Potencjalnych dróg ucieczki nie było, a przynajmniej nie dało się ich dostrzec z perspektywy Dalina. Całość, jak jeden mąż, była otoczona płotem, który sięgał nieco ponad głowę Ethana. U krasnoluda wysokość ta była odpowiednio większa. Całego terenu nie dało się dostrzec. Dalej, za wielką rezydencją, rozpościerały się ogrody pełne soczystej, wręcz sztucznej zieleni. Takiej, która pasuje ludzkim bądź elfim lasom, a nie wnętrzom jaskiń, gdzie ilość padającego światła słonecznego jest zbliżona do zera.
Innych dróg wejścia nie dało się ujrzeć. Wyjścia może i tak, wszak wewnątrz znajdowało się więcej obiektów, na które można było wejść, które można było przenieść, przetoczyć, przesunąć - słowem wspomóc sobie nimi w ewentualnej, improwizowanej ucieczce.
- Zostaliśmy zaproszeni. Ethan z tej strony.
Człowiek wypowiedział te słowa głośno, wszak dystans między nim a zbrojnymi była spora. Dwójka strażników przerwała rozmowę i odwróciła się w kierunku bramy. Ta była zamknięta, co dwukrotnie sprawdził Ethan.
- Kiego? - jeden z nich podszedł na taką odległość, bo możliwa była swobodna rozmowa.
Uzbrojeni byli identycznie: w kolczugi i przykrywające je tabardy w barwach herbu. Dało się dostrzec skrzyżowany miecz i ozdobną buławę, typową dla władcy. Podobne, krótkie miecze zwisały u pasa każdego z krasnoludów.
- Etan Lwie Serce? - zapytał ten stojący z tyłu. - To ci co ich Lovgan kazał przyjąć.
Stojący bliżej zbrojny zrobił wielce kwaśną minę, która po chwili przerodziła się w minę pełną dezaprobaty.
- Tak jakbyśmy my nie potrafili zapewnić mu bezpieczeństwa, tylko jeszcze kolejnych trzeba sprowadzać...
Mimo to podszedł i odryglował zamkniętą od wewnątrz bramę. Otworzył jej prawe skrzydło na oścież i stanął z boku.
- Wybaczcie jego nastawienie - dodał dalszy - Kip już tak ma, że nienawidzi, jak ktoś pogardza jego pracą. A nasz pracodawca ma to do siebie, że dla każdego znajduje jakąś nową robotę. Mink z tej strony.
- Nie potrzebny mi adwokat - mruknął Kip. - Niemniej witamy w posiadłości Jarpala Lovgana. Mieliście być wcześniej, lord nienawidzi spóźnień. Taka rada na przyszłość.
Dalin uśmiechnął się. Zbrojni zrobili na nim pozytywne wrażenie. Zwykłe swojskie krasnoludy, a nie jakieś napuszone gnojki. Dowiedział się też ważnej rzeczy Jarpal potrzebował ochrony. Ironią losu krasnolud, który ma go ochraniać tak naprawdę dybie na jego życie. Jeśli to prawda to może warto zaczekać z wymierzeniem zemsty. Warto zdobyć zaufanie maga, poznać dokładnie jego plany i mu je pokrzyżować. Po za tym czarodziej może w końcu opuści rezydencje, przez co stanie się łatwiejszym celem, a z wyższych pięter będzie łatwiej uciec. Wyciągnął rękę do nowo poznanych:
- Miło mi Dalin zwany również Lwim Sercem! Zapamiętam dobrą radę, ale cóż nie którzy muszą wędrować po świecie na własnych nogach. - Roześmiał się serdecznie. - Dokąd mamy się udać lepiej nie przeciągać struny?
Udał się we wskazaną stronę przy okazji dokładnie lustrując okolice. Tym razem będzie przygotowany na spotkanie Jarpala. Nie może sobie pozwolić, by emocje wzięły nad nim górę.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-05, 15:01
Ruszył za towarzyszem tam gdzie mieli się udać przy okazji oglądać dziwną posiadłość lorda. Niezły z niego magik, ciekawe co jeszcze mógłby zrobić. Czekał na to zadanie i zastanawiał się czy przypadkiem nie wchodzi w jakieś bagno. Jakby co to dowie się więcej o swoich zdolnościach przeciw magicznych haha.
- Chodźcie, zaprowadzę was - rzekł Mink, po czym odwrócił się w stronę drzwi wejściowych.
Dalin wraz z Ethanem wkroczyli na ganek. Rudzielec bacznie rozglądał się za niebezpieczeństwami. Człowiek był rozluźniony, spokojny. Gdzieś w oddali, za budynkiem, po prawej, widać było sporych rozmiarów drewnianą budowlę, z wielką, dwuskrzydłową bramą. Budynek ten miał dach w kształcie kopuły tudzież przeciętego w połowie walca.
Nie oponowali. Drzwi otwarły się bez skrzypnięcia, bezszelestnie. Mink przeszedł przez próg, a ci za nim. Wkroczyli do pomieszczenia, które Dalin już gdzieś widział. Albo mu się wydawało. Już od wejścia wywinięty był jęzor jasnokarminowego dywanu, prowadzący dalej przed siebie, w otoczeniu dwóch śnieżnobiałych ścian po obu strunach, które następnie wystrzeliwały na boki jakoś trzy metry od drzwi wejściowych. Pomieszczenie, olbrzymie w swych rozmiarach, było czymś, co można było oczekiwać po wszystkich opowiastkach o wystroju bogatych domostw. Szczególną uwagę przykuwał obraz na ścianie, dokładnie naprzeciwko wejścia, ulokowany tak, by każdy odwiedzający mógł się mu przyjrzeć i zapamiętać. Portret ubranego w czerwone szaty, lekko opierającego się na fikuśnej, ozdobnej buławie.
Różnorakie szafki przy ścianach zawierały ozdobne przedmioty lub książki, kandelabry ze złotawymi świecznikami mocno rozświetlały wnętrze. Gustowne, o misternym wykończeniu meble znajdowały się na samym środku. W tym przypadku była to jedna biała kanapa, niski, przeszklony stolik podobny do tego, który Dalin ongiś roztrzaskał pięścią pod wpływem emocji na Wyspie Bogów, oraz jeszcze jeden biały fotel. Na którym siedział...
- Witajcie w moich skromnych progach - rzekła osoba będąca repliką tej, która pojawiła się zaraz po pamiętnej porażce Olricha. - Proszę - wskazał dłonią kanapę - usiądźcie.
W Dalinie krew mimowolnie się zagotowała, odczuwając mieszaninę gniewu, satysfakcji i przejęcia. Z wielkim trudem powstrzymał się przed rzuceniem na gospodarza z toporem, by nareszcie dokonać upragnionej zemsty. Nie, nawet agresywny berserker potrafił przekalkulować swoje szanse w boju. A te nie wydawały się najlepsze, nie z obecną obstawą Lovgana. Wszak zarówno po jego lewicy, jak i prawicy stał krasnolud z identycznym wyposażeniem co ci pilnujący bramy. Kolczuga, miecz przy pasie i materiał w kolorach herbu. Byli niewzruszeni, stojący sztywno i bacznie spoglądając na dwójkę świeżych najemników.
A Mink wykonał szybki ukłon samą głową i wrócił na zewnątrz, na swoje stanowisko. Nawet nie dało się usłyszeć, kiedy zamknął je za plecami gości.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-07, 21:22
Ethan usiadł i zbyt wiele więcej nie zamierzał na razie robić, oglądał pomieszczenie oraz czekał na to co powie lord. Nie zamierzał wdawać się w rozmyślenia nad tym co widział bo uznał że wszystko tutaj może być iluzją. Dziwne miejsce, dziwny krasnolud. Ciekawe czy robota też będzie dziwna.
Dalin czuł, że już kiedyś widział to miejsce, a wręcz w nim był. Gdyby krasnolud znał język elficki mógłby stwierdzić, że doświadcza deja vu. Czuł również dziwne mrowienie w plecach wiążące się ze stanem zagrożenia i niepokoju. Dopiero obraz wskazał mu wspomnienie tego feralnego dnia. Wnęczce rezydencji złudnie przypomniało iluzje jaką w tedy roztoczył Jarpal szykując na nich pułapkę. Mroczne wspomnienie rozbudziło w Dalinie skrywaną nienawiść. Bestia próbowała się wyrwać. Wysiłkiem woli Dalinowi udawało się ją powstrzymać, do czasu... Jak tylko ujrzał Jarpala serce zaczęło bić szybciej. Ledwo zdołał się opanować. Wiedział, że czarodziej miał w tym momencie za dużą przewagę. Mógł tylko czekać. Zacisną tylko gniewnie ręce w pięści i skinął głową szlachcicowi. Następnie usiadł we wskazanym miejscu, jednocześnie umieszczając plecak między nogami. Tak by topór znalazł się blisko prawicy, tak na wszelki wypadek. Pozostało tylko czekać...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Dalin nie mógł mieć pewności czy to, co go otacza, jest autentyczne, czy jest to po prostu kolejny twór Jarpalowej magii. Już same zewnętrze było podejrzane w swym wyglądzie, więc i od wnętrza można było oczekiwać wszystkiego.
Zasiedli. Obaj zdjęli plecaki i ułożyli je obok. I wsłuchali się w słowa gospodarza. Był to siwy, starszy, ale nie sędziwy krasnolud. Ot, taki, który swoje już przeżył, ale nadal zachował werwę i siłę, mimo upływającego czasu. Siwizna jego włosów nie wydawała się jednak, by była spowodowana wiekiem. Jego broda była skomplikowaną instalacją różnorakich klamer, oczywiście ozdobnych, pysznych. Sięgała aż do pasa z ciemnej, błyszczącej skóry.
- Myślę, że warto się przedstawić. Nazywam się Lovgan Jarpal - uśmiechnął się delikatnie, zupełnie szczerze. - I jeszcze raz witam. Naprawdę miło mi, że pozyskałem aż tak solidnych szermierzy. Młodych, doświadczonych; to się ceni! - ręce rozrzucił na boki w empatycznym geście. - Nie przeczuwałem, że ktoś, kto nawet nie stanął do walki w ciężkiej zbroi płytowej czy przynajmniej kolczudze, potrafiłby powalić doświadczonego wojaka! I to, jak widzę, bez najmniejszym uszczerbku na własnym zdrowiu! Szkoda, że nie miałem przyjemności oglądać przebiegu walki. Ale zaraz, gdzie moje maniery? - wzniósł ręce i zaklaskał kilka razy. - Molaciusie! - zawołał.
Wtem z głębi lewoskrzydłowego korytarza, który wychodził z głównego, największego pomieszczenia w którym obecnie się znajdowali, wyłonił się stary, bardzo stary krasnolud. Niski, garbaty, siwy, a wręcz prawie łysy. Jego broda była krótka i postrzępiona, rzadka, w niczym nie przypominająca tych na wzór dumy krasnoludzkiej. Jego oczy były puste, bez wyrazu, a ubrany był w proste, brązowe ubrania, które kontrastowały z bogactwem wystroju rezydencji. Podszedł do siedzących.
- Z pewnością jesteście spragnieni, jak nie po podróży, to po walce - rzekł Lovgan. - Nim przejdziemy dalej w naszej małej rozmowie wstępnej, czuję się zobligowany zapytać was, czy nie mielibyście na coś ochoty? Spiżarnię mam wystarczająco dużą, by zapewnić wam wszystko co dusza zapragnie. Może jakieś wino z dobrym rocznikiem? Albo, o, miód pitny! Ach, jak ja dawno nie piłem miodu, nigdy nie było okazji!
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-10, 17:44
- Miód pitny to doskonały wybór, jestem zaszczycony propozycją wypróbowania tak wspaniałej spiżarni. Co do miodu to proszę bez żadnych krasnoludzkich specjałów, słyszałem że bardzo mocne a ja tutaj nie chce się upijać jak praca się szykuje.
Ethan był zdziwiony tym że już dwaj zleceniodawcy postawili mu coś oprócz standardowej zapłaty. Ludzie zwykle po zapłacie najchętniej by Cię wyganiali a czasami nawet byli tak skąpi że targowali się z zapłatą. A co dopiero stawiać picie albo jedzenie. Jak było potrzebne w drodze to takie dawali że konie mają lepszą strawę niż to. Jak na razie był mile zaskoczony tymi terenami i krasnoludami.
Część napięcia uleciała z wojownika, wyglądało na to, że Jarpal nic nie przeczuwał. Kąciki ust Dalina uniosły się w ironicznym uśmiechu. Usłyszeć pochwałę z ust największego wroga to coś niezwykłego, niecodziennego. Berserk sam przed sobą musiał przyznać, że przełamanie zarówno tarczy jak i zbroi było niezwykłym wyczynem, na dodatek bez wykorzystania szału. Trening Farfina przyniósł niesamowite owoce. Choć należało oddać sprawiedliwość Olrichowi zdołał go zranić:
- Cios Olricha zdołał mnie dosięgnąć. - Wskazał lewą ręką miejsce, w którym skórznia doznała uszczerbku. - Cóż można rzec topory dwuręczne są stworzone do przełamywania każdej obrony. Zaszczyt to usłyszeć pochwalę z ust tak zacnego krasnoluda.
Po tych słowach w umyśle Dalina zapanowało uczucie niesmaku. Kątem oka spojrzał na Ethana. W zasadzie dostał się tu przypadkiem, korzystając ze zwycięstwa berserka. Człowiek najwyraźniej nie wiedział w co się pakuje, jednak krasnolud nie zamierzał w to ingerować.
- Poproszę miodu.
Czekał na rozwój wypadków. Jeśli dostanie alkohol nie wypije go od razu tylko poczeka aż zrobi to człowiek lub ktoś inny, aby czekanie nie wyglądało na nie naturalne będzie się rozkoszować zapachem trunku. Nigdy nie wiadomo co tak naprawdę knuje Jarpal...
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
- Niech i tak będzie! Molaciusie, przynieś nam miodu, tego... - złapał się za brodę - tak, najlepszy będzie trójniak z Doliny Iglastej. Nie uderza do głowy, przez co można się nim dłużej delektować. No i racja, trzeźwość umysłu w pracy to rzecz pryncypalna!
Gospodarz wyłożył się wygodnie w fotelu. Meble były wyjątkowo miękkie i wygodne, przez co zarówno Ethan, jak i Dalin mogli rozkoszować się komfortem siedzenia, który prawdopodobnie nie mógł być spowodowany iluzją. Molacius ledwo co zdążył podejść do stolika siedzących, a już od niego odszedł, kierowany poleceniem. Potaknął jeno głową w znaku zrozumienia.
- Sam też bawię się w warzenie wszelakich alkoholi, i nieskromnie powiem, że idzie mi to nader dobrze! Jest to skutek uboczny mojej pracy, wszak sterylność i doskonałość wysokoprocentowych alkoholi poczynając od wódki, na spirytusie kończąc, są wielce żywotnymi aspektami w mojej dziedzinie. Ale nic to, nie o tym chciałem!
Klasnął w dłonie, tym razem do siebie, nie po to, by zawołać lokaja.
- Tak więc udało wam się ukończyć pierwszą próbę - zaczął tajemniczo, spokojnie, by po chwili przejść do standardowej mody jowialnego krasnoluda - ale brzydzę się określać to mianem "próby". No bo próbować to można trunki właśnie, a nie sił wojów, którzy są w swej naturze wielowątkowi.
Wzniósł prawą rękę i zakreślił nią kilka leniwych ruchów w powietrzu, mówiąc coś cicho do siebie. Po dwóch sekundach widniał w niej kielich wypełniony do połowy winem, które wraz z przechylaniem naczynia samo zmieniało formę, tak, jak robi to zwykły, naturalny kielich ze zwykłą, rzeczywistą cieczą.
- I tak jak wino możemy ocenić po smaku, wyglądzie, zapachu - rzekł, przybliżając swój puchar na wysokość oczu - tak postaci wojownika wprost się nie da. Taka prozaiczna, trywialna rzecz jak napitek rozpięta jest może przez dwa wektory w jakichś marnych dwóch wymiarach, kiedy to mistrz miecza wykroczyłby daleko poza trzy wymiary. Ba, Nawet i cztery mogłyby mu nie wystarczyć, wszak jestestwo jest cechą, której zmierzyć się nie da. Przez co, dochodząc do konkluzji, tylko głupiec oceniłby siłę zbrojnego na podstawie jednej, jedynej walki.
Usłyszeli szczęk szkła o metal. Z oddali szedł lokaj, trzymając tacę z ciemną, litrową butelką i trzema szklanymi pucharami. Podszedł do stolika i wyłożył najpierw butelczynę, potem naczynia, poczynając od człowieka, poprzez Dalina, na gospodarzu kończąc. Butelka była już odkorkowana, ale nie ubyło jej zawartości. Molacius nalał alkoholu w tej samej kolejności, w której wykładał kielichy. I zniknął tak szybko jak się pojawił.
- No, nareszcie! - rozpromienił się Lovgan, a w ułamku sekundy jego własny puchar z winem przestał istnieć. - Sięgnął po ten prawdziwy i wzniósł go do góry. - Zdrowie! - powiedział, a następnie upił część, w tym samym momencie co Ethan. Chwilę potem i Dalin skosztował alkoholu.
Nie był może najmocniejszym miodem pitnym, ale był rzeczywiście dobry. Dojrzały, o bogatej nutce smakowej, może nawet z dodatkiem jakichś owoców. Ethan doszedł do podobnej konkluzji, a i jemu zasmakował ten niskoprocentowy krasnoludzki trunek.
- Tak właśnie się zastanawiam - mruknął Jarpal, wpatrując się w rudobrodego - że skądś kojarzę twoje oblicze. Może to zabrzmi nader głupio i impertynencko, ale czy już kiedyś nie mieliśmy okazji się spotkać?
Zimna kropla potu spłynęła po plecach Dalina. A więc jednak gospodarz go pamiętał, w takiej czy innej postaci. A skoro pamiętał, to mógł go w każdej chwili skojarzyć z tym osobnikiem, który wraz ze szwagrem wkroczył na jego teren wcale nie tak dawno temu. Wszystko było kwestią czasu.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-11, 20:52
Ethan rzekł tylko
- Wspaniałe!
A następnie słuchał uważnie gospodarza bo ciekawie mówił. Osobnik z którym można inteligentnie porozmawiać oraz popróbować trunków. To się ceni.
Spojrzał na towarzysza i zastanawiał się nad nim bo był osobnikiem równie ciekawym. Przez tak krótki czas tyle się wydarzyło i tyle dowiedział się o nim a wyglądał na takiego co miał głęboką historię.
Magia budziła niechęć w krasnoludzie. Była czymś nienaturalnym, obcym. Zwykły śmiertelnik nie powinien posiadać nawet tej małej cząstki mocy bogów jakim były zdolności do rzucania czarów. Nawet elfy nie popisywały się magią publicznie, a w każdym razie te, które znał wojownik. W zasadzie jedyną magiczną sztuczką jaką widział u elfów był kolec Koleusa, jednak został on przywołany jako symbol siły, a nie dla zwykłej rozrywki. Wykrzywił usta z niesmakiem i spróbował miodu pitnego. Z niechęcią musiał przyznać, że był całkiem dobry.
- Naprawdę zacny!
Odrzekł uprzejmie i wypił kolejny łyk. Co jak co, ale alkoholu nie potrafił sobie odmówić. Zresztą sam Brimmigar go pobłogosławił, tak więc żaden alkohol mu nie zaszkodzi. Przecież to niemożliwe! Po za tym dzięki temu odpręży się trochę. Kiedy padło brzemienne pytanie, kropla potu spłynęła po plecach Dalina wzdłuż kręgosłupa. Jeśli Jarpal się zorientuje wszystko będzie stracone. Dojdzie do krwawej łaźni. Może jednak przy odrobinie szczęścia uda się ciągnąć tę grę jeszcze dłużej.
- Hm? - Mruknął i lustrował przez dłuższą chwilę rysy Jarpala. Wszędzie mógłby rozpoznać tego przeklętego krasnoluda. - Nie przypominam sobie. Przybyłem po raz pierwszy do Gwynn raptem parę dni temu. To nie mogłem być ja. My krasnoludy bywamy bardzo podobni do siebie. A wszystko przez nasz bujny zarost. - Zaśmiał się i przeczesał ręką po brodzie. - Panie mówisz o pierwszej próbie, tak więc wnoszę, że będą następne. Czegóż więc od nas oczekujesz?
" Poza ścięciem twojej głowy! " - Dodał w myślach, uśmiechnął się i upił kolejny łyk miodu
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Alkohol był lekki i zarówno krasnolud, jak i człowiek musieliby go spożyć w bardziej niż symbolicznych ilościach, by odczuć jakikolwiek skutek upicia. Gospodarz ucieszył się z reakcji. Sam upił część, a następnie odstawił puchar. Wsłuchał się w odpowiedź Dalina. A tę rudobrody musiał szybko wymyślić, by tym bardziej nie dało się mu zarzucić, że przygotowuje się do kłamstwa.
- Hm... - Jarpal pogładził opuszkami palców swoją misterną brodę. - Rzekłbym, że my, krasnoludy, faktycznie, jesteśmy trudni do rozróżnienia, ale dla przedstawicieli innych ras. Dla elfów, ludzi, rzadziej niziołków.
Ethan mógł nawet przytaknąć Lovganowi. Sam momentami potrafił się zgubić wśród gąszczu brodatych jegomościów, zwłaszcza na początku, kiedy dopiero zaczynał pracę u różnorakich krasnoludzich przewoźników.
Czarodziej nie ciągnął jednak tematu, a z jego mimiki, spojrzenia trudno było wyczytać, czy uwierzył w słowa Dalina, czy niekoniecznie, zachowując jednakże maskę ułudy i naiwnej wiary. Berserker miał na tyle oleju w głowie, by natychmiastowo zmienić tor rozmowy, przeskoczyć na inne tematy, a konkretnie na ten, który każdy miał już na językach.
- No tak, oczekiwania. Całe nasze życie czegoś oczekujemy. Ale bez bzdurnych owijań w przysłowiową bawełnę; chcę, żebyście wykazali się nie tylko siłą, ale także sprytem, pomysłowością i przede wszystkim: lojalnością. To ostatnie w lwiej części przypadków wiąże się ze zwykłą kwestią czasu, lecz czy jest zależne tylko i wyłącznie od tego?
Jego lekko chuderlawe ciało zapadło się głębiej w fotel. Dla Dalina wyglądało to tak, jakby któraś z wystających kości miała zaraz przebić skórę obicia, wydając przy tym głośne "puf", niczym dźwięk uciekającego powietrza z dziurawej, szmacianej piłki. Dla Ethana widok ten był absolutnie obiektywny i mało miał powiązań z aspektami komicznymi.
- Zapewnię wam wikt i opiekunek. Nakarmię was i napoję, a wy jeszcze dzisiaj, póki dzień w pełni, wyruszycie z zadaniem, które potwierdzi zarówno to, że głupotą nie grzeszycie, jak i to, żeście zawierzenia warci. Otrzymacie stosowną zapłatę z góry, a jak wykonacie powierzone wam zlecenie, powitam was oficjalnie na moich włościach, jako nowych członków mojej skromnej, dworskiej straży. Molaciusie - zawołał raz jeszcze, ciszej.
Stary sługa podszedł prędko, ale nie stanął zaraz przy siedzących. Miast tego zachował dystans tak, by mógł bez przeszkód nasłuchiwać poleceń gospodarza.
- Na pewno macie jeszcze mnóstwo pytań. Pytajcie więc. Sam bym pytał o wiele, jakbym tylko mógł uzyskać nań odpowiedź! Jeśli jednak ciekawość was nie zdominowała, to... Dwie ampułki! - rzucił w kierunku sługi, a ten błyskawicznie zawrócił i zniknął w głębi korytarza. - To przejdziemy od razu do formalności.
Dalin nie potrafił nic oczytać z twarzy Jarpala. Nie wiedział czy jego blef wystarczył. Jedyne co mógł zrobić to kontynuować dalej tę niebezpieczną grę.
- Uczciwe warunki, jednak lojalności nie da się kupić za pieniądze. To coś co należy zdobyć. Mam nadzieję, że uda mi się zyskać twoje zaufanie. Mój topór będzie za tobą podążał! - Odparł niezwykle pewnie, a myślach dodał "aż do twojej śmierci!". Uśmiechnął się i wypił kolejny łyk miodu pitnego. - Jestem gotów służyć tak zacnemu krasnoludowi. Jednak najpierw chciałbym dowiedzieć się jakiej sprawie mam służyć? W jakim celu gromadzisz zbrojnych i dlaczego posyłasz ich pod wodzą hrabiego Olricha do Kamieńca? Czym właściwie jest ten Kamieniec? - To pytanie dodał, aby wzmocnić swoją grę. - I w końcu na czym ma polegać nasze zadanie?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-17, 21:52
- Jestem mieczem przy twoim boku, nie potrzebuję zadawać pytań. Te zostawiam mądralom na uniwersytetach. Potrzebny jest mi tylko cel a dojdę do niego.
Ethan rzekł to a następnie spojrzał na rudzielca. Gadatliwy, nadpobudliwy, widać że ukrywający coś i knujący. To nie jest zwykły najemnik, to ktoś z dziwną przeszłością. Jego broń był niezwykła, ciekawe skąd ją ma?
Jak na razie wszystko szło spokojnie i po dobrym kursie, jak długo jednak tak będzie?
- Zaufanie cenniejsze jest od złota, oj tak! - uśmiechnął się, splatając palce na klatce piersiowej. - I jestem ogromnie ukontentowany, iż wykazujecie aż taką palącą chęć złożenia mi swej broni! A odpowiadając na twoje pytanie...
- To, cóż, potrzebuję solidnych wojów, którzy wykonają dla mnie "indywidualne" zadanie, miast stać dniem i nocą na straży budynku, w którym, gdyby ktoś ośmielił się najechać, nie odnalazłby nic, z moją personą włącznie.
Dwójka strażników przy Jarpalu chrząknęła nieznacznie, jakby ich duma została urażona, a zasługi zignorowane. gospodarz nie zwrócił na nich uwagi.
- Sprawa Kamieńca musi jednakowoż pozostać ściśle tajna - wzniósł palec wskazujący do góry, aby podkreślić znaczenie słów, a jego mina spochmurniała. Druga z dłoni trzymała puchar z resztką miodu pitnego. - Kamieniec to pewna miejscowość, a już sama wiedza o tej lokacji powinna wam wystarczyć w zupełności. I ten temat uważam za wyczerpany. Ad acta.
Nie minęła chwila, gdy znów dało się słyszeć znajome kroki wraz ze szczękiem metalowej tacy i szkła. Sługa stanął przy stoliku, schylił się, powiększając swój i tak pokaźny garb, i wyłożył przed siedzącymi dwie małe szklane buteleczki. Ampułki, jak to określił Lovgan. Były z jasnego szkła, zatknięte szklaną kulką, identyczne. Zawierały w sobie ciemnoczerwoną ciecz, rzadką niczym woda. Słowem: wyglądającą niczym zwykłe, czerwone, cierpkie wino. W malutkich ilościach, dosłownie na łyk. Lokaj odsunął się na bok i odszedł.
- Jeśli chcecie służyć pod moim herbem, pierw musicie złożyć mi śluby. Nie przepadam za tymi wszystkimi wyrafinowanymi gestami, klękaniem, pasowaniem mieczem, upuszczaniem krwi. To doskonałe dla starych, nudnych snobów, którzy wprost ubóstwiają powielać i tak nudne frazesy. Dla mnie wystarczy słowo, które dla honorowego wojownika jest niczym święte i nigdy złamane winno nie być.
Dalin doskonale wiedział, co łączy Jarpala z Kamieńcem i dlaczego chciał do utrzymać to w tajemnicy. Kopalnia platyny. Ile marzeń wiązał z nią Brend? A ten przeklęty chciwy mag odebrał mu ją w tak brutalny sposób. Ale już nie długo... Krasnolud pokiwał tylko głową na znak zrozumienia. Człowiek wydawał się skończonym głupcem, nawet nie próbował dowiedzieć się czemu ma służyć. Zwyczajny najmita, dla którego liczą się tylko pieniądze.
Wojownik spojrzał sceptycznie na ampułki, a jego brwi uniosły się do góry. Ani chybił to przeklęta magia Jarpala. Kolejna z jego brudnych sztuczek. Dalin domyślał się, że będzie musiał ją zażyć. Nie wiedział jednak jakie może być działanie i efekty. Nie zamierzał jednak bezmyślnie wybijać mikstury, wszak opierał się tylko na własnych przypuszczeniach. Ryzyko było zbyt wielkie. Czort wie co to może być! Spojrzał na maga i rzekł:
- Zaiste panie prawdę prawisz. Nie ma dla wojownika cenniejszej wartości niż honor. Bez honoru stajemy się ni mniej ni więcej nędznymi bandytami. Wybacz panie, ale jestem prostym krasnoludem i nie bardzo rozumiem czemu mają służyć te ampułki?
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-20, 23:46
- Cieszę się że nie będę musiał się męczyć z nudnymi tekstami. Jestem już gotowy ci służyć. Skoro wystarczy Ci słowo, czemu mają służyć te ampułki?
Ethan nie chciał uczestniczyć w jakichś alchemicznych albo magicznych testach. Nie miał wiedzy na ten temat więc też nie mógł wiedzieć co te ampułki zawierają. Co jeśli to są pułapki?
Jego towarzysz miał podobne wątpliwości, ciekawiło go jak ta sprawa się potoczy. Może lord rozjaśni wystarczająco sytuację by mógł uwierzyć.
Jarpal splótł raz jeszcze palce na piersi, wypiął się do tyłu, by wygodnie się oprzeć, jedną rękę podniósł do ust, zacisnął w pięść, odchrząknął i ponownie złączył ją z drugą, w tej samej konfiguracji.
- Widzę, że niepewnie do tego podchodzicie. I słusznie! Przedmiot niewyjaśniony pozostaje przedmiotem godnym co najmniej powątpiewania. A jakże! Już spieszę się z wyjaśnieniami.
Schylił się, tak, by móc sięgnąć jedną z ciemnoczerwonych buteleczek. Podniósł ją do góry, obrócił w palce, pozwalając, alby padające promienie światła prześwietlały zawartość na wylot. Płyn był jednolity, klarowny. W końcu opuścił naczynie i odstawił je z powrotem na stół.
- Wiem jak większość z krasnoludów, a prawdopodobnie i ludzi czuje odrazę do magii, do tych wszelakich sztuczek, jakie ona stosuje. Dlatego postanowiłem obyć się bez niej. A że doskonale warzę mikstury, to i wyszedł mi taki twór. Do czego służy? Każdy ważny ród, budynek rodu jest dosłownie naszpikowane magią, która infiltruje w głąb umysłu, zaburza rzeczywistość, a wreszcie wymyka się spod kontroli. W mojej rezydencji o włamywaczy trudno, wszak każdy, kto tylko przekroczy próg drzwi, ale także okien i innych potencjalnych wejść, zostaje natychmiastowo wychwytany. Nie będę wam zanudzał, jak to się dzieje. Ale idąc dalej, wypicie zawartości tej ampułki daje możliwość swobodnego poruszania się po terenie moich włości. Mogę was zidentyfikować na podobnej zasadzie co niewidzialna pieczęć magiczna, czy fizyczny znak przynależności, jak typowe znamię czy tatuaż klanu. Sam tę miksturę stworzyłem i zapewniam, że nie przynosi skutków ubocznych, a nawet całkiem nieźle smakuje. Zresztą, każdy kto u mnie służy mógłby to potwierdzić.
Obrócił się za siebie, ku dwóm strażnikom. Ci pokiwali twierdząco głową, dodając do tego kilka naturalnych, mimicznych gestów. Nie wyglądali na takich, którym kazano rzec, że jest właśnie tak, a nie inaczej.
- Tak więc powtórzcie tylko "ja, hmm, hmm, przysięgam ci, Lovganie Jarpalu, wieczne oddanie i bezwzględną posługę dopóki śmierć lub twa wola nie zadecydują inaczej", a następnie wypijcie zawartość swych fiolek. Wtedy przejdziemy do sedna.
Po słowach czarodzieja Dalin zrozumiał jak szalonym pomysłem jest atak na rezydencje czarodzieja. Zbyt wiele czarów chroniło to miejsce. Najrozsądniejszym sposobem było poczekać jak Jarpal opuści swoją bezpieczną skorupę. Krasnolud poważnie wątpił, że mikstura służyła jedynie jako znacznik. Ciągle miał w pamięci w jaki bezceremonialny sposób czarnoksiężnik wykorzystał Dogrimma. Należało się jakoś zabezpieczyć. Moc brzytwy żywiołów mogła w tym pomóc, a być może także boska opaczność. Drugą palącą kwestią była przysięga. Wojownik nie należał do krzywoprzysięzców, własne słowo stanowiło dla niego świętość. Czy przysięga jaką miał złożyć posiada jakąkolwiek moc, w końcu przybył tu tylko w jednym jedynym celu, by zabić Jarpala? Czy wypowiadając słowa przysięgi nie kalał pamięci szwagra? Choć Dalin spodziewał się takiego obrotu sprawy to i tak nie mógł poradzić sobie z dręczącymi go wątpliwościami. Czy naprawdę był gotów do zemsty za wszelką cenę? Gdzie leży granica? Jak daleko jest w stanie się posunąć? Zasłonił twarz rękami. Miał głowie mętlik. Wstał podjął decyzję...
Wyszarpnął broń z troków plecaka i uwolnił ostrze od krępującej szmaty. W oczach przez chwile przebłyskiwał mu obłęd. Przekręcił topór w rękach, aby mieć pewny uchwyt. Sięgnął umysłem do mocy ostrza. Wyobraził sobie jak spokój wielkiego podziemnego jeziora staję się jego udziałem. Wszelkie niepotrzebne myśli ustały. Następnie...
Przyklęknął na jedno kolano, skłonił się i wyciągnął ręce z bronią w geście podarku w stronę Jarpala. Poczym rzekł niskim pewnym głosem:
- Ja Dalin Lwie Serce przysięgam wiernie służyć krasnoludowi o czystym sercu Jarpalowi Lovganowi i podążać za nim aż do jego śmierci! Tak mi dopomóż Brimmigarze!
Mag nie posiadał czystego serca, więc pierwsza część przysięgi była nie możliwa do spełnia, zaś druga zawierała ukryty cel Dalina. Powstał i chwycił ampułkę i wypił jednym duszkiem zawartą w niej miksturę, modląc się w myślach, aby Brimmigar ochronił go przed negatywnymi skutkami mikstury.
[...] aktywacja Brzytwy Żywiołów: woda
punkt karmy do rzutów na negatywne efekty mikstury
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-24, 00:28
Alchemii też nie lubił ale przynajmniej była mniej dziwna. W końcu do tego nie potrzeba było jakiegoś specjalnego daru, głównie umiejętność obchodzenia się z normalnymi składnikami. Wciąż można było dostrzec odrobinę magii ale była ona pobocznym zjawiskiem. Wyjaśnienie alchemika było wystarczające, strażnicy nie byli jacyś nienormalni więc chyba nic się z nim nie stanie. Tak więc rzekł do Jarpala:
- Ja Ethan przysięgam ci, Lovganie Jarpalu, wieczne oddanie i bezwzględną posługę dopóki śmierć lub twa wola nie zadecydują inaczej.
Następnie wypił pozostałą fiolkę i czekał na dalsze słowa Jarpala.
Nerwowe zachowanie krasnoluda wzbudziło ambiwalentne emocje u gospodarza. Z jednej strony Dalin wstał nagle i sięgnął po swoją broń, ot tak, bez uprzedzenia. Jarpal podniósł jedną brew, a dwójka pilnujących go stała w pełni napięcia obserwując, gotowi do natychmiastowego rzucenia się na ratunek chlebodawcy. Z drugiej jednak strony, gdy wiadomym już było, że rudobrody tylko chwycił topór, by następnie złożyć go na rękach w formie hołdu, atmosfera rozluźniła się. A był to krok od awantury. Jeden, malutki, krasnoludzki krok.
Przyklęknięcie było lekko problematyczne przy stojącym nieopodal stoiku, jednak i z tym wojownik zdołał sobie poradzić. Po prostu zrobił to zaraz obok, a nie między dwoma meblami. Błękit jeziora opatulił jego umysł, nie pozwalając myśleć o niczym innym. Brzytwa drgnęła nieznacznie, a on sam odczuł nagłe oczyszczenie myśli i wyostrzenie zmysłów. A Jarpal, mimo, że otrzymał zmienione słowa przysięgi, nie przejął się tym, albo nie dał tego po sobie poznać.
A Ethan powtórzył słowa co do joty. I otrzymał taki sam odzew, w postaci lekkiego, niewymuszonego uśmiechu. Następnie przyszła kolej na mikstury. A pod tym względem, jeśli faktycznie były zaklęte, to zarówno człowiek, jak i krasnolud mieli swoje asy w rękawie. Tylko czy było im to potrzebne?
- Każdy organizm reaguje inaczej na magię, nawet na tę zaklętą w miksturze - skomentował Lovgan. - Jeżeli miałoby mieć to jakieś skutki uboczne, to najwyżej lekkie, parominutowe podniesienie temperatury ciała, ale nic poza tym.
Wypili duszkiem, jednocześnie. Eliksir w rzeczy samej nie przypominał pod względem smaku tych wszystkich domowych syropów, które trzeba było łykać za młodu. Ten był połączeniem jakby malin i migdałów, i coś jeszcze, co zespoiło oba smaki w jedną, doskonałą kombinację. Jeśli właśnie wypili fiolki z trucizną, to śmierć miałaby bardzo słodkie oblicze.
- Mój dziadunio zawsze prawił, że w życiu poszukiwacza przygód zawsze przydarzają się dwie rzeczy: wizyta w karczmie oraz walka z goblinami. Co do tego pierwszego to nie mam wątpliwości, że zdołaliście już tego dokonać. Jednakże co do goblinów, to cóż, jeśli jeszcze nie mieliście okazji, to właśnie ją dostaliście.
Bawił się spiętą brodą, przeskakując wzrokiem to na Ethana, to na Dalina, to na Ethana... Bez końca. Specjalnie owijał w bawełnę. Doskonale było widać, iż bawiło go to wręcz doskonale.
- Waszym zadaniem będzie oczyszczenie kawerny, w której z powodu ataku goblinów ustały prace kopalniane. Zadanie liche, ale znaczące dla moich interesów. Za godzinę będzie na was czekał woźnica, który was tam zawiezie, a za... - spojrzenie gdzieś w górę - kilka minut będzie pora obiadowa w waszej kantynie. Broń, opancerzenie we własnym zakresie. Pytania?
Podniósł jedną brew ku górze, pochylając się przy tym w stronę dwójki gości. Niemniej jednak, wyraz twarzy świadczył o tym, że odpowiadać na jakiekolwiek dodatkowe zapytania nie miar zamiaru. Ot, powiedział tak jeno ze zwykłej uprzejmości.
Lekceważące zachowanie Jarpala doprowadzało krasnoluda na skraj wybuchu, tylko dzięki tytanicznemu wysiłkowi woli udało się go powstrzymać. Wszystko wskazywało na to, że stary cap nie zorientował się w podstępie. Jednak należało zachować ostrożność, bo im dłużej przebywał w obecności maga tym bardziej rosło ryzyko rozpoznania. Nie miał potrzeby, ani ochoty przedłużać spotkania z znienawidzonym krasnoludem. Skłonił głowę i rzekł:
- Nie ma żadnych!
Owinął broń w materiał i przypiął do troków plecaka. Czekał aż Jarpal zwolni ich i wyśle do kantyny.
_________________ "Nie ma sprawiedliwości, jesteśmy tylko my!"
"Gdzie jest twój bóg paladynko?"
Eric "Ellesar" Wald
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2013-12-29, 00:28
- Brak.
Ethan czekał aż będzie mógł się udać do kantyny a następnie tam się udał. W międzyczasie rozmyślał nad zadaniem. Wreszcie będzie mógł nazywać się prawdziwym poszukiwaczem przygód hehe. Walka z goblinami to klasyka w tym fachu, czas sprawdzić się w tej robocie może zyska przydomek goblinowy pogromca albo jakoś tak haha. Był gotowy i nie był się doczekać przygody.
Lovgan powtórzył swój gest klaskania w dłonie z olbrzymim entuzjazmem. Spojrzał w głąb swojego pucharu, jednak nie znajdowało się tam nic, co mogłoby zwieńczyć tę jakże pożywną rozmowę. Nie przejął się tym. Wszak cieszył się, że zdołał pozyskać usługi dwójki dobrze zapowiadających się, silnych wojowników! Dla Ethana obraz ten był zrozumiały. Dla Dalina ciężko było wyłapać jakieś niuanse, poszlaki, dzięki którym udałoby mu się sprawdzić, czy kłamie, czy faktycznie mówi rzetelną prawdę, wita ich jak gości, a nie jak narzędzia i podaje zwykłą miksturę identyfikującą, a nie trutkę.
Wskazał im drzwi wyjściowe. Nie dopowiadał już nic. Nie musiał. Od razu Mink, stojący nieopodal, zgarnął ich i zaprowadził do budynku najemników. No, może "zaprowadził" to słowo, które przesadnie uwzniośla jego dokonania. Po prostu skierował palec w tamtą stronę, a że budynek był duży i widoczny nawet zza bramy, to udanie się do niego było tylko kwestią czasu.
Zdążyli akurat na obiad. Wewnątrz znajdowała się duża sala z porozstawianymi łóżkami, szafkami, a na samym końcu stał wielki stół, gotowy pomieścić jednocześnie trzydziestkę głodomorów. Pokój dalej zajmowała kuchnia, z której dochodziły smakowite zapachy. A przy samym stole siedziała może piątka odzianych w zwykłe, codzienne ubrania krasnoludów. Gdyby nie leżące na ich łóżkach elementy opancerzenia, broń i tabardy z herbem, to nie dałoby się odróżnić ich od zwykłych, cywilnych mieszkańców miasta Gwynn. Ci powitali ich z ograniczoną skwapliwością. Przedstawili się, ale nie zapamiętali ich imion, najwyżej twarze. Wszystkie podobne, owalne, jedna z blond włosami, jedna z czarnymi, trójka w brązie. Nie byli rozmowni, ale to prędzej z racji szybko podanego jadła, aniżeli niechęci do nowych. Dało się jednak dowiedzieć paru nowych rzeczy. Że Jarpal nie toleruje, jak ktoś wędruje po jego rezydencji, że nawet jedna, niepozorna niesubordynacja może być tragiczna w skutkach, nie, że śmiercią czy uszczerbkiem na zdrowiu, ale natychmiastowym zwolnieniem ze służby. A że wpływy szlachcica są spore, to o dalszej pracy w obrębie miasta można było już pomarzyć. Potem ktoś odezwał się, że nie jest prawdą wzmianka o uszczerbku na zdrowiu, bo ktoś tam, też strażnik, ukradł coś kiedyś z rezydencji - jakiś świecznik czy coś innego, co miało złotawy kolor i wyglądało na cenne. A potem nagle, schodząc po schodach od drzwi wejściowych tak niefortunnie stanął, że wywrócił się przy pierwszym stopniu, a jego szyję przebił ów skradziony kandelabr. Lekko, ale kilka centymetrów i stan jego zdrowia byłby do zakwestionowania. Potem dwójka innych siedzących przy stole wybuchnęła złością, że ten złodziej zawsze był "sierotą" i to nie mogło być sprawione przez Jarpala, tym bardziej, że był wtedy poza posiadłością. I wraz z tym tematem dalsze dowiedzenie się o życiu i pracy w tym miejscu było niemożliwe do wykonania.
Posiłek był znakomity. Kantyna miała swojego własnego, osobistego kucharza, który dbał o to, by zapewnić solidny, dwudaniowy posiłek wraz z ciastem na deser i kompotem z jabłek. Pychota. A gdy zjedli, mieli jeszcze trochę czasu dla siebie, nim będą musieli wyjść i wykonać powierzone im zadanie. A z pełnym brzuchem wszystkie troski tego świata były zbyt daleko, by się nimi przejmować.
Sesja zakończona!
[...]Ethan otrzymuje 3000 punktów doświadczenia! Dalin otrzymuje 3500 punktów doświadczenia!
Ponadto, Ethan i Dalin otrzymują 5 złotych monet w ramach zaliczki oraz obietnicę 5 kolejnych po wykonaniu zadania.
Bonusowe 500 punktów uwarunkowane jest pokaźniejszymi, głębszymi fabularnie postami oraz wewnętrznymi rozmyślaniami kreującymi i definiującymi postać wraz ze znaczącą ilością rozwiązań problemów popychających akcję do przodu, plus nietuzinkowe i atrakcyjne zachowania, urozmaicające sesję. 500 pd to nie jest duża różnica, a i tak was rozpieszczam pokaźnymi ilościami expów. Brakuje tylko artefaktu dla Ethana. Normalnie Asard 2.0.
Ogólnie dobra robota, panowie, ale starczy już tego prowadzenia za rączkę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum