Zairis dotychczas nie zabrał ze sobą bodaj jednego kwiatu, wyraźnie szukał czegoś innego.
Zdziwił się nieco odbierając bukiet od elfki, uśmiechnął się jednak w podzięce. Dwójka bohaterów przez moment spoglądała sobie głęboko w oczy, zaś na policzki młodzieńca ponownie wskoczyły rumieńce.
"N..Nie, nie wydaje mi się" podjął wracając do macania ziemi "Być może był ostatni, nic jednak tego nie sugeruje. Słyszałem, że parę miesięcy temu jakiś gog uśmiercił jednego z nich, podobno na jego własne życzenie. Skoro było ich dwóch, być może jest także więcej."
Zerknął ponownie na Arameę, po czym szybko skierował wzrok wgłąb lasu, gdzie drzewa zdawały się bardziej posępne.
"Zbliżamy się do celu poszukiwań"
Wstał kierując się w tamtą stronę.
Zmrużyła nieco ciemne oczy zastanawiając się,jaki jest prawdziwy cel poszukiwań Zairisa.
Przez chwilę pomyślała,że człowiek z kataną coś przed nią ukrywa i właśnie dlatego nie wyjawił od razu całej prawdy.Czyżby stała się jeszcze bardziej nieufna niż dawniej?A może towarzysz podróży uznał,że nie zrozumiałaby jego planów?
W jej głowie gromadziło się wiele pytań,ale w końcu uznała,że póki co najlepiej będzie uszanować prywatność Zairisa...Podając mężczyźnie z czarną kitką kwiaty-musnęła delikatnie opuszkami smukłych palców jego dłoń.Twarz elfki znów rozświetlił słodki uśmiech,kiedy tylko ich spojrzenia się spotkały.Skinęła głową ze zrozumieniem i szepnęła do niego dopiero ,gdy już opuścił wzrok:
-Na własne życzenie?Śmiem wątpić...-westchnęła lekko-Masz rację,Zairisie...To niewykluczone.Może dane będzie nam spotkać jednego z Lurtian.
Skrzywiła się nieznacznie na widok niezbyt przyjaznego terenu,ale dogoniła bruneta w dalszym ciągu starając się dotrzymać mu kroku.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Śpiew ptaków wydawał się milknąć z każdym krokiem poszukiwaczy przygód. Drzewa wyglądły na chore, gdzieniegdzie brakowało im kory, w innych partiach była zielonkawa i miękka.
Po killkudziesięciu krokach Aramea ujrzała kolejny kwiat Nishifal. Był on jednak nieco inny, wydawał się jakby lekko nadgniły. Zairis zatrzymał się gwałtownie na jego widok, zatrzymując również elfkę.
Wskazał na kwiat
"Zaczyna się" odparł enigmatycznie "Gdybyś trafiła tu sama, bez odpowiedniego przygotowania, wizyta ta skończyłaby się zapewne tragicznie." przejrzał ziemię w poszukiwaniu czegoś. Po chwili podniósł z listowia kawałek drewna i rzucił nim w kwiat.
Roślina wygięła się i wydłużyła oplatając rzucony patyk w locie. Kwiat odchylił się do tyłu ginąc w krzakach. Te zaczęły szeleścić złowieszczo. Purpurowe opary poczęły zbierać się nad krzakiem.
Po chwili wszystko ustało, kwiat zaś wrócił na swoje miejsce, wyglądając równie niewinnie co z początku.
"Chyba już rozumiesz dlaczego"
Zairis wyciągnął zza pazuchy niewielką srebrną różdżkę.
Rozglądała się uważnie jakby starając się zapamiętać każdy szczegół-miała nadzieję,że już nigdy jej serce nie będzie musiało pękać na widok cierpiących,wyniszczonych chorobą drzew...Zastanawiała się nie tylko nad powodem tak opłakanego stanu roślin w tej części lasu,ale także dlaczego Zairis zaprowadził ją właśnie tutaj.Zasłoniła dłonią twarz,by nie krzyknąć,kiedy na jej oczach niegdyś uroczy,pomarańczowy kwiat strawił drewno.Niemal czarne oczy rozwarły się szeroko,a twarz elfki wyrażała już tylko przerażenie.Zerknęła na mężczyznę poruszając drżącymi wargami,ale nie była w stanie wydobyć z nich nawet jednego słowa.Nagle położyła gwałtownie dłoń na ramieniu Zairisa i zamrugała szybko kilkakrotnie.Wyglądało na to,że zrozumiała.Dopiero po kilku minutach wyszeptała w jego stronę:
-Nie zostawiaj mnie tutaj samej,proszę.
Następnie zerknęła na różdżkę towarzysza,przenosząc szybko wzrok na jego twarz z wyraźnym zaskoczeniem.Doszła do wniosku,że o ile wcześniej domyślała się tożsamości i zamiarów człowieka z czarną kitką-teraz nie rozumiała już zupełnie nic.Znowu przybyło pytań w jej głowie i tym razem odważyła się zadać najważniejsze-jak jej się wydawało-z nich:
-Kim ty właściwie jesteś,Zairisie?
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
"Nie martw się"
Twarz młodzieńca zmieniła nieco wyraz. Wydawał się teraz bardziej pewny siebie.
Gdy zauważył zdziwienie Aramei oraz usłyszał jej pytanie zaśmiał się z lekkim zakłopotaniem.
"Można by mnie zapewne nazwać poszukiwaczem przygód. I nie, nie jestem bynajmniej magiem." odparł unosząc różdżkę "Jestem człowiekiem wychowanym przez elfy."
Wycelował różdżką w kwiat.
"Kihilias" wykrzyknął, Aramea zaś rozpoznała w tym zwrocie słowo wyzwalacz, zapewne przypisane do tej różdżki. Magiczne przedmioty tego typu, zazwyczaj wymagały jakiegoś sposobu wyzwolenia z nich mocy. Mógł je stosować ktoś zupełnie niezaznajomiony z magią, dlatego rzucanie zaklęć za ich pomocą nie miało wiele wspólnego ze sztuką uczoną magów czy kleryków. Elfka widziała dotychczas kilka sposobów wyzwalania mocy z różdżek. Czasem wystarczał wymach, czasem wypowiedziane słowo, czasem nawet myśl.
Sposób zaprezentowany przez Zairisa był dość powszechny.
Srebrne pasmo wystrzeliło prosto w kwiat, pokrywając go na sekundę poświatą tego samego koloru. Ten jednak wydawał się nie zareagować na nie w żaden sposób.
"Dobrze, teraz nam nic nie zrobi" odparł robiąc pewnie krok do przodu.
Zerknęła kątem oka na Zairisa,a na jej twarzy znowu pojawił się ciepły uśmiech.
Przygryzła lekko dolną wargę zaskoczona jak bardzo czyjaś obecność i zaledwie kilka uspokajających słów może wpłynąć na samopoczucie...Nadal czuła się bardzo niepewnie na zupełnie nieznanym jej terenie-starała się jednak tego już nie okazywać.Skinęła głową ze zrozumieniem,a białe ząbki błysnęły w szerokim i szczerym uśmiechu.Słowa mężczyzny wyraźnie podniosły ją na duchu.Nareszcie pierwszy raz od dłuższego czasu poczuła,że może komuś niemal bezgranicznie zaufać.W zasadzie nie miała innego wyjścia,a za wiarygodnością Zairisa przemawiała jego pomocna dłoń w spotkaniu z golgangerem oraz głębia ciemnych oczu mężczyzny...
-No cóż...Zawsze coś-pomyślała Mea chichocząc w duchu,by już po chwili szepnąć:
-Poszukiwacz przygód?Myślę,że to trafny wybór.Niektórzy mawiają,że "rutyna zabija powoli"-Następnie dopowiedziała-równie cicho:Przez elfy?Ciągle mnie zaskakujesz,Zairisie!
Obserwowała z zainteresowaniem srebrną poświatę i kwiat,a już niebawem powoli i ostrożnie wyruszyła przed siebie.Ciągle rozglądała się za kolejnymi łakomymi Nishifal'ami,a jeśli tylko spostrzegła chociażby jednego-natychmiast zatrzymała towarzysza.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
"Kwiaty rosnące tutaj są połączone ze sobą korzeniami, używając unieruchomienia na jednym, unieruchomiłem wszystkie mające styczność z ciałem Hariona." odparł jakby zapominając o tym, że elfka, w przeciwieństwie do niego, nie jest zaznajomiona z historią Lurtian oraz dokładnym celem ich poszukiwań. Zairis robił wrażenie bardzo roztargnionego.
Wszedł pewnie w krzaki, Aramea podążyła zaś za nim. Kwiat rzeczywiście nie zareagował na ich przejście, kilkanaście kolejnych, zaścielających okolicę także.
Elfka nie zdążyła nawet zareagować. Kwiat wyskoczył nie wiadomo skąd. Błyskawicznie oplótł z tyłu ręce Zairisa i uniósł go do góry na ponad metr. Różdżka wypadła mu z dłoni.
Młodzieniec krzyknął zaskoczony. Zaczął odlatywać na bok ciągnięty przez roślinę. Nie był w stanie sięgnąć swej katany.
Stąpając tuż obok mężczyzny o ciemnych włosach znowu odzyskała dawno już utracone poczucie bezpieczeństwa.Co prawda-nie bardzo rozumiała o czym mówi Zairis-nie miała bladego pojęcia kim jest wspomniany Harion i po co właściwie znajdują się w tak potwornym miejscu,ale słuchanie dźwięku jego głosu było dla elfki większą przyjemnością niż najcudowniejszy śpiew ptaków...Kiedy towarzysz unieszkodliwił spragnione urządzenia sobie posiłku z żywych istot kwiaty-popatrzyła w jego stronę z nieukrywanym podziwem i szacunkiem.Śledziła uważnie każdy jego ruch zastanawiając się jaka może być przyczyną zaskakującego stanu młodego człowieka...
Zaczerpnęła gwałtownie powietrze wyciągając dłoń w kierunku towarzysza.Jeśli Zairis tylko chociażby zerknął na twarz Aramei-zobaczył w jej czarnych oczach jeszcze większe przerażenie niż kiedykolwiek wcześniej.Zachowała jednak resztki opanowania i zaczęła się rozglądać wokół siebie.Szybko spostrzegła leżącą obok różdżkę człowieka(jeśli jeszcze nie upadła-pochwyciła ją w locie),namierzyła kwiat i krzyknęła czując jak pierwsza łza sunie po jej gładkim policzku:
-"Kihilias"![Precyzyjny strzał]
Znowu przygryzła odruchowo dolną wargę czując,że nadszedł czas,by spłacić swój dług.
Wiedziała,że nie może mu pozwolić odejść z jej życia...Nie po tym wszystkim.Nigdy...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Wzrok Zairisa na ułamek sekundy spoczął na elfce. On również był przerażony, wydawał się bezradny w tej sytuacji. Z twarzy bił strach i rozczarowanie samym sobą.
Aramea sama była zaskoczona jak łatwo była w stanie odczytać uczucia Zairisa, po tym przelotnym spojrzeniu.
Snob światła z różdżki uderzył prosto z wijącą się łodygę. Elfka ujrzała jak roślina nieruchomieje, wypuszczając Zairisa ze swego objęcia.
Młodzieniec padł na ziemię, szybko uwalniając się z resztek łodygi. Spojrzał na Arameę, jego oczy wyrażały nieukrywaną wdzięczność i ulgę.
"Jak to dobrze mieć cię przy sobie Arameo" odparł rozradowany kładąc otwartą dłoń na piersi. Odetchnął głęboko z ulgą.
Zacisnęła lekko usta układając wargi w jedną wąską linię i zmrużyła nieco oczy zastanawiając się,jaki będzie jej kolejny plan w razie niepowodzenia pierwszego.Zerknęła kątem oka na łuk,ale wiedziała,że użycie go będzie ostatecznością.Istniało zbyt duże ryzyko trafienia bruneta z kitką.Drżące ręce nie wzbudzały zaufania elfki...
Teraz już tylko wpatrywała się z nadzieją w srebrną smugę światła.Jej usta rozchyliły się w zaskoczeniu,a oczy zalśniły blaskiem pełnym radości,kiedy tylko Zairis wylądował na ziemi.
Natychmiast podbiegła do niego i zapytała szeptem:
-Nic ci nie jest,Zairisie?Gdyby nie twoja różdżka...Nawet nie chcę o tym myśleć.
Podała mu magiczny przedmiot i westchnęła lekko,po czym zachichotała i odparła:
-Wiesz...W zasadzie to mogłabym powiedzieć to samo z tym,że o tobie.
Stanęła naprzeciwko mężczyzny i oparła dłonie na jego ramionach.Nie była pewna,czy ktokolwiek widział ją tak szczęśliwą.Nie zdołała ocalić swojego pana feudalnego,ale teraz znowu odzyskała wiarę w siebie pomagając towarzyszowi w beżowym stroju.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Po odebraniu różdżki przyjrzał się jej przez chwilę. Następnie wręczył ją elfce, samemu wyjmując katanę z pochwy.
"Weź ją, Twój łuk niewiele się zda na kwiaty."
"Chyba wiem czemu wszystkie kwiaty nie zostały unieruchomione. Widocznie jakaś część ciała Hariona oddzieliła się od reszty, przez co część kwiatów nie była połączona z tym unieruchomionym. W takim razie może być więcej takich niespo..." ostatnie słowa mówił coraz wolniej i ciszej, wpatrując się ze zdziwieniem w elfkę. Widać zaskoczyła go i wybiła z rytmu niezwykle entuzjastyczna reakcja bohaterki.
Zmarszczyła nieco czoło w zaskoczeniu,ale ostatecznie skinęła głową odbierając od niego różdżkę.Uśmiechnęła się lekko i rzekła w stronę Zairisa:
-Dziękuję.Zapewne będzie przydatna podczas naszej wyprawy.
Słuchała też uważnie o Harionie starając się zapamiętać każde z jego słów.
-Tak,to bardzo prawdopodobne,Zairisie...-popatrzyła na towarzysza z ciepłym uśmiechem oraz dość skąpą wiedzą na temat celu podróży i istoty,o której brunet tak często ostatnio wspominał.Próbowała poukładać sobie w jedną całość wszystkie strzępy informacji,ale to nie było łatwe.Nagle-wyszeptała z zaciekawieniem w stronę człowieka z kitką czarnych włosów:
-Przepraszam,że zadaję tak wiele pytań,ale...Czy Harion był jednym z Lurtian?Szukamy jego pozostałości?
Tym razem to policzki elfki nabrały na chwilkę purpurowej barwy,uśmiechnęła się niewinnie i szepnęła do towarzysza zdejmując dłonie i zarazem starając się ukryć zakłopotanie:
-...przepraszam też za moje zachowanie.Przez chwilę myślałam,że nie zdążę nic zrobić i stracę cię na zawsze.Już raz w moim życiu przybyłam za późno,a ktoś inny zapłacił za to bardzo wysoką cenę.Nie mogłam sobie pozwolić na drugi taki błąd.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
"Ach, jak zwykle na wierzch wychodzi moje przyzwyczajenie do samotnego podróżowania. Bełkoczę coś o Harionie, a Ty przecież nawet nie wiesz o kim mówię." zaśmiał się z lekkim zakłopotaniem "Dobrze spekulujesz. Pamiętasz jak opowiadałem o dwóch braciach ? Jeden z nich został pogrzebany w Lurtii, drugi zaś pozostał tutaj. To właśnie Harion. Pierwszy zdrajca i morderca wśród pradawnej rasy. My zaś szukamy jego nagrobka."
Wyprostował się wystawiając miecz lekko przed siebie. Bystrym wzrokiem przeczesał okolicę.
"Wydawało mi się, że słyszałem szelest." odparł szeptem, elfka zaś po chwili również coś usłyszała. Coś w krzakach na prawo od nich.
Na twarzy dziewczyny znowu zagościł szczery,ciepły uśmiech.Zairis odkrył w jej oczach kolejną kartę ujawniając jeszcze jeden szczegół dotyczący wyprawy.Zdziwiła się nieco,kiedy brunet z kitką zapewnił ją,że celem poszukiwań jest nagrobek jednego z braci,ale nadal ufała w wiarygodność słów mężczyzny i słuszność całej misji.Pogładziła delikatnie opuszkiem palca małą różdżkę patrząc ciągle w stronę Zairisa,skinęła głową ze zrozumieniem i wyszeptała :
-Tak,rozumiem...W zasadzie to odkąd opuściłam moje rodzinne strony moim jedynym towarzyszem był łuk.Nigdy nie miałam mu tego za złe,ale ostatnio odkryłam,że znacznie przyjemniej wędruje się z kimś,kto ma barwę głosu-szczególnie tak miłą dla uszu jak twoja.
Zadarła nieco głowę wsłuchując się,a następnie zaczęła rozglądać się dyskretnie w poszukiwaniu źródła szelestu.Podniosła różdżkę i zerknęła porozumiewawczo na towarzysza.
Podniosła stopę,by zrobić pierwszy krok w stronę krzaków,ale przedtem popatrzyła jeszcze raz w stronę Zairisa i mrugnęła krótko rzucając do niego cichutko:
-Lepiej tutaj zostań.Mam nadzieję,że dam sobie radę...Cokolwiek to jest.
W jej prawie czarnych nie było obawy-przynajmniej nie o siebie.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zairis nie cofnął się jednak. Stał tuż obok elfki z przygotowaną kataną.
Aramea zbliżył się do krzaków na odległość pół metra.
Szelest ponowił się. Nim bohaterka zdążyła zareagować, z krzaka przy ziemi wyskoczyła długa łodyga oplatając się wokół jej nogi niczym bicz. Następnie równie błyskawicznie, z ogromną siłą pociągnęła ją z powrotem w gęstwinę. Aramea nie była w stanie dojrzeć przeciwnika, liście i gałęzie skutecznie jej to uniemożliwiały. Czuła jedynie jego uścisk na kostce. Dość szybko oddalała się od Zairisa szorując plecami po leśnym listowiu.
Przez twarz elfki przemknął cień uśmiechu,kiedy tylko zobaczyła Zairisa z mieczem gotowym do zadania ciosu.Zamarła na chwilkę w bezruchu obserwując bacznie krzak,ale już niebawem wydała z siebie przeciągły wrzask przerwany tylko na ułamek sekundy twardym lądowaniem.Jedna z rąk dziewczyny błądziła po ziemi szukając zawzięcie jakiegokolwiek punktu zaczepienia.Rzuciła Zairisowi krótkie i zarazem bardzo wymowne spojrzenie.Usta elfki poruszyły się lekko,wydobył się z nich tylko stłumiony szelestem szept...
-Zai...
Oczy Aramei roziskrzyły się niespodziewanie i ustawiła różdżkę jak najbardziej w poziomie starając się jej nie złamać i wycelowała mniej więcej w zielone pęta,które zawiązały się na jej stopie...Krzyknęła w kierunku napastnika patrząc z nadzieją na różdżkę Zairisa:
-"Kihilias"!
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Jedynie przez ułamek sekundy widziała zaskoczoną twarz Zairisa. Nieopodal z prawej strony ujrzała zmierzającą w stronę młodzieńca z dużą prędkością łodygę. Wtedy wszystko zniknęło za zgniłym listowiem.
Elfka zdołała złapać się cienkiej gałęzi, siłą rośliny była jednak zbyt duża. Bohaterka poleciała dalej, z gałązką pozostałą w dłoni. Zdołała ułożyć różdżkę w poziomie.
Małe gałęzie drapały ją po całym ciele, liście zaś smagały całą twarz. Uniemożliwiało jej to wyraźnie wykrzyczenie słowa wyzwalającego moc różdżki. To co wyszło z ust elfki, było zbyt odległe w brzmieniu od żądanego słowa, by czar został rzucony.
Skrzywiła się nieco czując w dalszym ciągu ucisk rośliny na stopie.Zdołała zerknąć na Zairisa zaledwie przelotem,ale to wystarczyło,by jego twarz pozostała przed oczyma elfki.Była śmiertelnie przerażona swoim-jak jej się wydawało-beznadziejnym położeniem.Odczuwała jednak pewnego rodzaju ulgę,że to nie człowiek z kitką znajduje się teraz na jej miejscu.Kiedy tylko spostrzegła zmierzającą w kierunku bruneta łodygę-krzyknęła jak tylko potrafiła najgłośniej i najwyraźniej:
-Uważaj,Zai!Łodyga...
Marszczyła coraz bardziej czoło w miarę przemykania przez liście i syknęła krótko,kiedy gałąź okazała się zbyt krucha.Tym razem przesłoniła drugą dłonią twarz starając się ochronić ją przed atakiem liści i powtórzyła z trudem formułkę trzymając różdżkę w poziomie.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Gdy tylko elfka przesłoniła twarz, poczuła silne szarpnięcie w górę. Całe jej ciało uniosło się ciągnięte za nogę. W tej dość niewygodnej pozycji, zdołała jednak Aramea wypowiedzieć słowo wyzwalające, tym razem wystarczająco wyraźnie. Poczuł lekki dreszcz na kostce, następnie zaś rozluźnienie uścisku. Spadła z powrotem na ziemię, oprócz podrapań i kilku siniaków nic jej nie było.
Krzyknęła przeraźliwie i ścisnęła mocniej różdżkę w dłoni.Nagle jęknęła cichutko czując nagłe szarpnięcie,a kiedy zorientowała się,że już nie sunie po liściastej dróżce-wrzasnęła jeszcze donośniej niż ostatnio.Rozpromieniła się odczuwając mniejszy uścisk na stopie,a prawie czarne oczy dziewczyny przebiegł blask satysfakcji i czystej radości.Szybko wstała z leśnego podłoża i pobiegła w stronę miejsca,gdzie ostatnio widziała Zairisa.Gładziła z czułością powierzchnię magicznego przedmiotu mając nadzieję,że katana wystarczyła do unieszkodliwienia rośliny...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Krzaki nie były wysokie, także gdy tylko Aramea podniosła się na nogi, głowa jej wystawała ponad listowie. Musiała jednak przebiec kawałek i pokonać zasłonę z liści nieco większego krzewu by dotrzeć z powrotem do Zairisa.
Młodzieniec stał z szeroko rozstawionymi nogami, kataną kończąc właśnie cięcie. Kawałek długiej łodygi padł na ziemię, gdzie leżało już ich przynajmniej z tuzin. Reszta kwiatów wokół człowieka zaczynała sztywnieć i padać na ziemię.
Zairis dysząc lekko spojrzał na elfkę wyłaniającą się z krzaków. Krople potu zaścielały jego twarz, nie odniósł jednak chyba żadnych obrażeń.
"W..wszystko w porządku ?" spytał spoglądając z niepokojem na elfkę. Aramea zdała sobie sprawę, że musi wyglądać koszmarnie po przebytej "przejażdżce".
Westchnęła cichutko zerkając niepewnie na spoczywającą niedaleko niej łodygę.Bez dłuższego zastanowienia wyruszyła na poszukiwanie towarzysza.Tym razem wolała nie ryzykować...Zamrugała kilkukrotnie na widok Zairisa,twarz ciągle jeszcze wystraszonej i zarazem rozczarowanej -a może zwyczajnie wściekłej na Nishifale dziewczyny-zmieniła radykalnie swój wyraz.Teraz znowu rozjaśniał ją szczery,ciepły uśmiech.Zapomniała na chwilkę o tym,co miało miejsce tak niedawno,ale o spotkaniu z rośliną przypomniało jej spojrzenie mężczyzny.Podniosła nieco dłoń i przypatrzyła się jej dokładnie,kiedy usłyszała pytanie Zairisa.Miała dziwne przeczucie,że poziom jej charyzmy znacznie spadł w dół.Podeszła do człowieka z z czarną kitką,wyszarpała miecz i natarła na resztki łodyg częstując je zdecydowanymi cięciami.
-Chyba...Tak...Zai...Jak dobrze znów cię widzieć-wyszeptała wyraźnie uspokojona widząc go w jednym kawałku-Nic ci nie jest?
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zaskoczony Zairis bez oporów oddał elfce swój miecz i z lekkim rozbawieniem obserwował, jak masakruje ona leżące łodygi.
"Ze mną raczej wszystko w porządku, co więcej chyba znalazłem cel naszych poszukiwać."
Odparł wskazując dłonią pobliskie krzaki. Były one niesamowicie przegniłe. Znacznie bardziej niż wszystko wokoło. Wydawało się, jakby liście i gałęzie miały się zaraz rozpłynąć, tworząc na podłożu ciemną śmierdzącą maź.
Katana Zairisa przecinała raz po raz z impetem zielone łodygi,a sama dziewczyna wydawała się być wyraźnie zadowolona,że doczekała się słodkiej zemsty.Kiedy tylko upewniła się,że żadne z pęt już nigdy więcej nie przypełznie do młodego mężczyzny-uniosła samurajski miecz mniej więcej na wysokość swoich oczu i przypatrzyła mu się dokładnie.Następnie ułożyła go w poziomie i objęła palcami prawej dłoni rękojeść,jednocześnie na drugiej opierając ostrze.Podarowała brunetowi z kitką lekki,ale pełen gracji ukłon i najpiękniejszy uśmiech jaki była w stanie teraz wyczarować.Podała mu katanę nie ukrywając szacunku dla broni i jej właściciela.Szybko oddała także różdżkę i wyszeptała z głową lekko jeszcze opuszczoną...Patrząc nań tylko czarnymi oczyma:
-Uratowałeś mi życie po raz drugi,Zai.Dziękuję...
Zerknęła w stronę najbliższych krzaków i skrzywiła się nieco.Zdawała sobie sprawę,że szukają zwłok,ale takich efektów wizualnych i zapachowych się nie spodziewała...
-W zasadzie...To w jakim celu szukaliśmy właśnie pozostałości Hariona?To musi być dla ciebie bardzo ważne,skoro zdecydowałeś się tak wiele zaryzykować...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zaskoczony odebrał od elfki katanę oraz różdżkę.
"Widzę, że znasz się na tego rodzaju broni." odparł nie kryjąc zdumienia. "Nie rozumiem jednak czemu twierdzisz, że to ja uratowałem Ci życie po raz drugi. To Ty unieruchomiłaś roślinę, nie było w tym mojej zasługi."
Uśmiechnął się, zaś na jego policzki powróciły rumieńce. Podążając za wzrokiem elfki spojrzał na przegniłe krzaki. chowając różdżkę za pas ruszył w ich stronę.
"Jak już mówiłem nie jestem hieną cmentarną, nie interesują mnie same zwłoki Hariona. Przybyłem tutaj nie tyle by coś zdobyć, a by coś uczynić. Uwolnić ten niewielki skrawek lasu od wsączonej w niego trucizny. Zdjąć klątwę nałożoną na to miejsce."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum