"Kura domowa (Gallus gallus domesticus) - ptak hodowlany z rodziny kurowatych, hodowany na całym świecie. W środowisku naturalnym nie występuje. Uważa się, że stanowi formę udomowioną kura bankiwa (Gallus gallus), lecz nie wyklucza się domieszki innych gatunków południowosoryjskich kuraków (zarówno żyjących, jak i wymarłych). Udomowienie miało prawdopodobnie miejsce w III tysiącleciu p.n.e. w południowej Sorii. Około 1000 p.n.e. kury hodowano już na całym terenie Królestwa, a ok. 500 p.n.e. w terenach zachodnich, w tym na obecnych ziemiach jorów (odnaleziono kości kur podczas wykopalisk w okolicach Gaaruk - kury do dziś uchodzą tam za przysmak). W tym okresie w Królestwie prowadzono już sztuczne wylęganie. Jak wykazały badania, ówczesne kury przypominały dzisiejsze kury bezrasowe, lecz miały lepiej rozwinięte skrzydła.
(...)
Kura domowa to również pogardliwe określenie kobiety zajmującej się gospodarstwem domowym." - z encyklopedii botanicznej wydziału Nauk o Ziemi i Biologii uniwersytetu w Dorienburgu
Dziobem i pazurem
Kroniki Selene - wprowadzenie
Dzieci z piskiem i krzykiem zgromadziły się wokół starca. Wrzeszcząc, rozpychając się łokciami, starając dostać możliwie najbliżej dziada kręciły nieustannie, wzbudzając kurz i pył w wirujące w powietrzy chmury, dostające się do nosa i powodujące kichanie, które nieodmiennie kończyło się kolejną falą śmiechu, krzyków i pisków. Ot, idealne perpetuum mobile. Dziad jednak nie dał się zakrzyczeć. Spokojnie skończył skrobać drewnianą łyżką resztki kaszy z miski, wylizując ją niczym wygłodzony ogar.
- Dziadkuuu! Obiecaaałeś!
Piskliwe głosiki przebijały powietrze tysiącem wysokich tonów. Chyba cała wieś się tu zeszła.
- Miałeś opowiedzieć historięęę!
- Dobra, cichajta, dzieciaki! No jakem żywy, nigdy takiej hałastry nie widziołem! - silny głos dziada wybił się momentalnie ponad harmider. Ten, notabene, ucichł jak nożem uciął - Ale wim ja, co wam opowim, wim... słuchajta tedy, opowieści o druidce Selelene i o tym, co ją spotkało...
Selene przede wszystkim spotkał kolejny dzień spędzony samotnie. Od dwóch dni była na szlaku od momentu opuszczenia poprzedniej wioski. Wędrowała aktualnie bez wyraźnego celu po zachodnich rubieżach królestwa. To były bogate tereny. Bogate rolniczo, blisko pokojowej granicy z Jorami, obszar przygranicznego handlu - zarówno legalnego, jak i nie, mlekiem i miodem płynący dla każdego, kto choć w niewielkim stopniu potrafi obracać kapitałem. Lub kraść.
Minęło już wiele dni od dnia śmierci jej mistrza. Srebrna elfka jednak starała się o tym nie myśleć i nie zadręczać. Żyła długo. Jeszcze będzie miała czas na ewentualną zemstę. Póki co priorytetem pozostawało doskonalenie się. Początkujący druid wiele sam nie zdziała, ot co.
Piaszczysta droga wiosła wśród pól. Zboże kołysało się na wietrze. Pełne, złote kłosy sięgały niemal głowy druidki, przyjemnie szumiąc, niczym morze. Gdzieś w oddali dymy zwiastowały nadejście kolejnej wioski. Błękitnego nieba, nie znaczyła nawet jedna chmurka, jeno złocisty okrąg słońca w zenicie. Było ciepło, cicho i spokojnie. Nic, tylko iść, iść, iść...
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"Jak dziś pięknie..." uśmiechnęła się druidka, patrząc w stronę widnokręgu. Kochała widok przestrzeni, czystego nieba i natury nie zmąconej śladem człowieka. Napawał ją energią i chęcią do życia.
Powiodła dłonią po złotych kłosach. "Pełne... Będą dobre zbiory tego roku. A może by tak zrobić sobie krótki postój? Już dwa dni tak idę, kolejna wioska pewnie niedaleko ... 5 minut odpoczynku raczej mi nie zaszkodzi." pomyślała wesoło i usiadła na skraju drogi w półcieniu wysokiego zboża.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Kłosy kołysały się leniwie na delikatnym wietrze. Tym samym wietrze, który rozchylał lekko poły płaszcza bohaterki. Który głaskał ją subtelnie po policzkach, rozwiewając długie włosy. Łodygi uginały się pod swym brzemieniem, ciężarne w ziarna i życie. Dotykając ich aż czuło się pulsujące w nich ciepło. Długie włosy wieńczące każdy kłos łaskotały przyjemnie wewnętrzną stronę dłoni Selene.
Aż chciało się żyć.
Druidka usiadła swobodnie na skraju piaszczystej dróżki. Piasek był nagrzany i przyjemnie ciepły. Sielanka aż miło. Aż do obrzydzenia wręcz. Tak niewiele w życiu zdarza się prawdziwie pięknych, niczym niezmąconych dni. Należy się więc cieszyć, gdy już takowy się trafi.
Wysokie kłosy zakryły postać elfki bez widocznego problemu. Mogła tak tu spędzić nawet cały dzień...
Do pewnego momentu.
Wesołe pogwizdywanie oraz znajome skrzypienie drewnianych bel nie pozostawało złudzeń - od strony przeciwnej do dymów wioski zbliżał się wóz.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
W takie dni jak ten zła myśl nie mąci rozumu.
"Ocho... coś jedzie." Skrzypienie kół wyrwało Selene z błogiego bezruchu. Wstała w te pędy.
Pełna entuzjazmu zaczęła nasłuchiwać, z której strony nadjeżdża wóz.
"Jedzie w stronę wioski! To mi się dzisiaj udało... Może woźnica będzie na tyle miły i zabierze mnie po drodze? " Uśmiechnęła się do siebie i ogarnęła szybko wszystkie swoje rzeczy.
W promieniach słońca wszystko zdaje się być przyjazne, a ludzie otwarci i skorzy do pomocy.
-Dzień dobry.- pomachała dłonią do osoby kierującej powozem i uśmiechnęła się promiennie, czekając na jej reakcję.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Skrzypienie zbliżało się w takim tempie, że Selene zdołała akurat wstać i nerwowym ruchem ręki otrzepać płaszcz z piachu i suchych źdźbeł trawy.
Wóz - jak to wiejski wóz - był spory. Ba, olbrzymi. Drewniany, wysoki, wykonany z solidnie zbitych drewnianych bal, wypchany po same brzegi wiechciami słomy. Ciągnięty przez dwójkę wychudzonych szkap i powożony przez równie wychudzonego, acz zdrowo wyglądającego przedstawiciela lokalnej płci męskiej. Przedstawiciel ów, ubrany był w proste, lniane ubranie, nosił na głowie słomiany kapelusz, rzucający cień na ogorzałą od słońca, pooraną bruzdami twarz pięćdziesięciolatka. Krótki, szczeciniasty zarost ruszał się w rytm wypowiadanych słów.
- Hola! - zawołał - No no, pani wybrała piękny dzień na spacer... zara, zara... pani elfka! Z daleko widno mi pani przyjechała... a dobry dzień, dobry...
Wóz zatrzymał się na chwilę, zupełnie tak, jakby chłop zaskoczony widokiem wyskakującej zza zbóż elfki koniecznie chciał z nią porozmawiać. Może wziął ją za południcę, która w pełnym słońcu tańczy po zbożu i porywa mężczyzn do swej kryjówki?
Jeśli tak, to się chłopina przeliczył.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"Czego ten chłop tak się na mnie patrzy? Mam coś na twarzy?" pomyślała zmieszana Selene, przyglądając się przez chwilę starszemu mężczyźnie. Odgarnęła włosy za szpiczaste ucho. "Wygląda na zwykłego, uczciwego wieśniaka... "
Podeszła do dwóch, chudych koni i pogładziła je delikatnie po chrapach.
-Tak, piękny dziś dzień... Aż chce się żyć, nieprawdaż? - Zwróciła się do woźnicy. "Uch, zrób pożytek ze swojej charyzmy!" skarciła się w duchu elfka.
-Widzę, że jedzie pan w kierunku tamtej wsi.. Ja również się tam wybieram. Nie miałby pan nic przeciwko, gdybym usiadła sobie z tyłu wozu na słomie i zabrała się razem z panem?
Kolejny uśmiech zajaśniał na jej twarzy.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
W tym jednym, radośnie wypowiedzianym słowie wyraziło się całe niesamowite rozradowanie jakie wykwitło na twarzy wieśniaka. Elfka? Srebrna? Piękna? Wyskoczyła ze zboża niczym południca? Ba, chce ze mną dalej jechać? Matulko kochana, oczywiście, że tak!
- Siadoj, siadoj! - niemal wykrzyczał wyraźnie podekscytowany dziad.
Selene sprawnie i zgrabnie wspięła się po drewnianych, chropowatych belkach wozu i ciężko położyła się na cudownie miękkim, puszystym i aromatycznie pachnącym sianie. Aż w głowie wirowało jej od wszechogarniającego zapachu siana, lata i ciepła.
Wóz powoli, kolebiąc niemiłosiernie na lewo i prawo, ruszył w akompaniamencie skrzypiących belek do przodu.
- Pani z daleka jadzie? - zagadnął chłop - Nieczęsto się tu elfki spotyka...
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Lekko zdezorientowana druidka popatrzyła na rozanieloną twarz staruszka. "Oj.. Czy to aby na pewno był dobry pomysł?"
-Dziękuję panu - wyszczerzyła się już trochę mniej radośnie.
Czym prędzej wdrapała się na wóz i rzuciła na złote siano. Rzeczywiście prawdę mówi ci, co twierdzą, że czasem nawet jedwabne pościele i puchowe poduszki nie dają tyle wygody co świeżo skoszone, pachnące latem posłanie ze słomy. Selene zmięła w dłoni garść kruchych łodyg. "Ech.. czego mi jeszcze potrzeba do szczęścia..."
-Ymm.. Tak, z daleka... Racja, moi bracia i siostry rzadko zapuszczają się w te strony. A jak nazywa się ta wioska, do której zmierzamy? - Zmieniła temat, nie chcąc opowiadać zbyt wiele o swojej przeszłości i planach.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Woźnica nerwowo kręcił się w koźle, zupełnie, jakby usiadł na czymś szalenie niewygodnym, co nakazywało mu co chwila przekładać nogi jedna na drugą i zmieniać pozycję siedzenia. Może klucze trzymał w kieszeni portek, co tak go uwierały?
Cholera jedna raczy wiedzieć.
Elfka mimowolnie zaczęła całkiem racjonalnie zastanawiać się, czy mężczyzna nie spróbuje użyć na niej siły. Właściwie na takiego nawet wyglądał.. ba, gdyby już przystąpił do dzieła, miałby nawet spore szanse powodzenia. Selene wiedziała, że czas, w jakim ona skończy tkać pierwsze zaklęcie był niewspółmiernie dłuższy od tego, jakiego facet potrzebował do rzucenia się na nią, unieruchomienia, ewentualnie uderzenia pare razy a potem zdarcia spodni i...
Woźnica za nic mając sobie najwyraźniej obawy druidki jak gdyby nigdy nic powoził dalej. Wóz podskakiwał na wybojach, ślizgał się po koleinach, siano trzęsło niemiłosiernie, niczym w łodzi na wzburzonym morzu. Mimo to nawet te niewielkie minusy nie psuły radości z jazdy na wozie pośród skąpanej w słońcu okolicy.
A woźnica nie przejmując się elfką posądzającą go o najgorsze, gadał.
- Aaaa...! - zajęczał dziwacznie - Od razu widno mi się wydało, że pani szacowna nietutejsza! Toż to do Brengfost jadziema! A dziś, no ta lala, wielki dzień jest! Właśnie dlatego tak wczesno wracam z pola, do domu trza! Dziś dzień targowy!
Nie wiedzieć czemu, cały czas krzyczał. Zupełnie, jakby był przygłuchy. Ewentualnie, jakby dzień targowy w wiosce uważał za tak niesamowicie ważną rzecz dla funkcjonowania całej, bez mała, Sorii.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"To żem się wpakowała..." popatrzyła lekko posępnie na swojego przewoźnika, wiercącego się w dość dziwny sposób na koźle.
"Ummm... Zanim zdążę cokolwiek zrobić, pewnie zdąży już wprowadzić swojej niecne plany w czyn... Że też musiałam trafić akurat na tego starucha!" Pomyślała zirytowana.
Wozem kołysało, trzęsło, coś trzeszczało i skrzypiało. Nic jednak nie mąciło radości i spokoju lata,
Po chwili elfka zaczęła przesuwać się w kierunku krawędzi wozu. Przełożyła nogi na zewnątrz i pozornie beztrosko zaczęła przebierać nimi w powietrzu. "No, w razie wu, bezie którędy uciekać" zaśmiała się w duchu.
-Wcześnie jak wcześnie, pewnie w domu żona z obiadem czeka? - zapytała z nadzieją Selene. - Na pewno znajdzie się na targu coś i dla mnie... A tak przy okazji... jest w Brengfost jakaś gospoda?
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Woźnica na dźwięk słowa "żona" spochmurniał wyraźnie.
- Pewno czeka, zaraza... - stęknął tylko pod nosem i umilkł, nabity w sobie.
Pewnikiem, jeśli chodzi o żonę i małżeństwo, poczucie humoru mu wysiadało. Jak większości mężczyzn w Sorii. Selene nigdy nie potrafiła tego zrozumieć. Co go ugryzło? Żona źle gotowała czy jak?
Chwilę wobec tego jechali w milczeniu. Milczenie to, rzecz jasna, nie oznaczało kompletnej ciszy. Skrzypienie dulek wozu, wszechobecny szum łanów zboża, oraz świergotanie skrytego weń ptactwa rozbrzmiewały wokoło głośniej, niż krzyki rannych i umierających podczas bitwy. Jakkolwiek to porównanie wydawać mogłoby się dziwne - tak właśnie było.
Selene zgodnie z planem przesunęła się nieco bliżej krawędzi wozu, przewieszając zgrabnie nogi przez drewnianą belę wspierającą konstrukcję.
- Uważaj, panienko, bo zlecisz na pierwszej lepszej wyrw...
Wykrakał.
Wóz w pewnym momencie podskoczył, a elfka tylko wrodzonym refleksem padła na siano do tyłu, nie twarzą w przód, na drogę. Dobre i to. Lepiej wybierać siano z włosów, niż piach spomiędzy zębów, prawda?
- Mówiłem, przeco... - stęknął, gdy już się sytuacja nieco uspokoiła - ...nie musi panienka tak się odsuwać, dyć ja nie gryzę! - uniósł się nagle dumą.
Na pytanie zaś odparł beztrosko i od razu.
- Gospoda? A widno mi, że jest! "Wesoły umrzyk" się zwie.. parszywa buda, jeśli mam być szczery, choć ją znajomy mój prowadzi. Zdzierca i sukinsyn, tfu! Ale gospoda, jak to gospoda. Jest.
Wóz terkotał. Wioska w oddali rosła, ukazując coraz więcej szczegółów domostw. Jeszcze chwila i będą na miejscu. Znacznie szybciej i wygodniej, niż pieszo. A z pewnością ciekawiej.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"Nie rozumiem, czemu mężczyźni zawsze niezbyt przychylnie wypowiadają się o swoich żonach..." Pomyślała Selene. Na razie zamążpójście nie było jej w głowie. Brak kandydata i chęci. Miałaby cały dzień stać przy garach, sprzątać, plotkować z zasiedziałymi sąsiadkami? Brr... Nie do pomyślenia!
No, chyba że Los postawiłby na jej drodze jakiegoś uczciwego, w miarę urodziwego elfa. Póki co, Los był bardzo złośliwy.
-Łooooo!- Druidka zachwiała się, próbując złapać równowagę.
Nie udało się. Całe szczęście, że wylądowała w miękkim sianie z tyłu, a nie na twardej ziemi z przodu..
-Uff...- Odgarnęła włosy z twarzy i wyplotła kilka kłosów zboża z włosów, siadając z powrotem. Zaczerwieniona, nie odpowiedziała woźnicy.
Elfka nie zaryzykowała ponownego zbliżenia się do krawędzi wozu. Nie miała już z resztą po co. Zbliżali się już do miasta.
-To pan wykrakał... Nic to - uśmiechnęła się pewniej - widzę że miasteczko już blisko... Bardzo dziękuję za miłą podróż i informacje! Jeśli jest tylko sposób, w jaki mogłabym się odwdzie... - Urwała w pół słowa. "No masz, to powiedziałam. A jak zechce czegoś takiego no... Szlag! Niee.. mam nadzieję, że to nie ten typ człowieka." Z lekka speszona wsłuchała się w skrzypienie kół i wszelkich innych części wozu...
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Woźnica spłonił nagle, niczym piwonia. Jak jakiś podrostek. Co jest z tymi ludźmi, że tak reagują na elfki, do cholery? Co - nigdy baby nie widział czy jak? Jakaś niezdrowa fascynacja tym, co obce?
Selene można było niejedno zarzucić, ale z pewnością nie to, że była mało atrakcyjna. Jak to srebrna elfka.
- Ajjj tam, bez przesady... - wykazując się niesamowitym taktem i skromnością, chłop machnął ręką - ...dyć to nic takiego, wziąć panienkę na wóz i... tego, pomóc bliźniemu w trudnych czasach. Samemu iść przez pola? No jak pragnę zdrowia, ktoś mógłby wziąć za południcę i... tego, skrzywdzić, panienkę... nie trza nic...!
Wyraźnie poplątał się we własnych pokrętnych myślach i marzeniach tego, co chciałby w istocie w zamian. Lub zwyczajnie zawstydził się tym, że ktoś chce ofiarować mu "wdzięczność" za prosty, prozaiczny, dobry uczynek. Jakakolwiek by prawda nie była, dotarli na miejsce.
Berngfost żadną miarą nie zasługiwało na miano "miasteczka". To była wieś. Choć może słowo "wiocha" byłoby bardziej adekwatne. Centralny, udeptany, piaszczysty plac o średnicy jakiś trzydziestu metrów, seria domów bogatszych chłopów wokoło i cała masa mniejszych uliczek, rozchodzących się po okręgu. Im dalej od centrum, tym biedniej, tym bardziej rozpadające się ściany i tym bardziej przeciekające dachy.
Na placu obecnie znajdowała się cała chmara ludzi. Chłop nie kłamał mówiąc, że dzień targowy to ważne lokalne wydarzenie. Ani chybi zleciała się cała wioska i pewnie jeszcze mieszkańcy sąsiednich siół.
Żal tylko, że nigdzie nie dało się dostrzec strażników. Przydałby się ktoś, kto zapanowałby nad gorącą atmosferą transakcji lokalnych. Krzyki, sprzeczki i ostre targowania się słyszalne były już z daleka.
- Ot, jesteśmy! - radośnie zakomunikował chłop - Panienka zsiądzie, przejdzie się po straganach. Różne dziwy można tu czasem kupić! Ostatnio szwagier kupił kufel piwa, co sam chłodził piwsko w środku! Jak babkę kocham! Ano... a ja w swoją drogę, do domu. Może jeszcze się spotkama...
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-W takim razie jestem Pana dłużniczką - uśmiechnęła się, rozbawiona odcieniem twarzy staruszka. "W życiu nie pomyślałabym, że ktoś może się tak zaczerwienić... Tfu, mało powiedziane - zapurpurowić!"
"Całe szczęście ten staruszek nie jest taki zły, jak go podejrzewałam" uspokojona, zaśmiała się w duchu z samej siebie i reakcji woźnicy. Założyła płaszcz, odgarnęła srebrne włosy na plecy i naciągnęła na głowę kaptur, zasłaniając spiczaste uszy.
Może i było gorąco, ale w wiosce tego pokroju lepiej nie wzbudzać zbytniej sensacji. Jedno licho wie, czy wszyscy mężczyźni Berngfost tak samo jak woźnica reagują na nieśmiałe, anielsko wręcz niewinne i jednocześnie ponętne elfki?..
Po chwili byli na miejscu. Druidka zeskoczyła zgrabnie z wozu. Zarzuciła plecak na ramię i poprawiła jeszcze raz płaszcz.
-Jeszcze raz dziękuję! Do zobaczenia! - i, parodiując dworskie maniery, ukłoniła się nisko ku ogromnej uciesze woźnicy.
"Wiocha jakich mało.." pierwsza myśl jaka przyszła jej do głowy po rozglądnięciu się dokoła. "W sam środek tego stada pchać się nie będę..." pomyślała, przyglądając się wieśniakom tłoczących się, krzyczących i przepychających przy straganach. Postanowiła rozejrzeć się wokół stoisk na obrzeżach placu.
"Trochę pooglądam i idę dalej. Niech ten dzień się szybko skończy!" zakaszlała od wirującego wszędzie kurzu i piasku. Czuła narastający ból głowy. Sięgnęła po pierwszy z brzegu dziwnie wyglądający przedmiot. "Ciekawe do czego to.."
Dzień się jeszcze nie kończył.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Selene zeskoczyła zgrabnie z wozu, poprawiając odzienie i przerzucając plecak przez ramię. Woźnica udał, że wcale się jej nie przygląda, ale druidka i tak wychwyciła aż zbyt wyraźny wyraz żalu malujący się na jego twarzy.
"A było ją wtedy w polu..." mówiło to spojrzenie.
Nic to. Życie! Dzień!
Woźnica odmachał jej nieszczerze ręką i już po chwili wóz oddalił się, turkocząc kołami i skrzypiąc dulkami. Selene zaś zagłębiła się w wioskę. Dzień targowy! Wielkie wydarzenie!
Starała się unikać głównego tłumu, lecz w obecnej sytuacji było to chyba niemożliwe. Tłum ogarnął ją i przytulił, niczym ta - nie przymierzając - matka. W jednej chwili Selene stała sama, w następnej zaś ludzie byli wszędzie wokoło.
Pierwszy lepszy stragan.
Bogowie, skąd tu tyle osób?
W ręce Selene trafił niewielki woreczek. Kupiec, stojący na straganie rozanielił się wyraźnie.
- Pani! Znakomity wybór! To sakiewka magicznego tłumienia! Każdy przedmiot magiczny weń wsadzony stanie się niewykrywalny dla czarów szukających! Jedyne 150 ZM !
Bogowie... co za kretyn sprzedaje w takiej wiosce tego typu artefakty? A to był dopiero początek. Selene nagle nabrała pewności, że faktycznie chłop nie przesadzał i w tym miejscu będzie można znaleźć coś niesamowitego.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Parsknęła z niedowierzaniem. "Człowiek sprzedający tego typu artefakt na targowisku w ostatniej wsi. Tia. Co ten sprzedawca? Oczadział?! "
Odłożyła woreczek. Przyglądała się innym "czarodziejskim" przedmiotom. "Część to na pewno zwykłe oszustwo, ale kto wie czy rzeczywiście nie znajdę tu czegoś niezwykłego.." I wiedziona niejasnym przeczuciem, ruszyła dalej wzdłuż straganów.
Selene przypomniały się dni w czasie jarmarków w jej "rodzinnym" mieście. Jak jako mały berbeć biegała między nogami wysokich, smukłych elfów z całego świata. Jak miłe sprzedawczynie częstowały wszystkie dzieciaki pysznymi cukierkami. Jak poważni Elfowie spokojnie ustalali ceny towarów.
Tłok wokół przestawał mieć znaczenie. No, może prawie. Gdyby tylko ci wieśniacy częściej korzystali z balii z wodą, już nawet nie mówiąc o czymś takim jak olejek do kąpieli. I mniej krzyczeli. I przepychali się do stoisk. Nie, nic jej to nie przeszkadzało.
"Taaak.. Najpierw sobie spokojnie stoję, a teraz ni w tę, ni we wte." Pomyślała Druidka. Co rusz poprawiała zsuwający się z głowy kaptur. W tumulcie wieśniaków nieustannie ktoś ją potrącał i popychał. Mimo to, niezrażona hałasem i ściskiem, przepychała się dalej, kierowana nie dość że kobiecą, to jeszcze elfią intuicją.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Po pierwszym szoku "kulturowym" Selene odkryła, że mimo wszystko jest w stanie nawet sprawnie lawirować w tłumie ludzi. To, co początkowo nieco przerażało i onieśmielało, teraz powolutku nabierało form, kształtów i kolorów. Ludzie przestali jawić się jako jeden, bezkształtny i wiecznie ruchomy organizm, a jako pojedyncze osoby. Druidka zauważyła, że szczególnie dużo kupujących kręci się w centrum, gdzie - na sporym podeście - handlowano między innymi tresowanymi zwierzętami. Uczucia druida zawrzały w niej na ten widok, choć musiałaby podejść nieco bliżej, by się przyjrzeć dokładniej.
W bliższym sąsiedztwie zauważył stragan z różnymi maściami leczniczymi i ziołami, nieco dalej stoisko z miksturami, jeszcze ktoś sprzedawał garnki... słowem, im dalej od magicznych, kolorowych stanowisk, tym bardziej jarmark stawał się bardziej szary i prozaiczny. Najtrafniej byłoby powiedzieć, że handlowano tu dosłownie wszystkim.
Aż dziw, czasami, jakimi rzeczami..
- A to, moja pani...! - wydarł się sprzedawca, ten sam, który oferował jej sakiewkę magicznego tłumienia, a z którego stanowiska wzięła teraz w dłoń coś, co z grubsza przypominało niewielką, foliową torebkę - ...to znakomity środek! Cudowny! Niepowtarzalny! Jedyny w swoim rodzaju!
Nachylił się nad uchem Slene konspiracyjnym gestem i szeptem.
- Niech twój partner nałoży to sobie na swoją Włócznię, gdy jest gotowa do użycia... gwarantuję, pani, że przeżycia będę niezrównane, nawet z zupełnym impotentem!
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kolor twarzy druidki był w tym momencie nieporównywalnie jaskrawszy niż staruszka, który ją tu przywiózł. W oczach zapłonęły ogniki gniewu. Ostatnimi siłami powstrzymywała sie, by nie przyłożyć sprzedawcy w tę jego parszywą gębę.
-Tak, na pewno... Towar jedyny w swoim rodzaju! Chyba dlatego, że tylko taki jełop jak ty mógłby go wymyślić! -zniesmaczona, zgniotła woreczek w kulkę i rzuciła nim w sprzedawcę. -A idź ty w cholerę! -odwróciła się od kolejnego niewyżytego mężczyzny, i szybkim krokiem oddaliła się od nieszczęsnego stoiska.
Usiadła na pierwszym lepszym kamieniu, obserwując przelewający się tłum ludzi. "Ech.. Przeżycia takie czy owakie, u mnie i takich brak... Trafił w sedno, szuja jeden..." pomyślała smętnie, opierając podbródek na dłoni.
Co w takiej chwili mogło poprawić humor kobiecie, zdołowanej brakiem mężczyzny i samotnością? Mężczyzna? Nie. Wino? No może. Ale chyba najlepiej... zakupy!
"Koniec użalania się nad sobą. Mężczyzny nie ma i nie było dlugo w twoim życiu. I co? Przynajmniej nie musiałaś.. no.. Nie musiałaś ... eee... Robić wielu nudnych, całkiem zbytecznych rzeczy!" Druidka wstała energicznie i ruszyła w stronę magicznych stoisk, z postanowieniem kupienia czegokolwiek. Szerokim łukiem omijała feralne stanowisko.
"Proszę, niech mi się wreszcie trafi coś sensownego! "
"I taniego!" dodała po chwili, sprawdzając stan sakiewki z pieniędzmi.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Sprzedawca wyszczerzył się bezczelnie, zręcznie łapiąc w locie rzuconą w nim "torebką".
- Ach, rozumiem, o pani! Rozumiem doskonale! Więcej słów nie trzeba! Mam tu jeszcze coś... działa doskonale, ale podane partnerce...!
Dalszej części wywodu Selene jednak już nie słyszała, ani nie miała specjalnie ochoty słyszeć. Oddaliła się od feralnego stanowiska możliwie najdalej, przysiadając gdzieś niedaleko. Tłum falował, płynął, hałasował. Przyzwyczajona do ciszy i spokoju lasu oraz natury druidka szybko zaczęła czuć denerwujący, dudniący w uszach ból głowy.
Ot, cywilizacja!
Stoisko, do którego po chwili podeszła oferowało głównie proste, pierwszopoziomowe zwoje z zaklęciami i proste mikstury lecznicze, many, siły i afrodyzjaki. Zwłaszcza dwa ostatnie. Perpetuum mobile.
Sęk w tym, że szczupły stan sakiewki Selene nie pozwalał jej na zbyt wiele.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"I na co mi ta intuicja?.."
Z kamienną twarzą przyglądała się stosom poukładanych zwojów i prostych mikstur. W oczy rzucały się szczególnie pudełeczka afrodyzjaków. Wzięła jeden do ręki i przyjrzała się etykietce.
"O nie. Odłóż to. Tak nisko jeszcze nie upadłaś!" powstrzymała się od wydania ostatnich pieniędzy na smarowidła, których i tak nie będzie miała śmiałości użyć. Zresztą... Patrząc na cenę, odłożyła miksturę z niespotykaną delikatnością.
"No masz... Chyba jednak nici z zakupów." Pomyślała lekko zawiedziona, spoglądając na ceny leżących obok przedmiotów. "Uch.. Litości!" Druidka zachwiała się lekko, czując dudnienie w uszach. "Chyba powinnam jednak kupić jakiś lek na ból głowy... Lub czym prędzej opuścić targowisko i poszukać miejsca, gdzie mniej osób krzyczy." uśmiechnęła się lekko.
Ruszyła poszukać gospody, o której opowiadał jej woźnica. "Może przypadkiem wpadnie mi coś w oko? A sprzedawcą będzie miła staruszka, z którą uda się coś utargować... Tak, pomarzyć nigdy nie zaszkodzi."pomyślała, przepychając się do krańców placu wzdłuż straganów z już bardziej prozaicznymi rzeczami.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Lekki flakonik, wypełniony przezroczystym, eterycznie wyglądającym płynem. Etykietka z drugiej strony flakonika informowała drobnym druczkiem, że kilka kropel specyfiku wlane do wina czy wody (NIE do piwa - tę różnicę podkreślono wyraźnie) spowoduje - tu cytat - "niezwykłe chęci, ciągłą gotowość i niespotykaną twardość".
Selene, zażenowana, odłożyła flakonik na miejsce. Nie... to chyba nie był najpotrzebniejszy w tym momencie zakup.
Cóż, dość jak na chwilę. Targ i gwar ewidentnie nie działały na korzyść jej samopoczucia. Przeciskając się przez tłum skierowała swoje kroki w stronę długiego, niskiego budynku, który wskazano jej jako karczmę.
Przechodząc przez plac mijała również drewnianą scenę - podest, na której handlowano zwierzętami. Zbite w klatkach kury i gęsi darły się przeraźliwie, ku ogólnej obojętności tłumu. Gdzieś dalej w klatce tkwiły zające. Do słupa przywiązane był dwa dorodne bażanty. Jak widać, w ofercie przeważało ptactwo. Różne.
- Ludzie! Ludzie! Nośne kury! Smakowite gęsi! Ludzie, nigdzie takich nie dostaniecie! - darła się pulchna kobieta, wymachując trzymanym kurczakiem na podeście.
- Puszczaj, kurwo! - darł się kurczak.
Zaraz, zaraz... "darł się kurczak"?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"A nie. Najpierw zobaczę co tam się dzieje." Zmieniła kierunek marszu i ruszyła do drewnianego podestu skąd dochodziły piski, gdakanie, pianie i wszelkie inne odgłosy zwierząt. Drobiu dokładniej. A przynajmniej najgłośniej.
Patrząc na wszystkie zwierzęta poupychane w klatkach bądź poprzywiązywane do pali, w druidce zawrzało. "Jak można tak traktować zwierzęta?!" myślała ze złością.
Wtem dotarło do niej co usłyszała. "Puszczaj, kurwo? O cholera.. nawąchałam się przypadkiem czegoś? Ten kurczak... gada?!" Zakręciło się jej w głowie.
Potoczyła wzrokiem po stojących obok ludziach. "Czy to tutaj normalne, czy co? Czy też może... Nikt tego nie słyszy! "
Podniosła dłoń. -Ile sobie pani życzy za tego kurczaka? - zapytała pulchnej kobiety."Może ten kurczak powie mi coś więcej?" Uśmiechnęła się do swoich myśli i sprzedawczyni równocześnie...
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Kobieta potrząsała kurczakiem energicznie, zachęcając do kupna. Aż pierze szło.
- Ludzie, cuda! Oszalałam! Kurczaka pół darmo daję! Patrzcie, jaki duży i zdrowy! Obiad dla całej rodziny! - darła się niesamowicie z podestu.
Dość skutecznie, paru kupców już wyraziło zainteresowanie. Kurczak, w sposób oczywisty, zainteresowany wcale nie był.
- Ja pierdolę, kobieto, nie tak mocno, bo rzygnę! - krzyczał.
Całkiem wyraźnie, w czystym Wspólnym. Niezwykle wyraźnie, jak na kogoś, kto miast ust, warg i języka posiadał dziób, niekształtną gardziel i mięsisty kołek w miejsce języka. Teoretycznie ktoś o takiej budowie ciała nie powinien wydusić z siebie głosu.
Ot, zagadka.
Selene wiedziała, że niektóre "wyższe" zwierzęta potrafiły używać artykułowanej mowy. Sęk w tym, że do tej grupy "wyższych" zaliczano generalnie inteligentne przyzwańce, jednorożce, magiczne konstrukty i tego typu istoty, których magiczna natura była oczywista. W tym kurczaku zaś magii było tyle, co kot napłakał. Owszem, doświadczeni druidzi byli w stanie rozmawiać z każdym napotkanym zwierzęciem. Sęk w tym, że "rozmowa" taka polegała nie na używaniu słów, lecz przesyłaniu sobie myśli, obrazów i uczuć. Selene słyszała, że generalnie trudno o głupsze i bardziej ograniczone zwierzę do tego typu rozmowy, niż kurczak...
- O no jasna cholera, elfka chce mnie kupić... kurwa, co za dzień...!
Ten kurczak jednak okazywał się nad wyraz rozmowny, nad wyraz wulgarny i nad wyraz bezczelny. Tu chcą go ratować, a ten narzeka.
Co ciekawe, nikt najwyraźniej, oprócz Selene nie słyszał jego słów.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"Z tego co słyszałam, to tylko "wyższe" zwierzęta potrafią posługiwać się mową... I to nie zawsze tak czysto! Mormegil potrafił przekazywać swoje myśli wszystkim zwierzętom, ale kura?! Co się wyprawia na tym świecie.." pomyślała, patrząc na kurczaka.
"I skąd on zna takie wulgaryzmy?.."
Selene modliła się w duchu, żeby kurczak nie kosztował więcej niż 1,5 ZM. Bo i skąd miała wiedzieć, ile płaci się za drób, skoro była druidką i mięsa nie jadała? "O, i żeby jeszcze nikt nie chciał zapłacić więcej.."
"Na całe szczęście tyle jeszcze mam.." uradowana z niskiej ceny, wyciągnęła z sakiewki brzęczące monety i podała je kobiecie. - Proszę. - Puściła mimo uszu kąśliwe uwagi gadającego drobiu. Uśmiechnęła się i wzięła pokiereszowanego z lekka koguta.
"Ja go tu ratuję przed wylądowaniem na talerzu i zero wdzięczności... No kto by pomyślał!" myślała, trzymając koguta nie jak sprzedawczyni za gardziel, tylko delikatniej, pod pachą. Zaciskając zęby i nic sobie nie robiąc z protestów kurczaka, ruszyła poszukać bardziej ustronnego miejsca.
Zatrzymała się w pierwszej wąskiej uliczce, usiadła po turecku na ziemi, opierając się plecami o ścianę jakiejś biednej chałupy. Postawiła koguta między nogami, zwracając go dziobem w stronę swojej twarzy i trzymając mocno, coby jej nowy nabytek nie zwiał.
"Jakby tu się z nim dogadać... Rozmawiać z kurczakiem.. O masz..."
-Więc... Masz jakieś imię? spróbowała.
_________________ "Człowiek nie jest stworzony do klęski... Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać!" Ernest Hemingway
Pulchna kobieta uśmiechnęła się niesamowicie szeroko, gdy monety z brzękiem wylądowały na jej dłoni. Nie omieszkała za tą cenę podzielić się również z druidką paroma domowymi radami dotyczącymi kurczaków, niewątpliwie znanymi jej z pokolenia na pokolenie od własnej prababki.
- Niech ci wyjdzie na zdrowie, złociutka! - choć stały całkiem blisko siebie i tak musiała krzyczeć, by wybić się głosem ponad wciąż hałasujący tłum – Oskub go dokładnie, widzisz, jaki duży! Musisz bardzo uważać! Gotuj go na lekkim ogniu, jakieś dwa obroty dużej klepsydry, wtedy mięso będzie najbardziej delikatne!
- Po moim kurwa, trupie, stara wywłoko! - zagdakał kurczak, machając rozpaczliwie skrzydłami.
Nieświadomie używszy słów „po moim trupie” nadał tej scenie zupełnie nowego wymiaru. Niech żyje dwuznaczność!
Selene mocno wpakowała sobie nabytek pod pachę i szybko (przy czym słowo „szybko” należy tu rozumieć bardziej jako „tak szybko, jak jej tylko na to pozwolił tłok i tłum”) opuściła najbardziej zatłoczone centrum rynku. Musiała w tym celu opuścić środkową, bogatszą część wioski i znaleźć się w rejonach biedniejszych. Ot, salumsy w dzielnicy biedy, aż chciałoby się powiedzieć.
Wąski przesmyk miedzy dwoma rozpadającymi się chałupami o dachach pokrytych strzechą zawalony był błotem i śmierdziało w nim uryną. Mimo to swoje zadanie spełniał.
Nikt się tu nie kręcił.
Mimo to Selene z siadania postanowiła zrezygnować. Wolała kucnąć.
Kogut, całą drogę małomówny i wyraźnie zmarkotniały mocnym uściskiem, teraz – wciąż mocno trzymany – nie miał najwyraźniej ochoty na nic. Jeśli planował ucieczkę „podczas transportu” o druidka skutecznie mu ją uniemożliwiła.
Na pytanie Selene zareagował tak mocnym podskokiem, połączonym z próbą machania skrzydłami, że niemal go nie wypuściła.
- Ty mnie rozumiesz? No jak, kurwa, pragnę zdrowia! Ty mnie słyszysz? - zagdakał radośnie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum