Poranek sypał feerią nie barw tylko ale i dźwięków. Gdzieś pośród tysiąca drzew, setkom tysięcy krzewów, stukrotnie większej ilości krzewinek i poważniejszej, o tyle, że już nie udało się jej zapisać takowej liczby, wszelkiego rodzaju roślinek zielnych wędrował krokiem spokojnym pewien elf. Elf co prawda pełen był stereotypów, bo i z łukiem, bo i dumny, bo i nawet względnie widocznie zwinny. Mimo to siwy jakiś, czy albinos i mimo to, że dotychczas łatwo mu się udawało zgrać się ze stereotypem, noga podwinęła mu się i choć w poważnej podróży wcale nie czuł typowego dla takich mazerunków znużenia. Spania na drzewie co prawda nie chwalił na jakiś szczególny sposób ale brak jakiejkolwiek jakości sprawnie i bez specjalnego namysłu nadrobił ilością snu, którego wczas dobrych dziewięciu nocnych godzin sobie nie poskąpił. Teraz gdy to niedawno w krzakach spożył stosowny dla siebie posiłek wędrował chwilę którąś już poszukując sobie jeszcze nie znanego celu.
Sioło nie było wielkie, a i przez to skrajnie niespodziewane. Gdyby było ludzkie ktoś zapewne wpadłby na barbarzyński pomysł otoczenia go palisadą, w wersji elfie po prostu wieś ulokowano na dość obszernej polance co „przedziwnym zrządzeniem losu” wokół porośnięta była wszelką roślinnością w gęstości znacznie przekraczającej naturalną. Tam gdzie taki to płotek się najwyraźniej nie sprawdził czy wykształcić nie chciał utworzono dodatkowo niskie kamienne murki co to były zgodne z wszelkimi ogólnoprzyjętymi normami elfie zabudowy jak i zapewniały ewentualną ochronę. Sama polana okrągłą była i teoretycznie względnie równą gdyby nie niejakie piegi na równej powierzchni trawy w postaci zwykłych drzew, które to jak zwykle u elfów się okazuje, prócz zwykłości posiadały również niejakie drugie dno w postaci zamieszkałych w nim kilkunastu elfów. Korzystając z faktu, że sioło nie było nowe i, że znalazł się czas i do wydeptania jakowych dróg mieszkańcy korzystali z nich skacząc między swoimi drzewnymi domkami czy też nimi, a niewielką altaną, która jak to większość elfach budynków wyrosła jakby spod ziemi.
Równie dobrze jak wybrać się na zwiedzanie Cierń mógł z tej pozycji odejść po prostu sioło mijając. Co prawda nikt nie przewidział takiej drogi ale w gruncie rzeczy elf nie czuł się zmęczony na tyle by jakakolwiek przeszkoda terenowa zdołała go złamać. W gruncie rzeczy wcale nie czuł się zmęczony.
Elf przystanął, choć zmęczony nie był. Chciał wejść do sioła lecz z drugiej strony coś mu mówiło by tego nie robił. Był to cień niedawnych wydarzeń, a może dawnych? Zapomniał, w każdym bądź razie nie opuściły go wspomnienia o swojej rodzinie. Najpierw nieudanie poszukiwanie ojca potem śmierć dziadka. Na tę myśl jego ręka sama podniosła się a palce dotknęły blizny, która nie pozwoli mu zapomnieć o dziadku. Nigdy.
Bał się znów spotkać kogoś obcego. Zawsze gdy kogoś takiego spotkał coś się działo, coś niezbyt przyjemnego. Dlatego też zobojętniał i nie był pewny czy teraz postąpiłby podobnie jak w przypadku „blondyna” czy Marcusa. Przecież gdyby nie „blondyn” nie znalazłby nigdy ojca, a Marcus? To przez niego dowiedział się o kłusownikach którzy zabili mu dziadka. Na wspomnienie o tych "barbarzyńcach" wskrzesił się płomyk nienawiści, który natychmiast został zgaszony świadomością, iż kłusownicy leżą martwi i zakopani obok ich chatki.
Nie stanę się samotnikiem przyszła mu myśl do głowy wraz z pierwszym, najtrudniejszym krokiem, skierowanym w stronę sioła, którym to podjął decyzję. Następne stawiał już płynnie i lekko.
Wszedł do wsi bez celu. Po prostu „zwiedzić”.
Jako, że i nikt nie pomyślał nawet by niejaką bramą, która w wyrwie w płotku przez wydeptanie stosownej ścieżki się utworzyła, obstawić jakąkolwiek strażą zwiedzanie zaczął Cierń skrajnie przyjemnie. Jako, że niespecjalnie sprecyzował gdzie rzeczoną podróż krajoznawczą chciał zacząć musiał polegać na swych nogach, które jakby wbrew swemu panu przyciągane tłumem niebezpiecznie poczęły zbliżać się w stronę altany obsadzonej teraz przez około czwórkę czy piątkę elfów. Dyskutowali oni o czymś zajadle lecz mimo mimowolnego wytężania zmysłów ze wskazaniem głównie na słuch łowca na żaden sposób nie potrafił określić stałego tematu. Czy to on nie zdołał połączyć chaotycznych zgłosek we względnie składną całość czy to po prostu całość byłą na tyle chaotyczna, że niemożliwością stało się jej poukładanie elf na żaden sposób nie potrafił pojąć o co też może chodzić tej piątce. Aparycje każdego z nich dało się określić wręcz nie tyle co jednym zdaniem, a jednym wyrazem nawet. Ten z ostrą twarzą, o potężnych mięśniach i widocznie źle złożonym nosie aż prosił się aby nazwać go wojownikiem. Obok niego bawiący się zwiniętą cięciwą łowca o orlim nosie. Obok niego przysiadywał widocznie starszy i bardziej doświadczony elf o dumnej twarzy. Mag? Druid? Mag ewidentnie, a to przez powłóczystą, zieloną szatę, którą pokryty był praktycznie cały. Następny, a wieńczący już całą grupkę kolejnym był łowcą choć przyszło to określić elfowi porównując postać jego do swojej. Jako, że znalazł wśród tych dwóch obrazów pewną liczbę podobieństw uznał z czystym sercem, że i ten właśnie jegomość mógłby być łowcą.
Mag, jak już zdążył go określić Cierń, mimo widocznego zaangażowania w rozmowę w czas zorientował się, że prócz przewijających się wokół zwykłych mieszkańców przy altanie przybyło kogoś jeszcze kto mniej lub bardziej nietypowymi zdolnościami zdołał wybić się ponad tych pierwszych. Obrócił się wręcz zamaszyście w stronę Ciernia, a gdy ten wyszedł już z niejakiego podziwu zaczął:
- Witaj panie w naszej wiosce, cóż też pana do nas sprowadza?
Orzekł względnie sympatycznym tonem szukając po całej posturze łowcy jakiegoś znaczącego dlań szczegółu. Pozostali słysząc jakoby ich towarzysz witał kogoś sami poodwracali się w stosownym kierunku i poczęli świdrować wzrokiem jego posturę. Gdzieś zgrzytnęła stal, acz Cierń nigdzie nie zauważył broni. Mag zresztą mimochodem machnął lekko ręką jakby nakazując oręża schowanie. Jak na elfy potwornie byli nieufni.
Cierń uśmiechnął się do niego i rzekł -Nic, przechodziłem obok i tak sobie wszedłem zobaczyć jakieś przyjazne istoty bo dawno już takich nie spotkałem- podniósł rękę i wciąż się uśmiechając przejechał dłonią po bliźnie. Starał się zachowywać spokojnie i naturalnie, choć najchętniej to obróciłby się i uciekł stąd, co z pewnością byłoby nie na miejscu. Co tu jest grane? Dlaczego są tak nie ufni? zaczęły układać się pierwsze pytanie w głowie elfa.
-I jestem Cierń- dodał szybko -zwykły łowca przemierzający te lasy- ledwo powstrzymał się od dodania "bez celu".
Dyskretnie patrzył to na wojownika, to na łowcę, co prawda gdyby był tu "niemile widziany" nie zdołałby nawet uciec, lecz wolał wiedzieć na czym mniej więcej stoi.
Najdłużej jego wzrok spoczął na Magu, od zawsze interesowały go te dziwne moce. Czy miał to po tacie? Nie wiedział tego, bo nie znał swojego ojca który te umiejętności posiadał.
Spokojnie czekał na to jak zareagują elfy a w szczególności mag.
I mag uśmiechnął się szczerze zwłaszcza słysząc jak to też obszernie i bez zahamowań przedstawił się Cierń. Resztę również najwyraźniej udobruchał, gdyż stal ani nie brzęczała ani nie błyszczała. Trójka zresztą zabijaków spojrzała na elfa jakby łagodniej. To to chyba ludzie nazwali przez wieki dobrym pierwszym wrażeniem.
- Miło mi Cierniu, i nie tylko mi zresztą. Zarówno Iriso, Kinet i Sotan, jak i ja - Rhez jesteśmy na swój sposób zaszczyceni tym, że na odpoczynek obrałeś akurat to tutaj miejsce.
Przerwał na chwilę kontrolując jakby czy wspomniane dobre wrażenie odniosło się prócz niego także do reszty towarzyszy. W gruncie rzeczy trudno było to ustalić patrząc zwłaszcza na wiecznie zawziętą twarz wojownika, acz zapewne coś w niewielkim stopniu w niej drgnęło, gdyż mag wyraźnie ucieszony zmięknięciem i swoich towarzyszy odwrócił głowę na nowo ku Cierniowi.
- Mimo, że nie mamy tu zabudowy tak typowej jak choćby karczma jestem wręcz pewien, że gdzieś znajdzie się miejsce dla strudzonego wędrowca, zwłaszcza gdy ten gotów będzie pomóc naszej małej społeczności… - zamyślił się na chwilę widocznie i jakby poniewczasie orientując się o niejakim zagalopowaniu się z całą nadaną sobie retoryczną zwinnością zaraz to zmienił temat – Zresztą, rozmawiamy, a pan panie Cierniu stoi. Tożto nie przystoi. Siądź proszę z nami i zabawmy się rozmową.
Dodał jeszcze po czym wskazał wolny fragment niejakiej ławki w altanie. W grzeczny, acz zupełnie niepotrzebny sposób zsunęła się cała kontrabanda co dało Cierniowi jeszcze więcej miejsca do siedzenia. O ile oczywiście siąść chciał.
Cierń odetchnął z ulgą w prawie niezauważalny sposób. Nie podobała mu się jednak ta zmiana. Dlaczego byli tak nieufni a po przedstawieniu tak zmiękli? bardzo mu się to nie podobało jeszcze te słowa: gotów pomóc naszej miłej społeczności? Pomóc?! Niby w czym?.
Ponownie zachciało mu się uciekać, lecz w takim wypadku ich stosunek mógł się znowu zmienić. Na gorsze, dużo gorsze. Łowca nie orientował się w panującej tutaj sytuacji dlatego wątpił, iż gdyby odmówił nadal rozmawiano z nim w taki sposób. Nie, byłoby to zbyt niegrzeczne.
Uśmiechnął się do maga i rzekł -Ależ oczywiście usiądę- jak powiedział tak zrobił -I proszę nie zwracać się do mnie przez "pan", tylko po prostu Cierń.- Rozejrzał się i sprawdził jak na jego słowa zareagowali inni.
Zaczyna się... przemknęło mu przez głowę a on mógł tylko głośniej przełknąć ślinę i czekać na "zabawę", co podobnie jak reszta, w ogóle się mu nie podobało.
Magik uśmiechnął się serdecznie słysząc pozwolenie na zmianę formy z urzędowej na mniej oficjalną. Jeśli istniałby typ uśmiechu, który można by było nazwać uśmiechem ulgi to wyglądałby on właśnie na ten sposób. Reszta zgromadzonych nie odpowiedziała jednak w żaden sposób poza śledzeniem wzrokiem elfa.
- Zanim usiądziesz, powiedz nam proszę skąd też wzięła się blizna na Twoim uchu? Masz więcej takich?
Zapytał nagle łowca zanim jego kolega po fachu zdołał w ogóle pomyśleć nawet o zgięciu kolan.
- Daj spokój Kinet! - z równym refleksem zaraz odpowiedział mu mag - Jeśli to on miałby nim być to problem nie trwałby miesiąc, a kilka dni. Zachaczyłby o nas w podróży i zniknął, a nam zostałby tylko niesmak.
Chwilę patrzył na Ciernia czekając najwyraźniej reakcji na tę dość ostrą wymianę zdań z nim w centrum uwagi, jednak nie planował najwyraźniej zmieniać jej tonu w zależności od reakcji łowcy.
- Wybacz Cierniu, jak już mówiłem nasza społeczność ma kilka wewnętrznych problemów toteż wszyscy jesteśmy dość... poddenerwowani. Mam nadzieję, że zrozumiesz i nie będziesz miał do nas wyrzutów. A teraz usiądź proszę i nie bierz sobie do serca uwag Kineta.
Tu na nowo wskazał wolne miejsce i uśmiechnął się zachęcająco.
Cierń odwzajemnił uśmiech, i usiadł na wolnym miejscu.
Spojrzał w stronę Kineta i nim ktokolwiek coś powiedział rzekł-Co do blizny, mam tylko jedną i jest ona...- zatrzymał się na chwile zastanawiając się nad tym jak to ująć nieopowiadając całej historii -pamiątką po kłusownikach- powiedział w końcu i zamilkł.
Nie czekał na pytania, jakieś komentarze odnośnie jego wypadków, chodziło mu raczej o ich problemy. Choć wolał się w je nie mieszać to zaciekawiło go to do tego stopnia, że musiał chociaż wiedzieć o co tu chodzi i kto to jest ten "on".
Nie chciał o to zapytać wprost, raczej wolał poczekać i podczas rozmowy jakoś wyciągnąć z nich te informacje.
Wszyscy skinęli jak jeden słysząc niejakie tłumaczenia Ciernia. Czy to chcąc mu przytaknąć i przekazać jakoby tak dogłębne informacje wcale nie były im potrzebne, czy też powiedzieć „może i mówisz prawdę, ale ja i tak mam Cię na oku”. Może nie można było powiedzieć „żadna różnica”, acz na tą chwilę tak naprawdę nie robiło to specjalnej różnicy. W końcu ta wieś miała być przystankiem. Odpoczynkiem podczas długiej podróży bez większego sensu.
- Pozostały nam więc dwie opcje… - podjął mag najwyraźniej porzucony wcześniej temat – … nocne polowanie, albo poszukiwanie za dnia. Szczerze mówiąc żadna z tych opcji nie wydaje mi się sensowna. Noc to domena wilkołaka, nie mamy z nim szans w takim starciu. Za dnia za to trudno go będzie znaleźć. Nie wyobrażam sobie co musielibyśmy zrobić aby go odnaleźć. Równie dobrze jak z wioski może on być jakimś dzikim psychopatom. Ja rozkładam ręce, zupełnie nie wiem co robić.
I obaj wojownicy rozłożyli ręce i przywołali na swoją twarz dziwny, wybitnie zmieszany wyraz.
- Ja tam proponuje polowanie! - rzekł Kinet – Konkretniej – zasadzkę. Jeśli dobrze to rozplanujemy możemy sobie poradzić. W końcu to nic więcej jak przerośnięty wilk, a ile razy to upolowałem wilka?
- Widzisz Kinecie, gdyby to był przerośnięty wilk, to Sotan miałby jeszcze ojca. To nie jest wściekły wilczek jakiego każdy z nas rozłożyłby kawałkiem kamienia. To inteligentne bydle, z którym nie ma żartów.
Skwitował zaraz mag i nastała cisza. W gruncie rzeczy była to cisza z serii tych idealnych do wychylenia się i zostania wsiowym bohaterem co to sposób na topielca znalazł i umożliwił rybakom znów wyjść na połów. Problem był tego typu, że różnica między topielcem, a wilkołakiem mogła być dla wsiowego bohatera miażdżącą. Dosłownie…
Wilkołak?! Dotarło do uszu Ciernia, zastanowił się chwile co o nim wie.
Kiedyś tam słyszał że podczas dnia mają ludzką postać i zwykłą bronią jest ich trudno zabić albo w ogóle.
Trudno tu cokolwiek planować w końcu tyle co wiem to, to że ktoś już tu nie żyje, zabił go wilkołak, a właśnie skąd wiedzą że wilkołak może coś innego.
-Przepraszam że się wtrącę ale czy ktoś widział tego wilkołaka... chodzi mi o to, skąd macie pewność, że to jest ta bestia a nie jakaś inna? Czy mają one jakieś cechy charakterystyczne? Czym się różnią od innych bestii? Jak można je zabić?- chciał zadać więcej pytań lecz postanowił zostawić je na później. Na pewną część tych pytań znał odpowiedź, lecz chciał się upewnić.
Popatrzył po każdym po kolei sprawdzając jak ci zareagują na takie pytania.
Po mimo że nie byli pewni czy to wilkołak to już starał się myśleć nad jakimś planem, jeżeli to będzie prawda to nie ruszy się stąd póki go nie zabije, bo duże prawdopodobieństwo iż bestia dokona czegoś takiego, tyle tylko że nie zginie wilkołak ale łowca.
Wiele przesłań mówiło o tym - a Cierń słyszał o nich - że lykanotropia jest zazwyczaj klątwą nadawana komuś przez wykorzystanie wszelkiego rodzaju trujących ziół i demonicznych inkantacji. Mówiło się również o szaleńcach takich co z demonem konszachtowali i w ten sposób ku wilczej postaci się skłaniało. Jeśli zaś chodziło o wyjątkową ich odporność, wszystkie legendy jakie poznał dotąd elf mówiły o tym jak to potężni rycerze cali w stal okuci padali pod pierwszymi uderzeniami potwornych łap lykantropa, a dopiero zawodowy tępiciel potworów jaki specjalnym ostrzem czynił im szkodę. Gdzieś zdarzyło mu się posłyszeć również, że na wilkołaka najlepiej iść ze srebrem - czy to na ostrzu je mając czy w grocie strzały i tym to srebrem ugodzić od razu serce stwora.
Mag roześmiał się słysząc zwłaszcza ostatnie pytania. Mimo, że był to śmiech widocznie udawany i potrzebny po prostu do stosownego przeprowadzenia rozmowy objawiał niejaką - udawaną czy nie - rubaszność właściciela.
- Widzisz Cierniu, gdybyśmy znali odpowiedź na Twoje pytanie nie siedzielibyśmy tutaj i nie rozprawiali. Słyszeliśmy o dość pospolitym użyciu srebra na tego typu bestie, acz nie znajdując w tym żadnego sensu chwilowo odrzuciliśmy tę tezę. Srebra zresztą nie mamy jako takiego. Wilkołak zaś, i stąd wiemy, że to jednak tego typu potwór, był w domu Sotana i tylko dzięki faktowi, że podołał on i z zimną krwią zaczekał jego wyjścia, siedzi tu z nami. W wielu domach był również i tak jak w domu Sotana zagryzł, a następnie zaciągnął w las swe ofiary.
Na chwile mag przerwał i gdyby zapewne miał fajkę, teraz pociągnął by z niej poważnej wielkości dymka. Z powodu jednak braków w zaopatrzeniu rozejrzał się wokół po twarzach milczeli wszyscy krzywiąc się przy okazji na twarzy z sobie tylko znanego powodu. Prowodyrem w tych grymasach był Sotan, który po stokroć milczał i po stokroć się wręcz krzywił.
- Wilkołak różni się od bestii tym, że wewnątrz jest człowiekiem. Wiele legend mówi jakoby przez rozcięcie pod pachą na noc przekładał się on na drugą - wilczą stronę. Staje się on wtedy wilkiem o humanoidalnej posturze i traci też podobno całkowicie władzę nad swoim ciałem. Mówię podobno, ponieważ różnie to bywa w legendach i nie raz słyszałem jakoby wilkołak wciąż myślał jak człowiek, acz po prostu kolejne przemiany wymuszały na nim bestialstwo. Ten i ten aspekt musi być potworny...
Cierń zamilkł na chwilkę patrząc już tylko na Sotana. Był ciekaw – bardzo – jak też temu się udało przeżyć „spotkanie” z taką, inteligentną i zabójczą bestią jaką jest wilkołak. Było to dość dziwne i podejrzane. Jednak na razie postanowił nie poruszać tego tematu.
-Powiadasz, że zaciągnął ofiary w las… może gdybyśmy sprawdzili gdzie je zaciągnął i co z nimi zrobił, a następnie gdzie się, udał moglibyśmy stwierdzić skąd pochodzi ta bestia, czy z wioski czy z poza niej. Ułatwiło by to dalsze poszukiwania, choć w niewielkim stopniu ale zawsze ten mały kroczek w przód. – ponownie zamilkł na chwilę nie spuszczając oczu z Sonata –Umiem tropić, nieźle mi idzie strzelanie z łuku lecz moim słabym punktem jest siła, a wy, w czym się specjalizujecie?- sam się dziwił że zadał to pytanie akurat w tym momencie. Chciał je zadać ale nie teraz. Jednak tak jakoś mu nagle się przypomniało że nie powstrzymał go. Trudno pomyślał i tak chciał się tego dowiedzieć.
- Co prawda nie rozpoznałem ich, ale znajdywałem zwłoki zaciągnięte w las niedaleko tylko od naszej wsi. Na tropieniu też się znam i o ile trop wilkołaka jest dość wyraźny to urywa się w pewnym momencie, a ludzkiego nie potrafię już wyśledzić. On dosłownie jakby znikał.
Orzekł Kinet nagle jakby budząc się ze snu i przenosząc wzrok z nigdziebądź ku Cierniowi. Zaraz jednak gdy wypowiedź skończył wzrok na nowo opuścił by przekazać jakby głos komuś bardziej kompetentnemu.
- Widzisz Cierniu, jak pewnie wywnioskowałeś z jego wypowiedzi Kinet jest naszym myśliwym, Iriso i Sonet to dwójka naszych wioskowych poszukiwaczy przygód co się im do swoich stęskniło. Ja jestem starszym wioski, a więc etatowym darmozjadem. A aby nie zauważyli tego wszyscy stwarzam pozory przydatności służąc niejako swoją wiedzą na wszelakie tematy. Myśliwych mamy trochę więcej acz Kinet jest najlepszym. Poza tym żyjemy ze zbieractwa i niejakiej hodowli. Niewielu nas przydatnych w polowaniu. - przerwał na chwilę, znów wyliczając czas tak skrupulatnie jakby miało mu go starczyć na zaciągnięcie się fajką - Ogólnie marną nieco jest nasza sytuacja... - zamyślił się Rhez pociągając dłonią po podbródku.
Sytuacja była jak dla Ciernia i chyba nie tylko dla niego, beznadziejna. Nie mówiąc już o wytropieniu bydlaka, to było szereg innych kłopotów, związanych z niewiedzą i brakiem odpowiednich przedmiotów.
Elf umilkł na chwile i opuścił głowę. Wciąż go gryzło jak ten cały Sonat uciekł tej bestii. To mu bardzo nie pasowało. Jego podejrzenia pogłębił zawód przez niego wykonywany. Poszukiwacz przygód... przecież podczas podróży mógł go jakiś ugryźć lub coś w tym rodzaju.
Uniósł głowę patrząc znów tylko na Sotana, szukał jakiś dziwnych odruchów, skrzywień na jego twarzy. Czegokolwiek co mogłoby potwierdzić przypuszczenia łowcy, czegoś co wskazywało by na drugą, dziką naturę człowieka.
-Zastanawiam się, co wy chcecie zrobić jak już go wytropicie, tą bestie. Jak chcecie z nim walczyć niewiedząc o wilkołakach za dużo. Ja proponowałbym coś innego...- zamilkł na chwilkę rozważając czy to powiedzieć. To co mu chodziło po głowie było trochę trudne do zrobienia, a jak powie to przed wszystkimi jeszcze trudniejsze, choć być może człowiek-wilkołak może nie wiedzieć o swej drugiej naturze -zabić go w postaci człowieczej. Wiem, jest to prawie niemożliwe lecz bardziej prawdopodobne jak zabicie go jako wilkołaka.- przymrużył oczy dokładniej patrząc na każdy szczegół na twarzy Sonata -największym problemem będzie znalezienie go. Rhez czy człowiek będący wilkołakiem zamienia się z własnej woli czy nie? czy zachowanie jego jako człowiek zmienia się czy jest zupełnie normalne?- zapytał nie spuczszając oczu z Sonata dopóki nie skończył pytań. Gdy wypowiedział ostatnią sylabę dopiero skierował wzrok w stronę starszego wioski.
- Powiedz nam więc Cierniu któż jest wilkołakiem, a my już rozprawimy się z nim dowolnie podyktowanymi nam sposobami... - orzekł Rhez po czym znów poczynił sobie tę dość charakterystyczną przerwę - Gdyby to było tak proste jak mówisz już dawno w tej altanie nie spotykałby się nikt poza zakochanymi parami. Ty jednak najwyraźniej nie słuchasz uważnie. Kinet wspominał już, że ludzkiej postaci wilkołaka wytropić się sposób. Znać się musi na tym i, jak każda istota, chcąc żyć kryje się z tożsamością. - znów przerwał jakby dzieląc tym wątki wypowiedzi - Mówisz, że Wilkołaka nie sposób zabić po wytropieniu. Jak jednak już wspomniałem nie słuchasz nas, gdyż tropienie porzuciliśmy po kilku pierwszych próbach. Nie chcemy z nim walczyć, chcemy wykazać się rozumem i stworzyć nań pułapkę. Tak samo jak łowcy niewolników w zasadzki zwabiają ludzi, my ściągniemy w potrzask wilkołaka. Ustalić musimy jeno formę i w gruncie rzeczy czekać na kolejny jego atak. - znów przerwał na chwilę tylko - O ile legendy mówią prawdę, a podobno w każdej z tej prawdy jest element to wilkołak przemienia się każdej nocy z tym, że gdy księżyc jest pełen zyskuje on jakichś poważnych mocy. Co do zachowania w legendach bywa różnie. Raz przemieniony wciąż zachowuje wolę, raz zmienia się po prostu w potworne zwierze. W wypadku naszego lykantropa stawiałbym na tę drugą opcję ale... Słuchasz Ty mnie w ogóle?
Sonet nic by sobie zapewne z oskarżającego spojrzenia Ciernia nie zrobił gdyby nie fakt, że ten robił to wybitnie irytująco. I więc "poszukiwacz przygód" oddał mu spojrzenie, w którym oskarżenie w znacznym stopniu równało się ze słusznym gniewem rozbudzonego choleryka. I Rhez zresztą nie wyglądał na zadowolonego faktem niejakiego odpuszczenia sobie jego jako rozmówcy na koszt bezsensownego i zakrawającego o homoseksualizm wpatrywania się w jednego z pozostałych.
Cierń oderwał wzrok od Soneta i uśmiechnął się do Rheza -Oczywiście że cię słucham i powiem tak...- zamilkł na chwilę zastanawiając się nad tym co powiedzieć. Zaniechał szukanie "dzikiej natury" w poszukiwaczu przygód. Tak by pewnie się jej się nie doszukał a mógłby być posądzony o nie wiadomo co. -Chcecie zastawić pułapkę... to będzie trudne, bardzo ale być może wykonalne...- ponownie się zamyślił. Po chwili dodał -Z przynętą co?- coś mu przyszło do głowy... Dlaczego mnie tak serdecznie przyjął? Dlaczego opowiada mi o ich problemach? Chyba nie chce bym robił za przynętę.
Zaczęło mu się to nie podobać. Popatrzył po każdym po kolei jak oni zareagowali na pytanie z przynętą. Zatrzymał wzrok na starszemu -Więc jaka ta pułapka?-
- A co chciałbyś się zgłosić?
Wypalił Sonet najwyraźniej mimo wszystko mający wydany już osąd jeśli miało chodzić o Ciernia. Rhuz słysząc jego wybuch mimo, że wcześniej starał się takie niejakie konflikty zagaszać poszukał tylko źródła pełnych wyrzutu okrzyków po czym powrócił do kontemplacji bliżej nieokreślonego tematu.
- Mimo, żem jest myśliwym w całym swoim życiu ani razu nie użyłem przynęty. Trzeba tylko miast gadać głupio pomyślunkiem ruszyć i znaleźć na określone zwierzę sposób. Co prawda z wilkołakiem jest o tyle trudniej, że nie wystarczy wyśledzić, którędy często chodzi, bo drogi te zmienia, a trzeba pułapkę jak na człowieka stawiać, co jest znacznie trudniejsze niż upolowanie byle wilka ale przecież wykonalne. Łapą przecież drowy wszystkie rozumne rasy i zazwyczaj szwanku im nie nastręczają, by większą cenę zań dostać.
Rozpoczął Kinet wodząc przy tym spojrzeniem od jednej strony po drugą. Szczególnym wzrokiem obdarzał on Rheza - bowiem był jego reakcją wyraźnie zaciekawiony oraz Ciernia, z którego spojrzeniem kpił tak ja to czynił językiem.
- Niebywale trafne porównanie - orzekł starszy wioski sucho - Wnioskujesz więc, że wystarczy na wilkołaka sieć rzucić i wszystko będzie w porządku? To tak jakbyś chciał ogień schwycić.
- Nie myślałem o sieci, a o dole krytym, choć w ten sposób trud powstaje - jak go ulokować. Jeśli byśmy bowiem rów ten umieścili przy wsi to ewentualny lykantrop wszystko by za dnia widział i spokojnie by pułapkę ominął. Jeśli chcielibyśmy aby wpadł w rów za wioską nie sposób określić gdzie taki ulokować. Jak bowiem go nie śledzę ten zawsze inną ścieżką podąży...
- A więc tę kwestię mamy za sobą. Ktoś ma jakieś inne pomysły?
Rhuzowi odpowiedziało milczenie.
Cierń uśmiechnął się do Soneta i wysłuchał wszystkiego co powiedzieli.
Gdy nastała cisza odkaszlnął cicho i rzekł -Co do przynęty to się mogę zgłosić- Jestem szalony, odbiło mi -Lecz muszę mieć pewny plan, taki by miałbym szanse przeżyć.- zamilkł na chwile patrząc w dal -Chce zobaczyć wilkołaka.- powiedziawszy to skierował wzrok na Soneta -Nie znacie mnie- popatrzył po wszystkich -ani ja was nie znam, wy żyjecie, a ja... tymczasowo nie mam po co.- wydusił to w końcu z siebie choć nie miał uprzednio zamiaru. Poczekał chwile aż to do nich dotrze i kontynuował -Zastawimy pułapkę z przynętą, choć podobnie jak Kinet nigdy czegoś takiego nie używałem. To jednak nadzwyczajne sytuację wymagają nadzwyczajnych środków.- zamilkł.
Spuścił wzrok i czekał na ich reakcję, dodał tylko -Czy teraz ma ktoś jakieś propozycje?-
Na wspomnienie jakoby Cierń chciał wilkołaka zobaczyć Rhez ryknął śmiechem. Co prawda nikomu poza nim do śmiechu nie było, a śmiech ten pełen był znanej już wszystkim sztuczności, ale chyba w miarę dobrze obrazował jak surrealistycznym było to żądanie. Gdy już opanował się starszy, miast przerywać przeczekał końca pytań i żądań Ciernia i wtedy dopiero odpowiedział.
- Bałem się już Cierniu, że będziemy mieli na sumieniu Twoją śmierć, a tu widzę, że po prostu chcesz dać się zaszlachtować przez wilkołaka z własnej głupoty, a my jako przynęty mielibyśmy użyć Twojego nierozpoznawalnego ścierwa. Problem może być w tym planie tego typu, że lykantrop nie jest głupi i szukając ofiary nie na trupa się rzuci, a po domach doprowadzi do nowych tragedii. Do czasu oglądania wilkołaka będziesz musiał zaczekać ciągle jako beznadziejnie romantyczny i żywy pseudobohater. - przerwał na chwilę, znów na te wyuczone kilka sekund - Kinet jesteś w stanie zrobić pułapkę z przynętą?
- Trudno powiedzieć, zupełnie sobie nie wyobrażam jej formy. Jeśli by poświęcić ofiarę to żaden problem, ale zrobić to tak aby ofiary nawet nie ruszyło i jeszcze na wolnych przestrzeniach? Musiałbym to przemyśleć...
- Czyli nie jesteś w stanie...
Skwitował Rhez i rozejrzał się po twarzach zgromadzonych.
- Cierniu, a Ty jak? Masz pomysł?
-Nie zrozumiałeś mnie. Nie chę być martwym, nie. Ale chce widzieć tego stwora- zamilkł na chwilkę rozważając co teraz powiedzieć. -Nie chce by przynęta byłą "martwa", raczej żywą. Na co się wilkołak rzuci? Chyba nie jest tak inteligenty, że w kimś kto akurat przechodzi ulicą widzi pułapkę i omija go a szuka raczej ofiar w domach. Myślę że jakby mnie zobaczył, rzuciłby się na mnie. Problem jest jednak w tym jak go potem złapać.- umilkł obracając głowę i patrząc po wiosce. -I ilu w to zaangażować, by wilkołak, jeśli pochodzi z wioski nie ominął ją.- z powrotem popatrzył po towarzystwie -Jakie pułapki możemy zastosować, chodzi mi o materiału tu dostępne.- pytanie skierował w stronę starszego wioski i Kineta.
- Wilkołak jest tak samo inteligentny jak ja, Ty, Kinet czy Sonet. Jeśli Ty miałbyś wyczuć w czymś podstęp i on to zrobi. Jeśli zdołasz zrobić pułapkę, w którą udałoby Ci się złapać siebie wtedy możemy mówić o prawdopodobieństwie sukcesu. Pułapkę tę możesz spreparować z tego co widzisz wokół. Ziemi, drewna, powietrza, wody, tkanin, które mamy na sobie i które zalegają w naszych domach, liści, trawy, lin, a w końcu siły i pracy naszych rąk. Nie mniej i nie więcej. Jak stworzyć pułapkę z tego wszystkiego nie chce nawet spekulować. Nie jestem łowczym ani złodziejem, a już na pewno nie specjalistą w kwestii pułapek. To Wam, Cierniowi i Kinetowi zostawiam tę kwestię samemu mogąc tylko niewielką radą okołopułapkową służyć.
Rhez tym razem nie kpił i nie śmiał się. Dość dziwne było to w obliczu poznanej dotąd jego sztuki retorycznej kiedy to starszy raz to gniewał się, raz to wyśmiewał nigdy nie zrównoważył swoich uczuć. Teraz był w pełni spokojnym, mówiąc tonem takim w jakim Cierń wyobrażał sobie wykłady na wszelkiego rodzaju uniwersytetach czy akademiach.
Kinet mimo teoretycznie uzyskania dodatkowych rąk do pracy wyglądał na raczej skwaszonego. Nic dziwnego zresztą, pośród myśliwych zawsze panowało myślenie jakoby coś na co masz szansę w pojedynkę, w parze z całą pewnością spieprzysz. Takie... dość samotnicze podejście.
Cierń zawsze polował z dziadkiem. No prócz jednego razu gdy to musiał zabić kłusowników. Jednak to dziadek decydował, był tym który kierował. Teraz było inaczej, Cierń poczuł się prawie na równi z Kinetem.
-Dobrze. Ale z jednym się z tobą nie zgodzę. Wilkołak to drapieżnik, nie elf nie wilk. Według mnie nie można powiedzieć co będzie silniejsze gdyby mnie zauważył w takiej... samotnej sytuacji. Czy w tym momencie wygrałby instynkt wilczy, czy elfi. Na pewno by mnie zaatakował, lecz nie wiemy w jaki sposób by to zrobił.- zatrzymał się na chwilę zastanawiając się co dalej powiedzieć -Nie wiemy też, czy będąc w tej drugiej naturze pamięta wszystko co robił w tej pierwszej. Czyli jeżeli byłby wśród nas jako elf, czy pamiętałby o tym będąc wilkołakiem. Załóżmy że nie pamiętałby, to w tedy na przygotowanie pułapki moglibyśmy zatrudnić całą wieś. A jeśli tak? to..- popatrzył po każdym po kolei -byłby problem.- rzekł i umilkł oddając głos komukolwiek.
- Jeśli potrafisz to ustalić Cierniu, słuchamy.
Orzekł Rhez teoretycznie kończąc na ten sposób temat.
- Jak sam bowiem napisałeś nasza "ofiara" to nie wilk, i nie elf. Nie jest to zwierzę, które znamy i z którego futra tysiącami czyni się płaszcze. Nie jest żaden z nas - elf, którego spotkać to problem podobny co seria kroków ku drzwiom. Mamy do czynienia z wilkołakiem. Z mitycznym stworem, potworem z legend, czymś z czym na pytanie jak to zabić jeszcze miesiąc temu odpowiedziałbym śmiechem i pytaniem, że legendy zawsze przetrwają. Źródła są sprzeczne poczynając od wyglądu rzeczonego lykantropa kończąc na sposobie jego uśmiercania. Nie jestem w stanie powiedzieć czy ma on chociaż fragmenty wspomnień ze swej bardziej elfiej postaci. Może być albo wilkiem, albo elfem. Może być również czymś zupełnie innym - czymś po środku. Czymś łączący instynkt wilka, jego drapieżność i siłę z intelektem elfa, istoty rozumnej. Może być wszystkim i niczym, drapieżnikiem idealnym i przerośniętym wilkiem owładniętym manią zabijania...
Zakończył dość patetycznie przy okazji na nowo obiegając spojrzeniem wszystkie twarze wokół. Kinet wciąż skrzywiony, dwójka poszukiwaczy przygód wciąż z tym samym bliżej nieokreślonym wyrazem twarzy kogoś kto zupełnie nie wie po jaką cholerę też się gdzieś znalazł. Nic nowego.
Kurde jak tu zrobić pułapkę na takie cholerstwo? nigdy nie zakładał pułapki. Nie lubił tego bo wolał sam wszystko upolować. Dodatkowo jego niechęć, do takiego typu polowania, zwiększyła się podczas spotkania z kłusownikami.
Wstał i nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć zapytał –Czy mogę się rozejrzeć po wiosce?- nie czekając na odpowiedz odwrócił się i ruszył przez wioskę oglądając ją od „góry do dołu” dokładnie przyglądając się szczegółom. W końcu by założyć pułapkę trzeba poznać miejsce w którym ma ona się znajdować.
Cierń był gotowy zatrzymać się i wrócić na swoje poprzednie miejsce, jeśli ktoś poprosiłby go o to.
Niezależnie więc od odpowiedzi Cierń powstał by dokonać śledztwa szczegółowego i w pełni poznać całość przeznaczonych mu do operowania terenów. Czy to nie usłyszał już krzyków przyzwolenia lub jego braku czy to z uwagi na fakt, że elf zapytał praktycznie wstając już nikt sensu nie widział w odpowiadaniu tak samo jak i Cierń odpowiedzi nie wymagał.
Sama wieś wybudowana była na planie koła, jakby będąc przedłużeniem altany, którą łowca opuścił. Istniała w niej jedna tylko droga, a prowadziła ona bezpośrednio przez jej środek omijając centralną altanę. W tym właśnie centrum przecinała się ona ze ścieżką, która biegła prostopadle doń i wpadła w drugą podobną sobie, a obiegającą wioskę wokół. Przy obu wylotach ze wsi ścieżka ta przecinała się z drogą główną, co w gruncie rzeczy umożliwiało... nie umożliwiało nic, ale tworzyło całkiem przyjemny dla zmysłów efekt geometryczny. Przy tejże obwodnicy, pomiędzy nią, a niejakim murem ogradzającym wieś znajdowały się drzewa, a więc elfie domy. I tu modła była różna, bo niektóre elfy tworząc coś na styl domku jakiegoś leśnego duszka zamieszkiwały bezpośrednio w drzewie, drugie korzystały z przemyślnie ukształtowanych koron drzew, ku którym prowadziły to podobnie uformowane gałęzie to zwykła drabinka linowa.
W przerwach między drogami, ścieżkami, mieszkaniami i ogólnie wszystkim co w parze może już dać przerwę bujnie rosły wszelkiego rodzaju rośliny, krzewy i drzewa tak jak to powinno odbywać się zresztą w każdym lesie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum