wciąż idzie w odpowiednim kierunku.
Jednak ostatnie jego kroki, po których to miał nadzieje, że zdoła ujrzeć to, do czego zmierzał, były bardziej rozważne oraz świadome.
Ale to co zobaczył przerosło jego oczekiwania.
Spalona wioska? Co jest, do chuja pana, tutaj grane? A może... a może to ci sami szubrawcy, którzy wymordowali moich braci? I tutaj nie dane będzie mu się z nimi mierzyć w pojedynkę, a wraz z okoliczną gwardią? O ile taka istnieje. Jebać to. Mam tylko nadzieję, że Ci pierdoleni orkowie nie mają jakiejś ogromnej przewagi...
Przerwał na chwile rozważanie, mimowolnie robiąc groźną minę.
Teraz się dowiedzą, co znaczy gniew krasnoluda, co znaczy zemsta w klanie Oburęcznego Sztyletu... I nie będzie kurwa przeproś...
Pełen rozgoryczenia, a zarazem nadziei, że tam właśnie znajdują się siejący pożogę orkowie, wyjął swój topór, aby ten robił mu za podparcie, przy schodzeniu ze stromej strony góry. Nie miał czasu, musiał znaleźć się tam jak najszybciej, okrężna ścieżka nie wchodziła w rachubę.
Powoli, ostrożnie, byle do celu.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-15, 20:46   

Ognista pożoga w dole nie przeraziła krasnoluda, a świadomość że może on odnaleźć zemstę dodatkowo wzmacniała jego wolę walki. Wojownik wiedział, że w boju liczy się każda sekunda nie wspominając już o minutach które straciłby on wybierając okrężną ścieżkę. Jednakże musiał on mieć także świadomość ogromnego ryzyka jakie niósł by ze sobą spadek z tak stromego zbocza. Z dwojga złego wybrał on bardziej heroiczne rozwiązanie. Pierwsze kroki po stromej powierzchni wychodziły dokładnie tak jak Grout planował. Powoli i ostrożnie. Jednak tajemnicza siła, którą uczeni badacze z Broln nazwali by „grawitacją”, sprawiała, że wraz z pokonywaniem kolejnych odcinków trasy wojownik nabierał coraz większego przyspieszenia. Co prawda jego zręczne omijanie kolejnych przeszkód do pewnego czasu było dość efektowne jednak daleko mu było do lekkich i giętkich ruchów elfa. Z czasem jego krótkie nogi nie nadążyły z kolejnymi reakcjami. Jeden niewielki kamyczek zadecydował o porażce. Kamienne podłoże błyskawicznie spotkało się z twarzą Grouta w bolesnym uścisku. Później zaś całość przypominała turlającą się ze wzgórza beczkę. Wojownik gdyby nawet chciał nie doliczyłby się ile razy jego bark uderzył się o kamienie. Do ostatniego uderzenia które zapamiętał niemal u podłoża skarpy jednak reszta jego ciała była lepiej chroniona z jednej strony przez powierzchnie krągłego brzucha ukształtowanego oczywiście w większości przez mięśnie i cóż z tego że jeden z nich zwał się piwnym, z drugiej strony zaś przez drewnianą tarczę. Ta jednak pod sam koniec nie wytrzymała roztrzaskując się. Gdyby jednak nie ona Grout mógłby nie przeżyć swojej heroicznej decyzji. Później nastała ciemność…

… Grout poczuł jak powracająca świadomość odzyskuje władze nad obolałym ciałem. Słuch podpowiadał mu że ogień już dogasał. Kiedy podniósł powieki ujrzał zamglony niewyraźny acz powoli wyostrzający się obraz. Ujrzał zarys postaci stojącej nad nim, wysokiej blisko dwóch metrów i obdarzonej niezwykłą rzeźbą ciała. To na co jednak wojownik zwrócił największą uwagę to fakt, że cienista jeszcze postać trzyma w ręce coś na kształt olbrzymiego dwuręcznego topora.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 20:51   

Co jest kurwa....
Widział jak przez mgłę, a to znak, że jeszcze nie doszedł do siebie.
-C..oo, jes...t gr..rr...r..ane?-
Wybełkotał, nieświadom w pełni swojego tragicznego położenia. Jednak widział kogoś z toporem, a to było już strasznym zjawiskiem.
Czyżby ostatni członek Oburęcznego Sztyletu miał paść trupem? I to w pozycji leżącej? Bez walki?
Śmierć straszna. Poniżająca...
A może to jakaś klątwa ciążyła na klanie? Wszyscy wymordowani w sposób hańbiący?
Tego Gorut jeszcze nie wiedział. Choć przeczuwał, że dobrze nie jest.
Przetarł rękawem oczy, próbował się skupić, oprzytomnieć, zrozumieć...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-15, 21:32   

Postać stojąca nad nim dyszała ciężko. Jednak to jedynie świadczyło o tym że brała udział w morderczej bitwie, nie wyjaśniając jednak po której ze stron. Topór nie unosił się do zadania morderczego ciosu choć być może postać czekała aż krasnolud zorientuje się w sytuacji by móc ujrzeć przerażenie na jego twarzy na chwilę przed odrąbaniem mu głowy. Powoli powracający wzrok był jedyną nadzieją. Wysoki długowłosy mężczyzna. Przedstawiciel rasy… Kolor skóry. Zielony. Nie. Nie zielony. Przedstawiciel rasy ludzkiej. Jego ciało zdobiły liczne świeże rany. Z wielu wciąż sączyła się krew. Mimo tego człowiek zdawał się mieć ciągle dość sporo sił. Lecz kim był? Napastnikiem czy obrońcą palonej wioski?

Topór podniósł się gotów do zadania ciosu.

- Jesteś jednym z nich?! –Wyrzucił choć nie wiadomo czy miało to być pytanie czy przedstawienie faktu – Ty z nimi handlowałeś! TAK! Mieli wasz oręż!

Wzrok powrócił w pełni. Na tyle by krasnolud mógł dostrzec oczy w których paliło się gniewne spojrzenie.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 21:47   

Mógł mówić, więc najwyższy czas zacząć się tłumaczyć. Mimo potwornego bólu wystękał parę zdań.
-Spokojnie... Oręż? Jaki oręż? Krasnoludzki? Ja z nikim nie handlowałem, kurważ jego mać-
Spróbował przysiąść. Do walki się nie nadawał, dlatego musiał jakoś się wytłumaczyć. A to niekoniecznie musiało mu dobrze wychodzić. W normalnej sytuacji na pewno nie tłumaczyłby się byle komu. Ale teraz? Gdy stoi nad nim, mając jakiś topór...? Czy to Gorutheima broń? Bo jak to jest jego topór, to na pewno nie zatrzyma go na stałe... Choćby młody krasnolud miał gołymi rękami go wykastrować, odbierze mu go. Nie teraz, to później. O ile przeżyje, rzecz jasna.
-Co się tu u diaska dzieje? Ja... ja tutaj przyszedłem tylko za dymem.-
Złapał się za głowę, sprawdzając jak wielkie są jego obrażenia.
-Błagam Cię, łyk gorzałki, kurważ jego mać...-
Powiedział, jakby mając nadzieje, że wojownik w takim stanie może mieć jakiś trunek... Chodź podświadomie był pewien tego, że nigdzie w promieniu trzech metrów nie ma żadnego alkoholu.
Tymczasem próbował dojść do siebie.
Krasnoludski oręż... teraz jestem pewien, że to te same skurwysyny... Muszę wstać, muszę walczyć... Zabiję ich, choćbym miał szczeznąć... Niech nie myślą, że krasnoluda można sobie zabijać od tak, dla zabawy! Kurważ jego mać!
Myślał wciąż niewyraźnie. Na koniec zadał dość istotne pytanie.
-Walka wciąż trwa?-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-15, 22:26   

Gorut po spojrzeniu na oręż uznał że nie jest to jego topór. Ten trzymany przez mężczyznę był większy i masywniejszy od broni krasnoluda. Poza tym po chwili ujrzał także swoją broń pół metra obok niego.

- ŁŻESZ JAK PIES! – ryknął potężnym głosem który zadudnił echem wokół – Miałbym uwierzyć, że znalazłeś się tutaj przypadkiem?! HA! Uważasz mnie za głupca?! Po walce niczym hiena przybiegłeś by ograbić ciała mych poległych braci! GRHHAA!!

Umysł krasnoluda zarejestrował że topór opadał zaskakująco szybko i wbija się głęboko w… ziemię kilkanaście centymetrów od ciała krasnoluda. Mężczyzna zaś uklęknął na jedno kolano dysząc ciężko jakby w jednym momencie wszystkie rany na jego ciele i wyczerpanie walką dały o sobie znać. Głowę oparł o drzewiec wbitej w ziemię broni. Gorut słyszał już kiedyś o czymś takim. Szał bojowy. Berserker. Wielcy krasnoludzcy wojownicy potrafili wpadać w ten stan zyskując dzięki niemu olbrzymią wytrzymałość i siłę mimo długotrwałego faworu walki, a dodatkowo kontrolować go by żądza krwi nie odebrała im zdrowych zmysłów na polu bitwy.

- Moi bracia… - wydyszał - … martwi. Jedyny syn porwany przez te cholerne, krwiożercze bestie, żona prawdopodobnie spłonęła w chacie. A ja… Nie mam już sił by walczyć…– powiedział a jego słowa z każdą chwilą były coraz słabsze. Aż dziw że jeszcze kilka chwil temu wydał z siebie potężny ryk – By podnieść swą broń i ruszyć w szaleńczy pościg… Jeśli… jeśli jesteś jednym z nich zakończ to…
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-15, 22:41   

-Nie znalazłem się tutaj przypadkiem-
Powiedział krótko i rzeczowo. Wiedział, że jego życie teraz nie jest zagrożone, więc nie zamierzał się uzewnętrzniać i opowiadać to, co się stało.
-Powiedz mi tylko, kto napadł na tą wioskę? I w którą stronę się udali?-
Czekał na odpowiedź. W tym samym czasie spróbował wstać. Mimo bólu, mimo odniesionych ran w minionej bitwie z górą próbował stanąć na nogi. I chyba był wstanie, bynajmniej tak się czuł, a jak to wyjdzie... czas pokaże.
-Nie zabiję Cię, kurważ jego mać. Ja się powtarzać, do jasnej cholery, nie lubię, ale zrobię dla Ciebie wyjątek, boś woj mężny w chuj, jak wnioskuję, kurważ jego mać. Otóż: Niech mnie ziemia pochłonie w swe mroczne czeluścia, lub niech elfy na mnie spluną, jeśli ja jestem jednym z nich.-
Gdyby nie liczne przekleństwa, których to Gorut, jak to na prawdziwego krasnoluda przystało, znał wiele to z pewnością brzmiałby teraz iście heroicznie.
-Zbierz się w garść. Bądź twardy, niczym prawdziwy krasnolud. Zemścimy się na tych skurwysynach, pod warunkiem, że to Ci sami, których ja szukam. A jak los da, to nawet odnajdziesz swojego syna, kurważ jego mać.-
Gorutheim chciał nieco podnieść go na morale, bo to właśnie leżało w jego interesie. Choć przypuszczał, że wojownik o nieznanym imieniu wcale nie przeżyje.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-15, 23:41   

- Duch Ksagara jednak czuwa nademną – wydyszał po czym wyciągnął zza skórzanej zbroi zdobionej futrem wilka zawiniętą w rulon sakwę – Zaatakowali nas przeklęci orkowie, kiedy część z nas była na polowaniu… Byłem wraz z grupką myśliwych… nie wiem więc z której strony nadeszli…. – mężczyzna odwinął zawiniątko w którym znajdowały się dwa fragmenty zwierzęcego jelita zawinięte szczelnie z obu stron. W środku zaś znajdował się płyn niewiadomego pochodzenia - Kiedy jednak usłyszeliśmy gwar bitwy… krzyki naszych kobiet… kiedy zobaczyliśmy dym palonych chat… ruszyliśmy wściekle z odsieczą. Niestety… zbyt późno by większość ocalić. Rozkazaliśmy rannym szukać schronienia w pobliskich jaskiniach sami zaś rzuciliśmy się za uciekającymi świńskimi ryjami – potężnie zbudowany woj włożył jedno z specyfików do ust i przegryzł go połykając zawartość – Kiedy wróciłem dowiedziałem się od mojego umierającego brata, że mój syn… mój jedyny syn został uprowadzony wraz z garstką innych mieszkańców wioski – Gorut obserwował jak rany mężczyzny się w niezwykły sposób zasklepiają – Udali się na południowy wschód. Odnajdę zdolnych do walki w jaskiniach i wyruszymy za nimi. Nie wiem czy są oni tymi za którymi Ty podążasz. Wiem jednak że niektórzy z nich walczyli używając krasnoludzkich toporów i mieczy – spojrzał na Goruta któremu z trudem udało się podnieść na nogi po czym podniósł drugi kawałek jelita podając go mu.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-16, 21:08   

-Używali krasnoludzkich toporów i mieczy?-
Złość nastąpiła na jego twarz ponownie. Nie dość, że najprawdopodobniej była to broń jego przyjaciół, to ponadto używali jej przebrzydli orkowie. Straszna gorycz.
-KRASNOLUDZKA broń w rękach orków. Tak czy siak zarżnę ich jak świnie, kurważ jego mać.-
Po czym wziął od człowieka kawałek jelita. Nie przepadał za miksturami magicznymi, jednak nie wątpił w ich skuteczność, co przyczyniło się do szybkiego pożarcia ów lekarstwa przez Goruta.
Nie podziękował człowiekowi. Nie dlatego, że był gburem, ale dlatego, że był dumnym krasnoludem.
-Potrzebuję tarczy. Ogromnej tarczy, która zakryje całe moje rosłe ciało, kurważ jego mać.-
Powiedział, głaszcząc swoją brodę.
-Tarczownik bez tarczy, to dupa, a nie tarczownik.-
W tym momencie popisał się całą swoją filozofią.
-Jestem Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar, ale mów do mnie Gorutheim-
Podał człowiekowi całą swoją godność, oraz kazał mu się zwracać po całym imieniu, ze względu na to, że mało który niekrasnolud mógł się do niego zwracać po przezwisku. Tymczasem chwiejnym krokiem zmierzył po swój topór.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-16, 22:39   

Kiedy Gorut wziął do ust kawałek jelita i przegryzł jego powierzchnię poczuł niezwykle gorzkawy smak specyfiku który czym prędzej połknął by uniknąć odruchu wymiotnego. Jeszcze nigdy do tej pory krasnolud nie miał w ustach czegoś tak obrzydliwego i… tak skutecznego. Niemal natychmiast poczuł on przypływ energii witalnej, a zbroja którą miał na sobie wydała się nieco lżejsza niż zwykle. Zupełnie jakby zwiększona została jego naturalna siła.

- Tarczy? –spytał – Jednemu noszącemu dość sporą krasnoludzką tarczę odrąbałem łeb zanim zdążył się nią zasłonić. Być może się nada – zasugerował a kiedy Gorut się przedstawił i człowiek nie omieszkał tego uczynić – Jestem Wulfeng, syn Wulgzara, wodza Kamiennych Pięści jednak wolę proste Wulf.

Chód krasnoluda po zażyciu magicznego specyfiku był jak najbardziej równy i pewny toteż po chwili topór zagościł w jego dłoniach.

- Tak więc Gorutheimie mam rozumieć, że wyruszysz wraz z nami aby użyźnić te ziemie krwią plugawych orków?
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-16, 23:07   

Magia zawsze zadziwia. Nie ważne, czy w życiu wypiło się miliard specyfików magicznych, zawsze po ich spożyciu będziesz się dziwił. Taka natura.
Gdy pochwycił swoją broń, nabrał nowych sił. Energia, moc, każde te słowo pasuje.
-W takim razie będę musiał się niebawem przejść po tą tarczę. Raczysz mi towarzyszyć?-
Nie zwlekając długo, odpowiedział na kolejne pytanie.
-Tak, dokładnie tak. Ale nie myślcie, że będę to robił w ramach czynów społecznych "na pomoc biednym ludziom", kurważ jego mać. Jeśli to Ci sami, o których właśnie myślę, to mam z nimi rachunki do wyrównania. W tym, że te rachunki na pewno nie wskazują na ich korzyść, kurważ jego mać.-
Powiedział, spluwając na ziemię.
-Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to będziesz miał okazje zobaczyć prawdziwego krasnoluda w walce. A to, uwierz mi, będzie dla Ciebie widok nie do zapomnienia, kurważ jego mać.-
Dodał, jak zwykle butny i pewny siebie.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-17, 00:04   

Wulf skinął porozumiewawczo głową ,a następnie wstał na równe nogi i wyciągnął swój olbrzymi topór z ziemi, następnie zawieszając go na plecy.

- Nie spodziewałbym się nawet tego. Bezinteresowni bohaterowie żyją już tylko w legendach opowiadanych przez starszyznę. Cieszę się jednak z Twej decyzji. Będę potrzebował do walki każdego zdrowego ramienia, a i słyszałem, że ponoć wasza rasa pomimo swego niepozornego wzrostu, władać orężem niezgorsza potrafi – krasnolud musiał przyznać, że w obecności około dwumetrowego woja rzeczywiście czuł się mniejszy niż zwykle sięgając mu ledwie do połowy torsu - Chodź –powiedział sam ruszając w kierunku spalonej wioski – Znajdziemy Ci tarczę i ruszamy do jaskiń. Czas nie jest naszym sprzymierzeńcem, a tropi się najlepiej póki ślad jest świeży.

Wkrótce oboje znaleźli się na skraju pogorzeliska, które kiedyś było osadą. Widok spalonych domów nie był jednak tak straszliwy jak to, co znajdowało się między nimi. Ciała nieuzbrojonych kobiet i dzieci leżały między truchłami orczych i ludzkich wojowników. Jednym z bardziej tragicznych widoków była leżąca na ziemi matka z wtulonym do piersi niemowlęciem. Oboje prawdopodobnie zginęli od jednego pchnięcia mieczem. Wulf szedł w milczeniu. Wskazał palcem krasnoludowi orka precyzyjnie pozbawionego głowy, który w dłoni trzymał dużą stalową tarczę klanu Oburęcznego Sztyletu. Gorut wszędzie by ją rozpoznał. Srebrna stal zakończona na bokach pozłacanym owalem, zaś po środku pięknie zdobiony sztylet o rękojeści dwa razy dłuższej niż w normalnej tego typu broni. Ostrze sztyletu skierowane było w dół, zaś zdobiona rękojeść pięła się ku górze. Z zachwytu wyrwał jednak krasnoluda widok Wulfa, który uklęknął przy ciele starszego mężczyzny, wyróżniającego się swym odzieniem i ozdobami od reszty. Bez wątpliwości był to ojciec wojownika, którego Gorut poznał. Wódz wioski. Wulf klęczał tak chwilę w bezruchu. Później ucałował czoło kładąc miecz ojca mu na tors. Następnie założył jeszcze ręce na rękojeści broni. Znów zamarł na chwilę. Zdjął z szyi ojca naszyjnik w kształcie zaciśniętej pięści i założył go. Wstał i podszedł do Goruta.

- Tarcza odpowiednia? - spytał
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-18, 22:25   

-Przynajmniej legendy macie dobre, bo o krasnoludach, kurważ jego mać. Zdrowego ramienia?... Oj zdrowe me ramie, zdrowe. Zajebiście zdrowe, że tak krótko ujmę to, co mam na myśli.-
Powiedział, po czym nie wtrącając na tę chwilę nic więcej ruszył za człowiekiem.
-Jak można było do czegoś takiego dopuścić? Gdzie tu byli wojowie? I dlaczego kobiety nie walczyły? Wiem, że to dyshonor, ale... kurważ jego mać, mogę sobie dać rękę uciąć, że krasnoludzica położyłaby co najmniej trzech wojów rasy człowieczej.-
Przełknął ślinę, szedł dalej za Wulfem. Widok matki zamordowanej wraz z dzieckiem, nie wzruszył go specjalnie. To ludzie. Tylko ludzie. Gdyby to była jego rasa, reakcja z pewnością byłaby inna.
Sytuacja się zmieniła, gdy jego nowy towarzysz wskazał mu palcem na tarczę z herbem jego klanu.
-Kurważ jego mać! Zajebię wszystkich tych pierdolonych, zielono skórnych skurwysynów! Niech ich matki pochłonie odbyt smoka! Niech gorzałka im wodą będzie! Niech ich małe fiuty uschną na kabanosa! Kurwa!-
Krzyczał nieopamiętanie. Rozbiegł się, by kopnąć co sił uciętą głowę orka. Złość w nim drzemała ogromna. Teraz się wyzwoliła.
Niemal pewnym jest to, że gdyby przechodzili tu teraz Ci orkowie, Gorut rzuciłby się w bój nie patrząc na konsekwencje.
Ochłonął. Spojrzał na tarczę ponownie. Ta w rzeczywiście była wyrobem najwyższej jakości. Popatrzył jeszcze chwile, z żalem oraz tęsknotą. Po chwili pochwycił ją w dłoń, zmarkował w powietrzu parę parowań, po czym nieco spokojniejszym głosem oznajmił.
-Tak. Jest idealna...-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-18, 22:52   

Gniew który ogarnął krasnoluda, naturalna siła wojownika oraz dodatkowe wzmocnienie w postaci mikstury sprawiły że kopnięta orcza głowa wzleciała wysoko w górę dopiero po kilkunastu metrach odnajdując punkt przełamania łuku lotu w którym zaczęła powoli spadać. Głuche uderzenie z delikatnym trzaskiem świadczyło że naturalny stan czaszki został naruszony. Następnie zaś turlała się ona jeszcze kilka metrów. Wulf znalazł się przy krasnoludzie kiedy ten markował ostatnie parowanie.

- Cieszę się że ci się podoba. I współczuję straty jej poprzedniego właściciela. Bo jak sądzę po Twojej reakcji to właśnie stąd orkowie mieli oręż. Wybacz, że sądziłem inaczej ale w szale bitwy rządza krwi przyćmiewa jasne myślenie. Odpowiadając zaś na poprzednie pytanie. Jak już mówiłem większość była na polowaniu. Zwykle wyruszamy całą grupą aby przynieść większą zdobycz. Ostatnio były to dwa dziki i niedźwiedź. Nasze kobiety zapewne broniły się lecz jakież szanse miały, nieprzygotowane bez zbroi i oręża. Mężczyźni zaś którzy nie byli na polowaniu niezbyt liczni nie byli w stanie zwyciężyć posiadających znaczną przewagę liczebną orków – westchnął – Niechaj Thales wypleni ich przeklętą rasę z powierzchni. Ruszajmy. Musimy odnaleźć mych ludzi. Mój topór już jest spragniony ich krwi. Ruszamy?
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-20, 11:42   

-Tak, dobrze to wydedukowałeś. Oczywiście, że ruszamy. Nie spocznę, póki ta ich pierdolona krew płynie w ich skurwionych żyłach...-
Poczekał na ruch człowieczego woja, po czym ruszył za nim.
-Opowiem Ci króciutką historię. Żył sobie szczęśliwy krasnolud, kurważ jego mać, w otoczeniu swoich nowych braci, z klanu. Czekała ich prze zajebiście trudna wyprawa, która zakończyła się pozornym sukcesem. Po, oczywiście, udanej, skończonej wędrówce, przyszedł czas na pierdolone ucztowanie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że jeden z nich pierwsze co zobaczył nazajutrz, to poćwiartowane ciała jego towarzyszy.-
Mówiąc to jego twarz wyraźnie posmutniała. Nie chciał tego rozdrapywać, ale musiał. Chcąc nie chcąc, nie zapomni tego wydarzenia do końca życia. Może jedynie sobie ulżyć, mordując winowajców. I to właśnie był jego plan na przyszłość.
-Zapamiętaj, co Ci teraz powiem, kurważ jego mać. Nie tak łatwo zniszczyć sztylet. Możesz próbować i próbować, ale jeżeli ocaleje choć jedna, znikoma jego część, można ją przekuć i ponownie zrobić sztylet. A ten sztylet, może niespodziewanie Cię zamordować. Szczególnie, jeżeli fragment, który zostanie, jest zajebiście mściwym fragmentem-
Zaciskał pięść co sił. Nie obchodziło go, czy Wulf zrozumie metaforę, a najpewniej nie zrozumie, gdyż niekoniecznie ma świadomość, czym byli jego bracia. Powiedział to, by z siebie wyrzucić złość.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-20, 13:22   

Wulf skinął głową. Gorut jednak nie wiedział czy to z powodu zrozumienia metafory krasnoluda czy jako przyznanie racji w sprawie orczej krwi. Ruszyli opuszczając po drodze zgliszcza wioski będącej teraz cmentarzyskiem dla wielu ciał. Wulf poza ogólnymi uwagami dotyczącymi ich trasy nie mówił zbyt wiele. Droga zaś była dość zagmatwana, a ślady poprzedniej grupy dokładnie zacierane, gdyż poza nielicznymi miejscami w których krasnolud ujrzał krew na powierzchni traw czy skał, trop był słaby i zapewne gdyby tylko na nim się polegało nie odnaleziono by schronienia ludzi. Kręte rozgałęzione ścieżki wiodły w dół ciasnymi przesmykami. Niektóre z nich były mocno zarośnięte roślinnością przez co sam przesmyk można było ujrzeć dopiero z bliska. Po blisko pół godziny drogi dotarli jednak do jaskini na końcu wąskiej ścieżki. Nim zdążyli wejść z zaciemnionej powierzchni wyszła dwójka ludzi. Mężczyzna uzbrojony w miecz i topór noszący na sobie solidną skórzaną zbroję, oraz ubraną bardziej lekko kobietę o kasztanowych włosach zaplecionych w kok. Trzymała ona długi łuk na której cięciwie czekała już strzała gotowa do lotu. Po chwili jednak mężczyzna schował bronie.

- Wulf – powiedział chwytając dłoń wojownika w silnym ucisku – Dobrze Cię widzieć żywym

- Delahor, przyjacielu, Saphira – powiedział witając się z nimi

- Kimże jest ten który kroczy u Twego boku? – spytała kobieta

- To towarzysz broni. Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar – Wulf popisał się pamięcią do pełnego mienia krasnoluda - Mamy wspólnego wroga i razem ruszymy w bój. Gorutheimie to Saphira, Najlepszy tropiciel jakiego znam. Ten woj zaś to Delahor, mistrz oręża i najwierniejszy druh.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-20, 13:49   

Krasnolud, jak to na jego rasę przystało, miłymi, ciepłymi, a nawet epickimi dialogami nie sypał, toteż i w tym wypadku nie zamierzał zgrywać mężnego woja w platynowej zbroi.
-Ilu Was jeszcze jest? I ilu było tych skurwiałych orków?-
Powiedział, po czym zaczął przyglądać się krągłością owej kobiety. No cóż, jego oko już od dłuższego czasu nie mogło nacieszyć się pięknem krasnoludzicy, to i rasą ludzką nie pogardzi.
-Dela.. Delu..- W tym momencie splunął.-Ależ Wy, ludzie, macie dziwne imiona, kurważ jego mać. Dobra, nieważne. Chciałem zapytać, czy rzeczywiście dobrze władasz bronią?
Podrapał się po poliku, w międzyczasie czekając na odpowiedź.
-A Ty Safi... Safa... Safarara- Znów łamał sobie język trudnością wymawianego słowa. -Dobrze strzelasz z łuku? Bo wiesz, nie chcę, żebyś mnie trafiła w czasie zgiełku bitwy. Kurważ jego mać.-
Wypiął dumnie pierś.
-A słyszałaś może o niesamowitych zdolnościach krasnoludów? Co to, za sprawą niebywałego refleksu potrafią łamać strzałę w locie?-
Co jak co, ale fantazja Goruta nie znała granic. Od zawsze wywyższał krasnoludów ponad inne rasy, i to chyba nigdy się nie zmieni.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-20, 16:20   

Krągłości Saphiry jak na kształty ludzkie były odpowiednio krągłe. Długie smukłe nogi dzięki którym zapewne poruszała się szybko i bezszelestnie, wąska talia, która wraz z niezbyt wielkimi ale za to jędrnymi piersiami umożliwiała giętkie pokonywanie wąskich ścieżek czy lawirowanie między gałęziami drzew. Twarz zaś miła oku z osadzonymi w niej błękitnymi oczami.

- Delahor – ponownie powtórzył – Lecz jeśli sprawi Ci to trudność starczy Del. Jak widać każda rasa ma inne upodobania do imion panie Gorutimie – przekręcił nie wiadomo czy celowo czy może przypadkiem – Czy dobrze władam broniom? Wciąż nie tak dobrze jak bym chciał. Rozwalać orkowe czerepy potrafię jeśli o to pytasz. Tych jednak było zbyt wielu. Najchętniej zostałbym z Wulfem wypruwając z tych synów świń flaki jednak ten kazał mi Saphirze, Hurrigowi oraz Tobanowi pomóc w ucieczce rannym.

- Dzięki temu miałem pewność że dotrzecie bezpiecznie na miejsce – wtrącił Wulf – I wdzięczny jestem że to uczyniliście. Jeśli wrócę cało z pościgu za naszymi wrogami powołam Elatanię na szamankę i nakażę aby was naznaczyła

- Powołasz? Nasz Wódz? –spojrzał na pierś Wulfa na której spoczywał naszyjnik – Mogłem się domyśleć. Wracasz przecież sam. Przodkowie weźcie jego ducha w opiekę – nastała chwila ciszy podczas której Gorut zauważył jak Wulf zacisnął mocniej pięści, twarz jednak zachowując kamienną – A co do Twojego pytania krasnoludzie. Trudno było naliczyć gdyż kiedy wracając z polowania ich oddział rzucił się do ucieczki. Ci których uratowaliśmy mówią jednak o liczbie około setki. Jest nas około czterdziestu z czego piętnastu mężczyzn.

- Gorutheim pytał ilu jest zdolnych do wyruszenia w pościg – sprostował Wulf

- Teraz?! – rzucił ze zdziwieniem Delahor – Toż to czyste szaleństwo. Nie możemy…

- Tam jest mój syn!! – huknął mężczyzna tak że jego głos odbił się echem po okolicy

- Później zgubimy trop – wyjaśniła ponuro Saphira

- Z zdolnych do walki… - zaczął niepewnie – Nasza czwórka, Dulg, Welgor, Yasepra… - wyliczał imionami co było złym znakiem - … Fevat… -zaciął się na chwilę – Theg mógłby spróbować walczyć lewą ręką bo prawą stracił w bitwie ale po jej utracie zużył ekstrakty szamana które zasklepiły kikut. Możemy również wziąć młodą Evelein ale brak jej jeszcze doświadczenia.

- GRRHAAR – Wulf warknął uderzając pięścią w kamienną ścianę, która pękła i skruszyła się nieco.

- Możemy posłać kogoś po pomoc do Klanu Niedźwiedzia. Na pewno będą chcieli się pozbyć orków aby ustrzec swoją wioskę przed napadem – rzucił na szybko Delahor próbując pocieszyć przyjaciela.

- Musimy ruszyć natychmiast jeśli chcemy ich odnaleźć – Saphira sprowadziła kompana na ziemię – jeśli nie wyruszymy dziś możemy w ogóle nie ruszać gdyż nie ich odnajdźmy.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-24, 10:23   

-Mnie liczcie jako dwudziestu-
Powiedział z dość szyderczym, ironicznym uśmiechem.
-Coś nikłe widzę szansę, kurważ jego mać. No, ale cóż, trzeba będzie zastosować starą, dobrą, krasnoludzską zasadę. Skoro nie ma nas aż tylu, kurważ jego mać, to chociaż róbmy hałasu za stu. O ile potraficie.-
Poprawił tarczę, poprawił topór.
-Może jeden, najmniej sprawny w boju, ale za to szybki jak skurwysyn pobiegnie do tego sąsiedniego klanu i poprosi o bezzwłoczną pomoc? Kurważ jego mać.-
Splunął na pobliską ziemię.
-A co do bezzwłoczności... Czasu za wiele nie mamy, a mnie cholernie suszy. Macie może coś mocnego do wypicia, kurważ jego mać?-
Nawet ludzie powinni wiedzieć, że "magiczna mikstura krzepi, a gorzała jeszcze lepi". Szczególnie u krasnoluda.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-24, 11:30   

- Zabawny ale nie głupi z ciebie kompan – rzekł po chwili Delahor Gorutowi – Evelein zamiast ryzykować w boju pobiegnie do klanu niedźwiedzia. Ta dziewczyna jest niemal tak szybka jak Saphira. W dodatku ma złote usta. Na pewno przekona wodza żeby wysłał nam wsparcie.

- Tylko gdzie? – rzucił Wolf z wciąż przygnębionym wyrazem twarzy

- Możemy znaczyć naszą trasę pościgu stąd aż do miejsca gdzie dotrzemy – zaproponował

- Lepiej od naszej osady – poprawiła go Saphira – Nie chcemy aby ktoś niepożądany zawędrował a do jaskiń.

- Racja – Delahor skinął głową, a twarz Wulfa w końcu nabrała nieco ducha

- To może się udać – podsumował nowy wódz pięści – Wejdę do pozostałych i przedstawię im całą sytuację.

Wulf i Delahor weszli do środka Saphira zaś i Gorut zostali na zewnątrz. Kobieta zlustrowała wzrokiem krasnoluda i przewiesiła swój długi łuk przez ramię.

- Jeśli rzeczywiście takiś mężny i uda nam się zwyciężyć i odbić naszych o trunki nie będziesz musiał się przejmować. Klan Pięści umie świętować zwycięstwa nawet wśród zgliszcz niedawnej porażki. Co zaś się tyczy mojej celności to nią się nie przejmuj. Bo wierz mi że gdybym chciała potrafiłabym ustrzelić z stu metrów Twoją najtwardszą broń kiedy udałbyś się na stronę – z uśmiechem mrugnęła okiem do krasnoluda, po chwili jednak spoważniała ponieważ Wulf i Delahor powrócili

- Wyruszamy – powiedział wódz donośnym tonem – Ktoś ma jakieś uwagi bądź potrzebuje czegoś przed wymarszem? – spytał

- Wezmę tylko zapasowy kołczan i jeśli o mnie chodzi możemy ruszać – dodała znikając po chwili w głębi jaskini.

Wódz zaś rzucił trzymany w ręku bukłak krasnoludowi. Kiedy ten uchwycił poczuł że w środku musi znajdywać się około ćwierć litra płynu.

- Tylko tyle mamy – sprostował Wulf – Edger z trudem rozstał się z swoim środkiem przeciwbólowym więc postaraj się go przypadkiem nie rozlać. Gotowyś do drogi?
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Domino 
Śmiałek
Też Cię :*



Wiek: 32
Dołączył: 07 Lip 2007
Posty: 652
Skąd: Kielce
Wysłany: 2009-09-24, 12:04   

Zabawny?
Zdziwił się Gorut.
Gdy tropicielka opowiadała o swoich zdolnościach dodał tylko jedno zdanie.
-Jesteś pewna siebie. W poprzednim wcieleniu musiałaś być krasnoludzicą.-
Uśmiechnął się pobłażliwie.
Gdy tylko zjawił się Wulf, a co najważniejsze - gdy dał mu bukłak z, najprawdopodobniej, alkoholem, uśmiechnął się od ucha do ucha.
-To co kurwa? Idziemy.-
Rzekł, po czym ze zniecierpliwieniem odkorkował bukłak, wziął jeden łyk na pokrzepienie sił, zakorkował i schował go do worka.
-Czyli idąc mamy robić zajebiście wiele śladów? Ha, to nie problem. Co jakiś czas można też dawać jakiś znak szczególny, coby nie stracili pewności, że w dobrym kierunku idą, kurważ jego mać.-
Podrapał się po głowie, po czym dodał.
-Mam sporo futer... Kurwa, szkoda mi ich jak nie wiem, ale mogę się poświęcić! Poznajcie dobroć krasnoluda! Będę przygniatał, co jakiś czas, kamieniem kawałek futra.-
Ciężko było mu się zdobyć na taki akt dobroci, no ale cóż.. zemsta też jest istotna.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają

Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie

Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.

Wena mod: DAWAJ ODPIS
 
 
     
Asard 
Mistrz Gry



Wiek: 38
Dołączył: 27 Paź 2006
Posty: 2617
Skąd: Rybnik
Wysłany: 2009-09-24, 14:02   

Wulf skinął głową jakoby dziękując za wspaniałomyślny czyn krasnoluda jakim było pozbycie się swoich futer za które mógł dostać u garbarza sakwę monet. Decyzja ta niezwykle kłóciła się z charakterem krasnoluda, gdyż zazwyczaj niezwykle niechętnie rozstawał się on z każdymi dobrami jednakże uznał zapewne że cel jaki sobie postawił jest dla niego wielokrotnie cenniejszy.

- Dobrze więc. Evelein przekaże by Niedźwiedzie podążały za śladami futra.

Gorut zwilżył gardło plemiennym trunkiem i ku jego zdziwieniu, choć w smaku nic podobnego nie pił, to mógł on spokojnie przyznać że nawet on mocny i niewiele mu brakuje do prawdziwej krasnoludzkiej gorzały.

- Ruszajmy. Saphira, Toban. Prowadźcie nas tropem naszych wrogów.

Krasnolud ujrzał jak przed niewielki oddział wychodzi znajoma łuczniczka i mężczyzna o dość nieznacznym umięśnieniu. Zupełnie nie pasującym do wojowników. Łucznikiem również nie był gdyż nie miał łuku. Ba nie miał żadnego uzbrojenia. Chudej mizernej klatki piersiowej nie chronił żaden pancerz, czy nawet część ubioru. Po prawdzie jedyne co miał na sobie to skórzane spodnie. Krasnolud za nic nie wiedział jak ów Torban może się spisać w boju dopóki na jego plecach nie zaczęło wyrastać grube owłosienie a jego sylwetka zaczęła robić się coraz bardziej przygarbiona. Twarz zaczęła się nienormalnie wykrzywiać i wydłużać. Po chwili koło łuczniczki nie biegł już ludzki towarzysz a ogromny czarnofutry wilk sięgający jej do pasa.

- To zwierzątko będzie po naszej stronie – wyjaśnił żartobliwie Delahor

Później zaś pokrótce przedstawił resztę jako że zmierzali na przód w szybkim marszu, pozwalając dwójce zwiadowców ruszyć przodem aby trafnie pochwycili trop. Poznał więc wojowników: Hurriga, Welgora, Yaseprę oraz Thega który pomimo braku prawej ręki postanowił wyruszyć. Poznał również pozostałych łowców w składzie Fevata i Dulga.

Wkrótce minęli wioskę a raczej jej zgliszcza. Ten kawałek przemarszu minął w całkowitej ciszy. Chwilę później Saphira dała znak że wraz z Torbanem pochwycili trop. Od tej pory fragmenty drogocennych futer krasnoluda co kawałek stawały się pewnego rodzaju drogowskazem dla późniejszego przemarszu oddziałów Niedźwiedzi. Po kilku godzinach drogi kiedy słońce chyliło się już ku zachodowi natknęli się na kilkanaście zmasakrowanych ciał goblinów przy bodajże dwóch truchłach orków nafaszerowanych strzałami. Zmęczenie dopadało powoli wszystkich zwłaszcza krasnoluda który dzięki krótszym nogom musiał zrobić dwukrotnie tyle kroków co pozostali, a trasa którą podążali do najłagodniejszych nie należała.

Kiedy sierp księżyca zagościł już wysoko na niebie Wulf zarządził odpoczynek. Wybrał do tego odpowiednią wyrwę skalną by rozpalone ognisko nie było zbyt widoczne. Łowców wysłał zaś na polowanie gdyż bądź co bądź wojacy od rana nie mieli nic w ustach a racje żywnościowe pozostawiono rannym którzy nie mogli ruszyć w bój ze względu na rany.
_________________


"Zaufanie to odwaga, wierność to siła."

"Największym złem, na które cierpi świat, jest nie siła złych, lecz słabość dobrych."

"Potykając się, można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się"
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group