Wielki kocur, choć jeszcze chwilę temu gotów był rozszarpać Anhura na sztuki i wyraźnie szykował się do skoku, nagle zamarł, strzygąc uszami. Jego ogon, do tej pory poruszający się nerwowo, zastygł w bezruchu. Coś było nie tak.
Sytuacja między walczącymi nie zmieniła się. Kot jak stał, tak nadal stoi między Anhurem a drzewem i ekwipunkiem bohatera. W szum wysokich traw zaś wkrada się jeden, niepokojący dźwięk.
Tętent kopyt.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Anhur był gotowy do uniku, lecz nagle zauważył dziwne zachowanie przeciwnika. Najwyraźniej coś zaniepokoiło kota, łowca nie wiedział co teraz miał robić. Po chwili sam też usłyszał powód zaniepokojenia drapieżnika, tętent koni. Na ten dźwięk serce zaczęło bić szybciej. Jakiś jeździec zbliżał się do niego "mam nadzieję, że to nie jest ktoś z tamtych gorszych od wampirów." Na tę myśl przełknął gulę, która pojawiła się w gardle. No cóż, na razie miał inny problem, panterę, która pilnowała jego sprzętu. Łowca wolałby zrezygnować z takiego strażnika, ale nie mógł do niej powiedzieć proste słowa "jesteś zwolniony!" To nie przejdzie z nim. Teraz, kiedy przeciwnik był lekko zdezorientowany mógł powoli zbliżyć się do ekwipunku. Zaczął więc powoli okrążać kota, starając się zbytnio nie rozjuszyć go, miał nadzieję, że przeciwnik po prostu ucieknie, ale póki co, trzeba jakoś się zbliżyć do łuku i strzał, jeśli miał się mierzyć z nowym zagrożeniem.
Kot był naprawdę porządnie ranny, a do tego wyraźnie zaniepokojony nowym zagrożeniem. Powoli i ostrożnie zbliżający się do swojego ekwipunku Anhur, choć wciąż pozostający pod czujną obserwacją kocich oczu, nie został póki co zaatakowany. W ciągu może sześciu sekund, z których każda wydawała się dłużyć jak minuta, łowcy udało się dotrzeć w pobliże swego plecaka i broni. Podniesienie łuku i strzał było tylko kwestią schylenia się...
...i tego, czy pantera mimo wszystko nie ruszy do ataku.
Póki co jednak kot dreptał nerwowo łapami w miejscu, wpatrując się w jakiś sobie tylko znany punkt, gdzieś za plecami bohatera w kierunku zachodnim.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Był już przy swoich rzeczach, teraz był decydujący moment. Wziął głębszy oddech, schylił się powoli i ostrożnie po łuk i strzałę, cięgle bacznie obserwując kota, który był na razie zajęty obserwowaniem nowego przybysza. Łowca spróbował za pomocą słuchu oszacować prędkość i odległość jeźdzca. "Kogo tutaj niesie? Mam nadzieję, że to nie jest jeden z tych "złych poszukiwaczy Łzy Allaira""
Jednego Anhur mógł być pewien. Jeźdźców - kimkolwiek by oni nie byli - było więcej, niż tylko jeden. Z całą pewnością było ich kilku, może kilkunastu. Tętent kopyt stawał się coraz głośniejszy i donośniejszy - jeźdźcy wyraźnie zbliżali się w tę stronę i na ile bohater był w stanie oszacować, znajdowali się nie dalej niż 300 do 400 metrów od niego. Pantera już nawet nie kryła, że straciła zainteresowanie bohaterem, wpatrując się z niepokojem gdzieś za jego plecami. Tego, co za nim było Anhur jednak z oczywistych przyczyn nie widział.
Starając się być możliwie najostrożniejszym, Anhur podniósł swoją broń i strzały. Gdy się schylał, zauważył, że materiał ubrania na ramieniu, tam, gdzie wbiły się pazury kota zaczyna przesiąkać krwią. Do tej pory w ferworze walki na to nie zwracał uwagi, gdyż rana nie była aż tak głęboka i bolesna, ale przy strzelaniu z łuku z pewnością ta kontuzja zacznie mu przeszkadzać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"No to mam problem." Podsumował tętent kilku jeźdźców. Kiedy się schylił zauważył, że w miejscu, gdzie wbiły się pazury zaczyna krwawić. "Jeszcze to! Po prostu super." Widząc, że pantera straciła na niego ochotę spróbował włożyć na siebie pozostały ekwipunek, przy okazji odwracając się bokiem do drapieżnika. Miał nadzieję, że tak ustawiony zdoła zauważyć przybyszów, ciągle ostrożny w stosunku do kota.
Zachęcony dotychczasowymi sukcesami Anhur postanowił zdobyć resztę pozostawionego pod drzewem ekwipunku. Najdelikatniej jak mógł, odwrócił się bokiem do pantery.. schylił, starając jednocześnie spojrzeć w stronę jeźdźców..
I w tym momencie wydarzyło się kilka rzeczy równocześnie.
Z jednej strony Anhur usłyszał coś, co sprawiło, że serce zabiło mu szybciej ze strachu i nagłego dopływu adrenaliny do żył - szum lotek. Z drugiej coś, co zaskoczyło go nie mniej - ryk pantery.
Kot najwyraźniej uznał, że pozwala swojej "ofierze" na zbyt wiele i ruszył do przodu w kierunku łowcy. Już był dosłownie o jeden skok od Anhura, gdy zapiszczał rozpaczliwie z bólu. Dwa podłużne, syczące pociski minęły bohatera dosłownie o centymetry, lądując wprost w grzbiecie zwierzęcia. Pantera zwinęła się w pół skoku i orząc łapami ziemię w przedśmiertelnych drgawkach zamarła.
Ktoś spudłował, czy celowo pomagał?
Bohater nie był w stanie tego stwierdzić. Chwycił swój plecak w dłoń, stojąc odwrócony twarzą ku martwemu - wydawało się - kotu, a plecami do tajemniczych, konnych strzelców.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
"Jeszcze parę milimetrów i już będzie..." Łowca nie zdołał dokończyć myśli, gdy dostał kopa adrenaliny. Usłyszał dwie rzeczy, które osobiście wolałby, aby to nie było prawdą, atak pantery i świst strzał. Nie wierzył własnym oczom, kiedy zobaczył jak dwie strzały wbijają się w kota. Miał nadzieję, że ten atak był wymierzony w umierającego drapieżnika, a nie w niego. Nie miał jeszcze tej pewności, a co gorsza teraz tamci mają idealny cel w postaci jego tyłka. Bez namysłu rzucił się do przodu, by ukryć się za drzewem, oczywiście nie prostą drogą, tylko zygzakiem, omijając wcześniejszego przeciwnika. Może jest już martwy, ale nie wiadomo, czy jeszcze coś mu nie strzeli... i ważniejsze, czy dla konnych łuk nie wystrzeli. Póki co, wolałby nie zmieniać liczbę otworów, w końcu natura wie lepiej ile powinno być dziur.
Nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń Anhur rzucił się w stronę drzewa. Nikt jednak póki co do niego nie strzelał. Lub zwyczajnie nie miał pozycji do oddania strzału.
Tętent kopyt był już zupełnie bliski. I znacznie silniejszy, niż początkowo się wydawało. Jak to się stało, że Anhur do tej pory go nie słyszał? Czy naprawdę walka z kotem tak go zaabsorbowała?
Bohater przylgnął plecami do drzewa. Nagle z jego prawej strony wyjechał konny, uzbrojony w długi łuk. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby jeździec nie był w pełnym rynsztunku bojowym, zbroi skórzanej i zaciętym wyrazem twarzy...
...i gdyby jeździec nie był srebrnym elfem.
Już po chwili przed oczyma Anhura przewinął się cały oddział elfów. Każdy z nich ubrany podobnie - w pełnej gotowości bojowej. Z tego, co się orientował, było ich około dziesięciu, lecz wciąż słyszał konie za sobą - reszta oddziału wciąż dojeżdżała na miejsce. Ostatecznie, musiało ich być przynajmniej trzydziestu.
Jeden z elfów podjechał nieco bliżej człowieka i podniósł rękę w geście pozdrowienia. Krzyknął coś, lecz w języku, którego Anhur nie zrozumiał.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Przylgnął do drzewa, jedynej jego obrony. Czuł drżenie w uszach wywołane przez tętent koni... wielu koni. Nagle zza drzewa wyjechał jeden z nich... elf we wspaniałym uzbrojeniu. Po chwili następni, naliczył około dziesięciu, każdy podobnie ubrany. Z tego co się orientował było ich trzydziestu. Poczuł lekką ulgę. "Przynajmniej nie mają zamiaru mnie zabić." Zauważył jak jeden z elfów podjechał bliżej i pozdrowił, coś krzycząc. Anhur odwzajemnił gest, po czym krzyknął:
-Niestety panie, nie rozumiem, co tam mówicie.
Podszedł bliżej do elfa, by móc lepiej porozumiewać się. Spojrzał przy okazji na martwą panterę
-Ładny strzał- krzyknął do elfa
Elf najwyraźniej zrozumiał, że w swoim ojczystym języku nie będzie w stanie porozmawiać z Anhurem. Na szczęście nie przedstawiało to większego problemu. W znanej części Sorii niemal każdy przedstawiciel myślącej rasy był w stanie rozmawiać we wspólnym. Nawet gogi i orkowie.
Wspólny elfa był - jak język srebrnych - bardzo melodyjny i śpiewny. Zarazem jednak w jego tonie było również miejsce na odrobinę stanowczości.
- W Breagh łatwo jest trafić. To duży cel - odrzekł, kiwając jednak głową w podzięce za słowa uznania - Przez chwilę myśleliśmy że jesteś albo zbłąkanym elfim uchodźcą, albo orczym szpiegiem... tymczasem okazuje się że ani tym, ani tym. Kim wobec tego jesteś? - spytał, patrząc na Anhura z wysokości wierzchowca.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Jestem prostym człowiekiem, któremu dane było znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze- Spojrzał znów na martwą panterę, łapiąc się za zranione ramię. Przeniósł wzrok z kota na elfa.
-Gdyby nie wasze przybycie nie wiem co by ze mną się stało- zrobił lekki ukłon
-Jak widzę szykuje się jakaś walka?- W tym momencie przypomniał sobie o innym oddziale, oddziale orków przed którą się ukrył.
-Może w podzięce za uratowanie mi życia podzielę się informacją, która zapewne was zainteresuje. Jakiś czas temu widziałem oddział orków kierujących się mniej więcej na północny-wschód- zrobił krótką pauzę przypominając sobie co wtedy usłyszał.-Z tego co słyszałem mówili coś o walce, elfach i rzezi, często też powtarzali my... bodajże Mythdenn
Elf odwzajemnił lekki ukłon. Na wzmiankę jednak o "Mythdenn" jego twarz przeciął dziwaczny grymas, który Anhur mógł określić jako grymas strachu, niedowierzania i niepewności. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, twarz elfa w tym momencie wyglądała właśnie tak, a szmer, jaki podniósł się w oddziale tylko to wrażenie pogłębił.
- Mythdenn? - wypalił - Jesteś pewien, że użyli tego słowa? Poza tym, co rozumiesz przez wyrażenie, że "widziałeś się" z oddziałem orków? Proszę, opowiedz nam dokładnie całą opowieść.
Jakby chcąc podkreślić wagę tej prośby, zwinnie zeskoczył z konia na ziemię i podszedł kilka kroków w stronę Anhura, by móc swobodniej rozmawiać.
- Jestem, jakbyście to wy, ludzie, określili, dowódcą tego oddziału wolnych elfów. Na imię mi Elseminon, lecz towarzysze czasem określają mnie mianem "Żelaznego Wilka". Od tygodnia tropimy na tych stepach wolne grupy orków. Proszę, opowiedz nam wszystko jak najdokładniej.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Opowieść nie jest zbyt długa. Po prostu podsłuchałem jak rozmawiają, kiedy byłem ukryty pomiędzy gałęziami. Było to trochę ryzykowne, zmierzali prosto do mnie i musiałem się ukryć, a to że przy okazji trochę podsłuchałem, to nie moja wina- uśmiechnął się. -Powiedz mi, co to jest Mythdenn, zgaduję, że jakaś osada.
Elseminon milczał, uważnie przyglądając się Anhurowi podczas jego opowieści. Zupełnie tak, jakby starał się samym wzrokiem wydobyć na światło dzienne wszystkie ewentualne kłamstwa nieznanego mu człowieka. Koniec końców jednak westchnął, nerwowym ruchem zdejmując z głowy kaptur i przeczesując włosy, odsłaniając spiczasto zakończone uszy.
- Tak.. to jest pewnego rodzaju osada - odparł - o ile ci zapewne wiadomo, nasze ziemie są regularnie najeżdżane przez orków. Tym bestiom nie udało się zdobyć żadnego miasta, ani odnieść żadnego poważnego zwycięstwa.. ba, wręcz przeciwnie, pod Seilarem ponieśli ogromną klęskę.
Zacisnął zęby z gniewu, na samo wspomnienie kolejnych słów.
- Klęska ta sprawiła, że orki stał się jeszcze bardziej bestialskie wobec zwykłej ludności cywilnej. Kto miał głowę na karku opuścił tereny położone na granicy lasów już dawno temu.. wielu jednak nie chciało zostawić swych rodzinnych stron. Tych najczęściej pomordowano. Wioski, rzecz jasna spalono doszczętnie. W bardzo krótkim czasie pojawiła się ogromna liczba uchodźców, pozbawionych swego miejsca i dachu nad głową. Nie mogąc iść głębiej w ogarnięte wojną i pełne orków lasy, musieli iść wręcz przeciwnie, na południe, w stronę waszego Królestwa.
- Mythdenn - podjął po chwili opowieść, głosem drżącym z emocji - jest to ludzkie miasteczko, gdzie trafił ogrom takich właśnie uchodźców, położone całkiem niedaleko miejsca w którym się znajdujemy... Orki do tej pory nie śmiały szturmować go, jako że okoliczne plemiona żyją z ludźmi w zgodzie. Z tego co mówisz jednak, wynika coś zupełnie odwrotnego.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wysłuchał słów elfa z powagą. "Jakże było spokojnie w domu, a tu proszę, kolejne bezsensowne walki, które tylko wyniszczają. A ludzie mówią, że są lepsi od zwierząt, a tymczasem jak wilki walczą o terytorium."
-Jeśli znajduje się niedaleko, to orkowie pewnie są już bardzo blisko, jeśli już nie atakują miasteczka.
- Racja. Nie mamy czasu do stracenia - skinął dłonią na jednego ze swych podkomendnych.
Wskazany zręcznie zszedł na ziemię i podszedł do Anhura.
- Nie ruszaj się przez chwilę, nieznajomy - rzekł, przykładając dłoń do krwawiącego miejsca na ramieniu - rany szarpane po pazurach bardzo ciężko wygoić bez magii.
Jego dłoń rozjarzyła się wewnętrznym, bladym światłem. Anhur poczuł przyjemne ciepło podobne do tego, jakie towarzyszy piciu mikstur leczących. Gdy cały "proces" się zakończył, jedynie podarte miejsce na płaszczu i skrzepnięta krew świadczył o tym, że był ranny. Ramię odzyskało pełną sprawność.
- Niestety, muszę cię prosić, byś jechał z nami, nieznajomy - rzekł Elseminon - tak.. na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że nigdy nie było żadnego oddziału orków. Wybacz nieufność, człowieku, ale prowadzimy wojnę. Mamy jednego konia luzem - Anhur widzał doskonale, jakiego - możesz go zająć.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Poczuł na ramieniu przyjemne ciepło, już po chwili poczuł, że ramię jest całkowicie wyleczone. Poruczył nim parę razy na próbę, wszystko było w porządku. Skinął głową w podzięce.
-Mogę jechać- spojrzał z żalem na panterę- chociaż szkoda takiej skóry pozostawiać na zmarnowanie, lecz lepiej chyba będzie jak się pośpieszy. To gdzie ten koń?
Po otrzymaniu odpowiedzi podszedł do konia, pogłaskał go, po czym spróbował wsiąść. Nigdy tego nie robił, ale powinno to być łatwe.
Elfie konie były bardzo łagodne, a ich chód był równy i spokojny. Siodło, wykonane ze znakomitej, miękkiej skóry wcale nie ocierało, zaś strzemiona zdawały się być jakby stworzone dla Anhura. Widać, że poprzedni właściciel konia musiał być podobnej wysokości.
Łowca, mimo tego, że nie miał doświadczenia z końmi, jakoś sobie "radził". Bardzo w tym pomagał mu sam wierzchowiec, który równo ruszył do przodu wraz z całym oddziałem, nie wyłamując się z szyku i miękko pokonując kolejne metry.
Oddział ruszył bowiem właściwie bez komendy. Wszyscy czuli, jak wiele teraz od nich zależy, choć Anhur miał parę razy wrażenie, że w pędzie wyłapuje kilka podejrzliwych spojrzeń rzucanych w jego stronę. Trudno się spodziewać, żeby elfowie od razu bezgranicznie mu zaufali.
Żelazny Wilk zrównał się w galopie z Anhurem, jadąc właściwie udo przy udzie.
- Jeśli oddział był tak liczny, jak mówisz, najprawdopodobniej walka już trwa! - krzyknął, starając się zagłuszyć pęd wiatru - Mythdenn nie ma nawet murów obronnych! Mam nadzieję, że można liczyć na twój łuk w boju? Decyduj szybko, za kilka minut będziemy na miejscu!
Zaiste, konie szybko złapały swój rytm galopu i pędziły, jakby chciały dogonić chylące się powoli ku zachodowi słońce.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Ruszyli wszyscy jego wierzchowiec również. Trzeba było przyznać, że umieją je wytrenować, choć nie był dobrym jeźdźcem to nie wyłamywał się zbytnio z szyku. Poklepał po karku wierzchowca. Nie zwracał zbytnio uwagi na nieprzychylne spojrzenia, póki nie atakowali jego, nie musiał się nimi przejmować.
-Wierz mi wolałbym, abym się mylił. Na mój łuk możecie liczyć.
Żelazny Wilk skinął głową. Na twarzy pojawił mu się uśmiech, którego Anhur nie potrafił zidentyfikować.
- Tak właściwie jak masz na imię, nieznajomy? - spytał, ocierając z twarzy łzę, wywołaną pędem wiatru.
Tymczasem oddział powoli docierał na miejsce.
Ba, to było pewne.
Dało się odczuć, jak mało co.
Mythdenn stało w ogniu.
Łuna, podpalająca na rudo-czerwono widnokrąg była widoczna już z daleka. Gęste kłęby smoliście czarnego dymu biły w górę, niczym chmury burzowe. Malutkie figurki orków kłębiły się na przedmieściach, odpierane przez równie malutkie figurki ludzi i elfów. Walka wciąż trwała. Kwestia trzech minut i pędzący oddział wpadnie w sam środek piekła. Pytanie, czy nie będzie wtedy już zbyt późno..
- Seilaar! - krzyknął Żelazny Wilk, jakby chcąc nazwą tego cudownie obronionego miasta dodać swoim podkomendnym otuchy i wyrywając się do przodu szyku.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
-Na imię mi Anhur- odpowiedział sam też ocierając łzę. Dalej pędził wraz z oddziałem. Zauważył czerwoną łunę, już po tym widoku zdołał wywnioskować, że docierają na miejsce.
-Na Shalaga!- krzyknął przerażony. Konie pędziły szybko, lecz nie wiedział, czy uda im się na czas dotrzeć do miasta.
Konie rżały, czując wiszącą w powietrzu walkę. Mimo zmęczenia, dzielne zwierzęta zdobył się na ostatni, niesamowity wysiłek, zwiększając jeszcze tempo galopu. Chrapiąc ciężko i tocząc z pysków panię, ale pędziły wprost w centrum boju.
Orki szybko zauważyły nowe, niespodziewane zagrożenie. Porykując i krzycząc sprawnie przegrupowały się, ustawiając z jednej strony w sześcian przygotowany do przyjęcia impetu szarży, a z drugiej, wbijając głębiej między budynki miasteczka, rozpraszając zupełnie nieprzygotowanych obrońców Mythdenn.
Elfy tymczasem zaczęły się szykować do oddania pierwszej salwy z łuków. W tak morderczym galopie zapewne atak ten nie będzie zbyt skuteczny, lecz zawsze lepszy od ślepego wpadnięcia w środek wrogów. Strzały mogły choć częściowo rozbić twardy szyk bojowy orków i dodać otuchy obrońcom miasta. Część oddziału na komendę Żelaznego Wilka odbiła nieco w prawo, by otoczyć sześcian.
Smród spalenizny z każdą sekundą stawał się coraz wyraźniejszy i bardziej przykry.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Pędził na złamanie karku prosto w ścianę orków. Wraz z innymi elfimi łucznikami przygotował się do salwy. Czuł w nozdrzach zapach spalenizny, wraz ze zbliżaniem się był on coraz cięższy od smrodu. Choć niezbyt umiał strzelać w pełnym galopie spróbował zrównać się z innymi strzelcami, tak by jego strzała nie była osamotniona. Teraz liczyła się ilość, nie jakość.
Pierwsza salwa z łuków przeszyła pomarańczowe od łuny ognia niebo. Anhur nigdy nie miał okazji strzelać podczas pełnego galopu, toteż nawet nie był pewien dokładnego toru lotu swego pocisku. Ten zapewne wpadł w sześcian orków, lecz bohater nie dojrzał już, z jakim konkretnym skutkiem. Część jednak pocisków dosięgła celu, lecz w stopniu zbyt niewystarczającym, by rozerwać szyk.
Elfy, które odłączył się od głównej szarży, poczęły zbliżać się do upatrzonej pozycji, by okrążyć wroga i stamtąd go ostrzeliwać. Tymczasem główny trzon oddziału zbliżał się coraz bardziej do sześcianu. Elfy chowały łuki, dobywając swych lekkich, długich mieczy. Zapowiadała się prawdziwa rzeź.
Orki widząc, co się święci, poczęły miarowo, nie wyłamując szyku, przesuwać w stronę miasteczka. Wśród niskich budynków i krętych uliczek byliby w stanie bronić się znacznie dłużej. Kręte postury orków wyglądał niczym cienie, na tle buchającego ognia. Płomienie odbijały się refleksyjnie na zimnej stali ich toporów, włóczni i zębatych mieczy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum