"Póki jest nadzieja na zemstę, można wiele przetrzymać."
- powiedzenie mrocznych elfów
W zimnych objęciach Kroniki Radoka
- Oh, Radok...
Elfka westchnęła przeciągle i rozkosznie w sposób, który nieodmiennie wywoływał u niego falę ciepłych dreszczy, biegnących oszałamiającą galopadą wzdłuż kręgosłupa i przyjemnym podnieceniem w lędźwiach.
- Oh, Radok...
Kobieta wygięła się w łuk w spazmie ekstazy. Widok jej krągłych piersi, zakończonych różowymi, cudownie sterczącymi stukami, podnoszącymi się i opadającymi w rytm jej rozpaczliwie przerywanych oddechów sprawił, iż mężczyzna z trudem powstrzymał okrzyk rozkoszy. Była jego. Była całkowicie jego.
- Oh! Radok!
Smukłą dłoń przycisnęła do ust, tłumiąc coraz głośniejsze jęki. Druga z jej dłoni oplotła go w pasie, domagając się jeszcze, jeszcze, jeszcze...
- Oh!
Ruchy obojga kochanków stały się coraz szybsze i coraz bardziej zwierzęce. Powietrze w malutkim pokoiku, gdzie się znajdowali, kipiało, przesycone czystą żądzą.
- Radok!
Orgazm, niczym fala, uderzył go z mocą taranu prosto w pierś, nie pozwalając pochwycić oddechu. Radok otworzył zamknięte z rozkoszy oczy, patrząc na swoją ukochaną. Jego jedyną. Jego najdroższą.
- Dlaczego mnie zabiłeś?
Powiedział leżący w zakrwawionej pościeli trup z poderżniętym gardłem, wlepiając w niego puste spojrzenie zimnych, szklanych oczu.
Elf nie usłyszał jednak już swojego krzyku. Obudził się sekundę później.
* * *
Jak odnaleźć organizację o której nie wie się całkowicie nic? Jak rozpocząć śledztwo, mając za jedyną wskazówkę amulet, który tak naprawdę może nie oznaczać niczego? Gdzie zacząć poszukiwania, gdy o własnej ukochanej wiedziało się tak niewiele?
Radok postawił sobie pewien czas temu ważne zadanie, ale dziś, po raz pierwszy musiał stwierdzić, iż nie jest pewnym, czy da radę mu podołać.
Również teraz, leżąc w zmiętej, przepoconej po nocnym koszmarze pościeli nie był pewnym, czy jest jakikolwiek sens wstawania z łóżka. Promienie słoneczne wpadające do środka pokoju przez okno głaskały go nieprzyjemnie ciepłymi smagnięciami po policzkach. Było już przedpołudnie. Spał dziś zaskakująco długo.
Radok znajdował się bowiem w Lithrii, w stolicy - metropolii Źródeł Natury, kraju leśnych elfów. Słusznie doszedł bowiem do wniosku, iż jakakolwiek organizacja, magiczna, czy też nie, najemnicza, lub po prostu skrytobójcza, jeżeli chce działać na większą skalę w Wiecznych Lasach, musi istnieć i działać również w mieście. Radok spędził tu ostatnie trzy dni, łażąc po okolicy, nasłuchując i zadając pytania. Jak do tej pory bez skutku. Zemsta jednak, jak to mawiają, jest daniem dla wytrwałych. Nikt nie powiedział, iż dziś, wstając z łóżka w pokoju w karczmie "Zielony Dzban", w jego śledztwie nie nastąpi przełom.
Rzeczy Radoka znajdowały się dokładnie tam, gdzie je położył w nocy, szykując się do snu - w kuferku nieopodal łóżka. Poza kuferkiem w pokoju znajdował się stolik z prostym zydelkiem do siedzenia, oraz jednoskrzydłowa szafa. Drewniane drzwi z metalowymi, budowanymi na ludzką modę, zawiasami i okuciami były jedyną przeszkodą, jaka dzieliła Radoka od reszty świata. Elf pamiętał, iż miał ten pokój opłacony na trzy dni i jeżeli planował zostać dłużej, dziś przychodził termin zapłaty dalszej kwoty. Cokolwiek jednak by nie postanowił - zaczynał się właśnie nowy dzień i nowy rozdział w jego opowieści.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-13, 13:00
Radok po przebudzeniu leżał dalej w bezruchu, pełen strachu i niepewności rozejrzał się po pokoju. Nie mógł się poskładać po tym nocnym koszmarze, wiedział przecież że na razie nic nie mógł zrobić. Jego prywatne śledztwo jak do tej pory nie dało żadnych efektów, już był zirytowany tym brakiem postępów. Jednak postanowił że zakończy tą sprawę i zaczął przygotować się by coś dziś zdziałać. Najpierw ubrał się w to co miał, spakował swoje różne rzeczy do plecaka a łuk i kołczan ze strzałami położył na łóżko. Zastanawiał się czy go brać ale postanowił że nie będzie chciało mu się wracać potem do pokoju i pójdzie w drogę uzbrojony. Wyposażony i wypoczęty nie czekając na nic wyruszył na spotkanie z karczmarzem.
Spakowanie swojego skromnego dobytku do plecaka nie nastręczyło bohaterowi większych trudności. Ku jego zadowoleniu, wszystko znajdowało się dokładnie na swoich miejscach tak, jak to zapamiętał jeszcze wczorajszego wieczoru, gdy układał się do snu. Całość przygotowań, łącznie z ubraniem się i zebraniem oręża nie zajęło mu więcej niż piętnastu, pracowitych minut.
Wychodząc z pokoju Radok znalazł się w długim korytarzu, upstrzonym po obu swoich stronach nieregularną wysypką drzwi. Od schodów, znajdujących się po jego lewej stronie, aż ku końcowi pomieszczenia, numeracja lokali rosła, od symbolu runicznego oznaczającego „1” aż po cyfrę „8”. Obecnie jednak korytarz, jak i cała karczma, pogrążone były w spokoju i ciszy. Odgłosy miasta, które docierały Radoka, również były przytłumione przez ściany i raczej łagodne, niż gwarne. O tej porze dnia „Zielony dzban” nie należał do tłumnie obleganych lokali. Zdecydowanie karczma swoje godziny szczytu przeżywała wieczorami, gwarantując swoim klientom zarówno wysokiej jakości, niedrogie trunki, dobrą muzykę, jak i tanie pokoje w razie nagłej „potrzeby” wynajęcia takowego. Pokoje, co było rzadkością w tych terenach, można było wynajmować na okres jednego obrotu klepsydry, co również znajdowało szerokie uznanie u określonego typu klienteli.
Schody skrzypiały lubieżnie pod ciężarem schodzącego nimi elfa.
„Zielony dzban” był w istocie jedną, dużą salą, bardzo jasno oświetloną, zbudowaną na kształt odrobinę nieregularnego okręgu. Obecnie wśród stołów i stolików rzeczywiście nie znajdowało się wiele postaci. Ot, para: elf i elfka jedli późne śniadanie przy malutkiej ławie tuż pod ścianą, zaś jakiś samotny, uzbrojony elf pił gorący napar bliżej okna wyglądającego na ulicę. Ta okolica miasta odległa była od centrum, toteż na zewnątrz nie działo się nic specjalnie przykuwającego uwagi. Karczmarz zaś, co należało podkreślić, dzielnie zajmował się, odwiecznym zwyczajem karczmarzy, czyszczeniem jakichś bogom ducha winnych kufli za półokrągłym kontuarem. Na widok Radoka skinął głową w jego stronę, kulturalnym gestem powitania, jakiego znajdujący się pod jego dachem od trzech dni klient miał prawo oczekiwać.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-26, 13:36
Radok był jak dotąd zadowolony z tej karczmy, była bezpieczna i schludna a jedzenie mu smakowało. Jednak nie miał zbyt wiele pieniędzy a niedługo kończył mu się opłacony pobyt, łowca miał ale nadzieję że starczy mu na śniadanie. Uśmiechając się do karczmarza podszedł bliżej do niego i zapytał:
- Mogę jakieś śniadanko? Chciałbym jakieś mięsko i do tego najlepiej wodę do popicia.
Elf stał dalej przy karczmarzu i rozejrzał się. Przyjrzał się uzbrojonemu elfowi, chętnie by spędził poranek w czyimś towarzystwie. Radok jeszcze dokładnie nie wiedział co tak właściwie zamierza robić ale czuł że wszystko jakoś się ułoży.
Uzbrojony elf nie wydawał się być kimś szczególnie ważnym. Ot, osobnik ów był mężczyzną trudnego do określenia wieku, lecz z pewnością dojrzalszego, niż młodszego. Ciężko było określić jego wzrost z racji prostego faktu, iż elf siedział, lecz założyć można było w miarę bezpiecznie, iż nie jest on gigantem. Budowa ciała gościa tawerny również nie należała do heroicznych. Koniec końców, po krótkiej lustracji, Radok musiał przyznać, iż mężczyzna ten nie wyróżniał się niczym szczególnym, wyglądając na typowego przedstawiciela Źródeł Natury. Średniego wzrostu elf o dłuższych, kasztanowych włosach z mieczem schowanym do pochwy i opartym delikatnie o stolik, ubrany w zielone, przepastne szaty. Obecnie pił on swój napar, nie zwracając na resztę sali większej uwagi.
- Będzie tylko kłopot z mięsem o tak rannej porze. Nic na ciepło nie da rady jeszcze, musiałby pan, panie Radok, poczekać z godzinkę lub dwie... - dodał z zakłopotaniem.
Po chwili jednak na twarzy mężczyzny pojawił się chytry uśmiech.
- Proszę się nie bać, coś na pewno dobrego znajdzie się na podorędziu. Niech pan zajmie sobie miejsce, a resztę pozostawi mnie.
O zapłacie jak do tej pory nie było mowy.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-01, 17:50
- Nic nie szkodzi, liczę na was karczmarzu. A więc czekam na mój posiłek.
Radok odszedł od gospodarza i zwrócił się w stronę elfa którego obserwował. Nie lubił samotnie siedzieć, łowca zamierzał poznać nowego towarzysza i radośnie spędzić poranek. Mimo tragicznych przeżyć, elf dalej był pogodny i towarzyski. Poszedł więc w stronę tego napotkanego elfa i przywitał się z uśmiechem na ustach:
- Witam, jestem Radok. Mógłbym się dosiąść?
Karczmarz skłonił się lekko w stronę swoje klienta, po czym, odstawiwszy na miejsce szkło i powiesiwszy z powrotem na haku trzymaną do tej pory w dłoniach szmatę, znikł za drzwiami prowadzącymi na zaplecze. Przez chwilę zza uchylonych drzwi Radoka dobiegł zapach świeżego pieczywa oraz dźwięk czegoś smażonego. Sekundę później jednak wizja, która rozpalała zmysły i powodowała nadmierną produkcję śliny, znikła tak samo nagle, jak się pojawiła.
Zagadnięty elf sprawiał wrażenie zaskoczonego postawą Radoka. Przez chwilę mierzył go spojrzeniem swoich migdałowo wyciętych, ciemnych oczu, zanim gestem dłoni wskazał krzesło po drugiej stronie stolika.
- Sala pełna jest pustych miejsc, przyjacielu - rzekł nie od razu, jakby czekając, aż prezentację Radoka dopełni jakaś inna wypowiedź.
- My się znamy? - zapytał po chwili, podejrzliwie.
Elf nie zachowywał się wrogo ani nieuprzejmie, ale Radok łatwo zauważył, iż jest traktowany przez niego niezwykle ostrożnie i z uzasadnionym dystansem.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-01, 18:14
- Nie znamy się ale wolę siedzieć z kimś niż samotnie. Jesteś z miasta? Przepraszam że tak pytam ale po prostu szukam pracy. Przybyłem tu niedawno i spodobało mi się tutaj ale brakuje mi już pieniędzy. No ale już więcej nie przeszkadzam.
Radok pogodnie spojrzał to na towarzysza, to w stronę źródła wspaniałych zapachów. Musiał bardziej uważać bo nie każdy pochwala taką bezpośredniość. Jednak elf wydawał mu się przyzwoity i chyba łowca mu się nie naraził. Radok czekał na swój posiłek bo wzrastał mu apetyt, jak to dobrze że jak na ten moment może jeszcze się nie martwić o jedzenie. Niedługo będzie musiał coś postanowić względem dalszego pobytu.
Elf przez chwilę nie odrywał jeszcze wzroku od Radoka. Łowca nie był w stanie rozgryźć, jakie to też emocje wzbudził w nieznajomym swoją nieoczekiwaną otwartością i sympatią, ale nie mógł jednocześnie pozbyć się wrażenia, iż chyba ostatecznie uznano go bardziej za nieszkodliwego natręta, niż jakieś realne zagrożenie, lub złodziejaszka. Pijący zioła bowiem ostatecznie uśmiechnął się kulturalnie, ale bez przesadnej grzeczności, kiwając na powitanie w stronę nowego kompana głową.
- Dzielimy wobec tego podobne problemy, przyjacielu - rzekł wciąż z uprzejmym uśmiechem nieznajomy.
- Również przybyłem do miasta niedawno, w interesach. Nie brakowało mi ani funduszy ani chęci, ani dobrego pomysłu na biznes. Obecnie jednak jedyne, co mi pozostało, to - delikatne westchnięcie i nerwowy ruch dłonią określający bliżej niesprecyzowany okrąg skierowany na całą salę - picie ziół i bezlitosne oczekiwanie.
Głos elfa był spokojny i wciąż utrzymany w kulturalnym tonie. Radok nie mógł jednak pozbyć się wrażenia, iż jest uważnie obserwowany przez swojego rozmówcę. Zupełnie, jakby ów nie był w stanie do końca uwierzyć, iż łowca dosiadł się do niego jedynie powodowany swoją otwartością do innych pobratymców i wrodzoną niechęcią do spożywania śniadań samotnie.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-01, 18:45
- Natomiast ja jestem tutaj bardziej w sprawach osobistych. Jednak nie zamierzam Cię nudzić moją historią i przemyśleniami. Chciałbym wreszcie dostać ten posiłek, mam nadzieję że to coś porządnego.
Radok uśmiechnął się i dopowiedział: - Jakbyś potrzebował łucznika to daj znać.
Łowca czekał na posiłek i w międzyczasie myślał nad tym co dziś będzie robić. Nie miał zbytnio planów więc może by popytał tego elfa i dowiedział się czegokolwiek. Jednak teraz to Radok był niepewny co do elfa, nie zamierzał przecież mówić każdemu o tym co robi tutaj. Zresztą tamten nie był stąd i do tego raczej nie kręci się w odpowiednich kręgach. Może po prostu trzeba poczekać na jakiś znak od losu?
Nieznajomy elf uśmiechnął się, jak gdyby odrobinę pogodniej, niż przed chwilą.
- Będę pamiętał o tej propozycji - rzekł spokojnie.
- Bardziej jednak od łucznika przydałby mi się cudotwórca...
Mężczyzna westchnął, pociągając delikatny łyk z czarki pełnej aromatycznego napoju. Jego wzrok utkwił na ułamek sekundy gdzieś, ponad linią ramion Radoka, wskazując bliżej nie sprecyzowany punkt gdzieś poza nim. W tej samej chwili uszu bohatera dobiegł dźwięk otwieranych, drewnianych odrzwi.
- Przynajmniej jednemu z nas życzenia dziś się spełniają od samego brzasku - życzliwie skomentował nieznajomy.
Faktycznie, karczmarz po krótkich kilku sekundach oczekiwania pojawił się przy ich stoliku, niosąc półmisek ze skromnym śniadaniem. Niestety, ku rozczarowaniu Radoka, nie było ono ani gorące, ani pieczyste. Najwyraźniej o tak wczesnej porze Zielony Dzban nie oferował podobnych posiłków. Śniadanie składało się z połowy bochenka świeżego pieczywa, pokrojonego na równe kawałki, osełki masła, oraz plastrów wędliny, sera i pomidora ułożonych w ładną kompozycję. Śniadanie nie należało do wytwornych i bogatych, ale było z pewnością lepszym, niż można było tego żądać za tę cenę. Po chwili obok tacy na stole przed Radokiem pojawił się również kubek z naparem ziołowym, podobnym do tego, który pił rozmówca łowcy.
- A, panie Radok... - rzekł karczmarz, niepewnie spoglądając na obu mężczyzn, jakby nie wiedząc, czy może się odzywać - ...niech pan po śniadaniu do mnie podejdzie na chwilę. Usłyszałem wczoraj coś, co mogłoby pana zainteresować, na wiadomy temat.
Radok już pierwszego dnia po przybyciu do miasta próbował pytać karczmarza o posiadany, tajemniczy amulet. Bezskutecznie jednak. Karczmarz zaoferował się jednak wtedy mieć uszy i oczy szeroko otwarte. Czyżby faktycznie trzydniowa cierpliwość miała się dziś, finalnie, opłacić? Radok poczuł, jak jego serce zaczyna bić mocniej, niż dotychczas.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-01, 19:09
- Dziękuje i niezwłocznie udam się do ciebie po śniadaniu. A teraz zjem to wspaniałe śniadanie.
Radok uśmiechnięty od ucha do ucha wziął parę kawałków chleba i posmarował je masłem, nałożył różne dodatki a następnie z radością zaczął jeść. Popijał naparem ziołowym i rzekł do towarzysza:
- Za twoje zdrowie i by problemy same się rozwiązały.
Wykonał prowizoryczny toast i dalej jadł swoje śniadanie. Gdy skończył, uradowany wstał od stołu i powiedział do drugiego elfa:
- Przepraszam Cię ale mam ważną sprawę do załatwienia. Miło spędzić z takim towarzyszem poranek. Zostajesz tutaj czy gdzieś się udajesz? No ale ja już muszę iść.
Radok odszukał wzrokiem karczmarza i udał się do niego by dowiedzieć się co też miał on do przekazania łowcy. Elf był podekscytowany i niecierpliwy, jego oczekiwania dały jakiś chociaż minimalny efekt i teraz młody "śledczy" miał jakąś nadzieję.
Pieczywo jak i dodatki były, to trzeba karczmarzowi oddać, były niewątpliwie świeże. Zielony Dzban pomimo swojej niewdzięcznej lokalizacji i niskich cen trzymał zaskakująco wysoki poziom jako lokal i Radok pewnym był, iż cieszył się on niesłabnącym uznaniem lokalnej klienteli. Posiłek w postaci takiego śniadania był samą przyjemnością.
Zioła parzyły usta. Rozgrzewały jednak ciało i dodawały otuchy. W połączeniu z obiecującymi słowami karczmarza, wszystko zaczynało się Radokowi rysować w zupełnie innych barwach.
- Dziękuję.
Nieznajomy kulturalnie skinął głową w stronę rozmówcy, unosząc swoją czarkę z napojem do toastu, oraz uśmiechając się odrobinę smutniej niż przed chwilą.
- Niestety, zmuszony jestem pozostać tutaj przez czas jeszcze jakiś. Jako rzekłem, nie mogę obecnie nic zrobić, choćbym bardzo chciał. Może jednak...
Radok obecnie, po zakończonym posiłku zbierał się już do wstania od stołu i ruszenia w swoją stronę, gdy zatrzymał go głos rozmówcy.
- ...może jednak mógłbym prosić cię, Radoku, o przysługę? Rozumiem bowiem, że spędzisz dziś nieco czasu na mieście? Gdybyś napotkał czasem przy okazji osoby ze znakiem dwu skrzyżowanych strzał wpisanych w okrąg na ubraniach, mógłbyś powiedzieć im, że Firiel Srebrny Blask znajduje się w tawernie Zielony Dzban i prosi o informacje? Oni wiedzieliby o co chodzi. Jeżeli powiesz, że przychodzisz ode mnie, również dostaniesz trochę srebra za fatygę.
Propozycja brzmiała łatwo i stosunkowo nieskomplikowanie, bez żadnych zbędnych "sznurków" dołączonych drobnym druczkiem do umowy. Z oczu rozmówcy biła determinacja. Radok od razu zauważył, iż Firiel oczekiwanie w karczmie traktuje jak najgorszą nieomal torturę a brak informacji o które prosił nieomal doprowadzała go do wściekłości.
Tak czy inaczej, łowca, zanim ruszy w stronę karczmarza, powinien najpierw odpowiedzieć coś elfowi, którego sam wybrał dziś za swojego kompana podczas posiłku.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-01, 19:35
- Z przyjemnością pomogę,może dzięki temu polepszy ci się w życiu a jak kiedyś mi rodzice mówili, " gdy pomagasz drugiej osobie mając problemy, to problemy rozwiąże twoja chęć pomocy". Sam wiem co to znaczy brak informacji więc jak spotkam kogoś takiego to go powiadomię o tobie. A teraz muszę już iść.
Radok lekko się ukłonił i tak jak wcześniej planował, skierował się w stronę karczmarza. Ucieszyła go propozycja elfa bo wreszcie miał jakieś realne zadanie.
- Dziękuję, Radoku. Obyś osiągnął to, co zaplanowałeś.
Elf skłonił się głębiej i grzeczniej, niż to do tej pory czynił w stosunku do łowcy. Radok dostrzegł na jego twarzy wyraz ulgi i jakby zaskoczenia, iż przypadkowe spotkanie okazało się dla niego być tak korzystnym.
Nic jednak już nie stało na przeszkodzie, by skierować swoje kroki ku kontuarowi za którym stał karczmarz.
Gospodarz gestem nakazał zbliżenie się. Głos również miał odpowiednio przyciszony, choć zdawało się być to niepotrzebnym zabezpieczeniem. W pustej sali Zielonego Dzbana i tak nikt nie zwracał na nich większej uwagi.
- Myślałem ostatnio sporo o tym co mi pan, panie Radok, powiedział pierwszego dnia po przybyciu tutaj - zaczął karczmarz - i rzeknę tedy panu tak. Nie jest łatwo dowiedzieć się czegokolwiek o osobnikach których pan szuka. Amuletów z wężem nie nosi żadna znana mi organizacja w mieście ani w lasach. Ani najemnicy, ani żadne liczące się cechy. Cyrulicy i medycy afiszują się wężem owiniętym wokoło kostura jako swoim symbolem rozpoznawczym, ale oni ani nie noszą takich amuletów jak mi pan pokazywał, ani nie chodzą po okolicy i nie podrzynają gardeł, że tak rzeknę... kłóci się to nieco z filozofią ich zawodu.
Karczmarz chrząknął porozumiewawczo.
- Tedy pomyślałem sobie tak. Szukanie tej organizacji, kimkolwiek by nie była, w mieście, to dobry start. Ale skoro nie da się ich odnaleźć wprost, albo co gorsza, wypytywanie o nich może tylko przynieść kłopoty, to może zadziałać w drugą stronę? Sprawić, by to oni chcieli odnaleźć Radoka?
Elf rozejrzał się po sali, po czym zniżył głos jeszcze bardziej.
- Wiem od swoich "znajomych", iż Soul'Lethar będą przeprowadzać rekrutację dziś, na Rynku Głównym. Trzeba podejść do stoiska z łukami i bronią miotaną do kobiety imieniem Serena i zapytać o cenę łuków cedarowych. Następnie, po usłyszeniu ceny powiedzieć, że na zachodzie można dostać takie same o połowę taniej, a Serena będzie wiedzieć, że przyszliście się zgłosić.
Radok wiedział, że Soul'Lethar, inaczej w imperialnym mówiąc "Duchy" to największa organizacja najemnicza w całych Lasach zrzeszająca łowców, wojowników i fachowców ze wszystkich dziedzin. Uznawana za niezwykle prestiżową, Soul'Lethar jest niewątpliwie siłą z jaką należało się liczyć w Źródłach Natury. Ich zbrojne rajdy poza granice Puszczy Wiecznej Nocy stały się wśród leśnych elfów nieomal legendarnymi. Duchy ogólnie cieszą się prestiżem i estymą społeczną, podejmując się zadań nawet słabo płatnych, o ile są one realizowane ku "wyższemu dobru" w przeciwieństwie do wielu innych organizacji najemniczych.
- Ja wiem, panie Radok, że to niewiele - rzekł po chwili karczmarz - ale głowę dam sobie uciąć, że jeżeli gdziekolwiek da pan radę dowiedzieć się czegoś o *organizacjach* działających i mordujących w okolicy, to tylko przez pryzmat *innej* organizacji o podobnym, że tak rzeknę, kierunku działalności.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-03-02, 15:22
- Dziękuję serdecznie za tą informacje, proszę jej nie umniejszać bo dzięki niej mam już jakiś plan działania. Myślę że po nitce do kłębka odnajdę tą organizację. Jeszcze raz dziękuje i do widzenia.
Radok zadowolony odszedł od karczmarza i przygotował się do wyjścia. Poprawił ubranie na sobie i ruszył do wyjścia. Zamierzał udać się na rynek a po drodze porozglądać się za osobami których miał szukać.
Łowca wreszcie miał jakiś chociaż prosty plan działania, a to sprawiło że wstąpił w niego entuzjazm i silna motywacja do działania.
Po raz pierwszy od rozpoczęcia swoich poszukiwań, Radok miał prawo do umiarkowanego optymizmu. Otrzymał pomoc. Wskazano mu cel. A że cel ów był mglisty i odległy w niczym to elfowi nie przeszkadzało. Zawsze to lepiej mieć cel taki, niż nie posiadać żadnego. Każdy ruch lepszym jest od marazmu trwania w miejscu, jak to mawiają. A nawet jeśli jest to ruch w złym kierunku... bogowie raczą wiedzieć, co wydarzy się w trakcie?
Radok opuścił karczmę. Ulica o tej porannej porze nie była zbyt tłoczną. W miarę jednak jak stopy bohatera wiodły go ku centrum miasta, tłum gęstniał. W międzyczasie Radok wytężał również oczy za wskazanymi mu osobami ze znakami strzał wpisanych w okrąg na ubraniu. Póki co jednak, bez efektu. Wszelako, nie było jak dotąd powodu do niepokoju. Miasto było wielkie, a okazji do zauważenia poszukiwanych z pewnością nadarzy się jeszcze wiele.
Po jakiejś półgodzinie marszu Radok znalazł się na głównym rynku miasta. Wzniesiony na planie kwadratu rynek kipiał wręcz od wypełniającej go ludności. Kramarze rozstawiali swoje stoiska i przekrzywiali, zachwalając towary. Monety brzęcząc wdzięcznie zmieniały co i rusz właścicieli, zaś biedota, odwiecznym zwyczajem biedoty, wypełniała każdą wolną przestrzeń w poszukiwaniu okazji do podwędzenia czegoś niewielkiego lub po prostu w poszukiwaniu korzystnych okazji. Znaleźć tu stoisko z bronią i ową tajemniczą Sereną z pewnością wymagało będzie paru chwil poszukiwań.
Znów jednak, każdy ruch lepszym jest od jego braku.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-07-09, 10:41
Radok postanowił rozpocząć poszukiwania od najbliższego stoiska. Sprzedawcy powinni chociaż częściowo siebie znać więc elf liczył na pomoc od nich. Tak więc zielony podszedł do najbliższego sprzedawcy i uprzejmie zapytał:
- Jest tutaj jakiś sprzedawca broni? Nie wiem gdzie jest to stoisko a chciałbym skorzystać z jego usług. Chodzi mi o Serenę.
Gdy czekał na odpowiedź, łowca czujnie obserwował okolice w poszukiwaniu swoich celów.
Jego przygoda nabiera pędu i liczył że niedługo się całkowicie rozkręci. Dobry łowca gdy złapie trop już nie odpuści i dopada zwierzynę.
Pod pojęciem „najbliższego sprzedawcy” okazał się kryć niewysoki, korpulentny osobnik będący stuprocentowym zaprzeczeniem wszystkiego, co elfie. Gdyby nie charakterystyczne, szpiczaste uszy postronny obserwator z powodzeniem mógłby pomylić go z przedstawicielem innej rasy a nawet z, zaraza, człowiekiem. Mężczyzna ów bowiem był małym, nerwowym człowieczkiem, którego ruchom brakowało elfiej gracji i dumy. Jego ubrania, czyste i zadbane, pokrywał obecnie biały płócienny fartuch, jako żywo przypominający rzeźnicki, choć to nie mięsem handlował na swoim stanowisku. Kupiec sprzedawał bowiem różnej maści fiolki i flakoniki wypchane różnokolorowymi ingredencjami. Radok podejrzewał, iż nie jest on czystej krwi elfem.
- Bronią? – powtórzył elf, wybity z jakiegoś własnego, skomplikowanego toku myślenia, jakby nie mogąc uwierzyć iż ktoś zadaje mu podobnie skomplikowane pytania.
- Stoisk z bronią nie brakuje w okolicy tylko wybacz, przyjacielu, ale znać z imienia wszystkich tutejszych kupców zakrawa na niemożliwość. Nie umiem ci pomóc. Pokręć się po rynku, z pewnością znajdziesz to, czego szukasz.
Elf uśmiechnął się przepraszająco.
Wszystko wskazywało na to, iż Radok, liczący na szybkie załatwienie sprawy w ten sposób na skróty Sereny nie odnajdzie. Inna sprawa, iż rynek nie był znowu aż tak wielkim by wykluczyć opcję zwykłego pójścia na żywioł i rzucenia się w różnokolorowy tłum w poszukiwaniu właściwego stoiska.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-07-13, 18:46
Radok postanowił przejść się po rynku i wyszukać jakieś stoisko z bronią i sprzedawczynią za ladą. Trochę zawiedziony odpowiedzią elfa miał nadzieję że uda mu się skontaktować z Sereną. Czuł że już jest blisko celu ale jeszcze go nie dosięgnął. Łowca wytężył wzrok i podjął poszukiwania. Zastanawiał się co to za organizacja i jak powinien teraz działać, ale odłożył po chwili takie pytania na bok z powodu chęci skupienia uwagi na czujnej obserwacji okolicy.
Rynek tętnił życiem. Radok decydując się na osobiste poszukiwanie Sereny zmuszony został tym samym na wejście w sam środek wszechogarniającego tłumu. Różnokolorowa ciżba elfów oraz przedstawicieli innych ras wchłonęła go w siebie, niczym ogromny organizm, produkujący kolejną komórkę. Radok zaś aż po same końce spiczastych uszu został otoczony przez nawałnicę okrzyków, kolorów i zapachów. Jego czułe, elfie zmysły, przez pierwszych kilka sekund bliskie były szaleństwu zaatakowane przez niezwykłą ilość wcale nie elfich bodźców. Ciekawym wręcz było obserwować, jak na co dzień wysublimowane, wyniosłe i dumne przedstawicielki jego rasy teraz potrafiły całkiem po ludzku pokłócić się nad znalezioną w okazyjnej cenie piękną suknią z jedwabiu leśnych pająków.
- Mikstury! Eliksiry!
- Łakocie, smakołyki!
- Mam najlepsze ceny po tej stronie Cormyru!
Radok utrzymywał skupienie, pomimo przeciwności. Nie był tu dla wycieczki, lecz z konkretnym celem, jaki miał zamiar wypełnić.
- Wszystkie moje towary są autentyczne! Naprawdę, autentyczne!
Rynek, w pełni swych zalet i cudów, w nadmiarze potrafił serdecznie wkurzyć.
Stanowisk z bronią Radok ostatecznie naliczył dokładnie cztery. Pięć, jeżeli liczyć jeden malutki kramik z nożami kuchennymi. Spośród wybranej czwórki zaś, tylko jedno stanowisko obsługiwane było przez kobietę.
Elfka była, jak na elfkę przystało, wysoka i o nienagannej, kobieco krągłej figurze. Włosy, choć długie, nosiła upięte w ciasny, wysoki kok, odsłaniający łabędzio zgrabną szyję. Ubrana w przylegający do ciała, nie krępujący ruchów kubraczek oraz skórzane legginsy, jedynym elementem ozdobnym na jaki sobie pozwoliła, była fantazyjna bransoleta w kształcie pająka, opinająca jej lewe przedramię. Obecnie elfka rozmawiała z jakimś klientem, trzymając w ręku lekki ozdobny sztylet. Radok zauważył od razu, iż mimo pozornej beztroski z jaką obchodziła się z bronią, elfka zdecydowanie wiedziała, co sprzedaje i jak się z tym obchodzić.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-07-16, 10:55
Radok podszedł do stoiska i w czasie oczekiwania na swoją kolej, obejrzał asortyment sklepu oraz zlustrował sprzedawczynię. Gdy już mógł spytał:
- Jaka jest cena łuków cedarowych?
Elf ze spokojem chciał przejść przez ten etap i nie popełnić błędu. Wiedział że musi być od teraz dyskretny i mówić tylko odpowiednie rzeczy. Nie mógł przecież wyjawiać każdemu swojego celu. Nie podobała mu się rola takiego szpiega ale zależało od tego zbyt wiele. Czekał więc na odpowiedz i pierwszy etap do poznania prawdy.
Elfka akurat kończyła dyskusję z niedoszłym klientem, który po dłuższej chwili namysłu ostatecznie pokręcił przecząco głową, by, kłaniając się grzecznie, powiedzieć:
- Dziękuję, jeszcze tu wrócę.
I oddalić się w swoją stronę.
Kobieta, jak zauważył Radok, nieszczególnie wyglądała na zmartwioną brakiem dokonanej transakcji. Sprawiała raczej zupełnie niezainteresowanej kupczeniem oraz otaczającym ją rynkiem. Zupełnie jakby ktoś bardzo złośliwy kazał jej tu, pod karą ciężkiej chłosty stać za kramem i obsługiwać uciążliwych klientów.
Dopiero na dźwięk pytania młodego elfa w jej oczach błysnęły radosne ogniki zaintrygowania, natychmiast sprawnie ukryte pod maską chłodnej obojętności.
- Nie mamy obecnie na stanie cedarowych – rzekła krótko, zaś Radok poczuł, jak jej spojrzenie, niby to zalotnie, mierzy go od góry do dołu.
Elfka uśmiechnęła się.
- Poza tym, wybacz szczerość, ale nie wyglądasz mi na kogoś, kto mógłby sobie pozwolić na wydatek, przyjacielu. Ostatnia partia towaru jaką mieliśmy ceniła się na ponad dwadzieścia osiem złotych monet za sztukę. Bitych, imperialnych.
W jej oczach tańczyła jawna kpina, oraz widoczne zaciekawienie odpowiedzią Radoka.
Elfa nie dziwiło, iż cenę podano mu w walucie ludzkiej. Imperium, jak wiedział Radok, ostatnio bardzo rozrosło się nie tylko terytorialnie, swoją mocną ekonomią i walutą zdobywając wszystko to, czego bitna armia nie zdołałaby podbić prawdopodobnie nigdy. W tym, elfie rynki, po każdej stronie Źródeł Natury.
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Wiek: 34 Dołączył: 02 Sty 2011 Posty: 834 Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-07-20, 19:35
Radok spojrzał na Serenę z lekkim uśmieszkiem na twarzy i odrzekł:
- Na zachodzie można dostać takie same o połowę taniej.
Radok zlustrował okolicę i chrząknął. Oczekiwał na odpowiedź jak na zbawienie, czuł dreszczyk emocji. Jednocześnie osoba Sereny wzbudzała zainteresowanie, fałszem było by stwierdzenie że elfa nużyła rozmowa albo sama obecność rozmówcy. Chociaż akurat elf wiedział zwykle na co kiedy jest czas. A teraz czas był na zemstę.
Elfka roześmiała się perliście, błyskając równymi, białymi ząbkami w stronę Radoka. Przekrzywiła głowę odrobinę w bok, jak ptak, mierząc go figlarnym spojrzeniem. Bohaterowi przemknęło wręcz przez głowę, iż dziewczyna wygląda jak przyjacielska trzpiotka, taka od poznania w barze, kupienia paru kieliszków wina i zabrania do domu na jedną noc, nie jak osoba zajmująca się rekrutacją nowych członków do jednej z największych organizacji najemniczych w Lasach.
- Rozumiem, rozumiem – machnęła ręką, odrobinę lekceważąco, jakby ciesząc się, że może darować sobie wymianę haseł i przejść do konkretów – więc myślisz, że się nadajesz?
Westchnęła lekko, rozglądając się, tym razem po okolicy i podchodząc dwa kroki bliżej.
- Zasada pierwsza jest niezwykle prosta. Nie przyjmujemy byle kogo, rozumiesz? Członkostwo u nas wymaga nie tylko umiejętności, ale również oddania i zdolności wykonywania rozkazów, łapiesz? Nie chcemy ślepo posłusznych zombie, ale chcemy wiedzieć, że będziesz potrafił wykonać zlecone zadanie. Zostaniesz poddany serii testów, które będą miały na celu sprawdzenie cię pod tym kątem.
- W zamian – dodała – oferujemy nasze kontakty, nasze uzbrojenie, nasze fundusze i nasze możliwości rozwoju i treningu. Oferujemy członkowstwo w Soul’Lethar.
- Obecność u nas jest płatna, nie jesteśmy charytatywnym zakonem – rzekła twardo – pierwsze misje jakie zostaną ci zlecone, będziesz wykonywał na rachunek owej opłaty, jasne?
_________________ Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum