Gloydi podniósł świetlisty kryształ i wpakował go do plecaka.
Karta zaktualizowana.
Drwale nic już nie mówiąc, udali się do swojej szopki, zaś wojownik również ruszył w swoją stronę. Faktycznie, powoli miało się ku wieczorowi. Cienie wydłużały się, a każdy szelest w okolicy ścieżki nabierał zupełnie nowego znaczenia niż w pełnym świetle dnia. Gloydi nie należał do tchórzliwych krasnoludów, ale nawet on musiał przyznać, że wyobraźnia zaczęła płatać mu figle... przez chwilę miał wrażenie, że coś stoi dokładnie za nim, choć gdy się odwrócił, ścieżka była pusta. Na szczęście szybko wyszedł z lasu na główny trakt.
Wkrótce znalazł się w pobliżu karczmy. Światła Pijanego Smoka widoczne był już z oddali.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi podszedł do drzwi i nacisnął klamkę. Gdy zajrzał do środka poczuł to samo ciepłe i stęchłe powietrze co ostatnio. Karczmarz chyba rzadko wietrzył. Wydawało się, że ruch jest dość duży, lecz Bonebreaker dopchał się do lady z taką samą łatwością co poprzedniego dnia.
-Już jestem! Drwale dostali już swoje zaopatrzenie. - krzyknął krasnolud próbując przebić się przez dźwięk głosów prawie pijanych przybyłych.
Dotknął twarzy w miejscu uderzenia i poczuł dość dużą, bolącą gulkę. Pomasował ją delikatnie i wykrzywił usta w grymasie bólu.
Spojrzał na karczmarza, który wydawał się być bardzo zajęty klientami.
-Przyszedłem po nagrodę, kurwa! - krzyknąl jeszcze głośniej, aby przebić sie przez harmider panujący wewnątrz karczmy.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Bonebreaker musiał naprawdę mocno dostać w szczękę, skoro zaczynał widzieć różne rzeczy przed swoimi oczyma.
Owszem, wszedł do karczmy. Owszem, owionęło go ciepłe powietrze buchające z wnętrza. Lecz na tym kończyły się podobieństwa między tym, co krasnolud widział (myślał, że widzi?) a rzeczywistością.
Powietrze nie było stęchłe, lecz przepełnione zapachem piwa i potraw. Karczmarz dbał o ten aspekt swojego interesu. Wewnątrz nie było też wielu gości. Ba, ci co byli, dalecy byli od stanu nietrzeźwości, zaś Bonebreaker, by dostać się do lady wcale nie musiał lawirować między nimi. Co więcej, wcale nie musiał krzyczeć, gdyż gwar w karczmie był dość spokojny - ot, normalne rozmowy przy piwie nielicznych gości. Jakby tego było mało, karczmarz wcale nie stał przy ladzie i wcale nie był zajęty klientami. Pewnie był na zapleczu, gdyż Gloydi go nie widział nigdzie w pobliżu.
Czyżby krasnolud miał majaki? Coś na pewno było nie tak z jego postrzeganiem świata.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi potrząsnął głową i obraz nagle stał się zupełnie inny. Nie było już tłumu i karczmarza. Nawet powierze zmieniło swoją postać - nie było już stęchłe, ale przepełnione wonią piwa. Hałas nagle ustał. Bonebreaker nie wiedział co o tym mysleć.
-HALO, jest tam kto!? - krzyknął Gloydi w kierunku zaplecza, z nadzieją, że właśnie tam ukrywa się karczmarz.
-Piwa i zapłaty! - krzyknął jeszcze raz Huden.
Pomacał swoją sakiewkę i był rad, że waży tyle samo co przed walką z drwalem. Zaryzykował 20 złotych monet, a to było dla niego wiele, gdyż nie miał zbyt dużo pieniędzy. Jednakże teraz zbliżała się chwila gdy jego majątek zwiększy się o parę mikstur leczniczych, a do tego miał darmowy nocleg.
Gloydi zaczął szukać wzrokiem trzech krasnoludzkich podróżników, których widział przed wyjściem. Nie powinno to być trudne ze względu na małą liczbę klientów.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Drzwi od zaplecza uchyliły się, by po chwili wyjrzała zza nich kudłata głowa karczmarza.
- Jesteś, brachu! Dobrze! Dostarczyłeś to, o co cię prosi.... - urwał w pół słowa, podchodząc do kontuaru - ...kto cię tak urządził?
Pytanie dobitnie zaakcentował, stawiając przed Gloydim kufel krasnoludzkiego piwa i wskazując krótkim i grubym jak kołek paluchem bułę pulsującą wciąż lekkim bólem pod okiem wojownika.
Również głowy nielicznych gości zwrócone były mimowolnie w stronę Gloydiego zupełnie, jakby każdy chciał usłyszeć ciekawą opowieść do pitego alkoholu. Grupy poszukiwaczy przygód, których widział rano Gloydi jednak na sali nie było.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi wysuszył piwo, starając się w miarę barwnie snuć swą opowieść. Nie miał co prawda wiele charyzmy i wprawy w opowieściach, lecz mało wymagające, krasnoludzkie towarzystwo niezbyt się tym przejęło. Wszak była mowa o niezłej bitce! Opuchlizna pod okiem Gloydiego sprawiła, że towarzystwo w karczmie zaczęło na niego patrzeć z pewnym podziwem... ale nie bez przesady. Krasnoludy tu bytujące widziały już gorsze obrażenia po bójkach.
Karczmarz jakoś nie kwapił się polewać kolejnych piw bez zapłaty. I tak ostro targujący się o swoje Gloydi sporo go kosztował. Jeśli wojownik planował się upić, musiał to zrobić za własne pieniądze.
Już po chwili na ladzie, a później w plecaku Bonebreakera wylądowały trzy lekkie mikstury leczenia, zgodnie z umową.
Zaktualizowano
- Tak jak obiecałem - rzucił krasnal - nie mogę się już doczekać, by zobaczyć, jak go urządziłeś, brachu. Zawsze zaczepiają posłańców, cholera...
Ruszył w stronę zaplecza.
- Zaraz dostaniesz coś do jedzenia i będziesz mógł spędzić tu noc, tak, jak się umówiliśmy. Tylko nie zaśpij, ani nie schlej się, jeśli chcesz jechać z tamtymi! Słyszałem, że ruszają z samego rana.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
O ile przed chwilą jeszcze zgromadzeni na sali patrzyli na Gloydiego z pewnym respektem ze względu na jego opowieść o walce, teraz zaczęli jawnie się z niego śmiać.
Raz, że trzech krasnoludów, których szukał nie było na sali, co dało się zauważyć już na wejściu. Dwa, że po jednym piwie, które wypił, Gloydi zaczął sie zataczać i chodzić jak pijany, choć wcale nie był. Jedno piwo dla niego, to tyle co nic, a on tak się zachowuje?
Ani chybi pomylony jakiś. Krasnoludy rechotały uciesznie.
Karczmarz wyszedł z zaplecza, niosąc półmisek jakiegoś mięsa (kurczaka, jak się okazało) oraz kartofli.
- Miałeś siedzieć przy stoliku? - spytał na Gloydiego jak na wariata... czego ten się tak zatacza? - Nie wiem, pewnie w swoim pokoju, albo gdzieś w okolicy.
Zostawił talerz na pierwszym wolny stole i odszedł za kontuar.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Bonebreaker ze smakiem zjadł sycący posiłek. Kurczak to nie było byle co! Zwłaszcza, że nie musiał płacić. Szybko uporał się z kolacją. Nawet się najadł, choć jak na krasnoluda przystało potrafiłby zjeść znacznie więcej.
Piętro karczmy zastało go półmrokiem. Na chwilę bohatera ogarnęło zwątpienie. Czy bezmyślnie chodząc od pokoju do pokoju i waląc pięścią w drzwi cokolwiek zyska?
Nic to, jak postanowił, tak zrobił.
Już przy pierwszych drzwiach powitał go okrzyk:
- Spierdalaj! Staram się spać!
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi nie przejmował się krzykami rozwścieczonych klietnów karczmy. Chodził od drzwi do drzwi pewny siebie. Wiedział, że się naprzyksza ale nie sprawiało mu to problemu, gdyż jutro miał opuścić to miejsce i przy dobrych wiatrach udać się na ciekawą wyprawę.
Pukał i wchodził do każdego pokoju, co rusz słysząc przeklaństwa. Zanim znerwicowane krasnoludy kończyły bluźnić on już szedł do następnych drzwi.
Gloydi pomacał sakiewkę i sprawdził jej wagę, aby się upewnić czy wszystko znajduję się na swoim miejscu. Topór miał w lewej ręce, a pukał prawą. Po paru minutach pogłaskał się po grzebieniu i oparł się o ścianę. Spojrzał w jeden i drugi koniec korytarza. Ciągle do końca było dalej niż do początku.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Gloydi przemierzy cały korytarz waląc pięścią we wszystkie drzwi, jakie napotkał, lecz jedynym efektem, jaki udało mu się osiągnąć, to ściągnięcie na swoją głowę masy wyzwisk (z których "czego walisz w te drzwi, przeklęty dupku?!" czy "spierdalaj!" był najłagodniejszymi), lub głucha cisza.
Pokój trójki krasnoludów musiał tu być, lecz albo nie było ich w środku, albo nie chcieli by ktokolwiek im przeszkadzał...
...zwłaszcza, jeśli po prostu walił pięścią w drzwi.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi zmienił taktykę. Zszedł na dół i zapytał karczmarza o pokój trzech krasnoludów. To był chyba lepszy pomysł niż naprzykrzanie się każdemu krasnoludowi.
Schodząc po schodach starał się przyzwyczaić do światła, które było dużo jaśniejsze niż u góry. Mrugnął pare razy oczami i wszystko było w normie. Przerzucił topór do prawej ręki i podszedł do lady zadając pytanie.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Gloydi widząc, że jego dotychczasowe działania nie przynoszą efektów, udał sie z powrotem na parter do głównej sali karczmy. Dojrzał barmana i już miał się do niego zwrócić z zaplanowanym pytaniem, gdy nagle problem rozwiązał się sam: do "Pijanego Smoka" weszli dokładnie ci krasnoludowie, których Bonebreaker szukał. Najwidoczniej byli na jakimś spacerze, gdyż - orpócz broni - nie mieli przy sobie żadnego ekwipunku znamionującego dłuższą wyprawę.
- Karczmarzu, piwa, jesli łaska! - zaryczał jeden z nich, zaś cała kompania zasiadła wygodnie przy stoliku położonym blisko kominka.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Gloydi podszedł do nich i zapytał czy może się przysiąść. Miał nadzieję, że mu pozwolą bo będzie to pierwszy krok do wyruszenia na wyprawę. Jeżeli usłyszy potwierdzenie, będzie to oznaczało, że zapyta o wyprawę.
Bonebreaker spojrzał na nich z bliska. Teraz miał dużo lepszą okazję przyjrzeć się ich twarzom i wyposarzeniu, ubraniom i mięśniom. Na pierwszy rzut oka nie wyglądali na mięczaków, ale tyczyło się to zazwyczaj każdego krasnoluda, a ważne było także serce.
-Wydaje mi się, że nie jesteście zieloni. Można to wywnioskować z waszej postawy. Mam rację? - powiedział Gloydi.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Gloydi zgodnie z planem podszedł do trójki krasnoludów. Ci od razu zauważyli bohatera i zmierzyli go wzrokiem równie uważnie, co on nich. Zapewne czerwony irokez i równie czerwona opuchlizna pod okiem tylko obopólne wrażenia potęgowały.
Centralne miejsce przy stoliku zajmował starszy, lecz potężnie zbudowany krasnolud, który zdecydowanie wyglądał na najbardziej doświadczonego wojownika tej drużyny i zapewne był jej przywódcą. Miał długą, srebrną brodę, krzaczaste brwi i był zupełnie łysy. Przy jego krześle opierał się wielki krasnoludzki młot bojowy, pokryty znakomitej roboty delikatnymi zdobieniami. Patrzył teraz badawczo na Gloydiego chłodnym spojrzeniem swych błękitnych, mądrych oczu.
Po lewej stronie łysego siedział najniższy z trójki, lecz w żaden sposób nie ustępujący im pod względem umięśnienia i "groźności" osobnik. Szelmowsko łypał teraz na Gloydiego spod rogatego hełmu swymi małymi oczkami, zaś jego ręka bezwiednie niemal gładziła ostrze jego wielkiego topory dwuręcznego, który trzymał na kolanach.
Ostatni z dziwacznej trójki, siedzący po prawej stronie łysego wyglądał co najmniej na niezrównoważonego psychicznie. Nie miał na sobie koszuli, zaś na głowie hodował ogromną i bujną rudą grzywę niemal. Nad równie bujną, rudą i powiązaną w warkocze brodą znajdował sie wielki nos (wyraźnie złamany niegdyś w bójce) i rozbiegane, nerwowe oczka. On również zaciskał pięść na rękojeści topora bojowego.
Bonebreaker, choć planował zapytać o wiele rzeczy, już po pierwszym swym zdaniu (o to, czy może iść na wyprawę) usłyszał wulgarne przekleństwo i proste pytanie:
- Ktoś ty, kurwa, za jeden? - wypalił najniższy krasnolud.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Gloydi Bonebreaker Huden, panowie. Mam także nadzieję na poznanie waszych imion. - powiedział Gloydi z wyrażając najlepiej jak potrafił swój szacunek.
Nie lubił tego robić, ale musiał oddać honory tak groźnie wyglądającym krasnoludom, szczególnie, gdy chciał stać się jednym z nich.
-Nie chciałem żadnego z Was urazić.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
- Żadni tam z nas "panowie", bracie - wypalił, wciąż cicho się śmiejąc. Po chwili wskazał siwego krasnoluda - ten tutaj to Guspen.
Siwy skłonił lekko głowę w stronę Bonebreakera.
- Ten rudy to Munar - kontynuował swój wywód "kurdupel".
Wskazany wydał z siebie dziwny do sklasyfikowania odgłos, lekko przy tym się śliniąc.
- Od kiedy dostał morgenszternem po głowie, nie jest zbyt rozmowny - zarechotał mówiący, po czym wskazał dumnym gestem siebie i dodał - na mnie wołają Gorgar.
Cała trójka miała wlepione oczy w Gloydiego.
- Mówisz, że chcesz iść z nami, co? - zaczął siwy - Można wiedzieć, po co? Skąd się o nas dowiedziałeś?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Dowiedziałem się o was z pewnego, jak widzę źródła. Niestety nie mogę powiedzieć od kogo. Miło mi was poznać, a chciałbym z wami pójść, bo mam ochotę na niezłą bitwę i jestem poszukiwaczem przygód. Nie mam swojego miejsca. - powiedział Gloydi, a jego oczy zrobiły się czerwone jak krew. Przez myśl przeleciały mu wszystkie chwile, dobre i złe, gdy mieszkał z rodzicami, a poźniej udał się w świat.
Przypomniał sobie swoich przyjaciół i zdrajców, swoich towarzyszy broni i tchórzy uciekających z pola walki. Czuł do niektórych odrazę, ale był wdzięczny za chwile, gdy mógł upuścić krwi swoim wrogom.
Opowiedział o tym wszystkim trzem krasnoludom.
-Może to niewiele w porównaniu do was, ale to zawsze jakieś doświadczenie. Mój topór widział niejedno wnętrze przeróżnych stworzeń.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Munar ponownie wydał z siebie dziwaczny odgłos, pryskając wokoło drobinkami śliny. Brzmiało to jak coś pomiędzy "o kufffrfa" a "hfhfhfhllf".
- Munar mówi, że spodobał mu się tekst o "oglądaniu wnętrzności", brachu - rzekł Gorgar - a koro on cię chwali, to coś w tym jest, mały.
Cała trójka roześmiała się, przy czym rudy i kudłaty krasnolud najbardziej bełkotliwie.
- Mówisz, że masz ochotę na bitkę, co? - spytał siwy - Pewnie dureń karczmarz nas wygadał.. no, ale dobre piwo nam tu serwuje, więc mu wybaczymy. Siadaj z nami, Gloydi - rzucił do bohatera, zaś na karczmarza huknął donośnie - Piwa, tylko żywo!
Już po chwili przed wojownikiem spoczywał kolejny tego wieczoru litrowy kufel porządnego, krasnoludzkiego trunku.
- Dziś pijemy tylko piwo, bo jutro trza nam rano wstać, rozumiesz - rzucił tonem wyjaśnienia najniższy z trójki.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Nie musisz wyjaśniać. Jestem dumny, że będe mógł was nazwać swoimi towarzyszami broni, ale chyba już starczy tych uprzejmości. - powiedział Bonebreaker i uśmiechnął się.
Był niezwykle rad z tego, że wyruszy na jedną z najważniejszych wypraw w jego zasranym i krwawym życiu. Już dawno nie używał swojego ostrego, dwuręcznego przyjaciela.
-Jaki plan wyprawy przyjaciele? - zapytał Gloydi.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
- Nie no przestań z tą jebaną uprzejmością, bo sobie pomyślę coś niedobrego o twojej orientacji seksualnej, mały - zarechotał najbardziej rozmowny z całej grupy Gorgar.
Cóż, Munar potrafił jedynie się ślinić, zaś siwy Guspen najwyraźniej znacznie bardziej wolał słuchać, niż mówić. Mimo to, to właśnie ten ostatni zabrał głos.
- Plan? - spytał głębokim, basowym głosem zza bujnej brody - Dość prosty. Ruszamy jutro z rana i do wieczora docieramy do ruin. Krag'Sur teraz jest tylko morzem gruzów i legowiskiem dla różnych.. stworzeń. Lecz mamy osobisty cel, by tam się znaleźć.
Charknął, spluwając pod stół i pociągając spory łyk ze swojego kufla. Mimo całej wyniosłości jaką wokół siebie roztaczał, najwyraźniej pod względem manier był typowym kransoludem.
- Moja rodzina mieszkała w Krag'Sur i zostawiła tam coś, co chcę odzyskać... jeśli z nami pójdziesz możesz oczywiście liczyć na łupy.. o ile nie krępuje cię rabowanie cmentarzysk.. - rzucił kątem oka ciekawskie spojrzenie na Gloydiego.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Wszystko zależy od tego co, lub kto został tam pochowany. Jeżeli były to krasnoludy to musiałbym mieć dobry powód, aby rabować, grabić w tamtych terenach, oraz oczywiście zakłócać ich spokój. - powiedział Gloydi.
Nie lubił wandalizmu na cmentarzu poległych krasnoludów. Szanował swoją rasę i wielbił ponad wszystko. Miał jednak, także szacunek do niektórych ludzi, nie cierpiał jorów i elfów.
-Podacie mi dobry powód, to zrobię to. - dokończył Bonebreaker i pociągnął duży łyk piwa z kufla.
_________________ "Nic tak nie rozgrzewa krwi jak dobra walka"
“Złóż swą ufność w kamieniu i stali – kamień i stal zawsze były prawdziwymi przyjaciółmi krasnoludów.”
"Dobrzy ludzie żyją krótko"
"Krasnoludzkie piwo jest najszlachetniejszym z napojów"
"Nie ma nic pewniejszego w świecie od błyszczącego złota i zdrady elfów"
Przy stole zapadła cisza. Wszyscy wiedzieli, co zalęgło się w Krag'Sur od TAMTEGO czasu.
- Taaak... - Guspen przejechał krótkimi i grubymi palcami po brodzie - ..kiedyś z pewnością były to krasnoludy. Kiedyś była to krasnoludzka twierdza - roześmiał się krótko i niewesoło - teraz jednak jedyne żywe - położył nacisk na to słowo - krasnoludy w tamtej okolicy to grupki poszukiwaczy przygód i łupów, takie jak my...
Słowo "my" zadziałało jak wyraźne hasło.
- No! - wyraźnie zadowolony Gorgar zaprezentował wszen i wobec imponujące, choć miejscami niekompletne uzębienie - To skoro jesteś w naszej grupce, to dopij piwo, bracie i kończymy na dziś. Przyda nam się dodatkowy topór.. na miejscu.
Cała trójka hałaśliwie dopiła swoje trunki i ruszyła w stronę swojego pokoju.
- Tylko, kurwa, nie zaśpij! - rzucił na pożegnanie Gorgar, a Munar potwierdził wagę tego nakazu kolejnym ślinotokiem przemieszanym z dziwacznym bełkotem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum