Wysłany: 2008-06-20, 11:03 Co mi los przyniesie - prolog
Wszyscy chcą posiadać władze, wszyscy potęgi pragną, każdy zdobyć ją chce. Jedni dla siebie inni dla wielkich a jeszcze inni dla zemsty, każdy chce władzy każdy ją ma a zdobywając większą tracą swą na wieki.
Co mi los przyniesie
War siedział w chacie niedawno zmarłego szamana który zatruł się żelazem piki konnicy królewskiej. Wioska położona była niedaleko królestwa ludzi i stąd narażona na ich ataki. Większość wioski została zmieciona z powierzchni ziemi jednak ta chata cudem ocalała. W środku było jednak znacznie gorzej, wszystko co dało się rozbić, zniszczyć zostało zmasakrowane, książki walały się wokół tworząc miejscowe stosy. Fiolki rozbite zalały niektóre z leżących na ziemi ksiąg. Prycza została wywrócona do góry nogami, stół leżał na boku, jedynie fotel stał na swym miejscu nienaruszony. W drzwiach leżało ciało szamana. Sędziwy starzec nie był w stanie już uciekać, jednak siła jego zaklęć pozbawiła trzech jeźdźców życia, wszyscy leżeli półkolem przed chatą z grymasem strachu na zastygłych twarzach.
W wiosce do której dotarł War dziś późnym popołudniem gdy słońce chyliło się ku horyzontowi barwiąc niebo szkarłatem nie było żywej duszy, widać wszyscy zginęli, a jeśli nie to odeszli pozostawiając swoje domy na pastwę czasu który na pewno szybko się nimi upora. War poczuł się w niej bardzo samotny, wioska przypomniała mu jego dzieciństwo, lecz nie było nikogo kto mógł z nim porozmawiać czy napić się. Pozostały jedynie trupy oraz chatka szamana z jej bogactwem.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
To, co się tu stało było codziennością na pograniczu, ale War nie był przygotowany na takie widoki. Spodziewał się znaleźć to schronienie i odpoczynek, a zastał zgliszcza. I tak dobrze, że chociarz ta chatka ocalała.
Szczególnie ta chatka.
Mag wiedział, że nie może zostać tu zbyt długo - do zachodu słońca nie pozostało zbyt dużo czasu, a z ludziów często wyłaziły strzygi i nne upiory. Ale żeby zostawiać takie bogactwo...
Patrząc na piętrzący się bałagan postanowił posegregować znalezion przedioty.
Wszystko co miało jakąkolwiek wartość - książki, złoto, sztylety, miecze, zbroje, ocalałe miksturki itp. ułożył w szeregu przed chatką szamana.
Wystarczyło teraz wybrać te najciekawsze, najleprze i najpotrzebniejsze.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Poszukiwania fiolek dały mierne rezultaty, co znaczyło stos rozbitego szkła oraz jedną miksturę o barwie tęczy. War aż sie zdziwił jak ją znalazł gdyż w zależności od tego z jakiego kąta na nią patrzył to widział inny kolor. Sam nie miał pojęcia do czego ten płyn mógł służyć. Co się zaś tyczy złota czy broni to nie znalazł dokładnie nic. Oprócz zalanych ksiąg z których już nic raczej nie było znalazł kilka ciekawych pozycji.
"Zakładanie siedliska, fundamenty i rozwój" Gerga Cronesrwana.
"Demony i pochodne, analiza" Horeliusa Teriona Derkon.
"O budowie koła" - praca zbiorowa.
"Młyn, budowa i zastosowanie" - praca zbiorowa.
"Kryształy - magia, przeznaczenie, poszukiwanie i unikaty" - arcymag Heriolon z Broln
"Krwawe słońce - kryształ unikat - dodatek" - arcymag Heriolon z Broln.
"Studnia, sposoby jej wytyczania" - praca inżynierska.
"Duchy" - praca naukowa G. Serionarion
Poza tymi księgami znalazł na szyi szamana także wisior w postaci gwiazdy wykonany z czerwonego kryształu w postaci słońca. Dzieło było iście piękne, na pewno nie wykonane ręką orka, raczej elfa bądź krasnala. Wisior przedstawiał na pewno wielką wartość
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
War musiał zdecydować się, co z zebranych przedmiotów może przydać się w podróży. Wątpliwe, by musiał w najbliższej przyszłości kopać studnie..
Mag zdecydował się na zachowaniae przy sobie:
Dziwnej tęczowej mikstury.
"Demony i pochodne, analiza" Horeliusa Teriona Derkon.
"Kryształy - magia, przeznaczenie, poszukiwanie i unikaty" - arcymag Heriolon z Broln.
"Krwawe słońce - kryształ unikat - dodatek" - arcymag Heriolon z Broln.
Oraz oczywiście owego dziwnego wisiora.
Następnie pozostało mu przeszukać ciała kawalerzystów. Nie mógł przecież pozwolić, aby powstałe z ciał ludzi wąpieże czy inne wilkołaki miały dostać w swoje łapska coś przydatnego dla maga, prawda?
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ostatnio zmieniony przez Namron 2008-06-24, 14:41, w całości zmieniany 1 raz
Przeszukanie kawalerzystów dało nawet pozytywne efekty. U dwóch z nich znalazł sakiewki, u wszystkich sztylet oraz piki. Każdy z martwych jeźdźców był ubrany w kolczugę, zaś przy pasie nosili długie miecze.
Żołnierze leżeli półkolem, na ich ciele nie było widać krwi ani innych oznak świadczących o zadanych ranach, jedynie twarz była nie taka jak być powinna. Grymas który wykrzywił ich twarze świadczył o strachu i to ogromnym strachu. Umarli nie tracąc kropli krwi, zabici przez to co zobaczyli.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
No, ork miał całkiem niezły połów. Co prawda znalezione przedmioty bardziej nadawały się dla wojownika, ale przecieżmożna je było sprzedać u jakiegoś chciwego kupca.
War Szybko przeliczył pieniądze i schował sakiewki do plecaka.
Teraz nastała chwila trudnego wyboru - co zabrać ze sobą? Po krótkim namyśle mag schował za choleki dwa sztylety, trzeci wraz z dwoma mieczami i kolczugą wylądował w plecaku.
Co do śmierci jaka spotkała kawależystów... Nie było czasu się nad tym zastanawiać. Prawdopodobnie magia śmierci lub iluzji, ale do szczęścia nie była orkowi owa wiedza potrzebna.
Słońce powoli kresów nieba dochodziło, i trzeba było zająć się noclegiem.
War zaczął rozglądać sięza kępą drzew, skał czy innymi miejscami które chroniły by przed wiatrem czy deszczem.
Bo zostać w chacie nie wiadomo czemu mu się nie uśmiechało.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Po spakowaniu zebranego dobytku War przystąpił do poszukiwań miejsca swego noclegu. Znalezienie drzew czy skał okazało się niewykonalne przynajmniej w najbliższym otoczeniu wioski. Co prawda w pobliżu przepływał strumyk jednak przy nim rosły jedynie tylko większe trawy i kilka niskich krzewów, drzew nie było widać. War czuł wewnętrznie że nie powinien się zbliżać do tego choć niewielkiego to jednak dość wartkiego strumyka. Rozejrzawszy się wokół widział tylko trawy, lekko pofalowane lecz jednak same trawy. Uginały się one pod tchnieniem wiatru, falowały powodując pewnego rodzaju hipnozę. War patrząc na nią a może pod wpływem zmęczenia podróżą poczuł znużenie które zaczęło go usypiać. Czas był najwyższy by położyć sie i odpocząć, pozostawało jedynie pytanie gdzie.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
No cóż, wyglądało na to, że Mag będzie musiał spędzić tutaj noc. Chata była wręcz idealnym miejscem, chroniła od wiatru, deszczu, i innych darów matki natury.
Bo do strumyka na pewno nie podejdzie, o nie.
Chociaż trzeba było napełnić bukłak…
Nie zmieniło to jednak podejścia orka do poniewierających się trupów. Jednak można było dla nich znaleźć jakieś zastosowanie…
War zdał sobie sprawę, że jeszcze nigdy nie jadł pieczonej ludziny, a było to coś, co porządny ork powinien choć raz w życiu zrobić.
Tylko co upiec? Ramię? Łydkę? Bo uda raczej nie zje całego.
Zastanawiając się, która część rycerza będzie najsmaczniejsza, Mag zaczął zaczął przeszukiwać ruiny wioski w poszukiwaniu kawałków drewna i innych palnych substancji oraz jakiejś żerdki, która posłużyła by za ruszt.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Szałasy pobudowane z traw nie nadawały się na rozpalenie ogniska, zaś co do rusztu, tu było łatwiej. W pobliżu szamana na ziemi leżała złamana pika. Dalsze drobiazgowe poszukiwania ukazały niewielką stertę drewna za jedną ze zniszczonych chat. Wcześniej War nie zauważył drewna gdyż zniszczona chata przykryła je. Drewna nie było wiele, można rzec ze starczyłoby na jakieś dwa dni dla jednego ogniska co nie było wystarczającym zapasem dla wioski. Może wioska miała się przenieść, a może miała niedługo nastąpić dostawa tego surowca, tak czy inaczej nie było go dużo, jednak dla samotnego Wara na pewno wystarczająco.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Mag przyjrzał się stosikowi drewna. No cóż, dużo tego nie było, stosu pogrzebowego nie zrobi. Ale też nie musiał.
Ork przeniósł połowę stosiku przed chatę szamana. Zdobywszy w ten sposób opał na ognisko, zajął się przygotowaniem kolacji. Na początek wbrew przeczuciom poszedł nad strumyk i napełnił bukłak wodą.
Kiedy wrócił, wyciągnął z plecaka hubkę i krzesiwo poczym zaczął rozpalać ogień
Potem zajął się wyborem potencjalnej kolacji.
Po krótkim zastanowieniu zdecydował się na ramię. Nogi kawalerzystów co prawda były pewnie potężnie umięśnione, ale prawdopodobnie pachniały nie tylko koniem. Zaśręce powinny być odpowiednie.
War przyjrzał się ciałom, sprawdzając ich świeżość. Zatrucie się nieświeżym wojownikiem to ostatnie czego chciał. Jeśli ,,kolacja” Nadawała się do spożycia, Mag wybiera to najładniej umięśnione, ucina je w ramieniu i nadgarstku, nadziewa na ruszt i zaczyna piec.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Drewno zostało przeniesione pod chatę szamana w dwóch turach. Kolejnym celem było zdobycie wody ze strumyka który płynął opodal i choć dziwne przeczucia straszyły go topielą i utonięciem War poszedł to tego niezwykle niebezpiecznego miejsca i nabrał wody do bukłaka nie doznając żadnego uszczerbku. Po załatwieniu i tej czynności przygotował ognisko i korzystając z wynalazków jego cywilizacji wyczarował ogień wbrew pozorom wykonując tylko mechaniczne czynności.
Teraz przyszedł czas na główną sprawę, dobór mięsa. Wybrał sobie dorodne ramię jednego z martwych kawalerzystów. Gdy odcinał je od reszty ciała przyglądał sie im sprawdzając świeżość. Cieplutkie już nie byłty ale rozkładać sie jeszcze na dobre nie zaczęły, miały kilkanaście godzin, stąd raczej bez obaw mógł sobie pozwolić na kolacje z ich udziałem.
Po nadzianiu na zdobyty ruszt i umieszczeniu nad ogniskiem rozpoczął proces przygotowania mięsa do spożycia. Praca wymagała cierpliwości i staranności choć już po pewnym czasie mięso zaczęło lekko skwierczeć i pachnieć słodkawą wonią, jakby doprawioną miodem i szałwią. Zapach kręcił w nosie i żołodku, a War nie mógł doczekać sie kiedy mięsko będzie gotowe.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Mięsko pachniało, a magowi ciekła ślinka. Niestety trzeba było trochę poczekać na jakże smakowicie wyglądającą pieczeń.
W obecnej chwili mag żałował, że nie zna się na zielarstwie – można by naprawdę doprawić mięsko jakom miętą czy wspomnianą szałwią…
War powoli obracał mięso nad ogniem. Z nudów zaczął przyglądać się znalezionemu naszyjnikowi. Piękny, czerwony kamień w kształcie słońca musiał być sporo wart.
Nagle ork uświadomił sobie, że być może to o tym wisiorze mówi książka znaleziona w chatce szamana. ,,Czerwone słońce – kryształ unikat.” Taak… całkiem prawdopodobne.
Mag zanurzył ruszt z pieczeniom w ogniu i potrzymał tak przez chwilę w celu pozbycia się włosów, poczym odkroił sztyletem kawałek mięsa i włożył go do ust. Jedną ręką dalej przytrzymując ramię kawalerzysty nad ogniem, drugą postarał się wyciągnąć z plecaka wyżej wspomnianą książkę.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
War bawił się w kucharza i czynił to z radością, brak ziół nie był wielką przeszkodą dla maga. Upieczone i pachnące mięsko zachęcało do konsumpcji, odcięty kawałek powędrował do ust. Smak był przedni, lekko słodkawy, mięsko było jednak troszkę zbyt żylaste lecz nie stanowiło to zbyt wielkiego problemu dla mocnych zębów orka.
W międzyczasie myśli maga zeszły na temat naszyjnika który znalazł przy szamanie oraz księgi. Skojarzył że ten piękny wisior może być wspaniałym artefaktem o którym napisano księgę co znaczyło że jest to wspaniały przedmiot. War sięgnął po nią do plecaka i po chwili wyjął wolumin oprawiony w czerwoną skórę na której wszyty był żółty znak słońca, pod którym widniał napis "Krwawe słońce - kryształ unikat – dodatek” a nad nim autor publikacji arcymag Heriolon z Broln. Księga choć nie była zbyt gruba była wykonana starannie i utrzymana w idealnym stanie.
Mięso przeżute zostało połknięte pozostawiając przyjemny smak w ustach który zachęcał do zjedzenia kolejnego kawałka pieczystego. Księga także kusił do otwarcia i przeczytania tego co w niej było zawarte.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Jeść całkiem niezłą ludzinę, czy pogrążyć się w lekturze książki przypuszczalnie opisującej właściwości naszyjnika.
Ot i dylemat natury fizyczno – intelektualnej. Równy wręcz pytaniu, które ork niedawno usłyszał: ,,Azaliż mieczem rąbać, czy toporem azaliż?”.
Odpowiedź na pytanie pierwsze nasuwała się sama. Na drugie mag niestety nie znał odpowiedzi.
Co prawda nawet jeśli wisior okaże się artefaktem, to wątpliwe by był on aż tak wspaniały, w końcu jego właścicielem był zwykły, wioskowy szaman. War nie mógł za bardzo liczyć, że dzięki temu artefaktowi stanie się równie potężny co sam autor traktatu o krwawym słońcu, arcymag Herioln.
Jednak należało porzucić te czcze rozważania i w końcu wrócić do rzeczywistości. Ork w jedną rękę chwycił rożen z ramieniem kawalerzysty i odgryzając kawałek zagłębił sięw lekturze otwartej uprzednio księgi.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Rozważania przy świeżo upieczonej kolacji odpływały w kierunku marzeń i snów na jawie. Mag miał dylemat, czy zająć się lekturą czy posiłkiem, w końcowym efekcie uznał że nie będzie się rozdrabniał i wykona obie czynności na raz.
Pieczyste zostało przełożone do lewej ręki zaś w prawej pojawiła się księga. War z zaciekawieniem i zapałem otwarł ją na pierwszej stronie na której znalazł jedno tylko zdanie.
"Niegodny, z mroków przychodzisz, bez światła słońca podążać chcesz tam gdzie moc się gromadzi".
Nic więcej, każda kolejna strona przewracana z coraz większym pośpiechem pokazywała tylko to jedno zdanie. Zdenerwowanie i zawód towarzyszyły magowi, zabrał księgę która była bezużyteczna wręcz pusta. Jedno głupkowate zdanie a poza nim nic.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
,, Niegodny, z mroków przychodzisz, bez światła słońca podążać chcesz tam gdzie moc się gromadzi".
Cała książka poświęcona temu jednemu zdaniu. Arcymag Heriolon niezbyt się postarał.
Niestety, orkowi nie uszło uwadze, że był on magiem. I to sądząc z piastowanego stanowiska, dość potężnym. Nie było by problemem zaczarować księgę. A ta zagadka nie wydawała się zbyt trudna.
War odgryzł kolejny kawał mięsa.
Trzeba by tylko odrobinę ruszyć głową oraz książką. Mag ułożył ją na kolanach, i zwrócił się bokiem na zachód, tak by ostatnie promienie znikającego za horyzontem słońca padły na pierwszą stronę księgi. Jeśli to nie poskutkowało, ork wyciągnął znaleziony amulet i stara się, aby światło o słoneczne skupione przez czerwony kryształ oświetliło tajemniczy napis.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
War ogryzł kolejny soczyście słodkawy kawałek mięsa i delektując się jego smakiem rozmyślał intensywnie nad księgą którą posiadał a która przedstawiała sobą tylko jedno zdanie. Założenie było proste księga była zaklęta w sposób który wydał się magowi banalny. Szybko też przystąpił do wykonania swego planu.
Szurając tyłkiem po ziemi obrócił się. Promienie zachodzącego czerwienią słońca oświetliły jego prawy policzek, a magowi zrobiło się przyjemnie ciepło. Ujęta w ręce księga została tak ułożona by krwiste promienie smagnęły jej blade stronice i napisy na nich wyryty. Papier zabarwił się purpurą lecz poza tym nic się nie stało.
I na tą ewentualność mag był przygotowany, podniósł znaleziony amulet w dłoniach w górę a promienie znikającego słońca przemknęły przez kryształ uderzając wieloma kolorami w biel papieru.
Mag patrzył na księgę promieniującą ciepłem i blaskiem. Mag czuł wzbierającą w niej energię, czuł siłę ognia. Atrament z liter którymi wypisano zdanie wypłynął z kartki zmieniając się w małe kropelki czarnej mazi. Po chwili te wyglądające jak robaki krople rozlazły się po kartce układając się w logiczną całość. Jeszcze chwila i War mógł przeczytać to co atrament ułożył.
"Z kluczem przybyłeś w promieniach wiedzy mocy poszukując, srebrem świetlistym od tarczy odbitym zdania zapiszesz i drogę poznasz."
Moc nie opuszczała księgi lecz na jej kartach nic więcej się nie działo. Wszystko zatrzymało się w miejscu. Blask pozostał, litery ciskały promieniami różnego koloru mieniąc się i przeplatając ze sobą.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Słoneczko świeciło, ptaszków nie było, a War użerał się z jakimiś zagadkami wymyślonymi przez starego zdziwaczałego ludzia. Podniósł medalion, i wtedy Ją poczuł. Moc. Siła zdolna budować i niszczyć w ekstremalnym tempie. Piękna, Niezwykła, i Uzależniająca jak narkotyk. Jednak Orkowi nie dane było z niej zaczerpnąć. Kiedy w księdze pojawił się napis, mag naprawdę był zaskoczony. Nie liczył, że będzie to coś tak prostego. Sądził raczej, że Będzie to miało jakiś związek z pełniami i nowiami księżyca, zaćmieniami słońca lub chociaż porą dnia. Widać potężni panowie magowie nie lubili zbyt wielkich gierek, a książka miała być dostępna dla wtajemniczonych magów nie tylko raz na sto lat. Mag z uwagą przeczytał nowe zdanie, a raczej nową zagadkę:
"Z kluczem przybyłeś w promieniach wiedzy mocy poszukując, srebrem świetlistym od tarczy odbitym zdania zapiszesz i drogę poznasz."
Odgryzł kolejny kawałek mięsa.
Wyglądało na to, że spełnił pierwszy warunek - w słonecznych promieniach wiedzy i ze znalezionym kluczem pokonał pierwszą zagadkę. War spojrzał na medalion - marzenia iż jest to potężny artefakt legły w gruzach. Był kluczem do tej księgi. No, może było w nim zaklęte jakieś poślednie zaklęcie, na przykład świecił światłem czy cuś. Ale wydawało się to raczej wątpliwe. A nawet jeśli, to dalej nie będzie unikatowy artefakt, godny opisania w księdze. Trzeba było się z tym pogodzić. Ale za to czekała na niego wiedza zawarta w księdze, a biorąc pod uwagę zagadki, nie była ona bez znaczenia. Bo kto szyfrował by leżącą nieopodal pracę zbiorową "O budowie koła"? no, chyba że i nazwa była szyfrem. Jednak szanse na to były naprawdę niskie, a ork był zbyt leniwy by się po nią fatygować. Ale została druga część zagadki. Nie chodziło tu raczej o prawdziwe srebro... Czy srebrne elfy nie nazywały same siebie księżycowym ludem? Mogło więc chodzić właśnie o to. Przepuścić je przez medalion jak promienie słoneczne? Do tego był by raczej potrzebny medalion w kształcie księżyca. Może więc szaman miał tylko jeden z kluczy? Bardziej prawdopodobne, że chodziło o tarczę księżyca, ale dlaczego promienie miały by być odbite? Maga żadna z tych odpowiedzi nie zadowalała w pełni. Przeczytał więc zdanie jeszcze raz. Odgryzł kolejny kawałek ludziny i ponownie przeczytał zagadkę. I znowu ją przeczytał. Spojrzał na zachodzące słońce, i tym razem tylko rzucił okiem na to zdanie. I wtedy go olśniło. Jaka tarcza księżyca? Tarcza jest słońca. Jeśli dobrze zrozumiał, miał puszczać z promieni księżyca zajączki. Opcjonalnie coś się wymyśli na poczekaniu. Na razie odłożył księgę dodatek i zagłębił się w pierwotnym dziele arcymaga z broln, poświęconym, jakże by inaczej, magicznym kryształom...
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Rozważania nad księgą i kolejnymi zagadkami prawie całkowicie pochłonęły Wara, no może za wyjątkiem pieczeni którą ze smakiem co chwile degustował. Pomysłów wiele, rozwiązań jak sądził tylko jedno tylko jakie? To było najważniejsze pytanie jakie stało przed magiem. Czy potrzebował innego klucza, czy ten jeden wystarczał. Czy chodziło o księżyc czy o słońce. Tak wiele pytań i wiele odpowiedzi jednak żadna nie pełna, nie wystarczająca, a może błędna.
Odkładając książkę na którą nie padały już promienie słońca przepuszczone przez kryształ moc jaka krążyła w księdze w momencie ją opuściła. Zaś małe czarne robaczki rozbiegły sie ponownie po jej stronach tworząc na nowo jedno tylko zdanie.
"Niegodny, z mroków przychodzisz, bez światła słońca podążać chcesz tam gdzie moc się gromadzi".
War pozostawił księgę traktującą o Krwawym Słońcu zaś do ręki wziął główną pozycje arcymaga. Gruba księga obita świetnie wyprawioną skórą a na niej czarne pięknie zdobione i idealnie wypisane czarne litery tworzące tytuł "Kryształy - magia, przeznaczenie, poszukiwanie i unikaty", a pod tytułem już mniejszymi nieco literami arcymag Heriolon z Broln. Księga wyglądała na starą, grube pożółkłe kartki o sfalowanych bokach. War otworzył księgę, pierwsza strona wyglądała podobnie jak okładka z tym że oprócz tytułu i autora był rysunek pięknie oszlifowanego szmaragdu. Na następnych stronach znajdował się spis treści.
1. Wprowadzenie.
2. Kryształy - rodzaje.
3. Magia - podstawy zaklinania kryształów
4. Znaczenie symboliczne kryształów wg. rodzajów
5. Unikaty - zestawienie znanych unikatowych kryształów wraz z właściwościami.
Słońce schowało się już za horyzont mocno ograniczając ilość światła jakie teraz przemierzało zniszczoną wioskę orków. Ten półmrok ożywił cisze jaka panowała w wiosce po śmierci jej mieszkańców, ożywił też uczucie osamotnienia towarzyszącego magowi. Bo choć podróżował sam to teraz odczuł to namacalnie siedząc wewnątrz osiedla które było puste i ciche niczym grobowiec którym de facto się stało.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Litery znowu zmieniły się w pierwotny układ, moc opuściła księgę, a cały plan orka wziął w łeb. No może nie do końca. W końcu któż wiedział, jak zachowa się księga przy świetle księżyca. Może udzieli odpowiedzi na nurtujące orka pytania? Może moc znów się uaktywni? A być może, co najbardziej prawdopodobne, niż się nie stanie. Jednak czym był by żywot bez tej kszty nadziei, która popychała największych bohaterów tego świata do ich niezwykłych i spektakularnych czynów. Z resztą często prowadzących ich do śmierci. Jednak… być może tuż za ludzką granicą poladyn Cohen, avatar aesira walczył z kolejnymi demonami… Być może w górach orczy zabójca Kochen, o imieniu podobnym do wspomnianego już rycerza, dzierżąc w swych dłoniach sławetny topór grzmotu zbliżał się do góry cienia w poszukiwaniu smoka zła… Mag w duchu skarcił się za chwilę rozmarzenia. Słońce zaszło już za widnokrąg, Przepadła więc okazja do dalszych eksperymentów z księgą o krwawym słońcu. Mimo wszystko potrzebował on więcej wiedzy o kryształach w ogóle, nie tylko o tym jednym.
Samotność dorwała go znienacka, i jak zwykle w najmniej spodziewanym momencie. Cisza, spokój, zapadająca noc, samotny wędrowiec i pole bitwy pełne trupów, a jednak jeszcze wczoraj tętniące życiem. War dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez te kilkanaście dni wędrówki dzielące Grontuk Brand i królestwo ludzi nie miał się do kogo odezwać. Powróciły wspomnienia nauki pobieranej u szamana, podróży do lasu srebrnych elfów i wrażenia jakie zrobił na młodym magu obóz wojskowy.
Jednak to nie był czas ani miejsce dobre do takich rozważań. Najlepsze w tej sytuacji było zapomnienie się w jakiejś pracy, lub, w obecnej sytuacji – w książce. Mag przejrzał spis treści. Potrzebował wiedzieć o kryształach jak najwięcej. Na początku chciał sobie odpuścić wstęp, ale cóż… Być może właśnie tam znalazło by się rozwiązanie zagadek, lub jakaś wskazówka. Było to baaaardzo mało prawdopodobne, ale jednak możliwe. Poza tym, jeśli chcesz pokonać wroga, musisz go dobrze poznać…
Ork zagłębił się w lekturze.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Otwarta na wprowadzeniu księga rozpoczynała się od słów:
„Kryształy są wieczne, idealne, boskie. Magia zaklęta w nie zaś jest jak oddech boga. Kto go uwolni albo zyska moc albo zginie marnie. Kryształów będą pożądać, za nimi będą podążać i o nie walczyć, jednak by zdobyć te najpotężniejsze wiele stracić trzeba by zyskać co oferują.”
Potem nastąpiła analiza kryształu pod względem właściwości na poziomie molekularnej, budowa, rozkład cząsteczek, odporność wytrzymałościowa na zgniatania jak i rozciąganie oraz na skręcanie. Potem nastąpił opis właściwości projekcyjnych, rozszczepliwość promieni słonecznych na barwy. Dalej opisane zostały cechy fizyczne i chemiczne kryształów a wstęp zakończył się zaproszeniem do uszczegółowienia informacji o kryształach w dalszych rozdziałach.
Jednak wtedy War napotkał pierwszy problem, gdyż światło rzucane przez ognisko nie dawało na tyle dużo światła by bez problemów móc czytać księgę, co prawda czytając bardzo powoli i niekiedy składając słowa nadal dało się ją rozczytać była to jednak bardzo mozolna praca która nie dawała magowi satysfakcji. W zamian jednak pojawił się księżyc będący prawie w pełni. Mag zauważył że jego tarcza znalazła się nad horyzontem dopiero po upłynięciu jakiś trzech godzin od zachodu słońca.
War był już zmęczony, zmęczony całodzienną wędrówką, przygotowaniem posiłku, rozpalaniem ogniska jak i czytaniem, potrzebował odpoczynku, choć miał jeszcze w sobie trochę energii.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Wstęp był trochę przydługi i zawierał sporo informacji o kryształach. Co z tego, że nikomu nie potrzebnych i czytanie tych badziewi nie sprawiało orkowi przyjemności. Ba, szczerze powiedziawszy trochę to orka zirytowało. Nie zamierzał rozkręcać i rozciągać kryształów. Nie interesowała go wspomniana siatka molekularna. W końcu nie na darmo był transfiguratorem. On chciał znaleźć coś, co pomogło by w rozwiązaniu zagadki. No cóż, widać stary mag nie chciał ułatwić sprawy swoim uczniom ani przypadkowym znalazcom w stylu Wara.
Po kilku godzinach czytania mag zamknął książkę i schował ją do plecaka. Prawdopodobnie przez takie czytanie po nocach straci kiedyś wzrok. Jednak na razie ważniejsze było sprawdzenie nowej teorii orka. Teorii, która mogła wpłynąć na całe jego życie.
Mag chwycił leżącą nieopodal księgę dodatek, poczym przyjrzał się literom. Spojrzał na wschodzący księżyc, i wyjął naszyjnik w kształcie czerwonego słońca. Następnie spróbował tak jak poprzednio prześwietlić kryształ lub pościć nim zajączki. Na księgę, oczywiście.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Kiedy wreszcie War odłożył księgę oczy piekły niemiłosiernie i pewnie rano nadal będzie je czuł. Ból w oczach nie był jedyną oznaką zmęczenia maga który cały zesztywniał siedząc w niewygodnej pozycji i bez ruchu w dość niewygodnej pozycji. Miał ochotę położyć się spać jednak ciekawość zmusiła go przeprowadzenia swego eksperymentu póki była taka szansa. Nie czekał więc ani chwili dłużej tylko zabrał się od razu gdy tylko mógł. Sięgnął w kierunku leżącej opodal księgi z jej charakterystycznym jednym zdaniem wypisanym na wszystkich jej stronach. Tak jak przy pierwszym eksperymencie tak i teraz skierował odbite od tarczy księżyca światło słoneczne które przechodząc przez kryształ padło na magiczną księgę.
Zaraz też moc wstąpiła w nią a czarne robaki rozpełzły się po jej stronach by ponownie wpić się w papier księgi jednak w zupełnie odmiennych miejscach. Ponownie ułożyły one pojedyncze zdanie które bez problemu choć pewnie z niejakim rozczarowaniem przeczytał mag.
„Z kluczem przybyłeś by srebrem słowa mocy spisywać lecz bez światła wiedzy puste jedynie karty zobaczysz”
Zdanie pojawiło się dokładnie tak samo jak i te które już znał. Teraz miał trzy zdania które mogły mu dać rozwiązanie, a może brakowało mu czegoś jeszcze, może dopiero dogłębne studia na temat kryształów miały mu przynieść rozwiązanie. To co teraz War zrobi zależało tylko od niego, jednak ciało mag dawało mu wskazówki którędy powinien się udać. Powieki opadały ciężko i tylko dzięki koncentracji oraz ogromnemu wysiłkowi nie zasypiał na siedząco, czas jednak na to był chyba jednak odpowiedni. Już nawet ta cisza która wcześniej była denerwująca i tak strasznie męcząca teraz wydawała się tak cudownie błoga, taka przytulna, wręcz prosiła o to by utulić maga do snu.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
I koło się zamknęło. W jaki sposób mag mógł jednocześnie oświetlić księgę słońcem i księżycem? Tu już ten przeklęty ludź przesadził. To przecież niemożliwe. Ten koleś był chyba chory, że wymyślił taką głupotę. Jednak War nie zamierzał rezygnować z przełamania zaklęcie i przeczytania księgi Tu już nie chodziło o treść księgi, ale o dumę orczego maga i syna bohatera.
Bohater był naprawdę wściekły.
Niestety, był również zmęczony. I na razie nie w głowie były mu rozwiązania. W obecnej chwili nie było tam niczego. No może poza wyraźnym pragnieniem snu. War po prostu nie był w stanie zastanawiać się nad możliwościami. Skłaniał się ku wnioskowi, że na początek powinien poznać więcej kryształów. Ale to jutro…
Ork z trudem się podniósł, zchował książki i dorzucił trochę drewna do ogniska. Następnie wyjął koc z plecaka, i rozłożył go na trawie w miarę równym miejscu, oczywiście jak na obecne warunki. Położył się na nim, wsunął ramię pod głowę i owinął siępłaszczem.
Migoczący ogień był tak piękny…
Zasnął.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Zdenerwowany ork to zły ork i właśnie tak czuł się War. Był zły i zdenerwowany na arcymaga który z początku do mądrych się nie zaliczał w mniemaniu bohatera by na końcu zostać uznanym szaleńcem. Chciał rozwiązać zagadkę, chciał pokonać arcymaga, chciał udowodnić że jest wielki, z tym że zabrakło mu sił, a przynajmniej w tej chwili. Ciało domagało się snu, umysł domagał się snu i War uznał że nie ma dyskutować z przeważającą liczbą oponętów. Dlatego po znalezieniu w niewielkiej odległości od ogniska dość sporych rozmiarów płaskiego i porośniętego gęstą trawą kawałka ziemi rozłożył swój koc. Książki powędrowały do plecaka kilka szczap drewna do ogniska a ork na swe posłanie. Po nakryciu się płaszczem i kilku chwilach wiercenia się w celu uzyskania najlepszej pozycji War zasnął snem spokojnym aczkolwiek pełnym jego marzeń sennych.
Otóż siedział on sobie na potężnej łące której krańców nie było widać. Na kolanach leżała księga w ręku trzymał kryształ i lekko nim kręcąc próbował skierować oba snopy światła na otwarte stronice woluminu. Wtedy też zauważył że siedzi z twarzą w kierunku południowym zaś po lewej ma słońce świecące rannym słońce a po prawej półkole księżyca zapadającego się nad horyzontem. Sen był dziwny, a może proroczy War nie wiedział dość że księga zaświeciła srebrnym blaskiem który po sekundzie rozpłynął się ukazując mapę i czarne ścieżki liter zapisanych drobnym pięknym pismem. Już miał się zagłębić w czytanie, już miał przyjrzeć się mapie gdy nagle przyszedł zmrok, a zaraz potem ciemność by w końcu poczuć na policzku ciepło słonecznych promieni. Obudził się ponownie w martwej wiosce czując głód i słysząc marsza wygrywanego przez jego puste kiszki.
_________________ Walka nigdy się nie kończy,
śmierć jest początkiem walki o dusze.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum