"Wilkołak - człowiek, lub inny humanoid myślący, który potrafi przekształcić się w wilka. [w stanie tym] Groźny dla innych ludzi i zwierząt domowych, gdyż atakuje je w morderczym szale. Wiadomym jest że wilkołakiem można stać się za sprawą rzuconego uroku lub po ukąszeniu przez innego wilkołaka. (...) Wiadomym jest, że wilkołaki boją się srebra, co często jest wykorzystywane do walki z nimi." - z encyklopedii botanicznej wydziału Nauk o Ziemi i Biologii uniwersytetu w Dorienburgu Moralność Bestii
- sesja Kayany, wprowadzenie
- Od czego mógłbym zacząć moją historię? - westchnął mężczyzna, w zadumie spoglądając zza kufla piwa na kominek pełen trzaskających ogni. W karczmie panowała cisza jak magiem zasiał. Każdy słyszał kiedyś tę historię, lub jedną z wielu jej przeróbek. Każdy. Mimo to za każdym razem gdy opowiadano ją na nowo, wzbudzała dokładnie takie same emocje - Od czego? Hmm... to dość skomplikowane. Wiemy dziś o niej znacznie mniej, niż niegdyś. Ale tamta historia, tamta opowieść zawsze pozostała w naszej pamięci szczególną.
- Zacznę może od tego, że opuściła swoje rodzinne strony. Owszem, nadal znajdowała się na terenach elfów, ale od rodzinnego kręgu druidów, którzy ją wychowali dzieliło ją już sporo przebytych dni drogi...
...było samo południe. Piaszczysta ścieżka pokryta była cieniem, gdyż nieliczne promienie słońca przebijały się przez rozłożyste korony drzew. Mimo to w cieniu tym nie było nawet odrobiny zagrożenia. To był "swój" cień. Cień domu. Tak, nie ma się co dziwić. Dla niej cały las był domem.
Kolejne kroki stawiane przed siebie w raźnym, mocnym i zdecydowanym rytmie tylko to wrażenie potęgowały. Była u siebie.
A potem się potknęła. Może to wina wystającego korzenia? Może tak chciał los? Ha, na to pytanie wam nie odpowiem. Ważny był efekt i wszystko to, co po nim nastąpiło, moi drodzy.
Kayana potknęła się, wywinęła kozła i zleciała nieco ze ścieżki, lądując w okolicznych krachach jeżyn. Wydawałoby się - nic groźnego i nic wartego wzmianki.
Ale właśnie od tego zacznę moją opowieść.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka podniosła się z ziemi, przeklinając pod nosem własną głupotę i nieuwagę. Wypełzła jakoś z krzaków, choć te zdążyły już boleśnie poranić skórę. Wyprostowała się, otrzepała z kurzu.
Odwróciła głowę z powrotem ku ciemnej gęstwinie lasu. Radość, wypełniająca jej serce, nie zmalała ani trochę, nawet po bolesnym upadku. Rzuciła tylko okiem za siebie. Po chwili jednak z przyjemnością wskoczyła w Morze Zieleni, ruszając wesoło i pewnie szlakiem.
Fakt, jeżyny miały to do siebie, że nie należały do najwdzięczniejszych miejsc, w jakie dobrze zadbana druidka mogłaby wpaść. Niby wszystkie żyjące istoty - w tym jeżyny - są dziełem Matki Natury i winny zasługiwać na szacunek, ale... cóż, obdrapania na przedramionach mówiły swoje.
Kayana wstała, wygrzebując się z krzaków, poprawiając odzienie i włosy.
I nagle zamarła.
Gdyż u jej stóp, dosłowne kilkanaście centymetrów obok, z wnętrza krzewu wystawała dłoń. Delikatna, o długich, zwinnych palcach i zadbanych paznokciach. Wykrzywiona w tym momencie w szpiczaste szpony, stężała i nienaturalnie powykręcana.
Dłoń, ewidentnie należąca do elfa.
Martwego elfa.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka, z obrzydzeniem na twarzy, odruchowo odskoczyła od ciała, dłoń sięgneła po sztylet. Ręce zaczeły drżeć jej lekko. Przeczesała wzrokiem okolicę, z niepokojem patrząc w ciemności lasu. Nie pamiętała już kiedy ostatni raz bała się puszczy. Teraz to uczucie rosło z każdą chwilą.
Przemogła się, opanowała drżenie rąk i pewnym ruchem odgarneła krzaki.
Dłoń automatycznie, odruchowo niemal sięgnęła po sztylet. Chłód i znajomy kształt rękojeści choć teoretycznie winien uspokajać, tym razem sprawił, że adrenalina jeszcze szybciej poczęła krążyć w żyłach druidki. Myśl, że gdzieś w pobliżu - może całkiem blisko - może kryć się zagrożenie sprawiała, że nerwy Kayany stały się napięte jak prostonki.
Nerwowa, niespokojna lustracja okolicy nie dała jednak większego rezultatu. Kayana widziała doskonale ścieżkę, piaszczystą i szeroką na wielkość jednego wozu, wiodącą przez las i ginącą jej z oczu tuż za pierwszym zakrętem. Widziała liczne krzewy porastające jej brzegi. Widziała drzewa o grubych pniach, sięgających majestatycznie wysoko nieba. Wszędzie, gdzie tylko okiem sięgnąć drzewa, ściółka, szelest liści u stóp, świergot ptaków, stukanie dzięcioła w oddali...
I zagrożenie.
No i trup w jeżynach.
Druidka odchyliła nieco gałęzie, ukazując sobie całą "zawartość" jeżyn. Niemal natychmiast tego pożałowała. Trup wyglądał okropnie.
Wiadomym jest, że elfy generalnie, z samego faktu bycia elfem są ładne. Ba, nawet piękne. Nie ma na ziemi mężczyzny - no, może poza homoseksualistami - który nie obejrzałby się z pożądaniem za elfką, nie ma kobiety, która choć raz nie westchnęłaby za elfem. Za tym elfem mogłyby wzdychać w chwili obecnej jedynie nieumarli i trupojady.
Był wysoki, wyższy od Kayany. Miał krótkie blond włosy, zielony kubraczek i spodnie, wykonane z miękkiego i wygodnego materiału. Teraz jednak paskudnie podarte w wielu miejscach i pokryte skorupą skrzepłej krwi. Tym, co rzucało się w oczy był fakt, że materiał podarły nie tylko jeżyny, ale również... coś. Bez bliższego przyjrzenia się ocena była niemożliwa, lecz z całą pewnością było to jakieś zwierzę. O sporych pazurach. Żeby nie powiedzieć - szponach. Kolejną cechą charakterystyczną trupa był brak prawej połowy jego twarzoszczęki. Jedyne ocalałe, złote oko w kształcie migdału wpatrywało się z niemym wyrzutem na Kayanę, jakby to ona była winna temu, co się stało. Cokolwiek nie zadało elfowi taki cios, musiało być naprawdę silne. Choć bez bliższego przyjrzenia się ciału żadna ocena nie była możliwa, a każda hipoteza stawała się realna.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kayana widziała, czuła wręcz co ujrzy, gdy odsłoni krzaki. Pomimo to obraz, zatrąsł ją. Puściła z przerażeniem krzaki, chwyciła się za brzuch, o mało co nie zwymiotowała na ścieżkę. Chwilę jej zajeło powstrzymanie drgawek i mdłości.
Po pewnym czasie zebrała się w sobie, wiedziała, że musi. Cokolwiek zabiło tego elfa zagrażało również jej. Musiała wiedzieć z czym ma doczynienia.
Pochyliłą się nad zmasakrowanymi zwłokami, badając obrażenia oraz przeszukując ciało. Może posiadał coś, co mogło sprowokować atakującego.. A może też miał po prostu coś przydatnego, lub cennego. Do życia w lesie może się przydać każda drobnostka.
Dokładniejsze zbadanie ciała przez krzaki nie należało do najłatwiejszych. Przy pierwszej próbie pochylenia się nad zwłokami, jeżyny znów boleśnie dały o sobie znać, drapiąc druidkę po twarzy. Kayana nie miała wyjścia, jak lekko wyciągnąć zamordowanego z krzaków.
Teraz dopiero dało się w pełni ocenić jego stan. Wyglądał fatalnie, był właściwie jedną wielką raną. Aż nie w sposób było określić, która zadana była wcześniej, która później. Czy zginął od rozległych obrażeń na klatce piersiowej? Czy kark złamano mu już po śmierci, czy to może był cios kończący walkę? Coś rozszarpało mu twarz przed czy po śmierci? Kayana nie była patologiem i nie znała się tak dobrze na obrażeniach by to określić. Jedno było dla niej jasne - sądząć po stanie, w jakim był zwłoki i po tym, że do tej pory nie dobrał się do nich żaden padlinożerca - mężczyzna musiał zginąć dziś w nocy. Może nawet całkiem niedawno.
Rany na piersi został zadane pazurami. Co do tego nie było wątpliwości. Spore łapska bestii wyposażone były w cztery ostre jak brzytwa szpony. Na barku widniał ślad po ukąszeniu. Czymkolwiek nie była - bestia miała spory rozstaw szczęk i imponujące kły. Musiała też być całkiem spora i silna by tak wpakować ofiarę w krzaki. Gdyby Kayana miała zgadywać, postawiłaby na całkiem dużego wilka lub innego psowatego.
Druidce rzuciło się w oczy kilka faktów związanych z postacią elfa. W lewej dłoni trzymał on kurczowo - zastygłymi w rigor mortsi palcami - kępkę czarnych, krótkich włosów. Mogła to być sierść napastnika... lub zwykłe włosy. Sęk w tym, że elf był blondynem. Poza tym, w jego kieszeni na piersi kubraczka Kayana znalazła misternie wykonaną broszkę w kształcie kwiatu o pięciu płatkach z ciemnozielonym kamieniem szlachetnym pośrodku. U pasa zamordowany miał sakiewkę, lecz jej zawartość była bardziej niż uboga - zaledwie jedna złota moneta.
zaktualizowano
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka schowała znaleziska do Torby, podniosła się z ziemi.
Jeżeli istnieją jacyś bogowie, niech mają jego duszę w opiece - Nie wypowiedziała swojej myśli, patrząc smętnie na ciało. Po chwili podniosła oczy ku niebu - Matka Natura również
Spojrzała na ciemną ścianę lasu. Chciała pochować zmarłego, oddać mu chociaż resztkę godności, na jaką pewnie po śmierci liczył. Nie mogła jednak zabawić zbyt długo. Najwidoczniej ta bestia czychała i polowała w nocy, a druidka nie chciała podzielić losu Elfa.
Pozatym - Kayana miała swoje zdanie na temat grzebana zwłok. - Co za różnica, czy robaki zeżrą go na, czy pod ziemią.
Ukryła ciało z powrotem w krzakach jeżyn, by nie dorwał się do niego żaden padlinożerca. Wróciła na ścieżkę, spojrzała na las. Wróciło poczucie pewności. Cokolwiek stanie jej na drodze, będzie musiało się z nią zmierzyć na jej domenie. To było pewne.
Chociaż nie wiedziała, na co się porywa.
Gotowa na przygodę, ruszyła raźno ścieżką, choć twarz miała poważną.
Torba podróżna druidki bez problemu pomieściła w sobie znalezisko. Broszka w kształcie kwiatu przez ostatnią sekundę ukazywała jeszcze światu całą swoją piękną okazałość, by zniknąć w czeluściach torby.
Schowanie ciała w jeżynach było trudniejsze, niż wyciągnięcie go stamtąd, toteż Kayana nieco się nad tym zadaniem pomęczyła. Było nie było - nie należała do najsilniejszych na świecie, a i sam krzew sprawy nie ułatwiał. Ostatecznie trud opłacił się, a martwy elf spoczął na swoim pierwotnym miejscu.
Trud opłacił się podwójnie, gdyż zaowocował kolejnym znaleziskiem. Pod ciałem Kayana znalazła bowiem prosty sztylet. Była to najzwyklejsza, najprostsza i chyba najpopularniejsza broń na świecie. W tym egzemplarzu również nie było nic niezwykłego. Poza tym szczegółem, że jego ostrze splamione było na całej długości ciemną, zakrzepłą krwią. Nie w sposób było jednak ocenić, czy należała ona do elfa czy do jego tajemniczego napastnika.
zaktualizowano
Druidka ruszyła wobec tego w dalszą drogę. Mimo czujności, jaką starała się zachować, nic nie wywołało w niej niepokoju tudzież poczucia zagrożenia... aż natrafiła na wioskę.
Elfie wioski to rzadkość na terenach Źródeł Natury. Większość populacji lasów kryła się w miastach. Poza nimi można generalnie napotkać obozy łowców, lub społeczności druidzkie, ale wioski jako takie to prawdziwa rzadkość.
Ta szczególna nie sprawiała wrażenie zbyt wielkiej. Już z daleka Kayana widziała domki, mosty i drabinki wśród drzew, oraz wysoki na dwa-trzy metry drewniany ostrokół ją otaczający. Brama wioski była zamknięta, zaś przed nią, nonszalancko oparty o drewno półleżał jakiś osobnik.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Druidka, zbliżyła się pewnie do bram ostrokołu. Zatrzymałą się przy owym osobniku, który wylegiwał się blisko drogi.
- Witaj - zagadneła, bez przesadnej grzeczności - Jest szansa, że nabęde na tym zadupiu to i owo. Drogą kupna, oczywiście. - uśmiechneła się.
Przyjrzała się leżącemu. Na moment w jej pamięci rozbłysnął obraz leżącego elfa, którego znalazła. Sięgneła do torby.
- Poznajesz to? - Zapytała smutno, pokazując mu znalezioną broszę.
- Witaj, nieznajoma - odparł, szczerząc zęby w uśmiechu nieznajomy.
Nie był może szczególnie przystojny. Nie był szczególnie dobrze zbudowany. Ale miał w sobie coś, co sprawiało, że wywierał dobre i pozytywne wrażenie na napotkanych ludziach. Co to było? Może nonszalancki sposób bycia, wyrażany w trzymanym w ustach źdźbłu trawy, czy lekkim zaroście? Może szeroki, zadbany i szczery uśmiech? A może to, że był - rzecz niezwykła w okolicy - człowiekiem?
Tak czy inaczej, nieznajomy - osobnik lat około trzydziestu, ciemnowłosy, skromnie ubrany i uzbrojony w łuk oraz sztylet - półleżał właśnie, oparty o bramę i szczerząc białe, równe zęby w stronę Kayany.
- Właściwie również planowałem dokonać tu pewnych zakupów w celu dalszej wędrówki, lecz jak widać, brama jest zamknięta - wyjaśnił usprawiedliwiającym tonem - niemal wszyscy elfowie zamieszkujący tę wioskę wyszli poza jej mury. Gdzieś tutaj niedaleko znajduje się ich rytualny cmentarz. Mają pogrzeb, innymi słowy.
Chwilę oceniał w milczeniu pokazaną broszkę.
- Ładna rzecz - skwitował krótko - mam wrażenie, że już ją widziałem w tłumie, który opuszczał wioskę idąc na pogrzeb, ale nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, gdzie i kiedy.
Uśmiechnął się jeszcze ładniej.
- Ale do tej pory nie zdradziłaś mi swego imienia, nieznajoma! Ja jestem Marcus, człowiek, jak widać, włóczykij i łowca z powołania.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Zrezygnowana, pokręciła głową, schowała broszę.
- Kayana - rzekła, wyciągając prawicę - Nie wiesz, ile może to potrwać?? Próbowałeś innym wejściem??
Druidka, spoczeła niedaleko na trawie, ściągneła z ramienia bukłak z winem, pociągneła z niego pare łyków, zaproponowała owemu Marcusowi. Zakręciwszy bukłak, z torby wydobyła flet, i , przy akompaniamencie drzew ruszanych wiatrem, oraz ptaków nań spoczywających, zagrała, prostą, znaną melodię.
- Pojęcia nie mam.. - odparł - ..wiadomo jak to z elfami, może ceremonia już dawno temu się skończyła, a oni podziwiają jakieś szczególnie ładne drzewo po drodze? - w uwadze tej nie było nic z rasistowskiej złośliwości. Ot, typowy dla ludzkiej mentalności żart z tego, że coś jest odeń inne - Cóż, gdy tu przybyłem, właśnie wychodzili, a to było już jakiś czas temu. Pewnie powinni być już w drodze powrotnej.
Uśmiechnął się szeroko, przyjmując z lekkim skinieniem głowy bukłak od Kayany.
- Druga brama jest położona dokładnie po drugiej stronie wioski z tego co mi wiadomo - kontynuował swoją opowieść - lecz wątpię by była otwarta, skoro i ta jest zamknięta..
Pociągnął spory, męski łyk po czym oddał alkohol Kayanie.
Wino było dobre. Pamiętało jeszcze te przyjemne, beztroskie czasy, gdy druidka żyła wśród "swoich" nauczycieli i mistrzów. Ha, jedno z ostatnich, które się uchowało przed nią gdzieś na dnie druidzkiego składziku!
Wraz z alkoholem przyszła ochota na muzykę. Kayana wkrótce zaczęła grać, a Marcus przez dłuższą chwilę przysłuchiwał się jej melodii. Nie była ona szczególnie skomplikowana, ani dobrze zagrana, lecz swoje zadanie spełniała.. wpadała w ucho i zabijała czas.
- Z tym pogrzebem to w ogóle smutna dość historia na tyle, na ile zdołałem się zorientować.. - zaczął, gdy Kayana skończyła grać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wino było ciepłe. Zgrzało się nieco w bukłaku, lecz w żaden sposób nie psuło to radości picia. Nie było bądź co bądź AŻ TAK ciepłe.
Kayana odłożyła lutnię. Na gryfie instrumentu przysiadł na chwilę motyl - paź królowej. Przez parę sekund tkwił tam, składając i rozkładając skrzydełka, po czym odfrunął gdzieś dalej.
- Wczoraj napadnięto młodą dziewczynę. Z tego co się dowiedziałem, pobito ją, okradziono.. po czym zgwałcono i zasztyletowano gdzieś tu, pod ostrokołem - Marcus skrzywił się wyraźnie - Bydlę, które się tego dopuściło ponoć już złapano. Siedzi, jeśli się nie mylę, w areszcie gdzieś w wiosce. Wiesz, mają tu nawet swojego stróża prawa. Dasz jeszcze wina? Dobre jest - wyciągnął rękę w proszącym geście w stronę druidki.
- Parszywa sprawa... - kontynuował - ...cała wioska poszła na pogrzeb. Nieczęsto zdarzają się tu takie sytuacje.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Kayana poczęstwowała towarzysza winem. Słuchając opowieści, skrzywiła się z odrazą.
- Dziwnę - uświadomiła sobię po chwili, wymówiła swoją myśl na głos. - Wszyscy znikają z wioski, a ten śmieć tam sam siedzi? Nie rozumiem..
Przyjrzała się podejrzliwie Włóczykijowi. Choć robił dobre pierwsze wrażenie, hamowała swoją ufność; Ludziom nie powinno ufać się zbyt pochopnie. W końcu sama była człowiekiem, czasem sama sobie nie ufała.
Pociągnela kolejnego łyka, usadawiając się wygodniej przy ostrokole. Słońce prażyło lekko skórę, ale druidka lubiła ten stan. Odłożyła bukłak obok siebię, flet z powrotem znalazł się w jej dłoni.
Wzruszył ramionami, z wdzięcznością przyjmując bukłak.
- Ehh.. - westchnął błogo - ostatni raz piłem coś takiego, gdy w Lithirii kupiłem wino od wędrownego druida - chrząknął, oddając bukłak druidce, która zaraz odłożyła go na bok - nie wiem, czy jest tam zupełnie sam. Może ktoś go pilnuje... zgaduję że tak, ale z elfami to nigdy nie wiadomo. Przebywam wśród nich od paru lat, ale nigdy ich chyba nie zrozumiem... niby tacy spokojni i opanowani, a podobno tego gwałciciela chcieli samowolnie powiesić dziś rano. Tylko interwencja tego stróża prawa zatrzymała tłum. Cholernie drażliwa kwestia dla nich, ten gwałt.
Wpływ wina i słońca? Marcusowi najwyraźniej zebrało się na wygłaszanie mądrych i wiekopomnych prawd życiowych.
- Tak nawiasem mówiąc, dlaczego zapytałaś mnie o broszkę? Co w niej takiego specjalnego? Może...
Nie dokończył. Umilkł, nasłuchując jakby. Kayana nie zdążyła się jednak nawet zdziwić zachowaniem towarzysza. Szybko i ona usłyszała nadchodzącą grupkę pieszych. Wkrótce z gęstwiny, drobną, piaszczystą ścieżką w ich kierunku zaczął zmierzać elfi pochód. Ani chybi - sądząc po liczbie maszerujących i kamiennych wyrazach ich twarzy - uczestnicy pogrzebu.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- A co, myślisz, że gwałt to nie zbrodnia? - Spytała rozdrażniona. Być może lata jakie spędziła wśród elfów, spowodowały, że słowa człowieka rozdrażniły ją. Chyba sama trochę za bardzo rozumowała jak elfy.
Druidka, dostrzegwszy pochód, podniosła się z ziemi. Nie odpowiedziała na pytanie Marcusa, zresztą on pewnie teraz nie oczekiwał odpowiedzi.
Czekając, aż elfy dojdą do bramy, schowała bukłak i flet. Była zadowolona, że udało jej się zdobyć taki trunek. Marcus, jako włóczykij, bywał tam i ówdzie, więc jego uwaga cieszyła.
- Myślę że nie powinno się wieszać ludzi bez naprawdę mocnych dowodów przeciw nim - zimno skwitował wypowiedź Kayany Marcus.
Więcej już się nie odezwał. Podobnie jak druidka, czekał, aż elfy podejdą bliżej.
Kolumna pieszych szybko dotarła do ostrokołu. Dwójka ludzi w sercu Źródeł Natury budziła oczywiste zainteresowanie. Kayana znała takie szybkie, przelotne, lecz tchnące z trudem skrywaną ciekawością aż zbyt dobrze. Wiedziała doskonale, jak bardzo społeczeństwo elfów jest zamknięte na osoby z "zewnątrz" i jakie każdy przybysz spoza lasów budzi tutaj emocje.
Dlatego nie dziwiło nikogo, że gdy brama została otwarta, korowód wszedł do środka wioski, lecz jeden elf pozostał przy ludziach.
- Witam w Aenseidhe - rzekł wysoki, ubrany w lekki pancerz elf o pociągłej twarzy, ogromnych, migdałowych oczach i krótkich, czarnych włosach - jestem Derention, pełnię tu rolę stróża prawa i starosty tej wioski. Odpowiadam za bezpieczeństwo mieszkańców jak również za kontrolę obcych. Mogę wiedzieć, co was tu sprowadza?
Marcus wzruszył nieznacznie ramionami.
- Wędruję do Lithirii. Planowałem tutaj kupić nieco pożywienia i iść w swoją stronę - rzekł swobodnie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Ja jestem prostą Druidką - Odrzekła Kayana, wykonując lekki ukłon. - Właściwie też przemierzam przez puszczę, i chciałam zakupić parę rzeczy. Myślę jednak, że znalazłam coś, co powinno stróża prawa zainteresować. Pozanajesz może to ?
Z głębi torby wyciągneła broszke w kształcie kwiata.
- Znalazłam to przy jednym z waszych pobratymców, którego ciało leży z masakrowane kawałek dalej, o tam - wskazała na stronę z której przyszła. - Wyglądało to na napad zwierzęcia, jednak Wilki nie atakują bez powodu. Pozatym nie widziałam jeszcze wilka o tak wielkim rozstawieniu szczęk. Ciało zdawało się też być ukrytę w krzakach, ale może to tylko zbieg okoliczności.
- W każdym razie. - Ciągneła dalej - Myślę, że powinniście to zbadać. Kto wie co to mogło być, a pozatym tamten elf życzył by sobie pochówku.
Twarz Derentiona skurczyła się i ściągnęła jakby na widok broszki. Choć może to tylko takie wrażenie odniosła Kayana? Tak czy inaczej, elf szybko odzyskał panowanie nad sobą. W jego głosie nie słychać było nawet odrobiny emocji.
- Spadasz mi z nieba, prosta druidko - rzekł cicho - spieszy ci się w dalszą drogę? Chciałbym, byś pokazała mi to miejsce i tego trupa.
Marcus cicho gwizdnął przez zęby.
- Więc o to chodziło z tą broszką.. - szepnął bardziej do siebie, niż do elfa i Kayany - ..mogę iść z wami? Nigdzie mi się nie spieszy, a z chęcią wam potowarzyszę - wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Derention wzruszył ramionami, pokazując, że jest mu to bez znaczenia i zostawiając decyzję Kayanie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Choćmy więc. - Rzekła, po czym ruszyła ścieżką spowrotem. - Ale ostrzegam, że widok nie jest przyjemny.
Gdy dotarli na miejsce, wskazała Derentionowi krzaki, w których znalazła i zostawiła ciało. Nie chcąc już patrzeć na zmasakrowane zwłoki, odwróciła głowę i odkręciła bukłak z winem.
To będzie długi dzień - Pomyslała, pociągając mocno z Bukłaka.
Dotarcie na miejsce, w którym Kayana znalazła trupa nie było ani szczególnie trudne, ani czasochłonne.
Derention pierwszy śmiało odgarnął jeżyny, ukazując światu dobrze znaną druidce zawartość. Ta nawet nie chciała nań patrzeć. Zwyczajnie odeszła nieco na bok, popijając z bukłaka. Ku jej zawodowi, wina wewnątrz było coraz mniej. Z pewnością niej niż połowa, choć nie mniej niż ćwierć. Mimo to taka zawartość alkoholu nie miała na Kayanę większego działania niż lekki "szumek" w głowie. Ot, parszywy świat wydawał się być nieco jaśniejszy i piękniejszy.
- Tak go znalazłaś? Miał przy sobie tylko broszkę, czy coś jeszcze? - wypytywał Derention uważnie oglądając ciało.
Marcus stał tuż przy nim.
- Faktycznie bydlę miało spore szczęki - ocenił krótko - powiedziałbym, że to Golgranger, ale ciało nie jest nawet trochę nadjedzone. Coś zabiło go z określonego celu, nie interesując się nim już po śmierci. Ba, coś schowało ciało. Powiedziałbym, że to jakiś zwierzołak.
- To mógł być zwierzołak, niedźwiedź, przywołaniec w bitwie magów, zjadarka, czy nawet leszy - zimno podsumował wywód łowcy Derention - nie mamy zbyt wiele śladów by ocenić, co tu się wydarzyło.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
- Może to coś pomoże - rzekła druidka, wyciągając z torby zakrwawiony sztylet. - Poza tym i broszą nic przy sobie nie miał.
Podała strażnikowi ubrudzoną posoką broń, odeszła od ciała. Zaczeła przechadzać się po ścieżcę tam i z powrotem.
- Dziwne to - Stwierdziła w końcu. - Tyle lat w tych lasach przesiedziałam, a nigdy nie spotkałam się z przypadkiem, by jakieś zwierze zabijało.. Dla zabawy. - Ostatnie dwa słowa niemalże wypluła z obrzydzeniem. Pociągneła znowu z bukłaka. - Człowiek to nie był, ślady ewidentnie wskazują na jakąś bestie. Tylko co to mogło, Kurwa, być...
Wznowiłą wędrówkę, myśląc i pogwizdując cicho. Wino działało tak jak chiciała. Ale chciała też więcej wina.
- No nic - Westchneła ciężko. - Nic tutaj nie wymyślimy, jak sądze. Weźmy tego elfa, zanieśmy go do miasta. Zmęczona już jestem, i muszę nabyć parę rzeczy. - potrząsnełą jednoznacznie bukłakiem.
Podeszła powoli do Ciała.
- To jeden z waszej wioski?? - Spytała cicho. - Jak miał na imię?
Marcus skrzyżował ręce na piersi spoglądając to na pijącą Kayanę to na Derentiona, to na trupa. Gwizdnął cichutko, właściwie bez celu.
- Wątpię, by został zabity dla zabawy. Zwierzę, czy cokolwiek mu to nie zrobiło, miało w tym określony cel. Nie rabunek, bo została broszka i broń, którą każdy znający wartość rzeczy by zabrał. Ciało zostało schowane też nie bez powodu. Solidnie, w jeżyny. W sumie ciekawi mnie jak je znalazłaś, Kayano...? Bo tak sobie myślę..
- ..nie myśl i pomóż mi je wyciągnąć - wpadł mu w słowo Derention.
Chwilę to trwało.
Wyciągnięte na piaszczystą dróżkę, lubieżnie powykręcane, bezwładne niczym szmaciana lalka i absolutnie niewinne w swej bezbronności wyglądało jeszcze gorzej niż to druidka zapamiętała.
I nic, nawet kolejne łyki trunku nie mogły wymazać tego widoku z podświadomości.
- Tak, mieszkał w naszej wiosce - zimno podsumował strażnik - na imię miał Sarail. Mieszkał sam od wielu lat w niższych partiach.
Kayana wiedziała, o co chodzi. Wioski i miasta elfie bowiem zbudowane były głównie na i wokół drzew, na niezliczonych platformach, mostach i drabinkach wyłącznie z naturalnych materiałów. W teorii elfy temu zaprzeczały, ale siłą rzeczy taka budowa mieszkań wywoływała automatyczny podział klasowy wśród nich. Ten, kto był bogatszy, lub w jakiś sposób lepszy, mieszkał wyżej, w lepszej okolicy. Jak wszędzie.
- Nikt nie zgłaszał jego zaginięcia. Strażnicy też nie informowali mnie, by opuszczał wioskę na dłużej, a musiał to zrobić w nocy, sądząc po jego stanie - westchnął - dawno nie miałem w tej okolicy takich dwóch dni... najpierw gwałt, potem samosąd na przypadkowej osobie, teraz Sarail... cholera!
Marcus i Derention chwycili ciało pod pachy i cała trójka powoli zaczęła iść w stronę wioski.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum