Wysłany: 2007-12-31, 14:42 Szlak prowadzący do nikąd
Szlak prowadzacy do nikąd
XI Sesja Kalifa
Goga, Maga
Kalif był dość nietypowym bohaterem jeśli chodziło o Sorię. Łamał wszelki standardy tej krainy. Gog, mag, z bliznami w miejscu niegdysiejszych skrzydeł. Można powiedzieć jaka postać, takie przygody, a w tym wypadku oznacza to bardzo dziwną podróż.
Po ucieczce z nieprzyjaznej wioski Kalif znalazł się na terenach słabo mu znanych. Według kierunku, który obrał mógł twierdzić, że znajdował się gdzieś między Królestwem a swoją ojczyzną. Potwierdzał by to ciemny, bordowy kolor nieba. Gog nie do końca wiedział gdzie idzie, a tym bardziej nie miał żadnego celu. Od dłuższego czasu nie spotkał jakiejkolwiek żywej duszy. Było to dość niepokojące. Dlatego równie niepokojącym dla Kalifa widokiem był szałas znajdujący się w oddali, przy którym wyraźnie stały dwie postaci. Niższa i wyższa, z tej odległości gog nie mógł nawet przypuszczać kim są nieznajomi. Obok nich znajdował się wóz, a także kolejne kilka osób, które ładowały worki.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Ostatnio zmieniony przez Anatoil 2008-01-12, 23:13, w całości zmieniany 5 razy
Kroczył pewnym krokiem przed siebie. Może i był głupi ale pewny siebie. Nie bał się typów którzy nie wyglądali na uczciwych obywateli(bo kto by łaził po pustyni?) ale w sumie Kalif takim tez nie był więc teoretycznie nie miał nic do stracenia. Szedł do postaci.
Zanim Kalif dotarł na miejsce, wyższa z postaci załadowała się na wóz i machnęła ręką na pożegnanie, po czym pogoniła zaprzężone woły. Postaci, które przedtem lądowały wory rozeszły sie, każda w innym kierunku, jedna z nich szła także w stronę Kalifa, który miał do pokonania jeszcze spore kilkadziesiąt metrów.
Drobna, niska postać podreptała do szałasu.
Kalif poczuł ciepły, ostry język wiatru, a także dobrze znany mu zapach siarki. Gog nie miał pojęcia skąd ten zapach dochodził.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Czy to jor?" zadał sobie pytanie w myślach.
"Chyba już jestem blisko ojczyzny" stwierdził po zapachu siarki. Ewentualnie mógłby to być zapach Serpensów a ci chyba Goga by przyjęli jeszcze mniej mile niż ludzcy wieśniacy.
Gog maszerował przed siebie wprost na nieznaną postać.
Gog był blisko osmolonej, skulonej postaci, był to z pewnością człowiek. Nagle wiatr uderzył jeszcze mocniej i zaczął wyć niemiłosiernie niskim basem. Kalif zauważył, że wokół szałasu zaczął się tworzyć krąg, w którym wirowały mniejsze grudki ziemi, kamienie i ziarenka piasku. Gog stracił z oczu nie tylko zbliżającego się człowieka, ale także wszystkie inne postaci i szałas, który znajdował się gdzieś wewnątrz dziwnego okręgu. Wiatr ucichł, wszystkie elementy znajdujące się w wirze opadły na ziemię. Nie było postaci, żadnej z nich. Stal tylko pośrodku szałas, nieruszony, z którego ponownie wyszła niższa postać. Był to gnom, który podszedł do drewnianej lady z daszkiem, znajdującej się zewnątrz, przed jego domem. Była cała zasypana różnymi dziwnymi towarami.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
"Gnom? Morze potrzebuje inżyniera?" Uśmiechnął się w myślach Gog idąc do Chatki. Przyglądał się postaci tak samo jak dziwnym towarom. Będąc w drodze obejrzał się za siebie głównie z powodu złych wspomnień z pustyni na której to stoczył pojedynek z wrogim wampirem.
Gnom trzymał ręce w kieszeni i kopał kamienie. Miał spuszczona głowę, wiec z początku nie zauważył Kalifa. Gdy zorientował sie, że ktoś stoi obok podniósł głowę. Zmrużył swoje brwi i spojrzał pytająco.
- Witam ciebie nieznajomy! - powiedział życzliwym tonem kupca - U mnie dostaniesz najlepsze towary! To najlepszy sklep w okolicy! - wykrzykiwał, po chwili odwrócił głowę i powiedział szepetem, jakby sam do siebie, zmartwionym tonem - może dlatego, że jedyny - po czym znowu z uśmiechem na twarzy zachwalał swoje przedmioty - Kieł szablozębnego! Korona Pani Burz! ...
Faktycznie przedmioty na stoisku były bardzo nietypowe. Gnom co chwila wyjmował kolejny przedmiot i starannie go omawiał. Niektóre wydawały sie nie mieć jakiegokolwiek zastosowania, jak na przykład połamany kij Drenona, serpensa druida, czy tez igła, którą szyła Iariel (kimkolwiek ona była). Znajdowały się jednak przedmioty wyjątkowo ciekawe, jak kajdany, których nie można niczym otworzyć (po za wyższą magią oczywiście) lub ostrze zamieniając krew przeciwnika w ogień, po jednym celnym uderzeniu. Lista była naprawdę długa.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-Witaj. Jestem Kalif Gog, Mag, Inżynier, Architekt i parę tam jeszcze. Jestem głównie wędrowcem ale mam dość życia bez domu i chciałbym wreszcie gdzieś osiąść. Czy znajdzie się praca u ciebie? Mam doskonałą wiedzę magiczną.- reklamował się Gog kupcowi. Po swojej wypowiedzi przeleciał wzrokiem po raz kolejny przedmioty zadając sobie w myślach pytanie czy to są artefakty.
- Praca, praca, praca, niedobrze, niedobrze - mamrotał pod nosem gnom. Zajrzał pod ladę, wyraźnie czegoś szukał. Nagle wykrzyknął jak oparzony - Inżynier? Architekt? - wydawał się być wyjątkowo tym zainteresowany, podnosząc się uderzył głową o blat. Złapał się ręką za głowę i wyprostował się.
- Nie, chyba nie przykro mi ... - powiedział zrezygnowany - Ale mam bardzo interesujące przedmioty, być może ktoś taki jak Ty, a widzę, że lubujesz się w magii, znajdzie tu coś dla siebie. Poczekaj chwilę - powiedział dając znak palcem i poszedł do swojego szałasu zostawiając Kalifa samego na chwilę. Gog słyszał niewyraźnie bełkot gnoma oraz co jakiś czas odgłos upadającego przedmiotu na ziemię.
- Rogata tarcza nie, bełt trzęsień nie, miecz kościeja też nie, gdzie to było ...
Trwało to jeszcze chwilę, aż sprzedawca wykrzyknął z satysfakcją - Mam! Szybko wrócił i położył na ladzie przedmiot.
- Zbroja z łuski błękitnego smoka ... piękne cacko - powiedział i pokiwal głową.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Tak, tak spokojnie - powiedział wyraźnie podekscytowany gnom.
Przed gogiem leżała lśniąca, błękitna zbroja, wyglądała na wyjątkowo lekką, wygodną i być może też wytrzymałą.
- Zbroja ta posiada właściwości magiczne - gnom znowu zaczął szeptać do samego siebie - zresztą jak każdy przedmiot na stoisku Seno - po czym kontynuował. - Tak, tak, błękitna zbroja. Wyjątkowo lekka i nie ograniczająca ruchów. Coś akurat dla maga. Dodatkowo zwiększa odnawianie się magicznej energii, którą operujesz. Pozwala na znacznie szybsza regeneracje. Prawdziwe cacko ...
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-No dobra, ale ja jestem zwykłym prostym magiem jedyne co ci mogę oferować to moje usługi lub opowiedzieć historie która całkiem niedawno się wydarzyła i będzie miała ogromny wpływ na przyszłe losy Sorii.- Odpowiedział Kalif. W prawdzie miał trochę oszczędności na koncie lecz to było raczej na czarną godzinę lub emeryturę jak kto wolał.
- Nie, nie, nie. Do stoiska Seno nie trafia się od tak. - miał wyjątkowo poważną minę jak na gnoma - Możesz zapłacić, jestem tego pewien. Każdy może zapłacić. - powiedział.
Zapadła dziwna cisza i oczekiwanie na odpowiedź, ze strony Kalifa.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Ech, proszę się zdecydować - gnom był wyraźnie rozgoryczony. Spojrzał na swój złoty zegarek, działający dla Kalifa w niezrozumiały sposób. Wskazówki same przesuwały się bez jakiegokolwiek mechanizmu. Jakby było tego mało były zawieszone w powietrzu.
- No już, już czas leci - powiedział cicho, a może to coraz silniejszy wiatr zagłuszył jego słowa.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-A ile pan za to chce?- Mówił także zirytowany. Był zachłanny i chciwy ale hamowało go to ze wiedział o przykrych konsekwencjach przywłaszczenia tego przedmiotu bez podawania ceny.
- Hmm - gnom spojrzał na przedmiot i widać było, że ocenia cenę artefaktu - To będzie jakieś ... tak to nie jest najgorszy pomysł - powiedział, po czym znowu zaczął szeptać - bo już ostatnio mam go dość - i ponownie wrócił do miłego głosu - Widziałeś karawanę? - spytał Kalifa, po czym rozejrzał się po okolicy, tak jakby był tutaj pierwszy raz.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
- Dobrze, że trafiłeś w ręce Seno. Zbroja za przysługę, taka cena. Mało czy dużo? - spojrzał na zegarek - Coraz mniej czasu - wyraźnie coś go niepokoiło - Musisz dostać się do Tel'Nahdum, kieruj się tam - wskazał palcami drogę między dwom wielkimi, zniszczonymi przez erozje i wiatr skałami. - Następni odwiedź Mard'a i powiedz, że przyszedłeś w sprawie karawany. - wyjaśnił - Czas minął - powiedział, gdy dwie wskazówki akurat się ze sobą pokryły. Kalif dopiero teraz zauważył, że na zegarku ni ma godzin tylko są dziwne zlepki liter, nic dla niego nie znaczące. - Zegnaj, czekam na zapłatę, nikt nie trafia bez powodu do Seno.
Wiatr znowu zawył, ponownie pojawił się znany już Kalifowi krąg. Tym razem otoczył tylko szałas i stoisko. Gog stracił już gnoma z pola widzenia. Co si stało dalej nie było cięzkie do przewidzenia, piasek i kamienie zakryły miejsce, gdzie jeszcze niedawno stał Seno.
Gog został sam ośrodku kamiennej pustyni, towarzyszył mu tylko gwiżdżący, wyciszony wiatr, który wydawał się szykować do kolejnego uderzenia.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
-EEE- Gog wydał z siebie dziwny dźwięk. Obejrzał się dookoła. Machnął ręka po czym udał się dalej w kierunku północnym wskazanym przez gnoma. Idąc tam miał nadzieje ze nie dojdzie do zawadiackich krasnoludów, choć może w sumie było by ciekawie.
Kalif szedł jeszcze kilkanaście minut zanim zapadała noc. Było zimno, a w okolicy nie widział niczego czym mógłby się ogrzać, oczywiście o drewnie nie było najmniejszej mowy.
Co prawda gog nocował już od kilku dni na Tel'Nah, jednak ta noc zapowiadała się na wyjątkowo chłodną. Na horyzoncie malowały się dwie wielkie skały, które były celem Kalifa.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Gog poprawił pierścień na swoim palcu po czym poszybował do skał pod postacią kruka. Gdy był na miejscu a podróż nie trwała dłużej niż pół godziny obleciał skały w poszukiwaniu "złych ludzi". Miał z takimi kontakt nie raz ale zawsze miał jakiś kompanów.
Pierścień Coranuli należał do artefaktów bardzo przydatnych, a gdy właściciel się do niego przyzwyczaił wydawał się być niezastąpiony. Kalif wzbił się w powietrze i poszybował wysoko. Udało mu się lecieć tak kilkanaście minut. Widział stąd też ogień w oddali, mogło to być miasto pustyni Tel'Nah, jednak nie było sensu kontynuowania tam podróży o tej porze. Nagle poczuł, jak wypadają mu pojedyncze pióra, poczuł ból, jego skóra zamieniała się z powrotem w zwykłą, różne części ciała zaczynały powoli wracać do swoich dawnych kształtów. Kalif wyglądał obecnie jak skrzyżowanie ptaka z gogiem, co dawało nieciekawy widok. Najwyraźniej moc pierścienia słabła w tym miejscu, bohater znajdował się w pobliżu skał.
_________________ Airplanes are flying to find what could be the reason why
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum