Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-23, 22:26
Zastanowił się nad propozycją, zastanowił się? Nie miał wyboru! Musiał to zrobić, wiedział o tym dobrze, i wiedział ze drow wie ze on to wie. Uśmiechnął sie do siebie, jakaż dziwna gra słów. Zamyślił się, za długo:
-oczywiście ze ci pomoge, mistrzu. - zastanowił się co dalej powiedzieć - a o co chodzi? co muszę zdobyć?
uwielbiał magicze mikstury, tak szybko leczą rany. Uśmiechnął się do siebie, znowu, miał dzięki nim dobry nastrój.
- To pewien stary elficki amulet. Bezwartościowy dla tego kto nie wie jak się nim posłużyć. Znajduje się on w jednej z świątyń niewielkiej elfickiej wiosce. Wejścia do niej strzegą strażnicy ale jako połowiczny przedstawiciel ich rasy nie powinieneś mieć problemu aby się do niej dostać. Nosi go jeden z wysokich kapłanów świątyni. Zabij go i przynieś mi amulet. To jest twoją misją - powiedział mroczny elf spoglądając na wojownika.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-23, 23:12
Ervin zastanawiał się chwilę nad zadaniem
-dostanę jakiś dodatkowy Ekwipunek, czy mam sobie radzić ze swym starym?- zapytał się cicho
nie znał położenia tego miasta więc poprosił wojownika o mniej więcej opisanie jego polozenia na mapie sorii.
- A czy ja wyglądam na kogoś kto za darmo rozdaje ekwipunek na lewo i prawo? - spytał z ironią w głosie. - Tu masz mapę. Nie zawiedź mnie.
Na mapie Ervin określił pozycję swoją oraz spojrzał jak daleko znajduje się owa wioska, była ona oddalona na około pół dnia szybkiego marszu, co znaczyło ze jeśli wojownik wyruszy już teraz będzie na miejscu około godzin wieczornych.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-23, 23:29
-Nie chodziło mi o Ekwipunek na stałe, chodziło mi raczej o jakiś specjalistyczny przyżąd żeby dostać się do tej świątyni czy cos w tym rodzaju- powiedział
-Jak mam się dostać w pobliże tego kapłana?
gdy otrzymał odpowiedź wziął cały swój ekwipunek i wyruszył w drogę.
- Świątynia jest otwarta na co dzień. Wystarczy do niej wejść i odnaleźć kapłana pod przykrywką złożenia modłów lub cokolwiek tylko wymyślisz. Idź już i nie zadręczaj mnie głupimi pytaniami. Będę na ciebie czekał Tutaj więc jeśli będziesz wracał na pewno cię odnajdę pierwszy.
Ervin wyruszył w drogę do elfickiej wioskipodróż minęła mu dość szybko choć fragment Puszczy Wiecznej Nocy który musiał pokonać samotnie wciąż wyglądał tak samo złowrogo. Kiedy słońce już znikało za horyzontem ujrzał w oddali wioskę która była ową zaznaczoną na mapie.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-23, 23:40
Przyspieszył kroku, chciał wejść do wioski przed zmrokiem, by wykupić sobie pokój w karczmie. gdy do takiej doszedł, wykupił sobie pokój na jedną noc, i kolacje, zapłacił za nie z sakiewki Leśnego Elfa.
Zjadł kolację i poszedł spać.
o misje będzie się martwić jutro.
Spytał się przed snem czy mozna zamówić pobudkę o świcie. jeżeli była taka możliwość wykupił takową, chciał poszukać kuźni, gdyby taką znalazł, poprosił kowala o zaostrzenie jego "nowego" miecza, zapłacił za to z sakiewki leśnego elfa, tak samo jak za śniadanie które sobie potem kupi.
Ervin znalazł niewielką karczmę w której mógł zjeść i wykupić pokój na noc. Karczmarz nie zadawał żadnych pytań. Schematycznie skasował odpowiednią ilość monet od wojownika. Kolacja, nocleg, budzenie i śniadanie wykosztowało go w sumie dwie złote monety jednak nie było na co narzekać. Posiłki były smaczne i sycące, łóżko wygodne a w pokoju czekała także miska z ciepłą wodą w której wojownik mógł oczyścić się z brudów podróży. Choć pewnych brudów które nie są widoczne gołym okiem, pewnie nigdy nie zmyje. Następnie zabrał się za poszukiwanie kuźni. Jako że wioska była niewielka nie miał problemów z odnalezieniem kuźni. Nie była ona co prawda zbyt profesjonalna lecz kowal porządnie naostrzył broń półelfa biorąc za usługę osiem złotych monet. Budynek świątyni był w wiosce także łatwo zauważalny gdyż jako jedyny był dość pokaźny i posiadał ładną wysoką wieżę.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-27, 14:50
Ervin nie miał na co czekać, od razu skierował się w strone świątyni, w drodze do niej rozejrzał się po okolicy, chciał mieć bardzo szybką drogę ucieczki, w razie, gdyby odkryto kradzież, lub nawet zabójstwo, nie martwił się o to teraz, nie chciał zabijać kapłana, ale powinien teraz zająć się robotą. Słuchając słów Mrocznego Elfa, szukał cieni podczas wędrówki po mieście, mogą mu pomóc. Ervin szybkim krokiem zdążał do świątyni, bo chciał się dziś uporać z zadaniem, którym obarczył go Drow.
Po drodze Ervin poszukiwał cieni jednak poza tymi niewielkimi które zostały stworzone przez wiejskie domki nie znalazł odpowiednich czyli jednym słowem nic gdzie mógłby sie dobrze zamaskować. Świątynia wyglądała dość okazale choć tylko po części była wykonana z zwykłego kamienia a w reszcie z drewna. Mimo tak skromnych materiałów jej piękno mogło zachwycić niejednego architekta. Trzeba było przyznać że elfy miały smykałkę do tworzenia miłych oku rzeczy. Ervin stał jednak teraz przed świątynią bynajmniej nie dla tego aby podziwiać jej piękno aczkolwiek mógł chwilę temu poświęcić. Wejścia do świątyni pilnowała dwójka uzbrojonych w halabardy strażników. Nie zdawali się zwracać większej uwagi na podchodzącego wojownika.
Jeśli na zewnątrz świątynia była piętka to w środku można było powiedzieć że niemal cudna. Drewniane sploty i różnokolorowe witraże sprawiały że wnętrze te posiadało swój niepowtarzalny klimat. Zapach unoszący się z niewielkich kadzidełek przy ołtarzu roznosił się po całej okolicy powodując niezwykłe uczucie majestatyczności. Zaraz po wejściu Erevin natrafił na jednego z kapłanów. Wojownik więc zapytał o ich przywódcę.
- Chodzi ci o Arcykapłana Thornela? - spytał - Przebywa w pokoju znajdującym się na lewo od ołtarza. Jednakże sądzę że ja również mógłbym ci pomóc, bracie. O co chodzi?
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-29, 15:37
- Nic się nie stało, chciałbym spytać go o pewną rzecz. - przyjżał się jego szyi, gdy nie znalazł na niej medalionu powiedział - musze sie spieszyć, chce z nim porozmawiać - natychmiast skierował się do pokoju w którym znajdował się kapłan
Kapłan którego spotkał Ervin nie miał na sobie żadnego naszyjnika więc wojownik wiedział już że to nie o niego chodzi.
- W porządku. Jeśli to takie pilne nie będę cię zatrzymywał bracie.
Ervin ruszył do drzwi wskazanych wcześniej przez kapłana. Otworzył je bez ogródek i wszedł do środka. Zastał mężczyznę w długich, ozdobnych, białych szatach wyszywanych złotą nicią który modlił się klęcząc przed złotym posążkiem wokół którego paliły się dwie świeczki. Kiedy jednak wojownik wpadł do pokoju ten wstał i spojrzał na Erevina. Wojownik dostrzegł że na jego szyi znajduje się srebrny naszyjnik.
- Witaj synu. Jestem Arcykapłan Thornel. Skąd to nagłe najście w połowie modłów? - spytał delikatnym spokojnym głosem.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-29, 16:41
witaj, kapłanie.- powiedział spokojnie, rozejrzał się za drogą ucieczki, nie miał wyboru musiał zabić kapłana, obejrzał także pokój, jakieś miejsca do ukrycia ciała też by sie przydały. Gdy był już bardzo, bardzo blisko kapłana powiedział - Przepraszam - i wyjmując miecz z pochwy próbował przejechać elfowi po szyi, gdyby się to nie udało spróbował przebić mu klatkę piersiową, gdyby już upadł na ziemie, przykląkł zakrywając mu usta, by ostatkiem sił nie wezwał straży.
Gdy już był pewny, że nie żyję skoczył do drzwi i zaryglował je. nie chciał mieć niespodziewanych gości podczas ukrywania i przeszukiwania ciała i komnaty.
Zdjął z jego szyi naszyjnik, przeszukał go dokładnie i wziął wszystkie przydatne żeczy. schowwał jego ciało gdzieś gdzie na pierwszy żut oka nie było widoczne.
Spojrzał się przez okno, sprawdził czy to co znajduje sie za oknem jest ogrodzone, i czy bedzie mozna z niego wyskoczyc i nie przechodzic znowu przez swiatynie.
- Co zam..aaggghh -wydostało się z gardła kapłana kiedy miecz Ervina opuścił pochwę przecinając jego krtań. Kapłan przyłożył do niej dłoń mówiąc coś. Być może była to formuła zaklęcia leczącego, może zwykła modlitwa nie zdążył jej dokończyć gdyż chwilę później miecz wojownika przebił jego pierś. Kapłan padł na ziemię. Jego biała szata przybierała powoli kolor szkarłatu. Ślad krwi która wpijała się w drewnianą podłogę sprawiał że ukrycie ciała niewiele da jednak nieopodal była szafa w której znajdowały się szaty podobne do tej którą nosił arcykapłan. Drzwi nie wymagały zaryglowania gdyż znajdował się w nich miedziany klucz który wystarczyłoby przekręcić. Co do okna zaś nie było ono zwykłym oknem jakie znajduje się w domach a witrażem i jeśli Ervin chciałby przez nie przejść musiałby wpierw je stłuc. Arcykapłan poza srebrnym amuletem miał także złoty pierścień na ręce oraz niezbyt pękatą sakwę przywiązaną do złotego sznurka na pasie.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-30, 20:27
Ervin wziął wszystkie rzeczy kapłana, włożył go do szafy, by przynajmniej ciało nie było widoczne. krwi nie miał czasu zmazywać.
upewnił się czy na jego ubraniu, czy też zbroi nie ma krwi, gdyby była spróbował jej się pozbyć, wycierając się w białe szaty w szafie.
podszedł do drzwi i wyjął z nich klucz.
otworzyj je szybko i wyszedł.
Od razu gdy wyszedł zatrzasnął drzwi za sobą.oparł się o nie tak by niewidocznym ruchem zamknąć je na klucz. Schował go do kieszeni.
Podszedł do ołtarzu, gdyby mijał jakiegoś kapłana powiedział mu:
-Arcykapłan życzy sobie by mu nie przeszkadzano w modlitwie -
Ervin wziął to co Thornel miał przy sobie. Schował ciało arcykapłana do szafy swoje rzeczy zaś dokładnie oczyszczając z jego krwi. Wniesienie jego ciała nie było może najłatwiejszym zadaniem ze względu na ciężkość jego ciała lecz w końcu wojownikowi się to udało. Wyszedł zamykając zwinnym ruchem drzwi na klucz. Żadnego kapłana nie było akurat na tyle blisko by mogło być to zauważone. Podszedł do ołtarza i tam przekazując informację o rzekomej modlitwie arcykapłana rozpoczął swą modlitwę. Żaden z kapłanów nie ruszył przez ten czas do pokoju gdzie za zamkniętymi drzwiami leżało teraz w szafie martwe ciało Thornela.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-09-30, 21:19
Ervin po chwili "modlitwy" wstał sprzed ołtarzu. Ruszył w stronę drzwi, nie chciał by jego chód był szybki, lecz też nie powolny.
Gdy znalazł się już poza obszarem świątyni, zaczął kierować się w stronę bramy miasta.
Wojownik wstał i ruszył zwyczajnym swobodnym krokiem w stronę wyjścia mijając kapłanów i strażników na zewnątrz. Jako że wioska nie posiadała żadnych murów czy bram Ervin mógł ją opuścić w dowolny sposób. Słońce zmierzało powoli w okolice południa.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-01, 20:55
Ervin tylko jak wyszedł z pola widzenia jakichkolwiek ludzi ze świątyni, ruszył biegiem. gdy tylko wyszedł z miasta skierował się w strone z której przybył, do Czarnego wojownika.
Ervin zwolnił kroku wspominając słowa rycerza, że będzie go obserwował, i to on go znajdzie.
Młody półelf policzył w drodze monety z sakiewki kapłana, i pozostałe z sakiewek leśnych elfów.
Ervin opuścił wioskę choć kiedy oddalał się od niej słyszał jakieś krzyki. Mógł tylko przypuszczać że chodziło o martwego arcykapłana. Podróż powrotna nie była szczególnie uciążliwa czy męczące. W międzyczasie przeliczył on swój zarobek. Po odjęciu wszystkich kosztów był jeszcze o sześć złotych monet i jeden pierścionek do przodu. Ervin mijał kolejne drzwa Puszczy Wiecznej Nocy kiedy nagle z jednego z cieni... usłyszał głos...
- Masz?
Wojownik znał ten głos. Należał on do Czarnego Rycerza.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-02, 21:12
-Mam - oznajmił odwracając się w strone dobiegania głosu.
gdy tylko zobaczył Rycerza oddał mu naszyjnik.
Udało mi się. I co mi dasz? no dawaj. był sfrustrowany, jeżeli znowu nie dostanie nic za wykonanie jakiegos zadania to... nie przecież i tak mu nic nie zrobi.
patrzył się na rycerza z oczekującą miną na twarzy.
Czekał aż tanten coś powie.
Mroczny elf uśmiechnął się kiedy tylko wojownik wyciągnął zza pazuchy srebrny naszyjnik zdarty z piersi martwego arcykapłana. Wziął go od Ervina i założył na szyję.
- Dobrze się spisałeś. Nawet bardzo dobrze. Domyślam się że arcykapłan już nie spełni swoich powinności w świątyni - dodał sarkastycznie.
Rzucił Ervinowi sakiewkę która zabrzęczała monetami.
- Oto twoja zapłata. Mogę jednak być znacznie hojniejszy. Nie chciałbyś wziąć udziału w czymś większym. Znacznie bardziej perfidnym, co zapełniło by ci wieczną sławę oraz bogactwo?
Wyraz twarzy wykrzywił uśmiech w dzikiej satysfakcji spowodowanej niewiadomymi powodami.
Wiek: 31 Dołączył: 25 Sie 2007 Posty: 1100 Skąd: Łódź
Wysłany: 2007-10-04, 21:36
wieczną sławę i bogactwo...te słowa dźwięczqały w głowie Ervina przez cały czas gdy w jego głowie myślał nad propozycją Rycerza
Zwarzył sakiewkę w dłoni i zastanowił się ile może mieć takich sakiewek za proste przysługi dla mrocznego Elfa, musiał się zastanowić nad tą kuszącą propozycja.
- Na czym to będzie polegać?- Zapytał się zniecierpliwiony. Przed jego odpowiedzią dorzucił - Miałeś nauczyć mnie troche sztuki Czarno rycerskiej
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum