TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Pelios
2010-03-02, 23:40
Rezurekcja
Autor Wiadomość
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-09-10, 00:15   Rezurekcja

Zimny wiatr szalejący po skalistych zboczach, rozwiewający pył i drobinki lodu. Mróz uderzający w każdy kamyk i ciężkie śnieżne płaty unoszone siłą górskiego oddechu. Słońce było niewidoczne, gdzieś ukryte za szarymi chmurami, które zasłoniły całe niebo, aż po horyzont. Prócz wiania wiatru, nie było niczego słychać, nie było czuć niczego prócz zimna.
Górskie zbocze były pokryte drobnymi kamykami rzucanymi na wietrze, lodem i pyłem. Masa ta była zbijana przez chłód, aby po chwili rozlecieć się po tym, jak silniejszy podmuch rzucił ją dalej na skały. Ostre, zimne, twarde skały. Nie było tutaj życia, już nie.

Z kamieni wybija się ku górze dłoń pokryta krwią. Jest brudna, okaleczona. Nie wiadomo czy jest koloru czarnego, czy szarego. Od zimna może być sina. Wiatr dmucha w nią pyłem, który zdrapuje strupy skrzepniętej krwi i spycha je na napis wyryty w kamieniu.

,,Przyjaciel nauczy cię tego, czego zechcesz
Wróg nauczy cię tego, czego potrzebujesz
"




Rezurekcja



- Czego się tak otępiale patrzysz kmiocie? - Szum - Co z ciebie za syn, przeklęty odmieńcu?! Nie potrafisz spełnić żadnej mojej prośby, więc dziś nie zjesz kolacji! - Szum - Wszystko w porządku? - Szum - Co robimy dalej? - Szum - Synu Azartha... giń! - Szum - Mniej problemów... - Szum - wasze sakiewki są głodne... - Szum - Nie groź mi psie, bo nie jestem byle kim! - Szum - Owszem mości panie, znamy tego osobnika... - Szum zamieniający się w obraz - Drzwi karczmy otworzyły się i wpadło doń trochę światła słonecznego. W drzwiach stanął jakiś osobnik w płaszczu. Popatrzył się na Bohaterów, po czym wyszedł. Nie udało się jednak Śmiałkom dostrzec rasy, ani cech szczególnych postaci, gdyż zostały one utopione gdzieś w świetle słonecznym. Drzwi się zamknęły, a karczmarz ze zdziwieniem podrapał się po głowie. - Obraz zamieniający się w szum - Podobno często przebywał w karczmie Taurus Opu... - Szum - Jak to z czego? To są oczywiście ci przebrzydli ludzie. Są dość prości w przyrządzeniu, a ostatnio przybyła karawana z niewolnikami, trzeba jakoś zagospodarować tyle mięsa. - Szum - Nie bądź taki ciekawski, bo trafisz dzięki temu do grobu. - Szum - Otworzysz te drzwi? - Szum - Nigdy nie widziałem dwóch księżyców... - Szum - Przeżyliście pierwsze spotkanie z Kataxxu... - Szum - Strażnik jest już martwy, dziękuję... - Szum zamieniający się w obraz - Zęby jadowe Kataxxu zaczęły się powoli poruszać, tak jakby dygotały, a głowa, która powinna być sztywno przymocowana do tułowia również wykonywała cichy, nieznaczący mniejszy ruch - Obraz zamieniający się w szum - Ten kto pracuje dla Tero ten pracuje... - Szum - Zaczekaj tutaj chwile, nie martw się zaraz wrócę... - Szum - Mam pewne cele, które muszą się ziścić - Szum - Bywaj przyjacielu - Szum - Słój... Słój... Słój... - Szum - Ja znałem Azartha i znałem twoją uroczą matkę, kiedy jeszcze żyła. Znałeś imię swego ojca? - Szum - Tylko w lewo, tak w lewo... - Szum - Poczekaj godzinę, przygotuje to i owo. - Szum zamieniający się w obraz - Demon wstawał, był pięćdziesiąt kroków od Bohatera, a między nimi stał świetlisty przybysz. Stwór rzucił się z pazurami na świetlistą istotę, lecz ta błyskawicznymi cięciami sparowała wszystkie jego cztery ataki. Ostatnim cięciem miecza przybysz pozbawił demona jednej z jego łap. Demon zawył, lecz atakował nadal, choć tym razem wszystkie jego ataki były zbyteczne, gdyż świetlisty przybysz odepchnął demona jasnym promieniem, który wystrzelił z jego lewej dłoni. Pelios poczuł wstrząs wywołany upadkiem demona. - Obraz zamieniający się w szum, który znów zamienia się w obraz - Pelios czołgał się po ziemi, gdyż nie był w stanie wstać, oddalał się od walczących istot, choć szybkość jego nie była o wiele większa niż gdyby nie miał w ogóle swych długich nóg. Plecy, nogi, klatka piersiowa, głowa, niemalże całe ciało wyło z wysiłku i bólu, lecz było to niczym w porównaniu z możliwością zachowania życia i obietnicy lepszych czasów, gdy to się tylko zakończy. Skrzydlaty przybysz chwycił obiema dłońmi za głowę demona, stojąc przez cały czas na jego grzbiecie i jednym płynnym ruchem wyrwał ją z kręgosłupa. Stwór przeraźliwie wył, a całe ciało, choć pozbawione głowy rzucało się na wszystkie strony w miarę możliwości, przyszpilone długim mieczem. Stwór wstał, wyrywając miecz z ziemi i niosąc na grzbiecie skrzydlatą postać, ruszył do przodu, nie widząc gdzie zmierza. Przebiegł po Peliosie, nie depcząc go jednak swym ciężarem i uderzył w budynek za plecami Mrocznego Elfa, który nie był w stanie zatrzymać potwora. Świetlisty przybysz zeskoczył i znalazł się prawie nad Bohaterem, który patrząc w niebo dostrzegł drugą świetlistą postać. Jeden większy błysk, oślepiający promień i ogłuszające uderzenie świetlistej kuli w miejsce gdzie prawdopodobnie był obecnie demon. Ściana budynku, przez który uprzednio przebił się z impetem leciała na Peliosa, lecz zatrzymana skrzydłami przybysza nie zmiażdżyła Bohatera. Pelios zdążył jeszcze poczuć jak jakiś kamień uderza w jego głowę, świat strasznie zwolnił... - Szum - Obawiam się, że Tehitaler, bądź Torgin, czy inny diaboł przy pierwszym spotkaniu z wami uczyniłby wiele szkód, przez co ucierpieliby niewinni. - Szum - Zwracam uwagę na to, że meble są moją własnością i proszę o nie dbać, a cisza nocna jest od zachodu słońca do jego wschodu. - Szum - Powiedzmy, że to podarunek od pewnego maga. - Szum - Tak to musi być zaiste niecodzienny widok. - Szum - Pozbędziecie się Xter'Mertiego... - Szum - Trochę długo to trwało. - Szum - Wiem na razie tyle, że udał się do stolicy Imperium. - Szum - Ther'Noctis. Dbaj o to imię, gdyż jest twym własnym. - Szum - Mam nadzieje, że już wybrałeś tabu, to twoja ostatnia szansa... - Szum - Niech spłynie kropla twej krwi, za to abyś więcej jej nie przelał gdy sztylet twój będzie chciał dotknąć twego tabu. Powtarzaj inkantację, gdy usłyszysz jej słowa. Na krew i honor, na noc i stal. Na ducha mroku i matek żal. Kroplę swej krwi oddaję dla ciebie. By w cieniu mej sile, nie zabił ja siebie. Vestrel mym panem, da mi odwagę. Da mi moc zabijania, da mi czynów powagę. Niech druga kropla krwi do czary spłynie, niech już nigdy z mej ręki... - Szum - kobieta nie zginie - Szum - Co tak długo? - Szum - Zbudź się! - Szum - Niech Vestriel błogosławi cię dziecię nocy. - Szum - Quilde was przysyła? Możecie mi to dać, odniosę to panu Kelemorowi. - Szum zamieniający się w obraz - Ostrze zatrzymało się centymetr przed ciałem Maga na jakiejś półprzezroczystej tarczy, która teraz powstała. Było to tak nagłe, że Pelios nie zdążył nawet odciągnąć ręki, która leciała by chwycić amulet. Nagle czerwone oczy Peliosa zwężyły się. Dostrzegł on, że jego dłoń trzymająca ostrze przybiera barwę szarego kamienia. Stracił on czucie w dłoni i w ciągu setnych sekundy kontakt z ciałem urywał się. Wpierw dłoń, prawe przedramię, prawe ramię, później przechodziło to na korpus. Efekt był bardzo szybki. Korpus, lewe ramię, szyja. Odchodziły od Bohatera zamieniając się w litą skałę. Pelios widział jak jego ręka zaciska się na amulecie. Nadgarstek, dłoń, palce, wszystko spowijane było kamieniem w bardzo szybkim tempie. Ostatnie co widział Bohater to jego zaciskające się na sercu amuletu akurat w chwili gdy spowił je kamień. - Obraz zamieniający się w szum - Pytanie pierwsze - imię! - Szum - Brak odpowiedzi jest w mym mniemaniu kłamstwem. Połam mu nogi. - Szum - Taleth, mag. Lichy mag. - Szum - Odetnij mu fiuta. - Szum - Muaaaaad ! - Szum - Trochę prawdy w tym jest. - Szum - Odporność na magię. - Szum - Co się stało naszej czarnej księżniczce? - Szum - Widzę, że znów masz te swoje huśtawki emocjonalne. - Szum - Jesteś beznadziejny! - Szum - Czego wy kurwa chcecie... - Szum - Ale obiecasz, że będziesz ładniej mówić i nie będziemy się kłócić... - Szum zamieniający się w obraz - Pelios, gdy tylko zatrzymał się w wybranym przez siebie miejscu ujrzał goga, który celował do niego za pomocą swego berła. W gardle Skrytobójcy zrobiło się sucho, serce zdawało się wyskakiwać z klatki piersiowej, oddech stanął. Mroczny Elf się bał. Strach był większy, gdy głowica berła rozjaśniała. Bohater widział przez chwilę blask i jaśniejącą kulę, która się do niego zbliżała. Nie był na to przygotowany, to nie był zwykły atak. - Obraz zamieniający się w krzyk - No... kurwa ubita. - Krzyk - Kurwa, Muciek, ty łajzo jebana. - Krzyk - Drowy z tego co wiem, a mało wiem to żyją w ziemi.. Ale z drugiej strony, nie obchodzi mnie już to. Zabiorę tylko jego łeb na pamiątkę. - Krzyk, krzyk, krzyk, krzyk, krzyk, krzyk, krzyk. Szum... Oddech.

Pelios nabrał w płuca powietrza. Ból, który teraz odczuwał był zbyt wieli, aby to znieść mężnie. Krzyczał, a oczy jego łzawiły. Zemdlał.
Ocknął się. W ustach smak krwi, w uszach szum wiatru, zimno bijące w całe ciało, pył raniący skórę. Otworzył oczy.
Był zagrzebany w ziemi, w kupie jakichś kamieni. Niebo było szare, miał mętlik w głowie. Wszystko go bolało, a ten ból... zemdlał.
Ocknął się. Czuł wielki chłód, jego ciało było na wpół martwe, ale on żył. Rozejrzał się bardziej przytomnie, ale światło go raziło i niewiele zobaczył. Światło. Było go tak mało, że można powiedzieć, że go nie było, a i tak oczy od niego piekły. Szare chmury, kawałki lodu wbite w skórę. Pobojowisko dookoła i ten straszliwy ból.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-10, 20:08   

Ból...śmierć...
Co się z nim działo? Pamiętał ogień, pamiętał straszliwy błąd, który miał kosztować go życie. Pamiętał...swoją śmierć. Potem zaś...całe jego życie. Mijające obrazy i zdarzenia. Krzyk. Przepełniony bólem krzyk.
Czy na pewno umarł?
'Zabiorę tylko jego łeb na pamiątkę.'
Czy słowa te dotyczyły głowy Peliosa? Musiał w takim razie umrzeć. Zresztą kto przeżyłby spotkanie z ognistą kulą topiącą skały. Gdzie zatem jest? Czemu oddycha, czuje ból, czemu czuje się jak wtedy, po 'magicznym pstryknięciu' Berleya? Czyżby Muad i Natyra ponownie go wskrzesili?
Wiele pytań wędrowało po kompletnie skołowanym umyśle drowa.

Heroicznym wręcz wysiłkiem począł rozkopywać to, co w jego mniemaniu było ziemią i skałami oraz czym najwyraźniej jeszcze niedawno był przysypany. Zamknął szczelnie oczy. Starał się stopniowo, bez pośpiechu przyzwyczaić je do światła. Tak by otworzyć je dopiero, gdy nie będzie to już bolesne.

A może było to piekło? Złudne odczucia żywota wygenerowane jedynie po to by uprzykrzyć mu dalszą egzystencję.
Pelios nie miał pojęcia jak czułby się w piekle czy innego typu zaświatach. Zawsze jednak wyobrażał sobie, siebie jako duszę. Byt, który nie oddycha i nie odczuwa tego co żywe ciało. A przynajmniej odczuwa to w inny sposób.

Nie odzywał się. Oddychał jeno głęboko nadrabiając ostatnie godziny, dni, miesiące, lata, a może ledwie minuty, w których nie było mu to dane.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-09-21, 23:28   

Obolałe, zmarznięte ciało wiło się jak robak w stercie ostrych skał kalecząc się i tnąc skórę. Wiatr rozwiewał pył zmieszany z krwią i odrywał od ciała te chłodniejsze krople rubinowej esencji, które już zdążyły zamienić się w lód. To bolało... Ale większy ból dotykał oczy. Gdyby Pelios miał otworzyć je dopiero wtedy, gdy przestaną boleć, to musiałby otworzyć je po kolejnej śmierci, może nawet głodowej. Nie wyglądało na to, że ból minie. Wręcz przeciwnie, z każdą chwilą zwiększał on się i stała coraz bardziej uciążliwy. Oczy same podchodziły łzami, które na wietrze i chłodzie zamieniały się w lód i mroziły rzęsy, powieki, a nawet policzki. Gdy wiatr je zdmuchiwał pozostawiały one po sobie czerwone rumiane ślady. One także sprawiały ból. Piekły, szczypały.
Po kilku minutach zniszczone ciało wygrzebało się z kamieni. Pelios leżał na brzuchu, nie czując w sobie wystarczających sił na to, aby wstać. Nie miał na sobie ubrania. Kilka szmat wrośniętych najwyżej w ciało, zabrudzonych krwią i sadzą, pyłem i lodem. Ciało w miejscach, gdzie dotykały one skóry nie krwawiło, ale ropiało. Pelios czuł jak każda komórka jego ciała woła do niej, pragnie żyć. Ale życie teraz było przekleństwem, żywot taki był gorszy od przyjemnej nieobecności śmierci.
Obolałe oczy zostały otworzone najszerzej jak to tylko było możliwe. Mroczny Elf odczuwał ten drażniący raniący źrenice drobny piasek, ten sam który rozcinał powierzchnie jego oczu. Widział on w kolorach czerwieni, złowrogiej karmazynowej czerwieni, jak zbroja tego, kto go uśmiercił. To był zły kolor. Prawie tak zły jak to co Bohater miał w sobie, co go podniosło ze śmierci.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-21, 23:52   

Czerwień...
Ten kolor towarzyszył mu przez całe życie. Był jego przekleństwem, powodem jego młodzieńczych cierpień. Czynił go wyjątkowym, czynił go odmieńcem. Te chwile pozostały jednak daleko w tyle. Czasy, w których przeklinał czerwień swych oczu dawno minęły.
Minęły wraz z przeszłością, którą własnoręcznie zatopił i spalił. Przeszłość, która miast płynnie przechodzić w teraźniejszość zdawała się kończyć w momencie śmierci Kortiana i zagładzie wioski. Wtedy to rozpoczął nowe życie.

W młodości wielokrotnie zastanawiał się nad powodem swej odmienności. Domysłów było wiele, żaden jednak nie wydawał się satysfakcjonujący, toteż z czasem te rozmyślania zamierały, aż opuściły umysł drowa całkowicie.
Nigdy także nie rozważał tego co działo się z nim gdy zabił swoją macochę. Uznał to za efekt szału, uwolnienia przez lata kumulowanego gniewu.

Czerwone kontury...zanikający obraz...krew...mord....

Teraz ponownie jego oczy widziały czerwień. Karmazynowy obraz przypominający o dawnych wydarzeniach, przypominający o dawnych rozterkach i rozmyślaniach.
Teraz wiedział już, że nadal żyje. To wszystko było nazbyt rzeczywiste, nazbyt realne i przyziemne. To nie mogło być piekło. Czuł to gdzieś w głębi.

Krzyk. Ponownie wydobył z siebie potworny krzyk. Nie hamował się, nie próbował go powstrzymać. Krzyk, który miał wyrazić cały nagromadzony w ciele ból. Krzyk, który miał być głośniejszy niźli każdy z tysiąca poprzednich. Przeraźliwy wrzask napędzany nie tylko samym bólem. Napędzany czerwienią, karmazynowym obrazem który zdawał się przywracać jego stan z pamiętnej chwili. Z masakry, którą poczynił we własnym domu. Z chwili, w której z jego rąk zginęła pierwsza ofiara. Pierwsza i ostatnia kobieta jaką kiedykolwiek zabił. Vesalia.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-09-22, 00:07   

Krzyk wypluty z ust uderzył wysoko i bardzo ciężko opadł. Krzyk sprawił, że uszy samego twórcy tej wrzawy zabolały, a ból napędzał dalej krzyk, jakby dając ku temu więcej energii.
Wspomnienia wracały wraz z kolejną dawką cierpień. Katusze były tym większe im więcej myśli powracało do głowy. Było tego dużo. Chociaż życie Mrocznego Elfa nie było długie, zdawało się być bardzo pełne i gorące. Emocje, uczucia, walka, krew, doskonalenie się, śmierć. Wszystkiego było bardzo dużo, może nawet zbyt dużo jak na jedną tylko śmiertelną istotę. Coś trzymało wciąż Peliosa przy życiu, jakaś silniejsza wola. Nie była to jednak wola życia, a wola śmierci. To ona skupiała w sobie emocje, uczucia, walkę, krew i doskonalenie siebie samego. Po to tylko, aby podążać jej ścieżką i dotrzeć do celu. Mroczny Elf już poszukiwał celu, lecz odnalezienie go budziło poczucie, że droga jest znacznie dłuższa niż na początku myślał. Myśli. One przychodziły i odchodziły, nigdy nie trafiały w dobre miejsce o dobrym czasie. Pelios albo zachowywał się bezmyślnie, albo zbyt dużo myślał. Taki to jednak już był i widać los pozwolił mu być takim dalej.

Krzyk niósł za sobą echo, które zdawało się być wyzwaniem rzuconym wichurom szarpiącym te skały. Pelios wrzeszcząc zdawał się konkurować z wiatrem, lecz w rzeczywistości współpracował z nim. Wiatr niósł dalej jego głośne wyrazy męczarni i zdawał się sponiewierać je, bluźnić z nimi i pożerać je. Jak kruk, co ląduje na zwłokach wyrywa z nich kawał mięsa i odlatuje z nim, aby samotnie dokonać konsumpcji.

Nagle oddech Skrytobójcy stał się uciążliwie szybki. Płuca musiały czymś zachodzić, jakąś mazią, utrudniającą oddychanie. To dziwne, ale Pelios w chwili gdy poczuł, że ma kłopoty z oddychaniem i zdał sobie sprawę, że za chwilę zacznie się bestialsko dusić, poczuł, że jednak trochę siły ma w sobie. Może to kredyt, który będzie musiał okrutnie spłacać, może to inwestycja w niego dokonana przez kogoś albo inne piekielne cudactwo.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-22, 00:18   

Zaiste Pelios był dość dziwnym osobnikiem. Myślał zbyt wiele w chwilach, które tego nie potrzebowały, nie myślał zaś wcale gdy było to najbardziej potrzebne. Jednak problem leżał raczej gdzie indziej. Drow ten po prostu zbyt wiele rozmyślał nad wydarzeniami minionymi jak i nad swym stanem obecnym. Brakowało mu wybiegania w przyszłość, przewidywania wydarzeń i planowania działań przyszłych. Można powiedzieć, że żył chwilą.

To musiało się zmienić.

Coś stłumiło w nim krzyk. Coś spowodowało, iż oddychanie nie było już czynnością machinalną, a głównym celem dalszej egzystencji.
Nagły przypływ siły. Co się z nim działo. Nie potrafił tego wyjaśnić, nawet nie próbował.
Miast tego wykorzystał to co zostało mu dane. Nieważne przez kogo lub przez co.
Jednym mocnym ruchem postarał się rozgarnąć na boki wszystko co jeszcze w jakikolwiek sposób mogło blokować jego ciało przed swobodnymi ruchami.
Spróbował także przejść do pozycji klęczące, w której to podpierając się rękoma łatwiej byłoby wykrztusić z płuc nieznaną substancję.
Nie wiedział co się dzieje, ni jakie są tego powody. Wiedział tylko jedno. By żyć musi oddychać. By oddychać musi pozbyć się tego paskudztwa z płuc. Zwykła, instynktowna myśl. Działanie na potrzebę przetrwania.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-09-22, 00:32   

Bohater wykonał nad wyraz gwałtowny ruch, jak na swoje obecne możliwości i powstał do pozycji klęczącej. Wtedy zakasłał raz i drugi. Jego twarz opadła ka kamienie, usta muskały brud w którym leżał. Nie był to wymarzony pocałunek Czarnego Elfa, ale aby się kiedyś całować, musi dożyć tej chwili. Kasłał. W ustach poczuł dziwny słony smak, zaczął więc pluć. Kasłał i pluł. Po chwili otworzył oczy, zamknięte do kasłania. Widział, że jest przed nim kałuża zropiałej krwi, której się chwilę temu pozbył. Kałuża zalegała między jego popękanymi dłońmi, na których się wspierał. Zwymiotował.
Śmierdząca, ciepła struga wymiocin wylała się na jego dłonie i kałużę, która jeszcze chwilę temu była mała. Teraz zaś powiększyła się znacznie. W żołądku Pelios miał tylko krew i jej skrzepy, a teraz nie miał prawdopodobnie niczego. Nie było to miłe uczucie. Tak jakby coś ściskało go w środku, wykrzywiało i skręcało jelita, jego brzuch falował, a odbyt zdawał się być poza kontrolą. Zwieracze nie były na tyle silne, aby utrzymać kał. Klęcząc wsparty rękoma, Pelios popuścił kał i zafajdał się całkowicie. Upadł na bok w tej chwili i odzyskał panowanie nad swym odbytem. Obrzydliwe uczucie, gorszące, budzące niesmak. Zarzygany, zasrany, z otwartymi ropiejącymi ranami, z kawałkami szmat wystającymi z ciała. Z pociętą skórą, popękanym ciałem, zastygłą krwią i skostniałymi do lodu kończynami. Taki teraz był Pelios, niegdyś dumny i silny, pewny siebie, butny. Teraz poniżony, zrównany ze zwierzęciem, a później jeszcze obniżony, aby gorszym był od zwierza, aby leżał pod nim, głęboko pod nim. W swym domu z okrutnego dzieciństwa nie było wcale gorzej niż teraz. Tam przynajmniej tliła się nadzieja na poprawę swego losu, a teraz mogła istnieć tylko złość z powodu tego, że nadziei brak.
Pelios poczuł szarpnięcie, ktoś go chwycił pod pachami i podniósł lekko, ciągnąć gdzieś za plecami. Mroczny Elf się przestraszył, nie wiedział cóż się dzieje. Wątpił jednak w to, aby znalazło go wybawienie.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-09-22, 00:42   

Siły. Czy miał ich jeszcze choć trochę? Czy miał ich dostatecznie wiele by powstrzymać to co się z nim dzieje, tego kto właśnie go ciągnął?
Nie myślał teraz klarownie. Nie był nawet w stanie wywnioskować czy owy nieznajomy jest dzikim zwierzem czy humanoidalną istotą. Nie miał jednak nadziei na poprawę losu, a co za tym idzie nie miał także zamiaru pozostawać biernym i czekać aż owy los ulegnie jeszcze większemu pogorszeniu. Nie zastanawiał się nad tym czy takie pogorszenie jest w ogóle możliwe. Nie myślał o tym, że co by się nie działo, ktoś kto go ciągnie nie mógł pogorszyć jego obecnego stanu. Nie myślał o tym, że nieznajomy może przynieść mu albo śmierć albo wybawienie oraz że obie te możliwości są lepsze od tego co ma obecnie.
Myślał instynktownie.

Dlatego też szarpnął całym swym ciałem. Starał się wyrwać napastnikowi o ile tylko był w stanie to uczynić. Robił wszystko na co tylko pozwalał mu skatowany organizm. Miał gdzieś ból. Nie myślał nawet o bólu. Niczym dzikie zwierze chciał się tylko wyrwać, uwolnić od nieznanego.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-01, 01:28   

Mieć gdzieś ból przy sile woli Mrocznego Elfa było pięknym, ale lekko niewykonywalnym życzeniem. Spełnienie było może częściowe, a to z powodu tego, że długotrwały ból sprawia, że można się do niego przyzwyczaić lub postradać rozum. Peliosowi groziło jedno i drugie. Mimo jednak tego Bohater zaczął się szarpać, wić jak jakiś robak nawleczony na wędkarski haczyk. Piekący ból wyciskał kolejne łzy, a twarz zwrócona w kierunku napastnika pozwoliła oczom dostrzec jedynie cienistą sylwetkę. Ten ktoś coś powiedział, ale Skrytobójca nie wiedział co się do niego mówi, był zbyt oszalały, aby cokolwiek rozumieć.

Pelios był ciągnięty gdzieś na bok, gdzieś pod sam wysoki głaz, który był kilka kroków obok. Zmarznięty, obolały, z otwartymi ranami zdobionymi pyłem. Taki Pelios został położony obok wysokiej masy skalnej. Cienista sylwetka się odsunęła, gdy nagle Pelios został oślepiony jakimś błyskiem, a na wietrze poniósł się odgłos głuchego, elektryzującego grzmotu. Pelios zawył i przez wiele chwil nie wiedział co się dzieje. Nie był w stanie patrzeć w kierunku innym niż kamienna skała. Widział jak na jej nierównej powierzchni tańczą cienie i światła. Oczy od nich bolały. Mózg pracował słabo, ale nie na tyle słabo, aby nie próbować wyjaśnić tego. Może to tylko jakieś dziwne sny, ale Pelios miał wrażenie, że obok niego płonie ognisko. Ognia nie widział od... od dawna. I teraz w sumie także go nie widział, ale nawet jeżeli to było snem, to sen ten był miły.

Bohater leżał tak przez ilość chwil, których nie był w stanie ogarnąć. Ktoś mu coś wlał do ust. Usta z wymiocinami, pyłem i krwią skutecznie zabiły smak tego czegoś wlewanego do gardła. Śmiałek jednak po tym odzyskał trochę sił i mógł nawet poruszyć ręką, a później nawet nogą i głową. Wszystkie jednak somatyczne gesty bolały i wykonywanie ich nie było przyjemne. Po jakimś czasie od pierwszego udanego poruszenia prawą nogą i lewą ręką, Pelios poczuł się w miarę dobrze i nie rozumiał tego, dlaczego po zamknięciu oczu zasłabł i stracił przytomność. Może mu się to tylko zdawało, ale w każdym razie, gdy tylko otworzył oczy był w miarę sprawny. Odwrócony głową do skały, czuł na plecach ciepło, niezwykle przyjemne. Podłoże było co prawda mokre, padał śnieg i zacinał wiatr, ale było już lepiej. Dawało to wszystko nadzieję. Pelios odwrócił głowę. Rzeczywiście był za nim ogień, piękne ognisko płonące w niewytłumaczalny dla Mrocznego Elfa sposób. Spojrzał na bok i niemal się rozpłakał, gdyż nie wierzył swoim oczom. Przy ognisku siedział mroczny elf o znajmych rysach i posturze. Jego imię było dobrze wyryte w umyśle Bohatera. Kortian, to chyba był on. To na pewno był on.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-01, 15:16   

"Nie...to niemożliwe..."
Czy to umysł płatał mu figla, czy może jednak umarł i w zaświatach spotkał jego...właśnie jego!
Jednak zdołał już przeto ustalić, że jednak żyje, nie znajduje się w zaświatach, a ponownie w mroźnych klimatach krasnoludzkich gór.
Więc czemu widzi przed sobą Kortiana? Nie był w stanie tego zrozumieć.

A może...

Ta myśl była zbyt abstrakcyjna by dalej ją rozważać.

"K...Kortian?" wydusił z siebie w końcu pytanie. Pytanie na które wcale nie spodziewał się potwierdzającej odpowiedzi. Wydawało mu się, że obraz, który widzi za chwilę się rozpłynie, zaś w miejscu iluzji Kortiana pojawi się Muad bądź ktoś kompletnie nieznajomy. Było to bardziej prawdopodobne niźli to co widział w tej chwili.

Mimo wszystko gdzieś w głębi pielęgnował nadzieję, iż to wszystko jest prawdą. Kortian przeżył, a na dodatek odszukał Peliosa, gdy ten był w największej potrzebie. Nadzieja, choć cicha i złudna zdawała się powoli wychodzić na wierzch.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-02, 00:35   

Mężczyzna siedzący przy ognisku odwrócił się w stronę Peliosa i spojrzał na niego z ciepłym wyrazem twarzy. Jego mina zdradzała, że nie ma wrogich zamiarów, a wręcz przeciwnie. Ta twarz, tak miło wspominana twarz. Kortian miał już dawno nie żyć, a jednak coś sprawiło, że się tutaj znalazł albo tylko umysł płatał figle Mrocznemu Elfowi.
- Obudziłeś się. - Zerwał się z miejsca siedzący za ogniskiem mroczny elf i doskoczył do Peliosa. Jego gwałtowny ruch wyglądał jakby Kortian był jakimś dzikim zwierzęciem, skaczącym na swą ofiarę. W istocie był jak dzikie zwierzę, ale bardziej podobny do drapieżnika opiekującego się kimś ze swego stada.
- Już miałem pewne obawy, co do tego, czy dożyjesz chwili pobudki. Widzę jednak, że ostatnie czasy napełniły cię wigorem. Cholera, przyjacielu, tyle się stało... - Powiedział Kortian i spojrzał na Peliosa swymi czarnymi oczami. - Co tak dziwnie wyglądasz? Idziesz na jakąś rozróbę he he he... - Uśmiechnął się, tak jak wtedy, gdy Pelios rozpoczynał swą karierę awanturnika. Kortian zawsze gdy się uśmiechał robił to całą twarzą. Jego piegi spod oczu i te z nosa sympatycznie się wtedy marszczyły. - Tak serio, to nie wyglądasz najlepiej, ale nie myśl o tym. Za pół godziny będę mógł dać ci drugą dawkę leku, a później pewnie staniesz na nogi. Ogień będzie mógł płonąć jeszcze dobre dwie godziny, więc jakoś sobie poradzimy. - Mówił Przyjaciel, a Pelios wtedy zorientował się, że Kortian nie ma na sobie płaszcza, jest zbyt lekko ubrany jak na te warunki. Płaszcz jego był wtedy zarzucony na brudne ciało Peliosa. Mroczny Elf czuł szorstkość materiału i ciepło, które oddzielało go zimnego świata.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-02, 17:36   

Wiele pytań rodziło się w umyśle drowa gdy nikła nadzieja powoli zmieniała się w rzeczywistość.
Iluzja nie rozpłynęła się, na dodatek stała się jeszcze bardziej realna. To był Kortian, z całą pewnością. Udowadniał to teraz nie tylko wyglądem ale i zachowaniem.

Powoli odżywało w nim dawne ciepło. Uczucia zatopione wraz z wioską. Radość...która nie miała nic wspólnego z sadystyczną ekstazą czy samozadowoleniem. Radość wynikająca z prostego spotkania przyjaciela. Nawet jeśli była to jeno iluzja, sztuczka czy wizja, Pelios dał się na nią nabrać. Nie chciał już dłużej wątpić i podchodzić do sytuacji z dystansem. Nie miał na to siły.

Mina drowa choć zaczęła już formować się w ciepły uśmiech, tak dlań nienaturalny ostatnimi czasy, nadal jeszcze tkwiła większą częścią po stronie zdumienia i kompletnego zaskoczenia.
"Ale...jak?"
Jedynie te dwa słowa zdołał z siebie wydukać, wzrok zaś swój skierował w okolice piersi przyjaciela, wspominając śmiertelny cios, który Kortian otrzymał pamiętnego dnia.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-02, 22:54   

Pierś Kortiana była osłonięta zapinaną grubą, czarną koszulą z długimi rękawami. Pelios nie był w stanie zajrzeć pod materiał i ujrzeć śladu po ranie, która mogła teraz zdobić ciało tego mrocznego elfa. Mimo jednak jeszcze pewnego niedowierzania, Pelios czuł pewną dozę przyjemności i satysfakcji. Dożył bowiem czasów, gdy rzekomo martwi przyjaciele wstają ze swych grobów.
- O to samo mógłbym ciebie zapytać kolego, ale podejrzewam, że tak samo moja, jak i twoja historia jest na tyle długa, że prędzej ogień zgaśnie, niż postawi się na jej końcu kropkę. - Oznajmił Kortian. - Mam nadzieję, że masz siłę wstać. Niedługi będzie trzeba ruszać w drogę. Trzeba jak najszybciej zejść w niższe partie gór, a później dotrzeć do jakichś cieplejszych i bogatszych w pożywienie terenów. Długie pozostawanie tutaj to igranie ze śmiercią... hm... już wystarczająco wiele się z nią zabawialiśmy, aby móc pozwolić sobie na kolejne ryzyko. Poczekaj kilka chwil, zacznę przygotowywać kolejną dawkę leku dla ciebie. Potrwa to trochę. - Powiedział Kortian oddalając się w kierunku leżącego obok ogniska plecaka.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-04, 14:53   

"To na prawdę ty!" niemal krzyknął zrywając się do pozycji siedzącej. Nadal nie mógł wyzbyć się uczucia zaskoczenia, nie wiedział jak ma się zachować w tej chwili. Nigdy nawet nie rozważał na poważnie możliwości ponownego spotkania Kortiana.
Uśmiech w końcu przebił się na twarz Peliosa. Ciepły, radosny uśmiech, który nie gościł na niej już od dawna. Uśmiech tak sprzeczny z wizerunkiem jaki kreował przez ostatnie miesiące, tak sprzeczny z naturą którą pielęgnował, w której się zamykał.
Prawdziwa przyjaźń w ciemnym świecie drowów nie występowała często, ba, była niemal niespotykana. Naiwnym było ufać komuś w stopniu większym niż wymagane do zysków i przeżycia. Przyjaźń w takiej krainie mogła zrodzić się tylko między osobnikami stojącymi najniżej w hierarchii, osobnikami którzy nie mogli nic zyskać przez zdradzenie siebie nawzajem.

Plątanina myśli nadal nie pozwalała na jakieś konkretne działania czy sensowne wypowiedzi.
"Kortianie...tyle się wydarzyło..." przyłożył dłoń do twarzy zasłaniając na chwilę oczy, jak gdyby chciał ograniczyć ilość bodźców docierających do umysłu, jak gdyby chciał uspokoić siebie i skołowane myśli.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-05, 00:21   

Kortian sięgnął do swego plecaka, czy może raczej torby podróżnej. Wyciągnął z niej dwa małe flakoniki z dziwną, mętną zawartością różnych kolorów. Jedna szara, a druga niebieskawa. Flakoniki wraz z zwartością mogły w oryginale mieć po jakieś 100 gramów, teraz zaś były puste w 1/3 i za chwilę znów miało czegoś z nich ubyć. Kortian przelał trochę zawartości tych flakoników do żelaznego kubka i dokładnie wymieszał składniki, sprawnymi ruchami dłonią.
- Ostatnio widziałem ciebie Peliosie na początku wiosny. Wtedy i ty, i ja nie byliśmy tacy sami jak teraz jesteśmy. Strasznie się zmieniłeś od tego czasu, ale nie ma się czemu dziwić, w końcu nosisz w sobie piętno swego ojca i to ono sprowadza na ciebie... - Kortian spojrzał na minę Peliosa, która wtedy zdradzała zdziwienie. Mroczny Elf w pierwszej chwili nie dowierzał temu co słyszy i temu od kogo to słyszy. - Wybacz, nie chciałem ciebie niepokoić. Wiele się namieszało w świecie i jeszcze więcej namiesza. - Dobrze wymieszaną miksturę w żelaznym kubku Kortian położył przy ognisku, tak aby płomienie podgrzewały zawartość kubka. Powoli ogień zaczął osmalać uchwyt, a dalej wierzch kubka. Co prawda do czystych on nie należał i na pewno nie raz był wyciągany z ognia. Nigdy jednak Pelios nie widział jak jego przyjaciel przygotowuje jakiekolwiek mieszanki alchemiczne, czy lekarstwa, stąd jego zaciekawienie tym co widzi.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-05, 20:12   

Kortian się zmienił. Znacznie, to za mało powiedziane.
W całym skołowaniu i chaosie, który towarzyszył obecnej chwili, jedna rzecz, jedno zdanie spowodowało ponowne ukierunkowanie myśli na jeden tor. Choć spotkanie dawnego przyjaciela było wydarzeniem iście wiekopomnym i przynosiło ze sobą wiele zmian, jedna rzecz pozostawała stała. Główny cel, dążenie Peliosa nie zmieniło się i nadal stanowiło najwyższy priorytet. Wiele spraw czekało na poruszenie, wiele pytań chciało być wypowiedzianych, teraz jednak jeden temat przyćmił wszystkie pozostałe.
Twarz zastygła na moment w zdziwieniu nabrała nagle poważnego wyrazu.

"Kortianie...dokończ to co zacząłeś. Co wiesz na temat mego ojca czego nie wiem nawet ja?"
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-13, 17:00   

Mroczny elf dalej przygotowywał dawkę lekarstwa dla Peliosa, który na przemian czuł się odrobinę lepiej i gorzej. Wirowało w nim zmęczenie i wybuch energii, a częstotliwość drgań tych rzeczy był trochę zbyt szyba, aby zebrać odpowiednie myśli lub je całkowicie stracić. Taki stan pomiędzy, jakby ustanie na granicy. Po jednej stronie zdrowie, a po drugiej choroba.
- Dlaczego przypuszczasz, że wiem coś o twym ojcu, czego nie wiesz ty sam? - Otworzył usta Kortian i skierował spojrzenie na przyjaciela, bardzo pytające spojrzenie. Roztarł wtedy ręce i rozłożył je nad ogniskiem, aby lepiej je ogrzać. - Słyszałem wtedy w wiosce, co mówił twój ojczym o twym ojcu. Później zaś dowiedziałem się, że ojciec twój jest awanturnik. Potężnym bohaterem niejednej pieśni. Nie ma jednak dobrej reputacji. Wielu go nie lubi, większość nienawidzi. Boją się go ludzie, elfy i ci, którzy mogą mieć z nim utarczki. Masz w sobie jego krew. Ale o tym już przecież wiesz, musiałeś się tego kiedyś dowiedzieć.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-13, 19:20   

Myśli plątały się w głowie bohatera zaprzeczając temu, czego jeszcze przed chwilą był pewien. W normalnej sytuacji, przy rozmowie z...kimś innym zapewne pociągnąłby temat do samego końca. Póki nie usatysfakcjonowałaby go odpowiedź. Teraz jednak, po przemowie Kortiana sam nie wiedział czemu chwilę temu ciśnienie tak mu podskoczyło. Niczym pod działaniem zmącenia umysłu wolał wierzyć słowom innych niż samemu sobie.
"Wybacz...masz rację...nie myślę chyba jeszcze trzeźwo..."
Ponownie zakrył oczy dłonią, machinalnie masując skronie kciukiem i środkowym palcem. Na twarzy ponownie zagościł uśmiech, płuca zaś wypełniły się głębokim oddechem poprzedzającym westchnięcie.

Musiał się uspokoić, musiał uporządkować pytania, informacje i myśli. Od czegoś należało zacząć.
"Kortianie" podjął nie podnosząc wzroku "Czemu ja nadal żyję?"
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-14, 00:55   

- Wpierw to wypij. - Pelios zbierał myśli tak długo, że lekarstwo zostało już przygotowane. Podał je Mrocznemu Elfowi do ust, aby ten mógł je spokojnie wypić. Gorące, mdłe i lekko śmierdzące. Pelios trochę oparzył swe zmarznięte usta, ale połknął całą dawkę lekarstwa. Chwilę później poczuł się bardzo senny. Zasnął.

- Budzisz się widzę. - Pelios ujrzał znów nad sobą Kortiana. Ognisko właśnie dogasało, ale wciąż dawało żar. Bohater czuł się zaspany, ale tylko lekko. Jakby wróciły do niego siły. Nie wszystkie, nie wszystkie te, których by chciał. Nie był jednak na tyle przemęczony, aby poddać się temu, co dookoła. Miał teraz w sobie Pelios odpowiednie siły, aby wstać, a raczej, aby tego spróbować.

Ciało wciąż było obolałe, ale dobrze wygrzane, nie krwawiło nigdzie, ani nigdzie chyba nie ropiało. Podróż jednak bez ubrania nie zapowiadała się dobrze. Bohater nie miał butów, a Kortian był teraz pozbawiony swego ciepłego płaszcza.

- Nie traćmy czasu. Musimy jak najszybciej zejść w niższe partie gór lub znaleźć sobie jakieś dobre schronienie. Widziałem niedaleko jaskinię krasnoluda, chyba pustelnika. Na pewno zdołamy go okraść, chyba, że to jakiś pieprzony mag.

Skrytobójca nie pamiętał do końca swoich rozmów z Kortianem, sprzed kilku chwil. Wszystko zdawało się być pół jawą, pół snem. Ale do takiego złudnego wrażenia Bohater był już przyzwyczajony ostatnimi przygodami. Wiedział więc jak sobie z tym wszystkim radzić w swej głowie.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-14, 19:25   

Powracając do pozycji siedzącej złapał się dłonią za głowę. Czy był to jeno odruch czy może bezowocne sposoby przeciwdziałania zawrotom bądź bólowi głowy? Tego chyba nawet on sam nie wiedział.
Myśli trochę się naprostowały, poukładały. Wiedział już na pewno, iż żyje, rozpoznawał własny stan, jak i był świadom niezwykłego spotkania.
Kortian...tak jego obecność była w tej całej sytuacji najdziwniejsza.
Tak czy inaczej na pytania miała przyjść jeszcze pora, w lepszych warunkach gdy pośpiech nie będzie wchodził w grę.

"Jaskinia krasnoluda." powtórzył z cichą nadzieją w głosie "Tak, tam moglibyśmy w końcu spokojnie porozmawiać."

Wstał, jeśli organizm mu na to pozwolił. Ręce wyprostował i zgiął kilka razy niczym dla sprawdzenia ich możliwości. Podobnie uczynił z palcami kończąc zaciśnięciem obu pięści.
Wymownie zerknął na swe stopy. Co u licha stało się z jego butami jak i całym ubraniem?
Beznamiętnym wzrokiem ocenił szmaty, które obecnie miał na sobie z wyłączeniem płaszcza Kortiana. Jeśli były na nich elementy stosowne do wyrwania, jak na przykład rękawy, spróbował sporządzić z nich naprędce improwizowane buty, obwiązując po prostu szczelnie stopy.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-10-29, 10:16   

Kortian zbierał ekwipunek kiedy Pelios ściągał skrawki szmat ze swego ciała i obwiązywał nimi swe nogi. Szmaty, które miał na sobie, były osmolone i pachniały dymem, ale tylko tak trochę, gdyż większość esencji zapachu jaka je przesiąknęła była spowodowana potem i brudem. Na stopach Peliosa została jeszcze jedna cholewka od lewego buta. Bohater tak patrząc na nią, miał dziwne przeczucie, że jego buty zostały zniszczone, tak jakby rozszarpane. Nie przejmował się on jednak tym, gdyż bardziej skupiony był na zabawie w szewca. Po 5 minutach mozolnej pracy stopy Śmiałka były bardzo mocno związane od miejsc nad kostkami, po same palce. Kilka warstw skrawków osmolonych ubrań nie będzie tak dobrze spełniało swego nowego zadania jak buty, ale na pewno bardziej pomogą niż bose stopy.
- Dobra, w drogę. - Rzekł Kortian i wyciągnął do Peliosa rękę pomagając mu wstać. Niemal w tej samej chwili dwaj Poszukiwacze Przygód ruszyli przed siebie, prowadzeni intuicją i pamięcią. Kortian chyba wiedział gdzie iść, a przynajmniej wyglądał na takiego, który coś wie. Skrytobójca nie pamiętał już dobrze, którędy dodarł do tego miejsca. Nie dość, że obecnie widoczność była ograniczona z powodu zamieci, to jeszcze ból w głowie utrudniał skoncentrowanie się. W każdym razie Bohater wiedział na pewno wtedy, że wraz z Kortianem zmierza na południowy zachód, po jakichś przeklętych wertepach. Z powodu zamieci słowa rozmów były słabo słyszalne, a zmęczenie i zmarznięcie ust było kolejnym czynnikiem utrudniającym kontakt, dlatego wymiana słów ograniczała się między Poszukiwaczami Przygód do wydawania sobie nawzajem poleceń i rad, jak iść i jak drugiemu pomóc.
Po bitych kilku godzinach, gdy już się ściemniało Pelios nakierowany przez swego towarzysza ujrzał, że w niemal pionowym zboczu są jakieś okute żelazem drzwi. Były co prawda lekko zamaskowane rosnącymi w okolicy krzakami, ale bystre elfie oczy potrafiły je wypatrzeć.
- To siedziba tego krasnoluda o którym wspominałem. Mieszka na uboczu, nikomu nie wadzi. Nam nie zawadzi skorzystać z jego ekwipunku, bez niego na pewno nie uda się nam daleko zajść w tych warunkach. Mam wytrychy, jeżeli drzwi będą zamknięte raczej uda mi się je otworzyć. W tym czasie weź to - Kortian wyciągnął zza pasa nóż, który podał Peliosowi - przyda się na pewno. Zabijanie jest w sumie ostatecznością, ale braku górołaza nikt nie zauważy, a nasz brak byłby dla świata czymś gorszym. Przynajmniej patrząc z mojej perspektywy.
Po chwili Kortian odwrócił się i pomału zaczął iść w kierunku drzwi skradając się. Wiał wiatr i było dość głośno, więc skradanie się mogło wydawać się niewłaściwą na obecną chwilę zbytecznością lub fanaberią. Mimo tego Kortian zdawał się być przekonany o swych czynach i przykładając palec do ust, a następnie kiwając głową, dał sygnał, aby Pelios wykonywał to samo co on.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-10-29, 19:33   

Nóż przyjął od Kortiana ze swoistym namaszczeniem. Broń jednak wydała mu się nieporęczna i żałosna. Zbyt przyzwyczaił się do Kła. Bardzo lubił swoją poprzednią broń, być może nawet za bardzo. Była niejako przedłużeniem jego samego. Przypisywał jej emocje, które sam odczuwał. Zwykł wmawiać sobie, że Kieł pragnie krwi, pragnie zabijać, w rzeczywistości tego pragnął tylko on sam.

"Dobry skrytobójca nie polega na broni, a na własnych umiejętnościach. Dobry skrytobójca potrafi zabić byle czym."

Ścisnął mocniej nóż w dłoni. To było teraz jego bronią. Ten właśnie mały kawałek żelastwa.

Zdziwiło Peliosa zachowanie Kortiana. Nie miał jednak zamiaru czynić wbrew jego woli. To on wiedział o tym krasnoludzie i to on wiedział lepiej jak winni do niego podchodzić. Skoro zaś Kortian skradał się mimo zamieci, Pelios uczynił to samo. Ostrożności nigdy za wiele, pośpiech zaś i lekkomyślność potrafią zdziałać wiele szkód.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-11-03, 00:48   

Czarne Elfy w zamieci zbliżały się do okutych drzwi. Wiatr szalał naokoło, a serca rozpalała chęć przelania krwi i utrzymanie swojej w żyłach. Wedle doktryny zabójców uśmiercanie jest aktem dominacji roli zabójcy nad rolą ofiary. Ten, kto zabija robi to z jakiegoś powodu. Zabijanie dla czystej przyjemności zabijania jest domeną barbarzyńców, skrytobójca ma zaś działać finezyjnie. Pelios często zapominał o owej finezji zabijania, bo "lubił rozpierdalać", a przynajmniej tak wiele osób o nim myślało. Osoby, które niegdyś znał, a które miały okazję choć na chwilę zajrzeć mu w oczy i nie zginąć.
Skradając się w wichurze Skrytobójca usłyszał jakieś dziwne pstryknięcie zza drzwi. Instynktownie zatrzymał się, a chwilę później zatrzymał się Kortian. Było to dziwne przeczucie. Czyżby krasnolud ich usłyszał? Jak?

BOOM!!

W drzwiach wyrwana została dziura jakimś wybuchem. W kierunku skradających się poleciały kawałki drewna i kamienna kula, która śmignęła obok Peliosa o mało nie odrywając mu ręki. Wybuch był lekko ogłuszający, ale Mroczny Elf nie stracił swej zimnej krwi. Uspokoił się, gdy okute drzwi z dziurą otworzyły się i stanął w nich krasnolud o siwej brodzie. Miał ciemną twarz od dymu i szczerzył swe zęby. Odziany w ciepły strój, ściskał w dłoniach jakąś długą drewnianą tubę otoczoną czterema metalowymi pierścieniami. W środku był wydrążony otwór z którego ulatniał się dym. Na końcu ten drewnianej, grubej rury była rękojeść kuszy, a nad nią kawałek jakiegoś sznurka, który lekko tlił się na czerwono. Obok tego była jakiś metalowy mechanizm spustowy, zapewne uruchamiany tam przy spuście części od kuszy. Krasnolud miał twarz szaleńca, ale nie to zwróciło uwagę Peliosa. Przeciwnik miast oczu miał zwykłe białka, bez źrenic. Kręcił głową na lewo i na prawo, a Kortian i Pelios stali w milczeniu, w kompletnym bezruchu.
- No dalej skurwysyny, pokazać się, a odpierdolę wam łby, aż miło. - Wykrzyczał ciężkie słowa górski pustelnik. Kortian był od niego jakieś 6 metrów, a Pelios metrów 6,5. Jednakże Kortian ukucnął, a Pelios stał pionowo i niestety widział jak to dymiące coś kieruje się w niego.
 
 
     
Pelios 
Mistrz Gry
Cierpliwy Pel



Wiek: 39
Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 5398
Wysłany: 2008-11-03, 19:02   

W chwili pstryknięcia pomyślał, iż natrafili na jakąś pułapkę zastawioną przez cwanego krasnoluda. To co stało się chwilę później przerosło jednak jego oczekiwania.

"Ślepiec..."

Na dodatek ślepiec miotający z niszczycielską siłą kule z jakiegoś piekielnego urządzenia.

Jakim cudem ich wykrył? Zobaczyć, nie zobaczył. Usłyszał? Przecież skradali się i to w wichurze. To pytanie wbrew pozorom miało teraz dość duże znaczenie. Biorąc pod uwagę, że kurdupel nie był w stanie od razu rozpoznać ich lokacji...lokacji czarnych elfów wśród śniegu...wniosek był prosty.
Skubaniec miał nieprawdopodobnie czuły słuch.

Ocenił sytuację, w której obecnie się znalazł. Jeśli był w stanie bezdźwięcznie przykucnąć, uczynił to. Tak czy inaczej starał się zachować całkowitą ciszę, to było teraz najistotniejsze. Uważnie przyglądał się działu, jak i miejscu, w które celuje. Jeśli była to głowa drowa, tym bardziej starał się przykucnąć, o ile tylko dało się to wykonać bezdźwięcznie. Liczył na to, że działo płynnie przejdzie celownikiem po drowie i poleci dalej. Jeśli jednak zatrzymało się centralnie na nim, błyskawicznie rzucił się w lewo i począł biec na ukos po części zbliżając się do krasnoluda. Byleby uniknąć strzału.

Gdyby tylko miał czym rzucić...nóż był mu potrzebny.
 
 
     
Pythonius 
Mistrz Gry



Dołączył: 01 Paź 2005
Posty: 3587
Wysłany: 2008-11-10, 23:40   

Postępując tak samo jak Kortian Bohater przykucnął. Zniżył się na tyle bezdźwięcznie, że krasnolud nie wypalił jeszcze raz ze swej dziwnej broni. Miast tego krążył gdzieś celownikiem w pobliżu Mrocznych Elfów. Bohater był trochę sparaliżowany tym co widzi. Obawiał się, że w każdej chwili może zostać namierzony przez tego bydlaka, a wtedy w jego ciele może powstać dość brzydko wyglądająca dziura. Towarzysz Bohatera milczał, zachowywał skupienie i niezwykłą ciszę, ale i Pelios był w stanie to uczynić. Krasnolud wciąż kręcił bronią, jakby namierzając cel, jakby czekając na chociażby jedną informację o tym gdzie są ci, którzy tutaj przybyli po niej.
Trudno było stwierdzić Skrytobójcy jak długo trwa ta gra w chowanego. Nie mniej jednak dłużyła się ona i to nieubłaganie. Kortian nawet przez ten czas nie odwrócił się do Peliosa, a ten nie był w stanie spojrzeć w twarz swego przyjaciela w wskazać mu kierunek działania.
W końcu...
- No pierdolce, wiem że tu jesteście. Nie musicie się mnie obawiać, nie zrobię wam przecież żadnej krzywdy. - Powiedział krasnolud ku zdziwieniu Mrocznych Elfów w ich rodzimym języku. - No kurwa! Mówię wyraźnie, że wam nic nie zrobię, nie musicie się mnie obawiać, mnie ślepego. Na tyle już was chuje chyba stać, aby nie denerwować starego krasia. - Sapał gardłowym głosem krasnolud.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group