Teraz mógł liczyć tylko na siebie i nie za bardzo podobało mu się to. Odskoczył do tyłu, nie chcąc tracić czasu na odzyskiwanie miecza. Rozejrzał się wkoło za jakimś, przedmiotem którym ewentualnie mógłby atakować lub bronić się. Chciał tylko odciągnąć stwora od miecza. Taki miał plan. Potem ewentualnie spróbowałby jakoś odzyskać swój oręż i dostać się do Kiliana. Zupełnie zapomniał o jaju. Miał ważniejsze sprawy, jak chociażby ujście z życiem.
Wokoło było całkiem sporo przedmiotów różnego rodzaju i użytku. Niewiele było jednak takich, które mogłyby zdać się na cokolwiek w walce. Bohater wśród kupy przeróżnych rzeczy ułożonych niedbale pod ścianą, zauważył metalową miednicę, parę popękanych porcelanowych naczyń, połamany drewniany stół oraz krzesło wykonane z tego samego, wystający spod drewna widelec oraz ułożony przy rogu młotek z pudełkiem gwoździ. To wszystko było jednak pod ścianą, od której bohater musiałby się odsuwać, chcąc dotrzeć do Kiliana. Na razie Nesshart cofnął się już niemal do prostopadłej ściany z drzwiami, którymi wszedł do pomieszczenia. Gargulec złożył skrzydła, choć nie do końca. Z lekkim opóźnieniem ruszył w stronę paladyna, mijając przy tym pozostawiony miecz. Poruszał się szybciej niż przed chwilą.
Miał pewien plan awaryjny. Wyjść przez drzwi, do poprzedniego pomieszczenia-do kuchni, Potem ewentualnie mógłby wejść drugim wejściem tym którym weszli dwaj pozostali paladyni.Ale wtedy pomyślą, że uciekłem, strace honor! Tego napewno nie chciał. Lepsza śmierć z honorem niż życie bez niego. I wtedy kolejny pomysł nasunął się mu na myśl. Wymagał co prawda wyjścia do kuchni, ale mógł zadziałać. Jeśli tylko choć trochę energii zostało w tamtym znaku na podłodze! Jak pomyślał tak zrobił. Powoli cofał się do pomieszczenia z symbolem Aesiera.
Nesshart już po chwili znalazł się z powrotem w kuchni. Gargulec podążał za nim, choć wolniej. Gdyby zachował takie tempo, paladyn, zapewne bez problemu zdołałby mu umknąć, gdyby tylko tego zapragnął.
Nie byłby to jednak występek godny sługi Aesira.
Garguec już przechodził przez drzwi do kuchni, gdy... Framuga była dla niego lekko za ciasna. Utknął w niej, choć mogła to być jedynie kwestia czasu. Drewno bowiem zaczynało już pękać.
Chwycił pierwszy lepszy garnek i cisnął nim celując w głowę gargulca. Złapał kolejny rondel i zrobił to samo. Robił tak dopóki framuga nie wzkazywała na to, iż zaraz całkowicie się roztrzaska. Nie sądził żeby coś zdziałał takimi rzutami, prędzej go rozwścieczy niż ogłuszy. Ale tym sie nie martwił. Rozjuszonego przeciwnika znacznie łatwiej będzie skierować na znak. A potem...zobaczymy. Nabrał głębokiego oddechu i kolejny gar trafił w jego ręce.
Rzucony garnek odbił się od obsydianowej twarzy nie czyniąc na jej posiadaczu najmniejszego wrażenia. Równie dużo zdziałał ciśnięty rondel.
Futryna pękła, pył posypał się ze ścian i sufitu. Wydawało się, że cały budynek zaraz rozpadnie się jak domek z kart. Wszystko jednak ucichło i uspokoiło się, gdy tylko gargulec znalazł się w kuchni.
Ponownie rozpostarł skrzydła, choć tylko połowicznie. Rozległ się warkot, przypominający dźwięk przesuwanych względem siebie skał.
Skrzydła. Coś w nich mu się nie podobało. Czemu ich nie używa?. Wciąż szedł do tyłu by wprowadzić gargulca na znak. Miał nadzieje że inni radzą sobie lepiej. Po cichu myśłał też o ratunku ze strony reszty paladynów, lecz odrzucał tą myśł. Wszak paladyn honoru nie splami.
Skrzydła uniosły się lekko do góry. Gargulec zbliżał się do znaku coraz bliżej. Trzy metry, dwa, jeden...
Nagle skrzydła opadły z wielką siłą, potwór zaś wybił się z ziemi, z ogromną prędkością rzucając się na Nessharta. Przeskoczył tym samym znak, i przebył kilka metrów samą siłą odrzutu.
Paladyn już czuł siłę tego uderzenia, bolesne uderzenie obsydianowego ciała.
<ŁUP>
Gargulec źle wymierzył wyskok. Sufit okazał się za niski. Głowa zaryła w deski, z których był zbudowany. Efektem tego, w sklepieniu pomieszczenia powstała spora dziura, stwór zaś wylądował na plecach, metr od bohatera i metr od znaku.
Jeśli umierać to z honorem!- pomyślał głośno i skierował wzrok na stwora.
Przypomniały mu się słowa pewnego człeka z karczmy "Rozwijaj siłę ducha, by w nagłym nieszczęściu mogła być tarczą dla ciebie. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż gwiazdy i drzewa masz prawo być tutaj i czy jest dla ciebie jasne czy nie, nie wątp, że wszechświat jest taki, jaki być powinien." Oraz te jedno zdanie "Ciesz się zarówno swymi osiągnięciami, jak i planami." Ten plan bardzo go cieszył. Być moze dlatego, iż sądził, że może być jego ostatnim. Schylił głowę i z rozpędem wpadł w leżące monstrum.
Ręce paladyna objęły wielkiego gargulca w pół, gdy bohater starał się siłą rozpędu wypchnąć go na znak.
Ciężkie cielsko przesunęło się być może o kilkanaście centymetrów. Było to jednak stanowczo za mało.
Gargulec nie wyglądał na zaskoczonego. Jego paszcza nie wyrażała właściwie żadnych emocji.
Szponiasta łapa chwyciła bohatera wpół i odciągnęła z ogromną siłą. Uścisk był potężny, powodował rwący ból.
Po chwili jednak się zwolnił, Nesshart zaś poczuł iż leci ciśnięty przez pomieszczenie. Wbił się plecami w szafkę kuchenną, która pękła pod naporem. Jakiś rondel opadł na głowę bohatera, nie czyniąc mu jednak żadnej szkody.
Gargulec podnosił się z ziemi, ponownie unosząc skrzydła.
Nie przejmując się niepowodzeniem, zsunął garnek i pocierając bolące miejsca, znów nabrał rozpędu tym razem większego i ponownie szarżę zaczął. Jednak gdyby udało mu dostać się do przeciwnika, jedną ręką chwyciłby go za skrzydło drugą, tą trzymającą rondel, celowałby w głowę. Był tak blisko celu! Dzieliło go tylko paredziesiąt centymetrów! W trakcie biegu na wszelki wypadek rozejrzał się jeszcze za drzwiami do pomieszczenia z jajem i z mieczem.
W pomieszczeniu obok walka nadal wrzała. Bohater przelotnie ujrzał jakieś światło i opadającą na ziemię obsydianową łapę.
Gargulec spróbował przerwać szarżę bohatera machnięciem łapy. Nie zdołał jednak tego uczynić. Rondel zderzył się w twarzą istoty, nie robiąc na niej większego wrażenia. Druga ręka jednak pociągnęła gwałtownie za skrzydło. Gargulec stracił równowagę.
Upadek wzniósł w powietrze tuman kurzu, łamiąc przy okazji kilka desek w podłodze.
Stłumiony rozbłysk światła dobiegł spod gargulca. Jego ciało znieruchomiało.
Zaskoczył go efekt tego ataku. Czyżby trafił w końcu na symbol Aesiera? Dla pewności podniósł garnek i uderzył nim kilkakrotnie zastygłe ciało w to co przypominało głowę. Pokonał go! Tak przynajmniej myślał. Do czasu gdy przypomniał sobie światło z innego pomieszczenia. Czy było podobne to tego z pod gargulca? Chyba tak. Więc to może jednak nie on unieszkodliwił stwora. Rozważana na pewno roztrzygnie przejście do pomieszczenia z jajem. Nie zdając sobie sprawy, że wciąż trzyma rondel w dłoni odwrócił się i poszedł do reszty paladynów.
Nieco podbudował bohatera fakt, że owe światło dochodziło z umagicznionego miecza Kiliana. Broń zaś nie miała raczej zasięgu wystarczającego, by unieszkodliwić gargulca w sąsiednim pomieszczeniu.
I tutaj walka zmierzała ku końcowi. Kilian pozbawił swego przeciwnika obu łap i w chwili, gdy Nesshart wkroczył do pomieszczenia, sine cięcie miecza odrąbało także głowę.
Po drugiej stronie pomieszczenia sprawa wyglądała nieco gorzej. Derkst leżał na ziemi w kałuży krwi, obok niego zaś gargulec z roztrzaskaną głową.
Bening nadal walczył z ostatnim przeciwnikiem, wywijając swym mieczem i zostawiając raz po raz pęknięcia na obsydianowym cielsku stworzenia.
Wzrok Nessharta w końcu padł na jajo. Pulsowało.
Kilian! Jajo!- krzyknął, na wypadek gdyby paladyn nie zauważył co sie dzieje na środku pokoju. Podbiegł szybko do wbitego miecza i z całej siły szarpnął go by,w razie wyklucia czegokolwiek ze środka, oręż był gotowy do ataku. Chciał jakoś pomóc Derkstowi, lecz nie wiedział jak. Beningiem się nie martwił. Poradzi sobie. Zapewne w chwili gdy ostatni gargulec padnie martwy, jajo się otworzy. Lecz co będzie dalej?
Nesshart rzeczywiście nie musiał mówić Kilianowi co się dzieje. Paladyn spoglądał już bowiem ze strachem w stronę jaja. Sekundę później ruszył biegiem w jego stronę, starając się zaatakować swym umagicznionym mieczem. Jednak gdy ostrze zbliżyło się na centymetr do jaja, jakaś niejasna dla Nessharta siła odepchnęła Kiliana pod samą ścianę pomieszczenia.
Jajo zdawało się rosnąć, pulsowanie zaś narastało.
Bening właśnie dokończył gargulca, roztrzaskując mu szyję, gdy drzwi od pomieszczenia otworzyły się gwałtownie.
Trójka paladynów wbiegła do środka z mieczami przygotowanymi do zadania ataku.
"Słyszęliśmy odgłosy wal...." podjął jeden urywając w pół słowa. Ich przerażony i zdziwiony wzrok owiał pomieszczenie. Szczególnie przeraził ich widok Derksta.
Uradował się na widok kolejnych towarzyszy. Przynajmniej w razie walki będzie ich sześciu na jednego. Derksta nie liczył. Wątpił, że w tym stanie będzie chociaż mógł unieść miecz. Co dopiero walczyć.
- Nie spotkaliście niczego niepokojącego na swej drodze? My "tylko" to- Nie wskazywał niczego ręką ani wzrokiem. Nie uznawał tego za konieczność.
- Pozostaje jeszcze sprwaw tego...jaja? Wiecie co to może być, lub chociaż co z tego wyjdzie?-
Podszedł do kiliana pomagając mu wstać.
Po twarzach i spojrzeniach rzucanych Beningowi bohater wywnioskował, iż młodzi paladyni wiedzą o jaju jeszcze mniej od niego.
Kilian był lekko oszołomiony. Miał się raczej dobrze, wzrok jednak dziwnie biegał po całym pomieszczeniu. Przyjął pomoc swego ucznia z wdzięcznością, nie odzywając się jednak bodaj słowem.
Wtem jajo zapulsowało po raz kolejny i ostatni. Znieruchomiało, jednak tylko po to, by uderzenie serca później gwałtownie pęknąć. Jego resztki upadały z cichym pacnięciem po całym pomieszczeniu, jedna wylądowała na prawym udzie Nessharta.
Przez moment nie było widać co właściwie z jaja wyszło. Kłęby dymu, skoncentrowane bowiem w tym miejscu nie pozwalały się przeniknąć wzrokiem.
Jednak dym przerzedzał się, zaś zza niego dało się ujrzeć ludzką sylwetkę, prostującą się, jakby powoli podnoszącą z kucnięcia. Bez wątpienia była to kobieta, zaś już po niedługiej chwili Nesshart przekonał się, iż jest to całkiem ładna kobieta, do tego całkowicie naga, nie licząc nadal zbierającego się tu i ówdzie dymu. Kręcone czarne włosy opadały na smukłe ramiona, oczy pozostawały zamknięte.
Nagle zza pleców kobiety rozpostarły się skrzydła. Były jednak dziwne, ich układ przypominał trochę skrzydła motyla bądź jakiegoś innego owada. Dwie niewielkie pary u góry i równie niewielka u dołu. Całe były dziurawe, jakby utkane z czarnej pajęczyny z pojawiającą się gdzieniegdzie błoną. Nesshart zauważył również coś dziwnego wyrastającego z głowy kobiety. Cztery pary czegoś na wzór czułek, ich układ przypominał koronę.
Istota.JPG
Plik ściągnięto 12554 raz(y) 18,33 KB
Ostatnio zmieniony przez Pelios 2007-08-28, 09:49, w całości zmieniany 1 raz
-Dama, Damą ale Zło Złem jest!- Tak powiedział sobie, i spróbował utworzyć jakiś obronny szyk z resztą paladynów. Starał się nie zaciągać dymem. Z tego co słyszał niektóre opary mogły wyglądać groźnie i być nieszkodliwe, lecz istniały i te niepozorne choć śmiertelne w niekoniecznie dużych ilościach. Pomodlił się do wszystkich znanych mu bogów, najgorliwiej do Aesiera, który najwyraźniej już raz uratował mu dziś życie. Mrugnął oczyma by zwilżyć oczy i czekał na polecenia przełożonych. Wszak nie był samotny na tej wyprawie i musiał liczyć się z wyżej postawionymi od siebie ludźmi. Zapomniał całkowicie o podejrzeniach z chwili gdy drzwi do tego domu rozwarły się po raz pierwszy na ich oczach. Miał nadzieję, że ta bitwa nie będzie ostatnią w której ujrzą siebie nawzajem. Przygotował miecz do odpędzenia istoty i porozumiewawczo zerknął na resztę zebranych.
Nie usłyszał jednak bohater żadnych planów, czy też konkretnych rozkazów. Ujrzał tylko jak Bening rzuca się na kobietę z uniesionym mieczem i okrzykiem na ustach.
"Giń w imię Aesira !"
Stało się coś dziwnego. Coś w mgnieniu oka wytworzyło się z otaczającego kobietę dymu.
Jakby postać jakiegoś zwierzęcia, wilka, może niedźwiedzia ? Wyskoczyła naprzeciw paladynowi powalając go na plecy.
Dowódca oddziału paladynów najwyraźniej nie spodziewał się czegoś takiego. Miecz wypadł z jego ręki, zaś stojące na nim stworzenie zaczęło warczeć przeciągle. Wyglądało niezwykle dziwnie. Ostra długa sierść niczym wykonana z igieł przywodziły na myśl połączenie wilka z jeżem. Rzędy ostrych zębów wyskoczyły w stronę szyi Beninga, wgryzając się niespodziewanie w krtań.
"Ach, ileż to potrafi zdziałać małe zmącenie umysłu." rzuciła przesłodzonym tonem kobieta. Otworzyła oczy spoglądając po pomieszczeniu. Wzrok miała przenikliwy i niezwykle intrygujący.
Tylko mrugnął oczyma gdy to wszystko się działo. Sztywne ciało nie pozwalało mu na pomoc. Ze stanu odrętwienia wyszedł dopiero gdy łeb potwora zbliżał się do szyi Beninga. Skarcił się za swą bezsilność spowodowaną uczuciami. Może gdyby miał więcej stoczonych bitew za sobą nie doszło by do tego. Jednak widząc, że reszta także stoi w miejscu wyszedł z tego przekonania. Nie czekając na reakcje reszty paladynów podbiegł do bestii* i celując mieczem między oczy zamachnął się wkładając w ten cios dużo energii. Nie była to jednak cała jego energia ponieważ usłyszał kobiecy głos.
-No tak. Trzeba będzie jeszcze uporać się z tym czymś.- Powiedział to na głos nie zdając sobie z tego sprawy.
Wszyscy paladyni ruszyli niemal jednocześnie. Kilian razem z Nesshartem na warfa, pozostałą trójka na kobietę.
Cios miecza nie trafił idealnie tam gdzie paladyn mógłby sobie tego życzyć. Pozbawił jednak warfa czubka nosa.
Kilian natomiast swym ciosem pozbawił zwierza przedniej, prawej łapy.
Trójka młodych paladynów miała się znacznie gorzej. W chwili gdy zbliżyli się do kobiety, dym wokół niej ponownie przybrał kształty jakiś istot. Zaczęła się potworna, krwawa plątanina ciał. Miecze cięły istoty, zęby przebijały paladynów.
Po raz kolejny tego dnia nie miał pojęcia co zrobić. Uznał warfa za unieszkodliwionego, lecz dla pewności zamachnął się by odciąć mu łeb. Wywnioskował, że podejście do wyklutej z jaja istoty oznacza rychłą śmierć. Gdyby tylko umiał się posługiwać bronią dystansową i takową posiadał! Troche było mu wstyd, że nie umie radzić sobie w takich sytuacjach i musi się "podpierać" Kilianem. Spojrzał na niego przezwyciężając uczucia.
-Jakieś pomysły?- Krzyknął by nie obawiać się czy ten go usłyszy
Łeb zwierzęcia odpadł pod silnym ciosem Nessharta, brocząc krwią na podłoże, oraz walczących z nim bohaterów.
Kilian nie okazywał gniewu, nie dokonywał żadnych pochopnych decyzji i tego także uczył zawsze Nessharta.
"Zawsze zbadaj dokładnie sytuację nim podejmiesz radykalne działanie" zwykł mawiać.
Zapewne właśnie dlatego nie rzucił się w kłębowisko paladynów, ginących od pazurów i zębów istot powstałych z mgły.
Było już bowiem za późno i młody paladyn także to wiedział.
"Walka na nic się nie zda..." stwierdził Kilian opuszczając miecz "Niektóre rzeczy można rozwiązać jedynie bez użycia miecza. Jeśli jednak nawet przyjdzie nam tu zginąć, uczyńmy to chociaż z honorem."
Po tych słowach spojrzał się głęboko w oczy swego ucznia.
"Jeśli mi się nie powiedzie, nie popełniaj mojego błędu." dodał, po czym odwrócił się gwałtownie w stronę kobiety. Powolnym, spokojnym krokiem począł się do niej zbliżać. Zaczął mamrotać coś pod nosem, miecz zaś schował do pochwy, by zwolnić ręce, którymi wykonał ciąg dziwnych ruchów.
Nagle wszystkie stworzenia rozpłynęły się w dym, z którego powstały. Trójka młodych paladynów leżała w kałużach krwi, nie ruszając bodaj jednym mięśniem. Kobieta zaś, lekko zaskoczona spojrzała na Kiliana, który teraz kończył kolejne zaklęcie.
Nesshart poczuł jak jego oczy pokrywa na ułamek sekundy jakaś magiczna błona.
"W imieniu Aesira, rozkazuję Ci piekielny pomiocie zaprzestać swych poczynań i ukorzyć się przed jego wolą !" odparł podniośle Kilian
"Ta piekielna istota ma imię patafianie. Brzmi zaś ono Neithi." odpowiedziała zagniewanym tonem. Dym między nią, a Kilianem ponownie zaczął skupiać się i formować, jednak tym razem istoty powstałe w ten sposób nie robiły już najmniejszego wrażenia. Wydawały się stworzone z dymu i tylko z niego. Równie zwiewne, kruche i niezdolne do zranienia kogokolwiek. Gdy rzuciły się na Kiliana, jedynie przeniknęły przez jego ciało, nie czyniąc żadnej krzywdy.
Stał tępo z tyłu nie za bardzo wiedząc co ma zrobić i przyglądał się temu co się działo. Dobrze może i wiedział jak kobieta się zowie, lecz nie znał sposobu na pokonanie przeciwnika. Wtedy przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Korzystając z braku zainteresowania nim, zakradł się po cichu za plecy kobiety.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum