Zielonoskóry wyszedł z basenu czując nieprzyjemny powiew zimnego powietrza stąd przyspieszył szybko zanurzając się w pobliskim basenie gdzie woda ukoiła tą chwilową niedogodność. Była cieplutka, miła i pachniała jakimiś kwiatami. Gdy ork podszedł do krawędzi basenu zauważył że zostały tam wydrążone w kamieniu nisze przypominające fotele. Gdy usiadł woda zakryła podeszła powyżej jego piersi. Miejsce na którym siedział było wygodne i cieplutkie i bardzo rozleniwiające. Mógł się spokojnie oprzeć o wypolerowane oparcie z miękkim skórzanym zagłówkiem który niestety był przygotowany dla ludzi, a z uwagi na posturę Wara zagłówek znajdował się poniżej szyi, jednak i tak było tu bardzo komfortowo. Gdy spokojnie zasiadł w pełnej ciszy usłyszał szum płynącej gdzieś pod ziemią wody oraz ciche odgłosy samej groty.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Ork nie spodziewał się, że grota ma jakieśwłasne naturalne odgłosy, ale nie przeszkadzały mu one specjalnie. Niech sobie kamień gada co chce, byleby się nie zawalił na głowę. Krasnolud pewnie byłby czymś takim wniebowzięty - one przecież czczą kamień. Niestety przeciętny ork, na przykład War, nie zaprzątał sobie tym głowy . Było to ciepło, przyjemnie, dosyć cicho, można powiedzieć - usypiająco. Był także jeden dosyć istotny szkopuł - nuda. Bo ileż można siedzieć i się moczyć? Owszem kamienne fotele były całkiem wygodne, mimo że nie miały regulowanego zagłówka. Woda przyjemnie ciepła, delikatnie pachnąca kwiatami (niestety tym ork zachwycony nie był), ale ileż można siedzieć i kompletnie nic nie robić? Dlatego też ork postanowił działać. Nie chciał przecież wyglądać jak elf.
Wyjście z basenu nie powinno nastręczać zbytnich trudności. Trochę większym problemem mogłoby okazać się odnalezienie kawałków płótna do wytarcia mokrego ciała. czy odnalazł takie czy nie, ork swe kroki i tak skierował do przebieralni, gdzie powinny czekać na niego nowe ubrania.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
War wyszedł z wody która spływała z jego ciała opadając na kamienną posadzkę. Szukał czegoś czym mógł się wytrzeć i wtedy przypomniał sobie że w przebieralni wisiały dokładnie takie płótna jakich potrzebował, jednak skoro ich wtedy nie zabrał to teraz musiał na golasa wracać do miejsca skąd przyszedł. Nie zabrało mu to wiele czasu choć lekki chłód zdążył oblecieć jego mokre ciało. Gdy wszedł do przebieralni na ławie, dokładnie tak jak się spodziewał leżało poskładane w kostkę ubranie, zaś na hakach wisiały ręczniki. W pomieszczeniu nadal było pusto, widać lokatorzy tego pałacu o tej porze nie kąpali się bądź Juta zadbała o jego prywatność. Tak czy siak miał teraz czas na wysuszenie się i ubranie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Na golasa czy nie, ork i tak musiał przejść do przebieralni. A chłód? niech ktoś pochodzi sobie nawet ubrany po księżycowych lasach, to ów lekki chłodzik nie zrobi na nim zbyt dużego wrażenia.
Czy to było to zasługą Justy czy nie, orkowi nie przeszkadzało odrobinę prywatności. Chwycił pierwszy z brzegu ręcznik i zaczął się porządnie nacierać, by zniknął dręczący go chłód. Kiedy już się wytarł do sucha, zaczął oglądać ubranie. Maił nadzieje, że były to proste, porządne ubrania, nie żadne koronki, falbanki, hafty czy inne świecidełka. Justa wyglądała na rozsądną dziewczynę, ale w końcu była kobietą. A te mają inne wyobrażenie o porządnym mężczyźnie niż ork. Czy ubranie było normalne czy nie, ork założył je i poszedł poszukać Justy. Musiał jej zmyć głowę, za to, że wzięła jego stare ubranie.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ręcznik był miękki i także pachnący kwiatami, ork wytarł się dokładnie nacierając swe ciało i pobudzając krążenie. Gdy był już suchy popatrzył na ubranie, wziął do ręki, miękkie i pachnące. Dezaprobata nie przeszkodziła mu je założyć. Nie miało udziwnień ani koronek ani wzorów. Jednolita kremowa koszula, czarne spodnie i takiego samego koloru kamizelka, a do tego skórzane buty. Wszystko idealnie pasujące jakby szyte na miarę. Był zaskoczony ale i zadowolony z tego prezentu.
Teraz odświeżony, odprężony i ubrany w nowe ubranie wyszedł na korytarz gdzie czekała na niego Justa.
- No teraz wyglądasz … dobrze – powiedział dziewczyna – wręcz bardzo dobrze – i podchodząc dodała – i nawet nie śmierdzisz. – figlarny uśmiech zapełgał na jej ustach.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Strój był dopasowany i nawet dość odpowiedni jak na orka. Kolory nie raziły, nie było koronek, falbanek ani innych udziwnień. Zwykły, męski stój skrojony na kogoś bardzo podobnej postury. Albo kto wie, być może i magicznie dopasowany w magiczny sposób na podstawie starych ubrań. nie było jednak sensu w rozważaniu na temat pochodzenia ubioru. Ork założył ubranie, zarzucił plecak na ramię i wyszedł z łaźni.
- Nie śmierdzę, mówisz? - Odpowiedział ork na słowa Justy. - To dobrze, bałem się, że nasiąknę tymi kwiatkami, którymi wszystko tam pachniało. Widać, że brakuje wam to męskiej ręki. W dodatku wisisz mi wełniany płaszcz i stalowy pas. To były całkiem dobre i przydatne rzeczy.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Ten? – zapytała podając mu zza pleców jego pas. – płaszcz dostaniesz nowy, więc się nie denerwuj, tamten śmierdział strasznie i bynajmniej nie były to kwiaty – powiedziała z grymasem na twarzy.
Spojrzała w oczy Wara co wymagało od niej podniesienia głowy i pozycja ta raczej do przyjemnych nie należała jednak trwała w niej jednak. Po chwili zmrużyła oczy i powiedziała:
- Idziesz teraz do niej co? Chcesz ją przekonać by pozwoliła Ci obejrzeć bibliotekę czy może jeszcze coś tam kombinujesz? – chytry uśmieszek pełzał po ustach.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
War chwycił pas i szybko go zapiął. Dla maga transfiguracji taki nierzucający się w o
czy kawał metalu mógł być szansą przetrwania. Dlatego też był ona tak ważny dla orka. Płaszczem się nie przejął, skoro miał dostać nowy, to stary mogli nawet spalić.
Słysząc wypowiedź Justy, ork spojrzał pytająco na dziewczynę.
- Z tego co pamiętam, to powinienem udać się do waszej mistrzyni transfiguracji, Jowity, tak? I tak, zamierzam przekonać ją, by wpuściła mnie do biblioteki, mogła by też dać mi jakieś zwoje z czarami transfiguracji. A cz coś jeszcze, to się okaże po drodze. Poza tym nie musisz się chwalić, że mama powiedziała ci, skąd się wzięłaś na tym świecie. Nie jest to nic niezwykłego. - Powiedział zimno ork. - a teraz mogła byś zaprowadzić mnie już do tej Jowity?
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Wiedziałam – wręcz zapiszczała dziewczyna – ale uważaj ile próśb wyrażasz nawet jak ją już przekonasz do współpracy, ona jak każda inna magini nie jest chętna do zdradzania tajemnic magii komukolwiek a co dopiero obcemu, więc uważaj o co prosisz. A teraz chodź zaprowadzę Cię do niej.
Ruszyli korytarzem do schodów i na górę, weszli na przedostatnie piętro tuż przed tym które należało do jej matki, tam skręcili w prawo wchodząc na szeroki i bogato zdobiony korytarz. Zbroje, arrasy, obrazy, pięknie zdobione pochodnie i dywan na podłodze wskazywały że tu przebywają ważne osobistości tego miejsca. Szli chwile gdy znad przeciwka wyszły dwie kobiety. Były ubrane dystyngowanie, długie suknie z niewielkimi dekoltami głowy podniesione wysoko, dumnie stąpały po dywanie idąc na spotkanie z Justą i Warem. U każdej na plecach delikatnie leżał szal był koloru czerwonego i żółtego.
Justa pociągnęła Wara w bok tak by zeszli z ich drogi. Gdy te dwie zbliżyły się do nich Justa wykonała ukłon szarpiąc za rękaw Wara by ten poszedł w jej ślady.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Eh, kobiety... a podobno to faceci myślą tylko o jednym. No cóż, w żeńskim zakonie prawdopodobnie plotki i domysły były jedyną rozrywką Justy. Nie ma się co dziwić, że tak entuzjastycznie przyjęła oświadczenie orka. W rzeczywistości mag nie liczył na tak dużo. Owszem, dysponował sporą dozą uroku osobistego, ale co by nie mówić, był orkiem. A ludzie raczej za orkami nie przepadali, prawdopodobnie ze względu na wyraźna przewagę tych drugich w większości dziedzin życia. Zawiść to straszna rzecz...
Z zamyślenia wyrwało Wara zachowanie Justy. Mag uprzejmie skłonił się w prostym ukłonie. Lepiej nie robić sobie wrogów, szczególnie, że naraził by się także Ithlinie, która sama miała problemy z radą. A wdług orka, te kobiety były jej członkiniami.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Kobiety przeszły obok nie zwracając na nich uwagi i nawet jeśli zaskoczył ich widok orka na terenie pałacu to w ogóle nie pokazały tego po sobie. Gdy odeszły jeszcze kilka kroków Justa ruszyła dalej korytarzem w głąb. Szli chwilkę jeszcze korytarzem aż stanęli przed dużymi drewnianymi drzwiami z pięknymi rzeźbieniami na całej ramie oraz odrzwiach. Justa zastukał delikatnie w drzwi co wydało się Warowi idiotyzmem. Nikt by nie usłyszał tego pukania przez takie drzwi jednak ku jego zdziwieniu po chwili drzwi otwarły się powoli odsłaniając wąski korytarz. Nie było tu takie przepychu jak na korytarzu, ot miękki gruby dywan i kilka mniejszych obrazów na ścianach.
Justa poprowadziła Wara w głąb mieszkania. Przeszli do końca korytarza gdzie przestrzeń nagle rozszerzyła się na sporych rozmiarów pokój który podobnie jak korytarz nie był urządzony bogato, można by było rzec że wręcz ubogo. Dwa fotele, ława i stół stały na środku pomieszczenia. Pod tymi meblami jak i na znacznej przestrzeni pokoju znajdował się identyczny dywan z tym że koloru czerwieni a nie beżu jak w korytarzu. W jednym z rogów zgromadzonych było wiele roślin w donicach którymi właśnie zajmowała się właścicielka tego apartamentu.
- Witaj Justo. Co u mamy? – zapytała delikatnym głosem.
- Dziękuje wszystko dobrze, trochę narzeka na papierkową robotę, której podobno ma sporo – odparła dziewczyna.
- Tak Ihtiana nigdy nie była osobą ułożoną i cierpliwą, zawsze szukała przygód. Pewnie jej funkcja musi ją drogo kosztować.
- Chyba masz rację mistrzyni.
- Widzę że przyszłaś z gościem, może nas przedstawisz?
- Przepraszam mistrzyni – Justa spłonęła rumieńcem po czym szybko przeszła do prezentacji – Mistrzyni magii transfiguracji Pani Jowita Regerthorn, a to jest gość mej mamy, mag transfiguracji Pan War. Bardzo chciał Cię poznać mistrzyni. – i ciszej dodała – nawet się wykąpał, hihihihi.
- Witaj Panie War – powiedziała Jowita nie zważając na uszczypliwą uwagę Justy. – Co Cię do mnie sprowadza?
War miał okazje teraz przyjrzeć się tej kobiecie która odłożywszy konewkę podeszła do niego zgrabnym krokiem i wyciągnęła szczupłą białą dłoń w jego kierunku. Twarz wyrażała inteligencję jak i wielką mądrość, uśmiech dodawał jej powagi i dostojeństwa, zaś oczy badały Wara dogłębnie. Czarne włosy miała spięte na czubku głowy. War nie do końca mógł stwierdzić ile lat może posiadać ta kobieta, gdyż z jednej strony wyglądał młodo, jednak coś w jej twarzy mówiło mu że ma za sobą już wiele lat.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
No cóż, wielcy ludzie nie lubią zauważać tych małych, szczególnie, jeśli ci należą do przeciwnego politycznie obozu. refleksja o błędzie ich postępowania przychodzi później, kiedy okazuje się, że spora ilość małych ludzi jest w stanie pobić kilku wielkich. Tyle że na ogół jest już w tedy zbyt późno na poprawę swojego zachowania.
Jowita... Dla dobrego transfiguratora nie było niczym trudnym zmienić swoje siało tak, by wyglądało na młodsze. prawdopodobnie możliwe było też uczynienie tego ciała młodszym i zapewnienie sobie w ten sposób wiecznego życia, ale tego akurat mag nie był pewien. Któż w końcu zgadnie, jakie sposoby stosuje mistrzyni w swym fachu, zdolna sama odkrywać nowe zaklęcia
- Witam, pani Jowito. - ork zgiął się w prostym ukłonie. - miłe to dla mnie spotkanie poznać tak znamienitego mistrza sztuki transfiguracji, której jestem czeladnikiem. I nie będę ukrywał, że przybyłem tu z nadzieją poznania paru tajemnic dotyczących tej dziedziny magii.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Przybyłeś by poznać tajemnicę magii? I sądzisz że tak po prostu Ci o wszystkim powiem – powiedziała Jowita unosząc prawą brew w geście zdumienia choć War jakoś w jej zdziwienie nie mógł uwierzyć – Coś co studiowałam latami, badałam poznawałam, ryzykowałam swym życiem, wyzbyłam się swego życia prywatnego by wiedzieć, by poznać, a Ty przychodzisz i mówisz że chcesz to poznać, ot tak? Chłopcze to potężna magia, i nie istotne co inni o niej myślą – spojrzała jednoznacznie na Juste – Magia o ogromnym potencjale, tak użytecznym jak i niszczycielskim. – Justa na ostatnie słowa widocznie się ożywiła i słuchała z większą uwagą. Swój status zawdzięczam cieżkiej pracy i wielu wyrzeczeniom, nie zaś rozmową. Czy wiesz ilu na świecie może być nauczycieli tej magii? Pewnie nie! – chwilę się zamyśliła po czym skierowała się do stołu. Wzięła jedną z kartek na nim leżących i coś napisała na koniec podeszła do Wara i wręczyła mu kartkę – Proszę, to jest pozwolenie na wejście na teren biblioteki i dostęp do prawie całego naszego zasobu. Jeśli chcesz bym czegoś Cię nauczyła znajdziesz dziesięć nazwisk wielkich magów transfiguracji. Jeśli tego dokonasz ja ofiaruje Ci swe umiejętności i będziesz mógł się czegoś od mnie nauczyć, czegoś pożytecznego, nie niszczycielskiego Justa!
Dziewczyna na dźwięk swego imienia otrząsnęła się i chwilę potem spłynęła rumieńcem zawstydzenia.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
No cóż, tak jak, przypuszczał, bezpośrednie działanie przyniosło skutek. Żadnej polityki, podchodów, i z miejsca dostał wejściówkę do biblioteki, po którą było nie było się udał. A w ramach promocji dostał możliwość nauczenia się czegoś od samej Jowity, mistrzyni magii transfiguracji. Z drugiej strony oddalało się tak oczekiwane przez Justę "coś jeszcze", chociaż mag raczej niezbyt na to liczył - różnice rasowe, światopoglądowe, wiekowe i inne tego typu bajery raczej nie wpływały pozytywnie na tego typu kontakty. Ale gdyby na tego typu kontaktach mu zależało, poszedł by do burdelu, nie do mistrzyni transfiguracji. Obecnie, tak jak członkiniom zakonu, zależało mu na wiedzy. Chodziarz raczej na członkinie się nie nadawał.
- Dziękuje, mistrzyni, postaram się nie zawieść twoich oczekiwań. - Powiedział ork odbierając kwitek od Jowity. - Dziękuje za szansę. - Ork ponownie ukłonił się, po czym wyszedł z komnaty.
- Prowadż do biblioteki, Justa - zwrócił się do dziewczynki.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
- Idź i ucz się, nauka jest najważniejsza bez niej będziesz nikim – powiedziała Jowita do War.
- No to chodź – odparła Justa po czym skierowała się do wyjścia. Po przejściu korytarzyka wyszli na szeroki korytarz po czym skierowali się powrotem w stronę schodów. – I co masz zamiar teraz siedzieć w bibliotece? Długo? Jak myślisz będę Ci potrzebna, bo też oprócz niańczenia Cię mam kilka spraw do załatwienia.
Szli równym krokiem prowadzeni przez dziewczynę, mijając już wcześniej zaobserwowane przedmioty, a niekiedy i ludzi.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Powoli orka zaczynały denerwować te patetyczne odzywki. Najważniejsza w życiu jest nauka, władza, wiedza, potęga, czy co tam jeszcze. Miał ochotę wyruszyć już na tę pojebaną misję w celu zdobycia artefaktu, który i tak będzie musiał przekazać Jowicie jako silniejszej. frustracja narastała wraz z kolejnymi przeszkodami i mijającymi godzinami.
- Nie wiem, ile mi to zajmie, ale raczej nie mało. A skoro masz już gdzieś się urywać, to i ja mam dla ciebie zadanie. Pójdź do mistrzyni astronomii, czy kogo tam macie, i spytaj się, kiedy widać jednocześnie słońce i księżyc, a jeśli dzisiaj wieczorem, to kiedy dokładniej. Będzie mi to potrzebne do wykonania zadania zleconego mi przez twoją matkę.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Podążali nadal w wybranym przez Justę kierunku.
- Nie ma sprawy, to nawet ja Ci mogę powiedzieć, będzie to za jakieś dwa, może trzy dni kiedy nastąpi ostatnia kwadra. Wtedy zacznie ubywać księżyca i zacznie on być widoczny po wschodzie słońca, czyli na początku tylko wczesnym rankiem, za jakieś dziesięć dni będzie on już bardzo dobrze widoczny przez dłuższą część dnia. – powiedziała dumnie dziewczyna. Przez chwilę prowadziła Wara w ciszy poczym delikatnie powiedziała – no to skoro nie wiesz kiedy skończysz to może jak już to zrobisz to przyjdź na piętro matki. Idź do jej gabinetu, jeśli mnie nie będzie to ona będzie wiedzieć jak mnie sprowadzić. Pasuje Ci? – zapytała z entuzjazmem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Trzy dni do odczytania mapy. Trzy dni pobytu w klasztorze. Ork nie mógł się zdecydować, czy to dobrze, czy źle. Przez ten czas mógł się sporo nauczyć, z drugiej jednak strony niezbyt podobała mu się rola lokalnej atrakcji turystycznej. Nie lubił osób podobnych do Krety, wścibskich, czasem ograniczonych, aroganckich i zajmujących dość wysokie stanowiska. A patrząc na poważanie jakie owa kobieta miała, wyglądało to na dość popularny tutaj model. Mag miał nadzieje, że się myli.
- Dobrze, mam nadzieję że trafię. - odparł mag na słowa Justy. Niezbyt ufał swojemu zmysłowi orientacji, nie w zamkniętych pomieszczeniach, Ale chyba każdy wiedział, gdzie znajduje się gabinet mistrzyni. Wystarczyło spytać.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Dotarli pod wielkie drzwi na których było mnóstwo zdobień, wśród których największe przedstawiały dwie otwarte księgi po jednej na każdym skrzydle. Pozostałą przestrzeń zajmowały różne rzeźby przedstawiające dzieje zapisane w księgach lub historię tego miejsca. Justa podeszła do tych ogromnych drzwi które wydałoby się i pięciu mężczyzn miałoby problem otworzyć szczególnie że brak było w nich klamki co War zauważył w momencie gdy dziewczyna do nich podeszła. Justa gdy dotarła do drzwi dotknęła je i te powoli i bardzo cicho otwarły się na zewnątrz.
- Chodź – powiedział ściszonym głosem do ogra.
Gdy wchodzili położyła palec wskazujący na ustach nakazując mu zachowanie ciszy. Gdy byli już w środku dziewczyna poprowadziła go w lewo do ogromnego półkolistego biurka za którym siedziała kobieta w brązowym stroju. Była w wieku matki Justy, choć wyraz jej twarzy zdradzał chęć pozostania w samotności, widać było że jest to kobieta ostra w kontach, nie znosząca sprzeciwu, smutna i raczej zachłanna, choć w tym przypadku chodziło o książki. Może to samotność w którą uciekał tak ją ukształtowała, a może zawsze taka była. Gdy spojrzała na doje wchodzących można w jej oczach było zobaczyć złość, żądze krwi i ogromne zdziwienie. Zaczęła się podnosić przyjmując srogą postawę.
War idąc za Justą miał okazję pobieżnie przyjrzeć się bibliotece, która była naprawdę imponująca. Zajmowała co najmniej cztery piętra na które można się było dostać schodami i następnie zawieszonymi w powietrzu mostami dotrzeć do odpowiedniego regału. Nad całą salą górowała kopuła zbudowana z jednolitego szkła także bez żadnych kłopotów można było obserwować niebo i zmiany w nim zachodzące. Regały z książkami piętrzyły się aż po jej dolną krawędź. Więcej War nie zobaczył gdyż właśnie dotarli do bibliotekarki.
- Co on tu robi Justa! – szept z wyraźną groźbą mógłby zmrozić krew w żyłach a te oczy ciskające błyskawice były naprawdę niebezpieczne. – Kto pozwolił Ci wprowadzić to coś do naszej biblioteki.
- Nie to coś tylko Pana Wara, gościa mojej mamy. W dodatku jest on tu za przyzwoleniem i osobista zgodą mistrzyni Jowity, Pani Merudo. Ja jestem tylko przewodnikiem dla naszego gościa. Ma on stosowne dokumenty więc proszę zaopiekuj się nim, ja muszę pędzić do innych obowiązków. – odparła dziewczyna z ogromnym uśmiechem na twarzy który powiększał się z każdą chwilą w której twarz bibliotekarki gasła a mina rzedła.
- Pokaż ten dokument – odparła.
Justa odwróciła się do War.
- Daj jej pozwolenie wydane przez mistrzynię Jowitę, ona się Tobą zaopiekuje, ja już muszę pędzić – powiedziała z uśmiechem – choć nie powiem by mnie nie ciekawiło jak to się dalej potoczy. No ale niestety muszę już iść. Pa! – po cyzm wyminęła ogra i ruszyła do drzwi które teraz już były zamknięte i tak jak wcześniej pod jej dotknięciem otwarły się.
- Daj w końcu ten papier! – usłyszał zza pleców War głos Merudy.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Drzwi były całkiem spore, prawdopodobnie tak jak pomieszczenie za nimi. I niewątpliwie sterowane za pomocą magi. Chwilę później mag patrząc jak rozwierają się przed Justą miał okazję przekonać się, że jego racje były słuszne. Samo pomieszczenie biblioteki Robiło niemałe wrażenie. Szklany dach, gigantyczne regały, wiszące w powietrzu mosty, i sama wielkość zapierały dech w piersiach. Niestety, bibliotekarka psuła idealizm tego miejsca. Ostra, marudna, upierdliwa i niewychowana. Można by rzec: typowa.
Zabawne wydało się Warowi to, w jaki sposób ludzie na niego reagują. Polityka wydawała się pociągająca, szczególnie, jeśli było się orkiem z wysoko postawionymi pracodawcami. Widmo nudy powoli zaczęło się oddalać.
Meruda? Chyba maruda, to pasuje do niej zdecydowanie bardziej. nasunęło się magowi
Spore zdziwienie wywołał u Wara widok mijanego przez dziewczynkę ogra.Trzyma tu takiego potwora, a na mnie mówi "coś"? pomyślał mag spoglądając to na bestię, to na bibliotekarkę. [i]Po co ona go tu trzyma? Ludzie naprawdę są dziwni.{/i]
- Witam szanowną panią. - zaczął galanteryjne ork. Jak do tej pory uprzejmość popłacała. - Oto moje pozwolenie. - podał Merudzie żądany dokument. - Prosił bym także o pewną pomoc. CZy mogła by mi pani wskazać położenie kilku ksiąg dotyczących magii transfiguracji i jej historii? Był bym ogromnie zobowiązany.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Kobieta wzięła od niego dokument po czym szybko przebiegła oczami po zapisanych znakach i ogromne zdziwienie odbiło się na jej oczach.
- Jak ona mogła, jak śmie… - po czym chyba jakoś dosłyszała prośbę Wara gdyż zwróciła na niego twarz z zastygłym na skórze ogromnym zdziwnieniem i złością – Co, a tak. Chodź za mną.
Wyszła zza biurka i skierowała się w prawo. Szli sporą chwilę by dojść prawie do końca sali, tam bibliotekarka stanęła i wskazała na trzy wysokie na cztery i szerokie na jakieś dziesięć metrów regały.
- To jest historia magii transfiguracji, od początków powstania aż po dzisiejszy dzień. Następnych pięć to wszelkiego rodzaju publikacje i prace uczonych magów i mistrzów. Jest jeszcze jedna osobna sala na najważniejsze dzieła ale tam nie masz upoważnienia choć to już jest ogromnym przywilejem którego nawet nie mają nasze nowicjuszki a co dopiero obcy. – podniosła oczy ku sklepieniu lecz po sekundzie wpiła się wzrokiem w oczy Wara. – zostawiam Cię, to biurko możesz zająć – wskazała na rozległe biurko w sąsiedztwie regałów – lecz gdybyś czegoś potrzebował lub kończył swą pracę zgłoś się do mnie.
Odeszła kilka kroków po czym obróciła się na pięcie i powiedziała:
- Miłej lektury. – i poszła.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Widok tylu ksiąg poświęconych transfiguracji zaskoczył orka. Wiadomo, biblioteka magicznej organizacji powinna być nieźle wyposażona, ale magia transfiguracji była raczej małą, niezbyt popularną dziedziną wiedzy. War nie spodziewał się, że w ogóle istnieje aż tyle książek poświęconych transfiguracji, nie mówiąc już o tym, by znalazły się one w jednej bibliotece. Wyglądało na to, że mag będzie musiał się nieźle napracować, by spełnić wymagania Jowity.
Na początek postarał się znaleźć książki o interesującej go tematyce. "Historia magii"; "Leksykon magów transfiguracji"; "Najpotężniejsi"; "twórcy zaklęć"; "Zaklęcia które miasta zdolne zniszczyć były" jak również "transfiguracja dla początkujących" - tego typu tytuły powinny zawierać interesujące dla maga rzeczy. Następnie poukładał najciekawsze księgi na stoliku i zaczął przeglądać ich zawartość, poczynając od spisu treści.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Mag ruszył wzdłuż regału patrząc na grzbiety woluminów, a niekiedy wyciągając księgi by przeczytać tytuł napisany tylko na okładce. Nie było to łatwe zajęcie, szczególnie że wiele z tych ksiąg było napisanych w językach których War nie znał. Mimo to po obejrzeniu tego jednego regału z obu stron i to tylko do wysokości wzroku Ork musiał wrócić do swego stolika układając na nim kilka grubych tomów o budzących zainteresowanie tytułach.
„Magia transfiguracji – początki”, „Pierwsze zastosowania magii transfiguracji”, „Pecran – mistrz magii transfiguracji”, „Szkoła magii transfiguracji – zakres nauczania”, Magia transfiguracji w zastosowaniu” i chyba pozycja której raczej się nie spodziewał „O znaczeniu magii transfiguracji – mistrzyni magii Jowita Regerthorn”.
War po położeniu ksiąg na stoliku miał już zamiar wrócić do dalszych poszukiwań gdy nagle uzmysłowił sobie że i tak leży tu spora ich liczba a przecież reszta stąd nie ucieknie, a sam nie wiedział ile czasu zajmie mu przejrzenie tych które tu przyniósł.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
półki były pełne książek, niektóre z nich najwyraźniej nie pochodziły z królestwa ludzi. Może z krainy elfów, serpensów lub gogów, a może z jeszcze bardziej odległych stron. W końcu prawie wszystkie rasy praktykowały magię.
Jak się okazało, książek o interesującej go tematyce nie brakowało. i to tylko na niższych półkach. strach pomyśleć, co mogło czaić się wyżej. Jak na razie dzień zapowiadał się długi, spędzony w bibliotece dzień.
Największym zaskoczeniem dla orkabyła książka Jowity. szczerze powiedziawszy mag nie miał pojęcia, jakie znaczenie ma magia transfiguracji, ale nie przeszkadzało mu to z powodzeniem jej używać. Jednak odnalezienie tej księgi było sporym szczęściem. "Wielki" można definiować na różne sposoby, i dla każdego wielkim może być ktoś inny. Jednak jeśli jowita wymieniła w swej księdze kilka nazwisk wielkich magów, to znaczy że ork spokojnie może je także podać, będąc pewnym wyniku. A ponieważ War i tak zebrał już sporo dzieł, rozpoczął przeszukiwania tego co już znalazł, zaczynając właśnie od " O znaczeniu...".
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ork usiadł za stołem i powoli przekładał książki by w końcu skupić się na opracowaniu przygotowanym przez Jowitę. Otworzył książkę na spisie treści i kolejno czytał:
1. Definicja
2. Historia
3. Teoria
4. Praktyka
5. Zagrożenia
6. Słowo na zakończenie
Spis ten nie był długi, choć sama księga była słusznych rozmiarów. Okładka była wykonana ze skóry i dobrze zachowana, litery tytułu były wykonane czarną farbą pismem ozdobionym mnóstwem zawijasów. Karty księgi pożółkły na dolnych rogach od częstego chwytania właśnie tej części kartki przy przerzucaniu w czasie czytania, a dodatkowo jak to mieli często w zwyczaju czytelnicy ślinieniu palców zaraz przed tą czynnością.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum