Wygląd fizyczny:
Wyglądem nie różni się zbytnio od swoich pobratymców. Jego tusza, jak to przystało na krasnoluda - spora. Oczywiście pod powierzchnią częścią tłuszczu znajduje się dobrze rozbudowana tkanka mięśniowa.
Włosy stosunkowo długie, jednak co rzadko się zdarza - rzadko związane w warkocz. Jego atutem jest zadbana broda i gustowny wąs. Brwi krzaczaste, oczy brązowe. Brodę stara się systematycznie skracać, by nie sięgała poniżej jego klatki piersiowej.
Przeszłość i opis:
Urodzony w majętnej rodzinie - znanego właściciela kopalni rud żelaza. To właśnie ojciec nauczył go szacunku do krasnoludzkich wyrobów, które bez wątpienia są wytworem nieskazitelnym. Prowadził spokojne, beztroskie życie. Od najmłodszych lat, jak to przystało na prawdziwego krasnoluda, uczył się walczyć. Chociaż z drugiej strony... czy można to nazwać walką? Z reguły łapał się każdej ogromnej broni i niszczył swoje przeszkody. Trening polegał tylko na jak najsilniejszym uderzeniu. Właśnie na tym polegała taktyka jego "nauczyciela". Można by nawet rzec, iż ten trening zaowocował... tylko nie w umiejętności posługiwania się bronią, a w nabytą siłę. Między treningami walki, rozrabianiem z rówieśnikami, przeróżnymi naukami znajdował czas na chodzenie do karczm. Mimo, iż był jeszcze dzieckiem, wlewał w siebie ogromne ilości alkoholu. Po niedługim czasie, pomimo wczesnego wieku popadł w alkoholizm. W sumie on nie był tego świadomy, zaś jego rodzina nie widziała w tym żadnego problemu. Im krasnolud wlewał w siebie więcej trunków, tym bardziej był poważaną osobą.
Poza tym prowadził dość beztroskie życie i właściwie byłoby tak do dzisiaj, gdyby nie to, że zaczęło mu się po prostu nudzić. Nie, nie wymordowano mu rodziny, nie spalono domu i nie zaczął szukać zemsty. Po prostu, taki kaprys. Postanowił choć raz zdać się na siebie i za przyzwoleniem ojca przystąpił do niewielkiego klanu, który zwał się "oburęczny sztylet". Rodzina nawet cieszyła się, że postanowił zostawić majątek i udać się na bijaczkę. Walczący krasnolud to duma dla wysoko postawionego ojca.
I tym sposobem, jeszcze młody krasnolud, wywodzący się z gór porzucił majątek, nie wyrzekając się przy tym rodziny. Postanowił zdać się tylko na siebie.
Najpierw, wraz z swoimi nowymi braćmi wyruszyli w najmroczniejsze odmęty gór, by młody jeszcze Gorut nauczył się przetrwania w tych ciężkich warunkach. Na miejscu spotkał swojego pobratymca, lodowego krasnoluda, który zwał się Herad, to właśnie on pokazał mu zalety tarczy. Gorutowi, ten wielki kawał metalu przypadł do gustu wręcz nadzwyczajnie. Spędzał wiele godzin na nauce bronienia się tą najcięższą spośród tarcz. Natomiast w wolnych chwilach uczył się języka imperialnego, który miał pomóc w przyszłości młodemu bohaterowi. Ponoć interesy z ludźmi to czysty zysk. Tymczasem i tam Gorut prowadził dość beztroskie życie, dopóki nie zaczęły się "wypady w góry". Niedługo później, podczas licznych wędrówek młody zbrojny natrafiał na wiele przeszkód, z którymi sobie radził znakomicie, jak na prawdziwego krasnoluda przystało. Po około trzech latach, Gorut był gotowy na podróż do wielkiego świata. Wraz z klanem wyruszyli do krain zamieszkanych w większości przez ludzi. Jednak nie to było najtrudniejszym aspektem ich podróży, bowiem, by trafić do krainy, do której zmierzali musieli najpierw przedrzeć się przez tereny niezależne, na których nie trudno spotkać watahy orków, plądrujące okoliczne ziemie. Za dnia dwoili marsz, by skrócić jak tylko się dało, czas ich podróży. Podróż trwała kilkanaście dni, nie wiadomo ile dokładnie, gdyż młody bohater zdążył już kilkakrotnie zgubić rachubę. Cała przeprawa była bardzo spokojna, nie licząc kilku wilków i orków. Wedle map, po kilku następnych dobach znajdowali się już na terenie należącym do ludzi, z czego wszyscy byli nad wymiar szczęśliwi, z racji łatwej podróży. Z tej okazji, gdy zapadł zmrok, postanowili urządzić ucztę, upamiętniającą ten wielki sukces. Błoga zabawa trwała, każdy, bez wyjątku, chodził pijany. Czternastu krasnoludów, bo tylu ich było, zataczało się, głośno śpiewając, przeklinając, co rusz kłócąc się z byle powodu. Gorut już na samym początku zabawy wypił za dużo, a zaowocowało to tym, że zanim wszystko się rozkręciło, on leżał pijany pod wozem z ładunkiem. Zabawa była na tyle udana, że nikt nie spostrzegł się, że są otoczeni przez kilkudziesięciu, wyćwiczonych w boju orków. Usłyszeli tylko krzyk, nawet Gorut przebudził się na chwilę, lecz nim minęły trzy sekundy, spał ponownie.
Młody krasnolud obudził się nazajutrz z potwornym bólem głowy. Przez pierwsze chwile zastanawiał się, ile wypił. Nie był pewien, gdyż po czwartym, krasnoludzkim samogonie stracił kontakt ze światem żywych. Powolnym, mozolnym ruchem wytoczył się spod wozu. To co zobaczył, przeraziło go na tyle, że wstał na sekundę, by po chwili opaść na cztery litery.
Był w szoku, nie spodziewał się takiego widoku.
Okolica wyglądała strasznie, wszędzie leżały ciała martwych krasnoludów. Jego przyjaciele, jego bracia. Jednego Gorut był pewien, to była sprawka orków. W końcu kto inny miałby siłę poćwiartować krasnoluda w kwiecie wieku? Młody bohater chodził jak dziecko we mgle, nie wiedział co robić, przyklękiwał od czasu do czasu przy truchle swoich towarzyszy, by uronić łzę smutku i goryczy.
Nie pamiętał ile czasu błądził w takim stanie. Dopiero później nadszedł czas na działania. Nie zwlekając długo, pozbierał to, co było w okolicy, a co mogło mu się przydać. Nie było tego wiele, bowiem niemalże wszystko zostało zrabowane. Na koniec podbiegł do przywódcy klanu, do osobnika, który niewątpliwie był jego niedoścignionym wzorem, i zerwał mu amulet z szyi. Nie był to żaden magiczny przedmiot, była to rzecz raczej symboliczna. Mały łańcuch, na którym zawieszony był malutki sztylet z długą rękojeścią.
To zdarzenie zmieniło jego życie diametralnie, poczuł, że nie jest już gówniarzem, a prawdziwym krasnoludem.
Wyruszył przed siebie, w stronę ludzkich miast. Pełen goryczy, żalu, a nawet złości. Musiał się czymś zająć, by nie zwariować.
DOŚWIADCZENIE
Aktualne: 0
Otrzymane: 0
Ogólne: 0
ATRYBUTY
Nazwa / Wartość / Stopień Pół stopnia
Kondycja:......: 22 / 11 6
Refleks:.........: 13 / 7 4
Siła:..............: 18 / 9 5
Zręczność:.....: 15 / 8 4
Charyzma:......: 9 / 5 3
Inteligencja:....: 12 / 6 3
Percepcja:......: 13 / 7 4
Wola..............: 12 / 6 3
A Ostatni z Upadłych zasieje zawiść i rządzę krwi. I już nie będzie dobrych, ani złych. Bo już nie będzie nikogo. Pierwej zniszczy samego siebie niźli zaniecha zniszczenia, bo on zniszczeniem. Bo on Śmiercią i Końcem tego świata...
Gorut właśnie przetaczał się z wielkim jak stodoła poczuciem wina... tfu! Winy z powodu wczorajszego nieopamiętania się w piciu.
Ano poczucia winy zapewne by nie było. Gdyby tylko wiedział teraz gdzie dokładnie jest, bo zamiast siedzieć na dupsku w porządnej przykarczemnej klitce, zachciało mu się spacerów najwidoczniej.
Krajobraz był monotonny, a roślinność uboga. Całość przypominała wielką łąkę. Trawa, kilka drzew, miasto, polne rośliny...
Zaraz, zaraz...
Miasto. No własnie. W oddali, na horyzoncie majaczyło coś, co z powodzeniem można było uznać za siedlisko czegoś, co mogło nazywane być społecznością. Zwarzywszy na tereny, nie były to ani zielone elfy, ani drowy, ani jaszczurki. A już raczej napewno nie krasnoludy... Ludzie? Bardzo możliwe.
Inna sprawa, że krasnoluda zaczynało dość poważnie suszyć. No niby miał bukłak, ale od niego wszakże zależało czy to wodą chce zabić pragnienie...
-Psia kurważ, chędożona jego mać-
Krótkim słowami skomentował sytuację, w której się znalazł.
Wodę mam pić!? Jak zwierze?! Toć to nie do pomyślenia... Może tamtejsi... no właśnie, kim oni są? Zresztą, nieistotne, jeżeli będą mieli trochę krasnoludzkiego spirytusu, to może ich nawet polubię.
Od razu Gorutowi zrobiło się weselej, na samą myśl zabicia wszelkich smutków paroma łykami dobrej gorzałki. Chociaż... słowo najwspanialszej bardziej by tu pasowało.
No cóż, jakoś specjalnie lepszego wyjścia nie widział, toteż bez chwili zawahania skierował się do owego miasta.
Ile ja musiałem wczoraj wypić, żeby nie pamiętać, gdzie się znajduję? Dużo. A dla mnie, krasnoluda dużo, to znaczy trzykrotnie śmiertelna dawka dla tych długouchych skurwysynów. No właśnie... A co, jeśli ta osada to, pfu, elfia osada? Sam jeden nic nie zdziałam... Najwyżej uciekn... to znaczy oddalę się. W końcu oczywistym jest, iż krasnoludy są najlepszymi w wszechświecie sprinterami długo i krótko dystansowymi. Hm... A co to jest ten chędożony wszechświat? Zawsze używam tego słowa, nie mając o nim bladego pojęcia... No cóż, przynajmniej uchodzę za filozofa. Kurwa, a kto to jest ten filozof? Dobra, chędożyć rozmyślanie. Krasnolud na kacu straszliwie marudny jest.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 13:29
Zaiste - Krasnolud na kacu i jego prze-mądre prze-myślenia, to coś, do czego niewiele rzeczy możnaby porównać.
Gorut przy okazji własnej niedyspozycji jak widać, lubił sobie pomajaczyć, tudzież poprzeklinać do samego siebie. Bywa. Jednak majaczenie i bluzgi nijak nie pomagały w pozbyciu się syndromu dnia poprzedniego. Jakoże krasnoludowi nie w smak było zaspokajać pragnienie czymś innym niż porządny spirytus, dane mu było skierować się do odległego o jakiś kilometr miasta.
Spacerkiem - z racji swojego stanu - dotarł do głównej bramy po kilkunastu minutach. Nikt jej nie pilnował, więc bez większych problemów wszedł do miasta. Mury jak na samotną osadę były dość okazałe, jednak w tej chwili Gorut nie był w stanie się nad tym zastanawiać.
Przywitał go typowy dla miejsc zamieszkanych przez ludzi krajobraz - niewielkie drewniane domki z niedużymi podwórkami na których bawiły się dzieci, tudzież pasły się, szczekały czy ganiały jakieś zwierzęta, drogi, nieco przypominające te polne i przechadzające się nimi kobiety. Co dziwne niewielu widać było tu mężczyzn, jednak oczywiście mogło to być spowodowane niewątpliwie bliskością jakiejś karczmy. trzeba jej było tylko poszukać...
Koniec języka, za przewodnika. Tylko o co w tym chodzi? Mam wystawić język i podążyć w tą stronę, którą wskaże? Toć to bezsens... To na pewno jakieś idiotyczne, elfie powiedzenie, którego oni sami nie rozumieją, kurważ jego mać. Najlepiej będzie, jak się po prostu kogoś spytam o drogę.-
Gorut nie zastanawiając się długo podszedł do pierwszej napotkanej osoby.
-Macie tu karczmę? Kurw...- I w tym momencie się powstrzymał. W końcu każdy krasnolud ma wykształconą, na wysokim poziomie, kulturę osobistą. Czekał na odpowiedź z wielkim zniecierpliwieniem.
Czuł, jak gardło i krtań przysycha mu na tyle, że niebawem na pewno sczeźnie. Już nawet miał chwile zwątpienia, w których chciałby się napić nawet.... wody. I tu pojawiał się problem. Bowiem wodę, to się pije w ostateczności, w obliczu śmierci i tym podobnych. Tak jak to powiedział kiedyś pewien pijaczyna w górskiej mieścinie zwanej Nowym Garfangiem: "toć alkohol święty jest i bogowie zesłali nam go by życiu i rzyciom dziewek kolorów dodać!".
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 13:53
Pierwszą napotkaną osobą była kobieta, wysoka, zgrabna, ubrana w luźną, białą szatę z długimi, powłóczystymi rękawami. Usłyszawszy niedokończone przekleństwo skrzywiła się odrobinę - Owszem. Mamy karczmę. Jest niedaleko Elcrys... - tu zmierzyła krytycznym spojrzeniem Krasnala - ...Ale Ty pewnie nietutejszy. W zasadzie i tak wybieram się w stronę Ogrodu. Mogę Cię tam zaprowadzić.
Jak widać, Gorut być może miał okazję zostać uratowany od śmierci z pragnienia, tudzież od - o zgrozo - od konieczności zaspokojenia się wodą.
-To wspaniale!-
Zakrzyknął nie potrafiąc powstrzymać entuzjazmu.
-Czy moglibyśmy wyruszyć tam bezzwłocznie? Bo mnie pierońsko suszy. Pfu! To znaczy, chciałem powiedzieć, że moje pragnienie jest w szczytowej formie.-
Powiedział, wciąż pełen entuzjazmu.
Całe szczęście, że nie posłuchałem tego głupiego, elfiego przysłowia z tym językiem. Prawdziwy krasnolud zawsze wie, jak znaleźć karczmę. Tylko jedno mnie martwi... to jest ludzka osada, jeżeli nie będzie tutaj wspaniałego, krasnoludzkiego spirytusu, to będzie straszne... Ale z drugiej strony, sława krasnoludzkiej gorzały na pewno dotarła też tutaj, więc każda dobra karczma z pewnością będzie miała ten klarowny trunek.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 15:12
- Ja też się spieszę, więc pośpiech jest jak najbardziej wskazany - kobieta wuglądała na nieco poddenerwowaną. niby na pierwszy rzut oka nic, ale przy romowie słychać bylo momentami załamania się głosu, a i ręce trzęsły się całkiem widocznie.
- Coś się dzieje z Elcrys... Nie jestem pewna, ale sen był dość jednoznaczny... - mamrotała pod nosem już idąc. Żeby za nią nadążyć, krasnolud musiał co kilka kroków podbiegać.
Tym razem znów próbując maskować zdenerwowanie, kobieta zwróciła się do krasnoluda - nieczęsto mamy tu gości. A już napewno nie krasnoludy. Społeczność jest tu dość... zamknięta. Nie żebyśmy nie byli gościnni, ale inni raczej nas omijają. Zabawne. W moim śnie...
W tym momencie powietrze przeszył przerażający, mrożący krew w żyłach krzyk. Głos dobiegał z odległego od nich o ok 50 metrów zaułka pomiędzy dwiema chatkami. Cokolwiek krzyczało, po kilku sekundach albo zrezygnowało z darcia się, albo zostało pozbawione przywileju wydawania z siebie dźwięków...
Kobieta nie czekając na reakcję Goruta, natychmiast pobiegła w tamtą stronę
Na tyle różnych kobiet musiałem akurat trafić na tą, pojebaną, idiotkę. Nie dość, że chodzi zestrachana jak kura uciekająca przed rzeźnikiem, to jeszcze coś bredzi o snach. A co mnie kurwa obchodzą jej sny? A może ja zacznę, kurważ jego mać, opowiadać jej o moich snach? O, a tych to ja mam sporo! Zacząłbym od tych zbereźnych. Na pewno chciałaby posłuchać o urodzie i talencie erotycznym krasnoludzkich kobiet!
No i w tym momencie usłyszał krzyk. Stanął na chwilę, jakby chcąc zdefiniować, co to był za krzyk. Ale oczywiście nie dane mu to było, bo ta kobieta musiała zacząć biec.
-Stać kurwa! Ja chcę do karczmy!-
Stał chwilę jak wmurowany. Nie wiedział co robić. No, ale tylko przez moment. Po chwili ze złością dobył bukłaka, napił się, by zgasić pragnienie i zaczął biec za tą kobietą. Ot tak, z czystej ciekawości.
-Kurważ jego mać-
Gorutowi nie za bardzo chciało się biegać, szczególnie w takim stanie.
Co to u diabła za krzyki? Szlachtują kogoś? Czy co?
mapa.jpg *Dołączone przeze mnie, bo Mirka nie jest wystarczająco fajna, by umieć dodawać załączniki
Plik ściągnięto 9239 raz(y) 233,53 KB
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 20:40
Zapewne nieznajoma baaardzo chętnie wysłuchała by jego snów. Jednak jakoś tak niespecjalnie jej przerywał, by je opowiedzieć, toteż nie dowiedziała się ona niczego nowego ani o urodzie, ani o... wyobrraźni czy zdolnościach krasnoludzich nimfomanek.
I pewnie chwilowo się nie dowie, gdyż, zdaje się, okoliczności nie bardzo sprzyjały chwilowo jakiejkolwiek rozmowie.
Gorut niemal zapomniał już jak zmakuje woda. Na jego nieszczęście miał nieprzyjemność sobie przypomnieć... No ale cóż. Po opróżnieniu większej połowy bukłaka, zrobiło mu się nieco lepiej. Przynajmniej na tyle, by móc nieco odwlec wizytę w karczmie.
Zanim dobiegł na miejsce usłyszał przerażony jęk. Na miejscu okazało się, że powodem owego przerażenia kobiety był widok jaki tam zastała. Rozwleczone od jednej chałupki do drugiej, a i miejscami na ścianach, niemal posztukowane zwłoki sprawiły, że już i tak bidny żałądek Krasnala cicho zaprotestował. Siłą własnej wytrwałości, udało się jednak opanować Gorutowi odruch wymiotny. Wszędzie walały się rozerwane członki. Jedną z niewielu ocalałych części była głowa ofiary. Aż dziw, że tyle mięsa i krwi udalo się w taki sposób rozsmarować, skoro przedmiotem tego rozsmarowania bylo... dziecko.
Kobiera ponownie jęknęła, odwróciła się tyłem do resztek chłopca i zatkała usta dłonią. Po chwili stęknęła tylko - Elcrys... Wiedziałam! Czułam to... - jej oczy się zeszkliły, a ona sama osunęła się na kolana.
To co zastał, może by zszokowało młodego bohatera, gdyby nie to, że ciężko go zszokować.
Co jest, kurważ jego mać? Tutaj jeździ Czarna Wołga i masakruje dzieci, czy co? Zresztą, pierdoli mnie to, chcę się napić.
Odwrócił się na pięcie, pochwycił kobietę i pociągnął ją trochę ze sobą. Chciał w ten drastyczny sposób odsunąć ją od tego strasznego widoku.
-Dobra, mów mi, co tu jest grane. A to wszystko w drodze do karczmy. Prowadź i nie ociągaj się przypadkiem.-
Mówił dość spokojnym, ale stanowczym głosem. Chciał wzbudzić w kobiecie poczucie bezpieczeństwa.
-Co tak rozszarpało to dziecko? O jakich snach mi tutaj biadolisz? Co to jest Elcrys? I co czułaś, do jasnej cholery?-
Mówił, wciąż trzymając kobietę za dłoń. Nie chciał jej puścić, by ta nie wpadła w panikę. Wiedział, że może być straszliwie zszokowana, ale jakoś nie bardzo go to obchodziło.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 21:44
Kobieta szła jak ją prowadził Gorut. Była wstrząśnięta. Ciągle mamrotała coś o Elcrys, demonach i snach. Przynajmniej do momentu, kiedy wyszli z zaułka. Wtedy kobieta nieco oprzytomniała - Karczma? - spytała ze zniesmaczeniem - Ja... Ja muszę pędzić do ogrodu. Jestem Strażniczką... - wyrwałą swoją rękę od krasnoluda i schowała na sekundę twarz w dłoniach, by odezwać się trzeźwo - wybacz, obowiązki wzywają... Jeśli chcesz, chodź ze mną. To co wiem, opiera się na moich przeczuciach. Kiedy będziemy w Ogrodzie, dowiemy się pewnie więcej.
Ruszyła do przodu, w kierunku w którym kierowali się wcześniej
Elcrys, demony i sny. Ludzkie kobiety są bardzo, ale to bardzo pojebane. A to pewnie od nieróbstwa! Nie to co nasze wspaniałe krasnoludzice! Nie dość, że nie pierdolą takich farmazonów to i robotne są! A o ich urodzie, to nie jeden chędożony bard balladę ułożył! Oddałbym cały majątek za to, by móc teraz spędzić choć jedną noc z piękną, młodziutką krasnoludzicą! No, może z tym całym majątkiem to przesadziłem...
Chwila nieuwagi i wyrwała mu się. W dodatku znowu gdzieś idzie...
-Kur-waż, je-go, mać.-
Zaklął prawie, że sylabami. No cóż... Chciał się napić, ale tak czy siak, nie wiedział gdzie jest karczma. Chociaż... ta pieprznięta baba, która uroiła sobie, że jest jakąś strażniczką, wspominała coś, że karczma leży koło ogrodów. Mówiła również, że idzie teraz do ogrodu. Czysta logika nakazała mu iść za ową kobietą. Nadrobił trochę kroków i zrównał marsz z ową kobietą, której imienia nie znał. No właśnie...
-Jak Cię zwą?-
Poczekał na odpowiedź, po czym kontynuował.
-To powiedz mi wreszcie o tych twoich, chędożonych przeczuciach. Co tu się u diabła dzieje!?-
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-13, 22:18
- ja jestem Jedenasta. Nie mam imienia odkd służę Świętemu Drzewu. Ale skoro coś się wydostało poza barierę, musiało się z nim coś stać... - Ciągle maszerując szybkim krokiem mówiła dalej - Elcrys to pradawne drzewo. Dawno temu pewien potężny mag stworzył je, by utworzyło swoistą barierę... barierę, za którą zamknął kilka naprawdę potężnych i złośliwych demonów... skoro coś już się wydostało, to znaczy, ze pęka pieczęć... skoro pęka, to znaczy, że niedługo nie będą to pojedyńcze przypadki. Z tego co wiem, te demony nie puszczą płazem tylu lat niewoli...
W którymś momencie kobieta skręciła w przerwe między kolejnymi chałupami, a po chwili oczom Goruta ukazał się piękny, zielony ogród. Nie sposób było nie zauważyć rosnącego na wzgórzu rozłożystego ogromnego drzewa. Wokół niego zgromadziło się całkiem sporo osób - jak się po chwili okazało - samych mężczyzn.
Gdy tylko Gorutheim usłyszał "Świętemu Drzewu" ryknął niepowstrzymanym śmiechem. Wręcz nie mógł się opanować. Jak można wierzyć, że jakieś drzewo może być święte? Absurd.
Jednak starał się zbytnio nie przerywać i słuchał dalej. Gdy tylko owa Jedenasta skończyła mówić, nasunęła mu się cięta riposta, której to nie oszczędził kobiecie.
-I Ty jesteś strażniczką tego... drzewa? No to ładnie je upilnowałaś, haha!-
Powiedział, po czym znowu parsknął śmiechem.
-A tak poważniej. Nie sądzisz, kurważ jego mać, że to, czemu się poświęciłaś, jak mniemam, to czysta głupota? Uwierz mi, dużo w moim chędożonym życiu widziałem, nie jesteś wstanie sobie nawet wyobrazić, jakie brzydactwa zamieszkują Góry Środka Świata. Moim zdaniem, dziecko rozszarpało jakieś wygłodniałe, potworne zwierze, a Ty zaraz łączysz to w jakieś chędożone pieczęcie czy chuj wie co jeszcze. Po prostu masz wątpliwości. Tak, dokładnie tak. Masz wątpliwości, że te drzewo naprawdę stworzył jakiś chędożony mag. I szukasz teraz dowodów na to, że to, na co poświęciłaś swoje życie to prawda, a nie tylko jakaś wymyślona bajka. A po co, kurważ jego mać, szukasz dowodów? Po to, by zapełnić pustkę w twoim życiu, by zniszczyć chędożone wątpliwości. Ha, pewnie nie spodziewałaś się, że krasnolud może być tak przenikliwy...-
Zakończył z iście dumnym akcentem. Gorutheim był pewien, tego co mówił. Jednak gdy tylko zobaczył mnóstwo mężczyzn w okół drzewa znowu zaczął gadać. Tym razem komentując.
-A to co kurwa? Karczmę zamknęli, że wszyscy się tutaj wylali? A może na tym drzewie rosną kufle z browarami, dlatego nazywasz je świętym? Ahah-
Skończył, ponownie oddając się spazmom śmiechu. Nie ważne, czy ta Jedenasta się śmiała, czy nie. On, aż się popłakał, toteż dlatego, gdy tylko zamknął usta, przetarł rękawem oczy.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-09-23, 14:55
Dziewczyna z pobłażaniem słuchała wypowiedzi krasnala. - Jestem JEDENASTA. Zawsze było tylko dziesięciu Strażników. I w dodatku byli to sami mężczyźni. Wybacz, ale tak się składa, że w związku z moją wizją jestem w Ogrodzie po raz pierwszy od ponad dwóch lat. Wygnano mnie poza miasto, kiedy ktoś zauważył, że umiem porozumiewać się z Elcrys... - westchnęła. - Nie szukam dowodów. Już od dawna mam pewność, że Elcrys to niesamowite, magiczne stworzenie... - zamyśliła się. Po chwili jednak wzdrygnęła się i już zupełnie trzeźwo zwróciła się do Goruta - Zresztą nieważne. - podbiegł do niej jeden z tych ubranych w biel. Niewysoki, rudy, piegowaty... Bynajmniej na "Strażnika" to on nie wyglądał. - Neri! Co Ty tu robisz?! - pauza - już wiesz, prawda...?
Kobieta nie odpowiedziała, więc po chwili zwrócił się do Goruta - A Ty to kto? - jego wyraz twarzy zdradzał pełne zdziwienie. Widocznie rzeczywiście rzadko miewali tu obcych
Puścił słowa kobiety koło uszu. Wolał poczekać na przebieg wydarzeń.
-Kultura, kurważ jego mać wymaga najpierw przedstawienia swojej osoby, do jasnej cholery. No, ale czego mam oczekiwać po człowieku? Pod względem osobistej kultury nie dorastacie krasnoludom do pięt, kurważ jego mać.-
Jego twarz lekko zrobiła się grymaśna. To pewnie z powodu Gorutowej, wielkiej faworyzacji krasnoludów.
-Nazywam się Gorutheim Friann Gronmar Amdrigar, z tych Friann Gronmar Amdrigar'ów, kurważ jego mać-
Dumnie wypiął pierś, by po chwili wylecieć z swoim iście epickim tekstem.
-Co jest tu do cholery grane? I gdzie jest ta pieprzona karczma?-
Krasnolud na kacu, bez alkoholu, z daleka od swoich pobratymców bardzo, ale to bardzo grymaśny bywa.
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Wiek: 33 Dołączyła: 30 Maj 2008 Posty: 300 Skąd: Centrum Wszechświata
Wysłany: 2009-10-11, 13:21
Rudy nieco się zakłopotał. Bagatela. Wręcz zarumienił, wyraźnie zmieszany jak i zniesmaczony. Wyglądal na takiego, który słysząc takie wiązanki, spieprza, gdzie pieprz rośnie. Mimo wszystko odpowiedział grzecznie - Jestem Trzecim Strażnikiem Elcrys... Witam w naszym pięknym Ogrodzie. Cóż. Piękny, czy też nie, chyba wybrał sobie...pan dość nieciekawy moment na odwiedziny. Może być tu niebezpiecznie w najbliższym czasie...
Kobieta westchnęła, lecz po chwili wskazała na widoczny stąd budynek nieco na prawo od samego ogrodu. By się tam jednak dostać, Gorut musiał wyjść z zagrodzonego terenu tą samą drogą, którą tutaj wszedł.
W międzyczasie Krasnolud kątem oka dostrzegł wchodzących do ogrodu strażników. Było ich dwoje. Jeden z nich trzymał w rękach znajomą Gorutowi główkę. Mina strażnika wyrażała trwogę i wstręt. Widocznie jednak wydało mu się obowiązkiem przynieść akurat ten fragment ciała do Ogrodu...
-Niebezpiecznie? Ty chyba, kurważ jego mać, nie wiesz co to znaczy dla krasnoluda "niebezpiecznie"...-
Powiedział, po czym był już gotów wyruszyć do upragnionej karczmy.
No właśnie, był, gdyż widok strażników niosących głowę nieco go zaciekawił. Jego takie rzeczy nie brzydziły, ale musiał zobaczyć reakcję pozostałych strażników.
Został, jakby nie chcąc się przez chwilę mieszać do ich spraw. Nie wtrącał się, nie prawił, jakże słusznych, uwag, ani nie grymasił się, nawet wtedy, gdyby Ci szaleńcy zaczęli gadać na temat swojego... drzewa. A bynajmniej starał się tak zachowywać.
Tymczasem najzwyczajniej w świecie stał, słuchał i analizował. W międzyczasie wyjął jeszcze bukłak z, niestety, wodą i zaczerpnął z niego parę solidnych łyków. W myślach obiecał sobie, że przez tą zwłokę, po przyjściu do karczmy napije się więcej, niż zamierzał. I to go bardzo uspokajało...
_________________
Więcej szczęścia mają nie Ci, co się rodzą, lecz Ci, co umierają
Jak się nie ma co się lubi, to się kradnie co popadnie
Człowiek który nic nie posiada, może zachować wiarę.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum