Drow chwile patrzył się na ziemię po czym uniósł głowę do góry:
-"Puść mnie .. jeśli możesz.. i oddaj broń" *Powiedział dość chrypliwym głosem do orka który go trzymał. Stał patrząc się na namiot w jego załzawionych oczach odbijały się płomienie. W myślach powtarzał słow:
-"Nie zrobię tego.. nie zrobię tego... nie zrobię.. " w tej chwili usłyszał piskliwy głos.
Chwilkę stał jak wryty, spojrzał sie na Anhura i odparł samemu nie wierząc w swoje słowa.
-"Nie.. nic mi nie jest .. "
Jeśli był wolny ruszył w stronę dziecka.
Jeszcze chwilę przyglądał się towarzyszowi, ale po chwili odwrócił wzrok na namiot. Z napięciem obserwował jak powoli namiot znika pod niszczycielskim dotykiem płomieni. Był dobrej myśli, ale jeszcze jedna sprawa go niepokoiła. Spojrzał jeszcze raz na towarzysza. "Co się z nim dzieję."
Gdy jednak Dracon poprosił o uwolnienie, ork jakby ocknął się z otumanienia, zaciskając dłoń na przedramieniu bohatera.
"Nigdzie nie pójdziesz !" warknął "Chyba, że na spotkanie temu potworowi !"
Strzępy namiotu opadały, spod nich zaś wyłoniła się istota z czarnej mazi. Płomienie nie pomogły, potwór plując mazią oraz uderzając tu i ówdzie rozszerzonymi mackami przygaszał ogień wokół siebie.
Bohaterowie ponownie ujrzeli twarz Ghok'Ra, była wykrzywiona z wściekłości. Szamani rzucili zaklęcia. Dwa pociski ogniste poleciały w stronę mazi jedynie do niej wnikając. Jakiś zielony strumień połączył na ułamek sekundy dłonie orka z głową istoty. To także nie dało żadnego widocznego efektu. Wypuszczone z łuków strzały jedynie wtapiały się w ciemną materię.
Ork nagle podał Anhurowi jego łuk, Draconowi zaś sztylet. Zostali wypchnięci do przodu naprzeciw istoty.
"Powstrzymajcie swojego potwora !" warknął rozwścieczony zielonoskóry, choć w jego głosie czuć było pewną desperację.
Bohaterowie stali teraz w przednim szeregu, zaledwie 10 metrów od potwora. Na około słyszeli krzyki poleceń i rozmów w języku orków.
Dracon spojrzał się za siebie patrząc z gniewem na orka który go pchnął do przodu *przynajmniej odzyskałem sztylet*. Chwile stał jak wryty po czym spojrzał się na Anhura:
-"Anhurze stań za mną, z tego co się orientuję ta "maź" nie powinna mnie tknąć" powiedział te słowa po czym powolnym krokiem ruszył ku "potworowi". *Miejmy nadzieje że się uda.. ale jeśli.. nie.. chociaż ... Drow nie był pewien czy "maź" teraz go nadal nie będzie atakować. Mimo że był dość przestraszony nadal zbliżał się do czarnej formy.
"Powstrzymajcie swojego potwora!" Skrzywił się na te słowa. "Więc to teraz nasz potwór." Cóż miał zrobić, z przodu maż, a z tyłu kilkadziesiąt orków. Wiedział, że z orkami da się dogadać, ale z tym demonem? Na słowa towarzysza nieznacznie kiwnął głową. Bacznie przyglądał się demonicznej mazi, spojrzał na twarz Ghok'Raka. "Nie jest mu do twarzy z tym czymś" pomyślał ironicznie
-Draconie, jak uda ci się podejść to zaatakuj Ghok'Raka. Tam nie ma tej mazi, może to jest jej słabym punktem- powiedział towarzyszowi stanąwszy tak by być oddzielonym od przeciwnika drowem, mając jednocześnie sposobność na czysty strzał.
Gdy Dracon zbliżył się na 5 metrów, Istota skończyła gasić ostatni niedopałek namiotu. Maź uformowaniem przypominająca głowę skierowała się w jego stronę. Twarz Ghok'Ra skrzywiła się jakby w konsternacji.
Ślepe oczy przyglądały się bohaterowi.
Orkowie wznieśli chóralny okrzyk zdumienia. Dracon podchodził do mazi, ta zaś spokojnie się mu przyglądała. Nie atakując, nie wierzgając mackami.
Drow wolnym krokiem podchodził coraz bliżej tak żeby maź była na wyciągnięcie ręki,
Elf nie zbyt przejął się słowami Anhura jeśli będzie to musiał zrobić to zrobi ale w danym momencie chciał spróbować czegoś innego.
Gdy był już wystarczająco blisko powiedział do "twarzy" :
-"Czego chcesz?" spoglądał na maź z nadzieją że ta go zrozumie.
"Ogień nie wypalił" podsumował w myślach kiedy ostatni płomień został zgaszony. Z niepokojem patrzył jak drow podchodzi do mazi. Na widok uspokojenia mazi sam prawie nie wydał okrzyku zdumienia. Niezbyt podobało się to co ujrzał, ale dopóki nie atakowało, to nie przejmował się tym zbytnio. Czekał w napięciu na dalsze wydarzenia, gotowy w każdej chwili do uniku, bądź do wystrzału, gdyby nagle potwór zmienił zdanie i zaatakował.
Przez chwilę panował całkowity spokój, przerywany jedynie plaśnięciami niespokojnych macek. Ręką ze znamieniem Vhidenora zaczęła lekko piec, jednak ból ten sprawiał bohaterowi jedynie przyjemność. Kilka uderzeń serca po zadaniu pytania usłyszał w umyśle trzy słowa.
"Krew....Ból....Zniszczenie."
Głos ten był niski, chrypliwy, momentami wręcz bulgotliwy. Głowa uniosła się lekko, po czym opadła powoli, zbliżając się do twarzy Dracona. Smród uderzył w nozdrza bohatera gdy głowa z czarnej materii znalazła się met od jego twarzy. Otwór gębowy rozchylił się lekko ukazując coś na wzór zębów, łączących jednak obie szczęki mazią. Głowa zbliżała się coraz bardziej do twarzy Dracona.
Drow stał spokojnie patrząc się na zbliżając się do niego "twarz".
-"Przyjemnie" *pomyślał Dracon kiedy znamię zaczęło go lekko piec*
Odór z paszczy potwora nie robił na Elfie żadnego wrażenia, ani też go nie obrzydzał czuł wiele gorsze rzeczy kiedy mieszkał w różnych.. "dziwnych zakamarkach".
Gdy głowa zaczęła się jeszcze bardziej zbliżać wyszeptał:
-"Stój.. Ty i Ja.. moglibyśmy wiele zdziałać.. połączeni.. powstałby C h a o s.." *Drow powiedział te słowa i ostatnimi literami degustował się czerpiąc z nich przyjemność, wiedział że Vhidenorowi się to podoba więc może i sługa będzie podobny.
Nie wiedział co o tym myśleć. Niepokoił się o towarzysza, zwłaszcza jego biernością. "Co też on kombinuje?" zastanawiał się w duchu. Powoli zaczął okrążać maź starając się zająć lepszą pozycję do oddania strzału. Był coraz bardziej zdenerwowany "Co też on kombinuje" powtórzył w myślach.
Przez moment w umyśle drowa panowała cisza. Po chwili jednak usłyszał powtórzone słowo:
"C h a o ssss...."
Macki zadrżały. Istota przybliżyła twarz na niecałe pół metra do twarzy bohatera.
"Jedność."
Paszcza rozwarła się jeszcze szerzej. Wyszedł z niej mackowaty język, który zaczął rozszerzać się tuż przed twarzą bohatera.
Kolejny okrzyk zdumienia, a może raczej strachu wydobył się z okolicznych orków.
"Co on wyprawia !?" syknął ork trzymający Anhura "Gadaj co on robi !?"
Bohater wiedział już, że pytanie było skierowane do niego.
Dracon popatrzył w oczy "mazi" i wyszeptał:
-"Jedność.. tworząca C ha o sss... " Elf wychylił ręce trochę do tyłu uniósł głowę ku górze.
-"Jesstem z tobą... " *spojrzał na język "potwora" i czekał na jego ruch*
Wytrzeszczył oczy na ten widok, po chwili usłyszał jakieś słowa, na początku nie rozumiał ich znaczeń, ale po chwili się otrząsnął
-N nnie wiem- powiedział przez zaciśnięte gardło, patrzył na to ze strachem i z jakąś dziwną fascynacją.
-Dracon uciekaj!- krzyknął do towarzysza mierząc się do wystrzału "Co on do kurwy wyprawia"
Było już jednak za późno. Język przyssał się do twarzy bohatera, mazista głowa zaś dosłownie połknęła Dracona w całości.
Cały tłum orków wydał z siebie solidarny stłumiony okrzyk. Istota uniosła głowę ku górze, trzęsąc się nieznacznie. Macki poczęły wirować i wierzgać na wszystkie strony.
Coś zaczęło pojawiać się w miejscu, gdzie powinno być czoło mazistej "twarzy". Anhur rozpoznał od razu czym była owa hebanowa plama, niczym smuga przysłoniętego światła w ciemności. Twarz Dracona uśmiechała się szeroko, spoglądając niewidomym wzrokiem gdzieś w przestrzeń.
Mroczny elf poczuł wpierw jak wyjątkowo nieprzyjemna i lepka w dotyku maź oblewa jego twarz. Po chwil oblała całe ciało, nie pozwalając zaczerpnąć oddechu.
Ciało...co się z nim działo...
Tego uczucie nie dało się opisać. Dracon miał wrażenie, że jego nogi łączą się w jedną, zaś ręce rozczapiżają na wiele. Ciało...w tym stanie zatracał to pojęcie. Nic nie widział, nic nie słyszał, nie czuł smaku ni zapachu, zmysł dotyku również gdzieś zniknął. Pozostała jedynie świadomość własnego bytu, a może i niebytu.
Nagle w jego umyśle, o ile nadal go miał, poczęły rodzić się dziwne, obce uczucia. Obce, a jednak tak bliskie, tak naturalne. Miał ochotę zabijać, ujrzeć grymas bólu na twarzach innych, usłyszeć ich krzyki, wołanie o pomoc. Zobaczyć krew, śmierć i zniszczenie...
Nagle ponownie zaczął słyszeć. Po chwili zaś zaczął również widzieć. Nie były to jednak jego oczy. Widział jakby zza szyby, widział jakby siedział w czyimś umyśle i oglądał coś zza oczu swego nosiciela. Dodatkowo widok był jakiś dziwny. Nie było kolorów, wszyscy poruszali się w zwolnionym tempie.
Dracon był niemalże nieprzytomny, trochę się zdziwił był.. był .. teraz tym czymś.. Spoglądał na orków otaczających go wokół po czym spojrzał na Anhura i powiedział:
-"To ja... Dracon.." *powiedział te słowa z nadzieją że go usłyszą.. a może raczej.. zrozumieją.*
Wiedział że teraz nie jest sobą.. że to coś ma jednak jakąś władze nad nim samym... pragnął zabijać.. czuć krew.. lecz starał się to stłumić choć na jakiś czas. Chwile spoglądał na otoczenie po czym powiedział w myślach:
-"Gdzie są barwy.. gdzie jest to coś co dodawało całemu światu życia..." *Starał się skupić .. wyostrzyć wzrok, cokolwiek żeby widzieć barwy.*
Rozszerzył oczy ze strachu. "Oon został pożarty!" Bał się poruszyć, bał się nawet oddychać, żeby nie sprowokować tego czegoś. Nagle ujrzał hebanową plamę, twarz Dracona. "Co on z tobą zrobił?" Pytał się sam siebie, drżącymi rękami zaczął celować w maż. Miał jeszcze nadzieję, że jakoś uda się dla drowa uwolnić się, ale ta nadzieja powoli gasła. "To musi być sen!"
Dracon zdał sobie po chwili sprawę z tego, że nie jest w stanie mówić. Nie miał ust, nie miał również oczu, które mógłby przymruży. Ciężko było mu stwierdzić co właściwie ma. Nie miał mięśni, do których był tak przyzwyczajony, które mógłby zacisnąć lub rozluźnić by ruszyć czymkolwiek.
Nagle ujrzał jak mazista istota, z którą się zjednoczył i zarazem on sam przesuwa sie do przodu. Bohater raczej nic takiego zrobić nie chciał. Maź poruszała się niezależnie od jego woli.
Dwie macki wyciągnęły się gwałtownie chwytając dwóch orków za głowy. Po chwili obaj wisieli kilka metrów nad ziemią. Po następnej chwili ze skręconym karkiem lecieli na druga stronę obozu.
Dracon czuł chęć zabijania, czuł ogromną satysfakcję, ekstazę wręcz z każdym zabitym orkiem.
"Zrób coś !" warknął ork do Anhura wypychając go kopniakiem jeszcze bliżej istoty.
Kolejne strzały i zaklęcia utonęły w czarnej mazi.
Dracon osłupiał :
-"Nie tak sobie to wyobrażałem.. nie chce być twoim żywicielem" *Powiedział w myślach, choć z drugiej strony.. ta przyjemność... *
Chwile myślał po czym stwierdził:
-"Orkowie .. jak to orki no cóż zasługują na to... ale Anhura nie chce skrzywdzić"
Myślał o najlepszych i najmilszych chwilach jego zmarnowanego życia. O Matce.. o Ludziach którzy go przygarnęli, myślał o wszystkim co dobre. Starał się przeszkodzić stworzeniu..
-"Tak kocha zło.. może dobro go ujarzmi" *skupił się z całych sił i starał "nas" powstrzymać*
Z przerażeniem patrzył jak dwaj orkowie polecieli martwi parę metrów. Poczuł nagle kopniak, to go otrzeźwiło
-A myślisz, że wiem co?- krzyknął w odpowiedzi. Odsunął się na parę metrów, i bez dalszych ceregieli wycelował w twarz Ghok'Raka i wypuścił strzałę. Nie patrzył na efekt, tylko jak najszybciej zaczął zakładał kolejną strzałę, w myślach przeklinając Dracona i jego głupotę.
Dracon starał się myśleć pozytywnie. Nie było to jednak takie proste. Gdy pomyślał o matce, miast przyjemnego obrazu, nowe ciało i umysł podsuwały mu inne, makabryczne. Jej zmasakrowane ciało i twarz wykrzywiona w bólu.
Później starał się jakoś powstrzymać ruchy istoty. Z tym poszło już lepiej. Ujrzał jak macki zwalniają, poruszając się tak, jakby coś starało się je odciągnąć w przeciwną stronę. Maziste ciało stanęło, Dracon jednak poczuł niezwykle silną chęć odpuszczenia, pozwolenia na masakrę.
Nagle poczuł silny ból. Ten nie sprawiał mu jednak przyjemności, był zbyt silny. Czuł się tak, jakby coś ostrego przebiło mu czoło. W umyśle usłyszał potworny wrzask.
Anhur zauważył, że istota nagle zwolniła, wręcz znieruchomiała. Było to mu bardzo na rękę, mógł bowiem skuteczniej wycelować.
Wypuszczona przez łowcę strzała pomknęła w stronę wykrzywionej twarzy Ghok'Ra.
Grot przebił czoło orka, na co Istota zareagowała nader gwałtownie.
Macki poczęły wierzgać na wszystkie strony, o mało co nie trafiając Anhura. Kształt potwora począł się zatracać. Wyglądało to tak, jakby maź zaczynała się rozpływać.
Drow szybko rozwiał pozytywne myślenie wiedział że z tą istotą nie jest łatwo wygrać.
Gdy poczuł ból dostał ekstazy jego ciało przez chwile odmówiło posłuszeństwa... rozkoszował się tą chwilą... tym momentem.. Po chwili wrócił do siebie spoglądał na Anhura, patrzył jak "my" się rozpływamy.. w myślach krzyczał :
-"Nie!!!.. Nie!!.. Ni..e..ee" Z oczu popłynęły mu łzy...
-"Jednak potrzebujesz żywiciela.. ciała.. które dawałoby ci siłę witalną.." mówił w myślach
"Coś co ci.. co "nam" jest potrzebne jest w zasięgu twojej ręki.. Ja mogę ci to dać.. jeśli będę miał nad tobą kontrole... pozwolę ci przeżyć" kontynuował Elf.
Skończył te słowa i zamknął oczy.. miał nadzieje że istota go zrozumie i zgodzi się na jego układ.
Uśmiechnął się, strzała pomknęła w sam środek, ale nie miał wiele czasu na dalszą radość, musiał się skupić na unikaniu rozszalałych macek. Miał już przygotowaną strzałę, ale jeszcze nie odważył się strzelić. "Może wraz ze śmiercią Ghok'Raka ta bestia wreszcie zginie." Miał taką przynajmniej nadzieję. Odszukał wzrokiem głowę Dracona, wiedział, że teraz nie pójdzie mu tak łatwo o ile trzeba będzie to zrobić. "Walcz! Walcz z tym!" Krzyczał w myślach, mając nadzieję, że uda się drowowi wyrwać się szponom Morderczej Mazi.
"Z..goda" usłyszał w swym umyśle Dracon. Poczuł nagle jak umysł dochodzi do władzy, jak ciało, które teraz stanowiła czarna maź ponownie nabiera sił i kształtów.
To samo zauważył Anhur. Maź, która dopiero co się rozpływała, teraz ponownie nabierała kształtów. Z twarzą Dracona na czole, ponownie wypuściła dziesiątek krótkich czy długich macek, ponownie otwierając coś, co od biedy nazwać można było jamą gębową.
Na polu bitwy rozległ się głośny krzyk, jakby wydany rozkaz. Anhur za sobą usłyszał najwyraźniej przetłumaczenie we wspólnej mowie.
"Strzelaj w twarz elfa !"
Słowa te usłyszał także Dracon.
Drow się uśmiechnął i zrobiło mu się trochę lepiej.
-"Mmm.. nareszcie jestem sobą.. *spojrzał na maź, może raczej... siebie... teraz już pod całkowitą władzą i wycedził* no cóż.. prawie *ironicznie się uśmiechnął i usłyszał jak Orkowie krzyczą żeby Anhur go zabił*.
-"Anhurze nie!.. To ja Dracon.. to coś jest teraz pod moją władzą i nie zrobi wam nic."
Chociaż Orki.. Drow miał lekko drastyczne myśli. Rozwiał je szybko i cofnął się do tyłu tak aby orkowie ochłonęli.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum