TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Zbrodnia i Kara - Prolog
Autor Wiadomość
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-03-11, 11:32   

Na subtelną prowokację do walki krasnolud zareagował bardziej złością, niż z zastanowieniem, czego należało się po nim spodziewać. Z jego gardła zaczynało się wydobywać twarde niczym kamień warczenie, choć to mogła być krasnoludzka mowa. Jeśli tak, były to same przekleństwa. Reszta ochroniarzy jednak wyglądała na mniej chętną do pomocy karłowi. Nawet drzewołaz. Krasnolud był właśnie w trakcie oceniania drowa wzrokiem, wykrzywiania gęby i zapewne rachowania swoich szans, gdy Pelios zbliżył się do niego.

Kiedy usłyszał drugą wiadomość na jego twarz wstąpił bardziej zdziwiony wyraz. Ręka nie opadła ze styliska, jednak teraz raczej leżała tam z przyzwyczajenia. Nie odezwał się słowem, gdy Pelios zaczął odchodzić, zaraz jednak krzyknął za nim.

- Hej, ty! Jaki, kurwa, tr... - i tu okrzyk się urwał. Oglądając się za ramię, Pelios mógł zobaczyć, że krasnolud spogląda na załogę statku, która, bądź co bądź, według wszelkiej wiedzy była w końcu Erxeńska. Stał tak, nie bardzo wiedząc co począć, po czym machnął ręką. - Chuj tam. Ale ja będę spać z bronią przy boku!
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-03-30, 00:12   

Reakcja krasnoluda wywołała niemałą radość, którą drow starał się mimo wszystko ukryć, przybierając jedyne krzywy, nieco szyderczy uśmieszek.

- Mądra decyzja - odparł jeszcze na odchodne, na tyle głośno, by mieć pewność, że krasnolud go usłyszy.
Fakt, że słyszeli go wszyscy inni w około jedynie pomagał w obecnej sytuacji.

Starał się nie zwracać na swoją osobę więcej uwagi, mimo że najwyraźniej był obecnie w centrum zainteresowania.
Nasunął kaptur na tyle głęboko na ile materiał pozwalał, po czym nie zdejmując dłoni ze sztyletu ruszył tam, gdzie 'kierownik wycieczki' miał zamiar ich poprowadzić.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-04-03, 22:00   

Odpowiedzią na słowa Peliosa było tylko prychnięcie elfa i ciche warknięcie krasnoluda. Przez cały obchód nikt nie wracał do sprawy.

Przez całą wycieczkę bohater nie dowiedział się nic ciekawego. Trochę o pracy załogi, przy okazji mijania pewnych urządzeń i stanowisk, co po krótkiej chwili całkowicie zapomniał. Nieco o historii stateczku, która była tak samo długa, jak mało ekscytująca. Okazało się jednak, że okręt posiadał arsenał do ewentualnego odganiania abordażu. Były to małe bombki zapalające, które były na tyle wyważone, że, według zapewnień bosmana, wprawny miotacz był w stanie przerzucić taką na okręt nawet sto metrów od burty. Ile miało to w sobie prawdy, drow nie był w stanie ocenić. Był jednak w stanie wyobrazić sobie, jakie spustoszenie mogła taka bomba spowodować na drewnianym okręcie, z naoliwionymi linami i prażącymi się w słońcu żaglami.

Grupka w końcu zeszła pod pokład, gdzie bosman określił przeznaczenie pokoi. Jednoosobowa kajuta należała oczywiście do bosmana. Pięcioosobowe okazały się należeć do załogi. Ostatnie więc - dziesięcioosobowe - pomieszczenie przypadało ochronie.

Wszyscy bez słowa zaczęli się rozlokowywać po kajucie.

- Za godzinę w ładowni, tam - bosman wskazał palcem na schody, gdzie jeszcze niedawno Pelios podglądał załadunek - będzie żarcie. Nikt nie będzie czekał, więc jak się spóźnicie, będzie zimne. Odpływamy za kwadrans.

I wyszedł, pozostawiając ochroniarzy samych sobie.

- Ha - burknął krasnolud, kładąc swój tobół na pryczy w rogu. - Stąd będę miał was wszystkich, łajdaki, na widoku. Ciebie też, czarnuchu.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-04-05, 23:14   

- W takim razie nawet ci sprawę ułatwię - odparł ów czarnuch rzucając swoje rzeczy na wolne łóżko, znajdujące się najbliżej krasnoluda.

Rozlokował się na swej miejscówce, jeśli możliwości pozwalały lokując główną część tobołków pod łóżkiem, na wierzchu pozostawiając jeno koc i jeden z noży do rzucania, w celu jasnego zaznaczenia terytorium. W razie braku możliwości ulokowania swych tobołków w mniej odsłoniętym miejscu, rzucił wszystko luzem n łóżko.

Niezależnie od obrotu sprawy ruszył dalej powolnym i czujnym krokiem ku ładowni, przeto na żarcie nie warto się spóźnić, coby najlepszego nie wybrali inni.
Po drodze zaś, w myślach powtarzał sobie co też pozostawił za sobą na obecnej noclegowni.
Na razie nie podejrzewał współochroniarzy o kradzież, niczego jednak nie wykluczał.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-04-06, 17:55   

Pod pryczą było wystarczająco dużo miejsca, by zmieścić tam i worek i namiot Peliosa. Szafka obok łóżka, przybita zresztą dość topornie do pokładu gwoździami, była na tyle duża, że pomieściłaby i jego zbroję, gdyby poczuł potrzebę rozebrania się niej.

- Te! - zawołał krasnolud, aczkolwiek nie była to odpowiedź na słowa Peliosa. Słowa jego skierowane były jeszcze do bosmana. - A wychodek jakiś, to gdzie?

- Wszędzie wokół! - dobiegł ochroniarzy głos z korytarza. - Wystarczy wystawić dupę za burtę.

W ładowni, od ostatniego razu, pojawiła się długa ława. Okazało się też, że zaraz obok schodów znajdowało się przejście do kuchni, gdzie też spał pokładowy kuk. Na środku ławy ziała pustką wielka dziura, nieznanego drowowi przeznaczenia. Trochę przestrzeni wokół ławy i siedzeń było wolne, tak, aby dało się przejść dookoła. Reszta zastawiona była po sufit skrzyniami i beczkami, związanymi i spiętymi teraz razem przez rozmaite sznury i pasy. Zawartość niektórych z nich Pelios już znał. Reszty mógł tylko się domyślać.

Wkrótce bohater odczuł niepokojące wrażenie, któremu nie mógł przypisać konkretnego powodu. Jakby targnęły nim niesamowicie krótkie zawroty głowy, potem zaś pozostawiły tylko widmo tego uczucia. W pewnym momencie Pelios zorientował się, że stoi w lekkim odchyleniu od pionu, w kierunku burty, choć nie odczuwał tego kompletnie. Skojarzenie faktów nie było najtrudniejsze, choć przyszło do bohatera dopiero po chwili. Statek odbił od brzegu i z jakiegoś powodu wszedł w delikatny przechył. To oznaczało, że do posiłku Pelios miał jeszcze jakieś trzy kwadranse.

Z kuchni zaczął dobiegać bardzo delikatny aromat, którego bohater nie był w stanie określić.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-04-19, 22:42   

Nigdy przedtem nie zaznał drow bodaj przejażdżki łódką, owe odchylenie od pionu i dziwaczne zachowanie podłoża pobudziło wszelkie składowe jego instynktu samozachowawczego. Wszystkie mięśnie napięły się, wzrok szybko obiegł okolicę, dłoń zacisnęła się na rękojeści.

Gdy umysł zakonotował powód zachwiania wszystkiego wokoło, Pelios zdecydowanie się rozluźnił. Nadal jednak zachowywał czujność, starając się przy tym zachowywać raczej naturalnie. Pierwsze sekundy podróży nie sugerowały, by miał drow polubić wodne podróże.

Nie odczuł Pelios potrzeby na dalsze badanie podkładu czy też zakamarków pod nim się znajdujących. Pozostał zatem w pomieszczeniu w oczekiwaniu na posiłek. Pozostały czas postanowił przeznaczyć na oswojenie się z nietypowym, ruchomym stanem otoczenia.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-03, 23:08   

Pokład całkiem szybko powrócił do pozycji, która Peliosowi bardziej przypominała tą, jaką winna mieć drewniana podłoga. Pelios nie czuł, żeby statek szczególnie bujał, a przechył pokładu nie nastąpił już do posiłki, ale drow nie miał bladego pojęcia czemu można było to przypisać. Wiedział tylko, że płynęli po rzece, oraz to, że na rzece fal jako takich nie ma. Co jeszcze wiedział?

Że zapach z kuchni robił się coraz to bardziej intensywny. Pelios nie miał kompletnie nic do roboty, bowiem w zamkniętym pomieszczeniu kompletnie nie mógł stwierdzić ruchu statku; jego przyśpieszenie musiało być niemal znikome, bądź drow zwyczajnie nie potrafił zauważyć jeszcze tych drobnych różnic, tak niepodobnych do szarpania powozu. Jednak czas zupełnie mu się nie dłużył. Cały czas słyszał jak ta, bądź inna deska skrzypnęła złowrogo. Wciąż dochodziły do niego odgłosy uderzania stóp załogi o pokład, mimo że dzielił go od powietrza dość spora wysokość, oraz domniemana ukryta przestrzeń ładunkowa. Cały czas też słyszał różne inne dźwięki, dochodzące do niego ze strony jednej, lub drugiej burty. Ale czy były to śmieci uderzające o deski, czy dźwięki zwiastujące rychłe rozsypanie się statku - nie miał bladego pojęcia.

Wkrótce na pokład zaczęła schodzić reszta ochrony okrętu i zaczęła rozsiadać się wzdłuż ławy. Zapach z kuchni, choć coraz bardziej intensywny, wcale nie stawał się bardziej interesujący. Niedługo Pelios miał przekonać się o diecie żeglarzy.

Jednak zanim to, bohater musiał zaliczyć jeszcze obowiązkowe starcie z innymi uczestnikami wyprawy. Krasnolud co prawda ostentacyjnie złapał się tylko za sakiewkę, wiszącą mu u pasa; to drzewołaz ochotę miał na większe kłopoty. Gdy Pelios oglądał się, jak ochroniarze obsadzają ławę, elf bezceremonialnie odepchnął Peliosa ze swojej drogi, przy czym złapał go nieprzygotowanego - faktycznie więc bohater przestąpił dwa mimowolne kroki i usunął się z drogi drzewołaza. Prawie nikt nie zwrócił na to zajście uwagi, i gdyby Pelios chciał, mógłby całkowicie zignorować ewidentną zaczepkę zielonego. "Prawie" jednak dotyczyło wspomnianego już krasnoluda.

- Ha! No, czarnuchu, taka zniewaga nie może przejść bez echa! - krzyknął karzeł, wykrzywiając usta w szyderczym śmiechu. Choć nikt nie uważał za słuszne nadwyrężać swojej energii i dorzucić coś od siebie, niemal wszyscy zwrócili się w stronę dwójki elfów. Na ich twarzach oczekiwanie było jasno zarysowane. Widocznie także nie mieli co robić przez ostatnią godzinę.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-06-06, 00:13   

Odepchnięcie rzeczywiście wzbudziło w drowie wiele emocji, zaś gadana krasnoluda bynajmniej nie pomogła w ich opanowaniu.
Trzewia podpowiadały "wyciągnij sztylet, rzuć się do gardła i utocz kilka litrów krwi pierdolonego matkojebcy i zapylonego kwiatkofila, po czym rzuć jego wątrobę krasnoludowi w twarz, zaś nerki schowaj do kieszeni na później". Rozsądek i instynkt samozachowawczy sugerowały jednak mniej drastyczny przebieg całej akcji.

Stanął toteż drow bez ruchu wzrok wlepiając w elfa. Nie wątpił, że ten odpowie spojrzeniem, gdy zaś źrenice napotkały siebie nawzajem Pelios postanowił wypróbować coś, czego nie miał okazji zastosować od szkolenia u skrytobójców. Znikanie z widoku.

Dłoń powędrowała ku sztyletowi za pasem.

- Odważny jesteś choć głupi. - podjął, przygotowując wykorzystanie specyficznej zdolności czcicieli Vestriel, odrzucił swój kaptur, zaś wzrok skierował na ziemię na prawo od elfa - szczególnie gdy broni nie masz przy sobie.
Słowa te wypowiedział cicho. Na tyle cicho, by z pewnością usłyszał je elf, jednak by widownia przy stole miała z tym trudności. Słowa zaś niosły ze sobą moc, która wedle wiedzy drowa, mogła otumanić każdego rozmówcę i zwrócić jego wzrok na długo z dala od Peliosa. Szczególnie gdy niosły coś potencjalnie możliwego, jak upuszczenie oręża na ziemię nieopodal.

Uważnie obserwował drow reakcję oponenta, by zareagować odpowiednio do efektu sztuczki.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-10, 14:43   

[...][Test sporny Blefowanie/Spostrzegawczość]
Pelios: Blefowanie, k20 + 20 = 10 + 20 = 30
Elf: Spostrzegawczość, k20 + 18 = 3 + 18= 21


- ...szczególnie gdy broni nie masz przy sobie.

Elf, który wcześniej faktycznie przystanął, by spojrzeć w stronę drowa, uśmiechnął się lekko, acz z pewnością siebie, słysząc słowa Peliosa. Zielony stał nieco bokiem, prawym, do bohatera. Odwrócił wzrok w stronę swojego lewego boku. Tak, jakby chciał sam sprawdzić, czy nie wisi tam przypadkiem jakieś ostrze. Robił to z ociąganiem, powolną manierą, jakby Peliosa zupełnie nie uważał za zagrożenie.

Jednak to odwrócenie wzroku było tym, czego Pelios nie oczekiwał.

Nie odczuł żadnej magii przepływającej przez jego ciało. Jego słowa nie zabrzmiały z jakąś dziwną mocą. Elf po prostu przestał się na jakiś czas patrzeć na drowa, dając Peliosowi cenne parę sekund na zniknięcie gdzieś, ukrycie się przed elfem.

Reszta ochroniarzy nie odczuła ani trochę magii stojącej za słowami Peliosa, toteż z uwagą przyglądała się scenie przed nimi. W szczególności krasnolud, z szerokim uśmiechem i otwartymi ustami oczekiwał na rozwój starcia między elfami.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-06-11, 21:14   

Czyżby zdolność nie zadziałała?
Pelios nie miał wielu okazji by porządnie zaznajomić się z używaniem tej techniki, na dodatek od dawna już nie miał okazji jej zastosować. Czyżby zapomniał jak się to robi, bądź jakie uczucie towarzyszyło magicznemu przepływowi mocy?
Może jego przeciwnik był jednak całkiem pewny swej chęci zabicia, a przynajmniej okaleczenia drowa co zniwelowałoby działanie.
Chwila, ale gdyby nawet tak było, samo zastosowanie zdolności powinno spowodować przepływ magii, jedynie zaś brak pożądanego efektu, czyż nie? Może powód był jeszcze inny...

Sporo pytań czasu na ich rozważenie jednak brakowało. Cel swój Pelios przynajmniej po części osiągnął. Był co prawda nieco mniej pewny powodzenia kolejnej części planu, niemniej jednak przewagę zyskał.

Natychmiast dobył sztyletu, po czym ruszył biegiem nieco na lewo od elfa. Gdy tylko znalazł się za plecami oponenta, natychmiast zawrócił doskakując doń sztylet zaś kierując do krtani. Nie by zabić, co najwyżej niegroźnie naciąć skórę i zetknąć się zimnym ostrzem z okolicą pięknej, szumiącej i jakże kuszącej tętnicy szyjnej.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-12, 20:37   

Pelios wcale nie poruszał się z prędkością błyskawicy. Jego ruchy nie rozmazywały się przed oczami obserwatorów, nie były tak szybkie, że oko nie było w stanie za nimi nadążyć. Pelios wcale też nie był całkiem poza polem widoku elfa. Ale jednak drzewołaz nie zwrócił wzroku z powrotem na drowa. W ogóle zdawał się nie zauważać tego, że bohater się poruszał. Dopóki nie poczuł zimna stali na swoim gardle.

- J... jak? - wycharczał, napinając mięśnie szyi i próbując odchylić ją do tyłu. Ale nie było gdzie; za nim stał Pelios.

- Ha! - krzyknął na całe gardło krasnolud, w jego głosie szczere rozbawienie. - Zaszedł go jak podrostka!

Dwójka z najemników także zaczęła się szyderczo śmiać, w jednym z głosów Pelios rozpoznał orczą barwę.

Elf nie próbował usunąć się z niewygodnej sytuacji. Zdawał się być całkiem zaskoczony, mięśnie jego były napięte, jednak bardziej jak przechodzień nagle zaskoczony przez głośny dźwięk za plecami, niż jak wojownik gotujący się do walki. Po skroni spłynęła kropla potu, mimo, że w ładowni było dość chłodno. Mimo to Pelios nie poczuł jeszcze specyficznego zapachu moczu. Elf był zaskoczony, ale nie zastraszony. Jeszcze.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-06-15, 02:34   

Pelios był co najmniej skołowany przebiegiem całej akcji. Nic nie odczuł, mimo to zdolność najwyraźniej zadziałała jak powinna. Pozostawało się cieszyć jak i delektować chwilą.
Sztylet przy gardle, zimny pot na twarzy ofiary, jej strach i próby opanowania beznadziejnej sytuacji. Brakowało tylko zapachu moczu.

Czy jednak na pewno warto było się o ów zapach starać. Popis drowa pozostawił wrażenie jedynie na ofierze, która dla całej reszty obecnie stała się wymoczkiem bez doświadczenia. Dalsze ciągnięcie sytuacji mogło jedynie postawić elfa w gorszym świetle.
I tu pojawił się konflikt między tym co może się bardziej przydać, a tym co Pelios chciał uczynić dla czystej satysfakcji.

- Jest nas tu wielu - podjął szeptem, kierując swe słowa tylko i wyłącznie do swej ofiary - nikt nie miał by mi za złe gdyby jeden zniknął - wypowiadane słowa zdawały się coraz bardziej brzmieć jak mowa do samego siebie niźli do ofiary - takich jak ten jest na pęczki... a tętnica tak głośno domaga się o uwolnienie...bum...bum..bum
Skrytobójca poruszył sztyletem na tyle by przeciąć skórę elfa, nie zabijając go jednak. Ciekaw był reakcji dendrofila.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-17, 14:57   

[...][Test Zastraszania, k20 + 13 + 15 (realność spełnienia groźby) = 10 + 13 + 15 = 38]

Bum... bum... bum tętniła krew, a strużka krwi popłynęła po szyi elfa.

- Nie... nie zrobisz tego - wydyszał elf, ale w jego głosie nie było przekonania. Bardziej prośba. Błaganie?

Pojawił się też i zapach moczu. Elf zamarł, czekając na to, co zrobi drow. Był całkiem pewien, że czas jego życia jest już policzony. W końcu miał to życie w ręku mroczny elf.

Reszta ochroniarzy nie kwapiła się rozwiązać jakoś tego sporu. Teraz już wszyscy przyglądali się z zaciekawieniem, nie wydając żadnego odgłosu. Nawet krasnolud zamknął swoją jadaczkę, czekając w napięciu na dalsze działania drowa. Dobrze, że kuk jeszcze nie wyszedł z kuchni z garem polewki, bo zapewne upuściłby go też na pokład. A szkoda polewki. Dobrą gotował.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-06-26, 13:54   

- Nie zrobię? - wyszeptał uśmiechając się przy tym szeroko. Kusiło go, a jakże. Ileż radości wywołałoby Peliosowi dokończenie cięcia.
Miał jednak wrażenie, że drow mordujący współpracowników mógłby jedynie nabawić sobie dodatkowych problemów. A kto wie czy wśród obecnych nie było dobrych kumpli elfa, którzy na jego śmierć mogliby zareagować nadto dramatycznie.
- Masz rację - dodał już gniewnym tonem odrywając sztylet od gardła swej ofiary, po czym jak najsilniejszym kopnięciem posyłając ją przed siebie. - Tym razem. Ale spróbuj mnie ponownie choćby tknąć, a gacie będziesz miał pełne nie szczyn a posoki i morskiej wody!

Wytarł sztylet o wnętrze swego płaszcza, schował go na miejsce, po czym zerkając na elfa z pogardą ruszył zająć pierwsze lepsze miejsce przy stole.

Być może teraz będzie chociaż mógł w spokoju napełnić żołądek.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-28, 21:59   

- Zapłacisz... za to... - warknął elf, biorąc głębsze oddechy w przerwach, gdy Pelios odchodził do stołu. - Zapłacisz...

I wyszedł schodami z ładowni. Choć lepiej by to wyglądało, gdyby po takim starciu zielony zasiadł jednak do stołu, to nie trzeba było być szlachcicem, by stwierdzić, że z obszczanymi portkami tak nie wypada.

Tymczasem gdy Pelios zasiadł do stołu krasnolud popatrzył po swoich sąsiadach, a każdy z nich kiwnął mu głową, jakby potwierdzali zgodę na coś wcześniej już ustalonego. Wtedy karzeł zwrócił się do drowa, z zacięciem na twarzy, choć też i nie bez lęku zmieszanego z podziwem.

- Wytniesz coś takiego jeszcze raz na którymkolwiek z nas - zaczął, bez złości, nienawiści, czy choć przerażenia, a czystym, pozbawionym emocji głosem krasnolud - to reszta naszpikuje cię żelazem, że będziesz wyglądał jak srebrny jeż, zrozumiano? Nie ważne z jakiego powodu, słusznie, czy nie. Paru z nas potrafi poczuć nosem magię. Nie wiem co potrafisz, i wcale się tego nie boję, ale wiedz, że zagrożeń pozbywam się zanim zagrożą one mnie.

Kilka głów pokiwało dla potwierdzenia.

- Oczywiście - podjął znów karzeł, i tym razem w jego głosie zwyczajnie zabrzmiało rozbawienie, a sam krasnolud uśmiechnął się szeroko - temu drzewołazowi z kołkiem w dupie tego nie powiemy... należy mu się! Ha, ha!

Kilku ochroniarzy znów się roześmiało, uśmiechnęli się zaś wszyscy, prócz orka. Widać było, że żartem tym karzeł chce rozładować atmosferę. Od razu też zaczął rozmowę z jednym ze swoich sąsiadów, pół-elfem, którego wcześniej na pokładzie Pelios widział z łukiem w sajdaku na plecach. Był to drugi z łuczników załogi, bohater mógł tylko zgadywać, czy mniej nieprzyjaźnie nastawiony do drowa, niż czystej krwi elf.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-06-29, 01:26   

Usłyszawszy wypowiedź krasnoluda, Pelios szczerze się uśmiechnął. Zdecydowanie poprawił mu humor fakt, że reszta dostrzegła jednak pewną magię, nie zaś zwaliła zaistniałe wydarzenie na ciapowatość elfa.
Zaśmiał się na wpół głos.
- Nie mam potrzeby wycinać niczego pókim nie sprowokowany. - wzrok swój skierował teraz prosto na krasnoluda, uśmiechu jednak z twarzy nie zmazał - Nie jest w moim interesie zabijać współpracowników. Także póki nikt mi za skórę nie zalezie, nie musi się obawiać posoki cieknącej spod podbródka. Mamy bowiem wspólny cel w doprowadzeniu tej łajby do portu.
Podciągnął krzesło bliżej stołu i oparł łokcie na blacie, kaptur zaś ponownie narzucił na głowę. Czerwonymi źrenicami przejechał po każdym z obecnych.
- A jeśli zależy wam na kompanie, radzę uspokoić jego zapędy w 'odpłaceniu się' - tu kiwnął głową w stronę elfa który zniknął zapewne zmienić gacie.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-06-29, 12:31   

Mimo powagi słów Peliosa, bohater wodząc po twarzach współpracowników nie dostrzegł śladu szczególnego przejęcia jego mową. Być może zatwardziali najemnicy nie raz słyszeli podobne zapewnienia. Być może potrafili po prostu utrzymać pokerowe twarze. Jeden z nich nie potrafił - ork. Ale głośne burczenie jego brzucha, które przecięło ciszę, upewniło bohatera, że to nie na niego zielona bestia jest rozzłoszczona. Krasnolud jednak nie chciał pozostawić niczego bez dopowiedzenia.

- Słuchaj, kwiatkofil nie obchodzi mnie bardziej, niż jego obszczane portki. Ale dane słowo pozostaje. Na mnie, na uszatym, na tym tu zielonym koledze... nikt z nas nie chce widzieć więcej tej sztuczki. No, chyba, że na piratach... na piratach zawsze.

Dyskusję bezspornie zakończyło przybycie gara z zupą. Kucharz okazał się być nie lada chłopem, niosąc własnoręcznie żeliwny kocioł, większy od niego samego, pełen gęstego płynu. Okazało się, że kocioł idealnie pasuje w otwór w ławie, tak, że żaden z ochroniarzy nie musiał podnosić się z krzesła, by widzieć zawartość gara. W drugim przebiegu, kuk przyniósł odpowiednią ilość drewnianych mis, łyżek, oraz trzy czerpaki, które wrzucił do kotła. Najemnicy natychmiast zaczęli pochłaniać zupę, która wyglądała jak gulasz, zmieszany z polewką warzywną. Choć brzmieć to może jakkolwiek, Pelios nie mógł stwierdzić, żeby jedzenie było ani niedobre, ani mało pożywne. Zdecydowanie pilnowano, by najemnicy nie musieli wykonywać swojej ważnej pracy w głodzie.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-07-10, 11:15   

Z pewną dozą ulgi powitał Pelios nadchodzącą zupę. Głównie ze względu na brak chęci w dalszym ciągnięciu dyskusji z krasnoludem.
Pozostawił mu zatem ostatnie słowo i tak jak cała reszta towarzystwa wziął się za pałaszowanie zupy, gdy tylko udało mu się dorwać jakiś wolny czerpak.

Piraci, he? - niewielka cząstka drowa miała nadzieję, że statek napotka na problemy tego typu, on zaś będzie miał okazję zatopić sztylet w czyimś kręgosłupie i przy okazji dodatkowo sobie dorobić. Ręka świerzbiła go odkąd pozwolił cało odejść zielonkowi.
Instynkt przetrwania, który zdecydowanie uwypuklił się na przestrzeni ostatnich lat, głośno jednak wołał "Chyba ci portki dopływ krwi do mózgu odcięły. Im spokojniej minie podróż tym lepiej dla twojego czarnego tyłka!"

Cóż, wpływu na to nie miał, pozostawało zatem spokojnie czekać co też los tym razem przyniesie. Życie nauczyło jednak skrytobójcę, nie spoglądać w przyszłość ze zbytnim optymizmem.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-10, 19:53   

Jedzenie zostało pochłonięte bardzo szybko. Wszyscy ochroniarze zdawali się wychodzić z jednego założenia, że skoro jedzenie jest za darmo, to należy zjeść jak najwięcej. Ale mimo takiej konkurencji Pelios czuł się całkiem najedzony, zaś samo jedzenie było smaczne. Nie było na co narzekać.

- Poczekajcie - powiedział krasnolud, zatrzymując wszystkich na miejscach. - W nocy trzeba ustawić wartę na pokładzie, dwójkę co najmniej. I tak trzeba rozwiązać kwestię kolejności, więc lepiej zrobić to teraz, jak wszyscy są szczęśliwi i najedzeni. Ciągniemy słomki, bijemy się, czy ktoś jest chętny?

Zgłosił się pół-elf i ork, niemal nie dając czasu innym. Widocznie uważali, że pierwszego dnia, nocy właściwie, będzie spokojnie.

Po tym wszyscy opuścili ładownię, kierując się ku sobie tylko znanym zajęciom.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-07-11, 18:54   

Choć warta nocna wydawała się Peliosowi całkiem atrakcyjna, szczególnie gdyby potem mógł w spokoju przespać przynajmniej część dnia, wyrywać się przed szereg nie miał zamiaru. Nie pierwszej nocy.
Wolał wpierw zapoznać się ze zwyczajami, które panują na statku jak i podczas tego typu podróży.

Wpierw ruszył toteż na powrót do kabiny i swego łóżka, by odpocząć chwilę po obiedzie, a kto wie czy nie podsłuchać przy okazji jakiejś ciekawostki.
W ten czy inny sposób chciał zorientować się jak zachowują się osoby, które z transportem o chwiejnym podłożu jak i jego ochroną miały już wcześniej do czynienia.

Poza tym...co lepszego miał do roboty?
Na wycieczkę być może wybierze się gdy już słońce zniknie za horyzontem.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-14, 16:21   

Większość małego oddziału najemników również udała się na spoczynek. Ork nie skręcił do zbiorowego pokoju, kierując się ku pokładowi; w pokoju nie było też i zielonego elfa. Krasnolud usiadł tylko na łóżku, wyciągając topór, by wypolerować jego ostrze. Jeden z pół-elfów wyciągnął jakiś rozlatujący się zeszyt, reszta ułożyła się na łóżkach, Pelios razem z nimi. Pełne żołądki i delikatne bujanie pokładu szybko uśpiły ochroniarzy.

Drow obudził się z nieprzyjemnym uczuciem bezbronności. Zasnął w obecności nieznanych mu, prawie na pewno wrogo nastawionych do niego ludzi. To, że dendrofil nie wykorzystał sytuacji było niesamowite. Ale zielonego elfa wciąż nie było wśród okupujących pokój. Krasnolud głośno chrapał, wypełniając ciszę. Wszystko wokół zdawało się być nieruchome, stałe. Nikt nie ruszał się po pomieszczeniu, nie rozmawiał. Panowała senność i zastanie.

Pelios dalej miał piasek pod oczami, a mięśnie domagały się pozostania na łóżku. Ale Pelios przespał co najmniej ze dwie godziny, w ciągu dnia. Jak na drzemkę zdecydowanie wystarczająco. Jak na chwile bezbronności zdecydowanie zbyt wiele.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-07-15, 19:49   

Nagły przypływ adrenaliny o mało nie spowodował, że Pelios zerwałby się z łóżka niczym poparzony. Zazwyczaj w takiej sytuacji, przy przebudzeniu w miejscu, w którym nie planowało się zasypiać, głośne i nagłe ruchy nie są jednak wskazane.

Wiedział, że prędzej czy później przyjdzie mu spać wśród tych nieznanych i nieprzyjaźnie nastawionych osób, mimo wszystko pluł sobie w brodę, że tak łatwo stracił czujność i usnął bez uprzedniego przygotowania.
Jak do tego kurwa doszło!? - spytał elokwentnie sam siebie w myślach, krzywiąc się przy tym nieznacznie - Chrzanione kołysanie - dodał zwalając winę na główną z nowości towarzyszącej obecnej podróży.

Umysł błyskawicznie począł sprawdzać czy wszystkie kończyny są na miejscu, czy wszystkie zmysły działają oraz czy wokoło dzieje się coś, co mogłoby zagrozić drowowi.

Po upewnieniu się, że jednak nic złego, przynajmniej na pierwszy rzut oka, się nie wydarzyło, skrytobójca podniósł się do pozycji siedzącej i uważnie obejrzał swe łóżko jak i siebie samego. Później przebadał ekwipunek, czy aby niczego mu nie brakuje.
Przy okazji poprawił wyposażenie przy ciele. Upewnił się, że ma przy sobie obydwa sztylety, kilka noży do rzucania oraz przynajmniej po jednej bombie.

Nie omieszkał również dokładnie przeczesać wzrokiem pomieszczenia. W każdym razie po uprzednim przetarciu zaspanych oczu.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-15, 22:45   

W istocie Pelios nie stracił nie tylko żadnego swojego przedmiotu, ale też nawet jednej złamanej monety. A miał przecież przy sobie całkiem pokaźną fortunę, jakby na to nie patrzeć. Ktoś, jednak, kto posunąłby się do uczynku ograbienia drowa jednak musiałby być niespełna rozumu, robiąc to w gronie całkiem obojętnych na los innych najemników, i do tego nie zabijając rzeczonego drowa.

W pomieszczeniu nie czaiło się żadne niebezpieczeństwo. Nikt nie krył się celowo w cieniu, nikt nie zamierzał się w Peliosa nożem do rzucania, czy naręczną kuszą. Żaden kamień z katapulty nie spadał mu na głowę. Chyba, bowiem przez sufit niekoniecznie byłoby to widać. Z drugiej strony, co mogłaby robić katapulta nad rzeką?...

W pewnym momencie do kajuty wszedł zielony elf. Skierował się prosto ku Peliosowi.

- Kapitan okrętu chce z tobą rozmawiać - rzucił i stał nieruchomo nad drowem, patrząc się na siedzącego z góry.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2013-07-16, 22:09   

Czy to instynkt, czy zwykły łut szczęścia, faktem było, że Pelios obudził się w samą porę.
Nieco już uspokojony dobrym stanem swego ekwipunku jak i organizmu, odwzajemnił spojrzenie elfa swym własnym, dodając doń szyderczy uśmieszek.

Czyżby obszajmajtek się poskarżył? Nie zdziwiłoby drowa, gdyby kwiatkofil miał wtyki na statku. Niemniej jednak wcale się ów wezwaniem nie przejął. Nie wierzył bowiem by załoga miała zamiar wyciągnąć jakiekolwiek konsekwencje z działań skrytobójcy. Przeto nawet nie pozbawił elfa żadnej części ciała.

Nie, tu musi chodzić o coś innego

Powstał nie spuszczając wzroku z niedoszłej, jak i przyszłej potencjalnej ofiary, wzdychając przy tym jakby z rozczuleniem. Bez słowa wyminął elfa po czym ruszył ku pokładowi i kabinie kapitana.
 
 
     
Khazarid 
Mistrz Gry
Fechmistrz



Wiek: 31
Dołączył: 13 Paź 2008
Posty: 900
Skąd: Łódź
Wysłany: 2013-07-17, 18:08   

Pelios wychodząc na pokład okrętu zaobserwował parę rzeczy. Przede wszystkim pod pokładem, mimo, że paliło się sporo lamp, było dużo ciemniej niż na powietrzu. Po drugie wiatr wiał właśnie prosto w tył okrętu, i płynęli teraz z całkiem sporą prędkością, czego w ogóle nie odczuwał w środku. Mimo to znajdowali się wciąż na jeziorze. Ba, z przodu nie było jeszcze widać lądu, który zwiastowałby zawężanie się akwenu - do rzeki.

Kapitana nie było jednak w jego kajucie. Stał bowiem na dziobie, wpatrując się w horyzont, zastanawiając się zapewne kiedy dotrą do rzeki. Zielony elf dotarł na miejsce zaraz za Peliosem.

- No - zaczął kapitan, nie odwracając się jeszcze do elfów. - To skoro mam tu was obu, to możemy porozmawiać.

Odwrócił się do nich całkiem, na jego twarzy powaga.

- Nie chcę mieć na moim okręcie żadnych trupów. Żadnych.

Oczy zielonego elfa wyszły na wierzch. Spojrzał się krótko na Peliosa, jakby chciał powiedzieć, że "nic nie mówił", po czym zwrócił się do kapitana, warcząc.

- To nie twoja sprawa...

- Oczywiście, że to moja sprawa. To mój okręt. I krew na moich pokładach. Ma jej nie być.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group