TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Reggirt
2012-07-02, 22:14
Oblicza czasu
Autor Wiadomość
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-16, 14:55   

Ronan przyglądał się zapadającym w sen kompanom i sam już nie mógł się doczekać swojej kolejki. Noc była bardzo przyjemna, rzeczywiście trochę chłodna, ale ciepło ogniska w zupełności wystarczało na zaspokojenie wymagań termicznych człowieka.
Oprócz wartowania czas ten był świetnym momentem do przemyśleń. Cisza sprzyjała tworzeniu się różnych wniosków w głowie. Giermek miał sporo do poukładania. Ostatnimi choć nie działo się dużo to jednak cała podróż był owiana pewną iskrą tajemniczości. Tak mu podpowiadała intuicja. A ją kierował się bardzo często w życiu. Ciekawiło go jak potoczą się dni kolejne.
Spędził tak na przemyśleniach czas swojej warty, która przebiegła nad wyraz spokojnie. Podszedł i obudził Cohena sugerując mu, że teraz to on będzie musiał trochę poczuwać.
Sam wziął dwa koce, otulił się nimi mocno i przygotował się do snu.


(kac-> widać na górze -> prawie usnąłem w połowie pisania tego postu....)
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-16, 17:41   

Zasnął stosunkowo szybko. Sam nie pamiętał nawet kiedy przyłożona do posłania głowa stała się ciężka niby kamień a oczy zamknęły się bezpowrotnie. Właściwie cały dzień minął mu na leniwej wędrówce, z czego zdecydowania większość - na wozie. Nie miał pojęcia dlaczego więc czuł się aż tak zmęczony. Czyżby to sama droga tak go wyczerpała? Czy też świadomość tego, czego początek ona stanowi?

- Dziękuję - rzekł, obudzony przez Ronana.

- Wyśpij się. Jutro czeka nas kolejny długi dzień. Mam nadzieję, że pomoc z tym... zwierzęciem nie zajmie nam wiele czasu. Miej oczy dookoła głowy. Nie wyczuwam w naszym przyjacielu zła, lecz mimo wszystko lepiej będzie pozostawać czujnym.

"To, co wiozę, jest zbyt cennym, by pozostało niezauważone przez różne siły" - dodał już w myślach, otulając się cieplej kocem, dorzucając nieco drwa do ognia i zaczynając swoją wartę.

Jeżeli nic nie dzieje się do ranka, wraz z pierwszymi promieniami słońca budzi kompanów do śniadania i dalszej drogi.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2011-10-17, 19:35   

Warta Ronana minęła giermkowi nieco sennie. Co prawda rozmyślania o samej podróży sprawiły, że czas minął mu nadwyraz szybko, to kilka razy łapał się na tym że zasypia, także po zmianie warty nie minęła minuta gdy w całości oddał się snom.

Gdy Cohen przejął na siebie wartę również oddalał się myślami do istoty owej podróży. Czy to zwykły przypadek losu, że to właśnie on został wybrany przez sir Gudenha, do transportowania przesyłki na którą pojemnik dostarczył do Zakonu Strażników, ten sam Reggirt z którym pięć lat temu paladyn odwiedził samą otchłań? Czy to, że dostał pod swoje skrzydła młodego giermka którego wiek był tym okresem w życiu człowieka gdzie kreował się ogólny światopogląd, też było przypadkiem? Nawet spotkanie Almeya Kirchberga który również zmierzał na północ mogło zostać podpięte pod tę kategorię. Seria przypadków, czy wola boża?

Bohater systematycznie dokładał do ognia pogrążony we własnych myślach, acz jednocześnie skupiony na wszystkim co mogło by przerwać otaczającą polankę ciszę.

Świt nastał niespodziewanie wcześnie jak dla człowieka któremu brakło by nocy na ułamek swoich myśli. Ilość zebranego drwa skurczyła się niemal do zera, a sam Cohen nie był w stanie uwierzyć jak szybko minęła mu warta.

Paladyn bez dalszego zwlekania obudził giermka po czym podszedł do kupca i również spokojnym głosem zakończył sen mężczyzny.

- Dzień dobry panom – odpowiedział Kirchberg leniwie podnosząc się z polowego łóżka. Kupiec przeciągnął się rozbudzająco, rozejrzał po najbliższej okolicy i stwierdził:

- Śniadanie, krzaczki i wracamy na trakt. Warto by też było zostawić naszym następcom nieco więcej drewna. - dodał zawiązując buty.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-10-22, 11:45   

Uśmiechnął się, leniwie przeciągając się i masując zbolałe plecy. Było mu zimno. Mimo podtrzymywania ognia przez całą noc, zmęczenie organizmu brało górę i dawało się we znaki. Miał szczerą nadzieję, że uda mu się zdrzemnąć dziś na wozie.

- Powitać panów. Ogień już trzaska. Nic tylko zająć się swoimi sprawami i ruszać w drogę.

Cohen podszedł do swoich rzeczy. Z jednej strony chciał wyjąć z nich kawałek racji żywnościowej. Z drugiej zaś - upewnić się, czy pudełko z Rogiem znajduje się na swoim miejscu.

- Przy odrobinie szczęścia dziś już znajdziemy się na miejscu, dobrze rozumuję, panie Kirchberg?

Gdy tylko zje, Cohen starannie pakuje wszystkie swoje rzeczy i wrzuca je na wóz, gotując się do drogi. Jeżeli reszta towarzyszy zajmie się zbieraniem drew, paladyn starannie gasi resztki ogniska, rozsypując popioły, by nie zostały one rozdmuchane przez przypadkowy, wiosenny wietrzyk i pomaga reszcie w zbieraniu.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-30, 09:48   

Wstał powoli, ziewnął i przywitał się z kompanami. Spało mu się bardzo dobrze, niemniej jednak trochę krótko. Nie czuł wszak zmęczenia, ale kilka minut drzemki na pewno byłoby na miejscu. Nie chciał zatrzymywać podróży, to też ruszył czym prędzej w stronę swoich tobołków z nadzieją, że znajdzie tam coś do zjedzenia.

Usiadł na chwilę przy ognisku i delektował się racją żywnościową.
- Świetnie by było. W sumie już mi trochę nudzi się w drodze - zajadając skomentował pytanie Cohena.

Jako, że w zbieraniu drewna był dobrze wyćwiczony to też ku propozycji Kichberga począł szukać większych i mniejszych kawałków. Pierwszy raz spotkał się z czymś takim, aby troszczyć się o drewno swoich następców, spodobała mu się jednak owa inicjatywa, wręcz uważał ją za bardzo kulturalną.

Opuścił zagajnik i zanim jednak zajął się poszukiwaniem drewien załatwił potrzebę za najbliższym krzaczkiem.
Potem oddał się swojemu zadaniu.
Po powrocie nie pozostało mu nic innego jak spakować się do dalszej drogi. Nie miał on jednak zbędnych bagaży, więc nie zajęło mu to wiele czasu.

- To jak? Ruszamy? - zapytał w końcu, gdy zobaczył równie przygotowanych do drogi kompanów.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2011-10-30, 21:51   

Pobudka jak i następujące po niej minuty przebiegły niesamowicie rześko. Świeże powietrze schłodzone nocą wędrowało nad ziemią delikatnymi powiewami wiatru, leniwie budząc do wędrówki nie tylko kłębiaste chmury co i samych bohaterów.

- Zapowiada się dobra pogoda na podróż – skomentował pogodę kupiec wyciągając swoje racje na śniadanie. Słysząc pytanie paladyna potwierdził. – Tak. Dziś późnym popołudniem dotrzemy do Dębowej Ławy. Czas pewnie minie szybko.

Po szybkim posiłku, acz bez pośpiechu bohaterowie spokojnie przygotowali rozpałkę dla kolejnych wędrowców po czym wskoczywszy na wóz ruszyli w towarzystwie Almeya Kirchberga w dalszą drogę.

Kupiec po raz kolejny nie powstrzymał swojego języka i zaczął opowiadać bohaterom o życiu jakie prowadzi, porównując je od czasu do czasu do tego które miał wcześniej jak i do tego które chciałby wieść. Oczywiście to ostatnie pełne pięknych kobiet i ogólnego dobrobytu pewnie było by dla niego prostego człowieka zbyt męczące, jak sam to określił, acz nie obraziłby się gdyby taka sposobność się pojawiła.

Słowa kupca również nie były męczące. Kirchberg nie miał zwyczaju wypytywać ani Cohena ani Ronana o cel ich podróży, o ich przeszłość czy plany na przyszłość. Opowiadał jedynie o sobie, na całe szczęście bez żadnej dozy samolubności czy egocentryzmu, sprawiąc tym samym wrażenie człowieka który kiedyś może sporo przypłacić swoim otwarciem wobec nieznajomych.

Po kilku godzinach zdawało się, że bohaterowie zapoznali się z całym życiem współwłaściciela Dębowej Ławy, samemu dzieląc się z nim jedynie swoimi imionami oraz tym że poniekąd mogą podchodzić pod definicję wiedźmaka.

Kolejne kilometry traktu mijały wraz z godzinami podróży. Zaprzęg Almeya minął się w tym czasie z samotnym jeźdźcem oraz trójką jadących wspólnie wozów załadowanych po brzegi stertami sukien i materiałów. Zabudowań nie było nie mal wcale. Tylko raz po lewej stronie wozu dało się dostrzec zarysy niewielkiej wioski podobnej do tej gdzie udało się bohaterom spędzić pierwszy nocleg. W związku z czym, gdy tylko na horyzoncie dało się dostrzec dość spory budynek stojący tuż przy trakcie można było się domyśleć co to za miejsce.

- Dębowa Ława – oznajmił z dumą Kirchberg – Jesteśmy w domu panowie.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-10-30, 23:28   

Kirchberga słuchało się bardzo przyjemnie. Mówił on wprawdzie dużo, ale ciekawie i z pasją. Ro bardzo szanował ludzi, którzy mówią o czymś z pasją i są przekonani swoich racji. Możliwe dlatego, że sam żył w całkowitym odosobnieniu od takich zachowań. W jego życiu nic nigdy nie było pewne, a swoje zdanie potrafił zmieniać w ciągu sekundy, jak kobieta.
Pewnego był tylko, że szczerze nienawidzi rodzaju ludzkiego, nie miał zamiaru teraz jednak znów pogrążać się w przemyśleniach na ten temat.

- Nareszcie! - z niewyobrażalnym entuzjazmem zareagował na wieść ukończenia podróży. Zeskoczył z wozu i począł rozprostowywać ciało, rozglądając się wokół. Od jego ostatniego pobytu tutaj najwyraźniej zmieniło się sporo, przynajmniej w otoczeniu, gdyż "Dębowa Ława", którą pamiętał najlepiej stała dokładnie w tym samym miejscu. - Bardzo miło znów być tutaj.

Szczególnie milej, że giermek podczas swojej życiowej podróży rzadko bywał w jakimś miejscu kilkakrotnie. Zazwyczaj omijał wioski i miasta, w których niegdyś biwakował toteż powrót na "stare śmieci" wywołał w nim przypływ wspomnień, wcale nie związanych z tym miejscem.

Podszedł do wozu i wziął swój plecak. Zastanawiał się nad wieloma rzeczami, nad którymi nie przyszło mu do głowy myśleć podczas podróży: nad tym czy spotka tu kogoś znajomego, czy znów będzie miał okazję uchlać się do nieprzytomności, a może nawet zginie w ciągu najbliższych godzin. Głowę zaprzątały mu myśli wszelakie, lecz tą główną przewodnią było piwo.
Tak bardzo chciał się napić piwa jak nigdy.

Wiedział jednak, że nie z powodu piwa tutaj przybył, toteż nie zasugerował tego faktu wprost i wyjść na prostaka.
- Cohenie, proponuje nie tracić cennego czasu i od razu zacząć od rozpoznania terenu.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-11-06, 11:58   

- Serdeczne dzięki za podróż, panie Kirchberg – z powagą rzekł paladyn, zeskakując z wozu i przerzucając sobie plecak przez ramię.

Paroma ruchami barków poprawił ułożenie tarczy. Sprawdził również czy pochwa z mieczem leży odpowiednio, by szybko dobyć broni w miarę potrzeby. Cohen nie spodziewał się walki w ciągu najbliższych chwil, ale przezorność, jak to mawiają, opłaca.

Skinął głową w stronę giermka, akceptując jego tok myślenia.

- Najwyższa pora zapracować za naszą część umowy.

Podróżując na wozie nadrobili solidny kawał drogi. Nie dość że oszczędzili sobie zmęczenia to jeszcze pokonali trasę znacznie szybciej niż kalkulował. Byli dobry dzień ponad planem, więc mogli sobie pozwolić na pomoc właścicielowi Dębowej Ławy... z czymkolwiek by właściwie nie miał utrapienia. Cohen tak jak dotychczas, szczerze wątpił, by mieli do czynienia z niedźwiedziem.

Paladyn odetchnął głęboko, rozglądając się z uwagą po okolicy.

- Chodźmy wobec tego. Rozejrzyjmy się po okolicy i zastanówmy nad planem działania. Tak jak mówiłem wcześniej, póki co upozorowanie pułapki z otwartą zagrodą wydaje mi się najlepszym pomysłem. Może jednak wymyślimy wspólnie coś lepszego.

Cohen ukłonił się kulturalnie Kirchbergowi.

- Będzie wielkim problemem jeżeli oprowadzi nas pan po swoich ziemiach? Krótki spacer, zaledwie, a pozwoli nam zastanowić się nad planem działania.

Tropienie cieni po okolicznych lasach nie miało większego sensu. Z tego co mówił woźnica bestia sama nachodziła jego zajazd od dobrego miesiąca. Na dobrą sprawę więc wystarczyło poczekać, aż sama się pojawi. Aby to jednak nastąpiło, należało wybrać odpowiednie miejsce...

[...]/Może tablet w ruch i jakaś mapka, hm? :P
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2011-12-23, 15:30   

Zajazd zwyczajem przydrożnych zajazdów swoimi rozmiarami przekraczał standardy domostw mieszkalnych. Musiał być wszak przygotowany na przyjęcie sporej ilości podróżnych, nawet wtedy kiedy lezący obok trakt świecił pustkami. Wystarczyła przecież jedna zbrojna kolumna, bądź solidna karawana by w ciągu jednej nocy nadrobić utarg całego miesiąca. Budynek był spory postawiony na bazie litery U, z czego skrzydła rozłożone były szeroko względem podstawy. Jedno z nich było dość dobrze znane bohaterom. Szerokie drzwi, wysoki strop i spore okna zapewniające dobrą wentylację zarówno dla wysuszenia zawilgoconego sprzętu jeździeckiego jak i świeżości powietrza dla trzymanych weń zwierząt od razu wskazywało na stajnię. Spora wiata przed skrzydłem stajennym pozwalała na zadaszenie około tuzina wozów, choć gdyby się uprzeć można by zaparkować ich tam wiele więcej. Główna część budynku wyglądała jak drewniana rezydencja. Dwa piętra nad wysokim parterem posiadały po osiem okien każde, gdzie parter ze względu na masywne drzwi liczbę tę miał zmniejszoną o dwa. Nad drzwiami wisiała płaskorzeźba przedstawiająca żołędzia z wyrytą nazwą lokalu. Prawe skrzydło budynku było najskromniejsze, kilka drzwi i niewielkie okna mówiły iż jest to raczej pomieszczenie gospodarcze, obok którego znajdowała się prosta kamienna studnia. Na placu otoczonym trzymetrową drewnianą palisadą rosło kilka drzew, z czego dwa wielkie dęby stojące za karczmą swoimi gałęziami tuliły budynek jakby chciały bronić go przed słońcem deszczem i śniegiem. Całość placu wieńczył ogromny głaz na jego środku, opatrzony w tablicę podobnie jak ten wcześniej napotkany przez bohaterów.

- Widzę, że panowie chcą czym prędzej słowa dotrzymać co mnie cieszy. - odparł Kirchberg na słowa Cohena – nim jednak oprowadzę panów po okolicy sugerowałbym wpierw się zakwaterować, coś zjeść i ewentualnie opłukać gdyż jak wiadomo gdy człowiek wypoczęty i najedzony ma umysł dużo bardziej świeższy o mięśniach nie wspominając.

Kupiec uśmiechnął się szeroko i zachęcająco jak robi to większość dobrze wyszkolonych sprzedawców. - Kwadrans opóźnienia w planie raczej nie powinien być dla panów wiedźmaków wielką przeszkodą, a może przynieść nieco korzyści. Nalegam – dodał wskazując całym sobą na wejście budynku.

[...]
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2011-12-23, 22:55   

Kwadrans niejednokrotnie stanowił o biegu historii i życiu tysiąca istnień. Kwadrans, każda minuta, każda sekunda przybliżała niektórych ludzi do ciosu wieńczącego ich krótkie, bardzo często mizerne życie.
Ronan podszedł do tablicy upamiętniającej i zaczął się jej przyglądać.

- Cohenie, uracz mnie swoją umiejetnością czytania po raz kolejny, prosze. - rzekł w strone stojącego nieopodal paladyna.

Zaciekawiła go najbardziej spośród całej zabudowy. Zastnawiał się jak mógł ją pominąć za pierwszym razem. Zawsze go ciekawiły i zawsze szanował takie miejsca i ludzi, którzy ginęli w imię jakiejś wartości, czasem szanował ich bardziej niż siebie, bo sam nie potrafił się oddać sprawie. Nie potrafił żyć jak na człowieka przystało. Żyć, a nie spać i żreć.

Po chwili zadumy jednak przypomniał sobie po co tu jest i począł uważnie analizować otocznie w jakim się znalazł. Choć na dokładne plany czas nadejdzie za chwilę to giermek chciał być gotowy nawet na te 15 min. Nie miał pojęcia z czym będą mieli do czynienia, zdawał się na wiedzę Cohena, sam zaś szukał dogodnych miejsc do wywiezienia bestii w pole, na wypadek gdyby zaskoczyła ich w środku. Ogromny głaz i tablica w jego uznaniu nie stanowiły tylko miejsca upamiętnienia zmarłych. Było to także świetne miejsce do oszukania potencjalnego wroga, ukrycia się przed nim i wprowadzenia w całkowitą dezorientację.

Wpierw jednak rzeczywiście wypadałoby coś wrzucić na ząb i nabrać sił na później. Giermek widząc studnie, podszedł do niej i zaczerpnął wody wiadrem. Uzupełnił swój bukłak, napił się trochę, a następnie obmył twarz. Następnie zgodnie z wskazówkami gospodarza ruszył w stronę kwater mieszkalnych, aby pozostawić tam zbędne rzeczy.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2011-12-28, 18:14   

Cohen uśmiechnął się lekko w stronę Ronana, podchodząc bliżej do kamienia. Właściwie jakoś nieszczególnie ciekawił go napis. Bardziej spodziewał się, że zobaczy na nim po prosty wyrytą nazwę zajazdu niż cokolwiek wartego ich uwagi. Niemniej jednak prośbie towarzysza odmówić nie był w stanie.

- Oczywiście – powiedział, zaczynając czytać na głos znajdujący się przed nim napis.

Póki co paladyn nie poświęcał również wielkiej uwagi otoczeniu. Na to przyjdzie pora. Miał wielką ochotę już teraz dokładnie wypytać ich gospodarza o wszystkie szczegóły. Skąd nadeszła bestia, jakie szkody uczyniła, uzyskać jej dokładniejszy opis niż dnia poprzedniego... niemniej jednak, pewne zasady uprzejmości wciąż obowiązywały. Zwyczajnie nie wypadało odmawiać, gdy ciepła strawa i pokój w gospodzie same pakowały się wręcz pod nos. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziła ciepła strawa. Cohen wykrzywił się nieco w koślawej parodii uśmiechu. Poczucie obowiązku nakazywało mu pośpiech i udanie się we własną drogę. Świadomość, że w tobołach nosi cenny artefakt, podczas gdy zajmuje się gonieniem niedźwiedzi po okolicy, nie była zbyt pozytywna.

Idąc przykładem giermka Cohen obmywa twarz oraz dłonie, po czym napełnia bukłaki.

- Proszę prowadzić – rzekł do Kirchberga, gdy poczuł, że jest już gotów.

Posiłek najpierw. Wyger potem, jak to mawiają na południu...
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2012-01-06, 22:13   

WĘDROWCZE!

ZAWĘDROWAŁEŚ DO DĘBOWEJ ŁAWY

JEST ONA PRZYSTANKIEM W PODRÓŻY DLA WIELU
WIĘC USZANUJ TO MIEJSCE I JEGO KLIENTÓW
BEZ WZGLĘDU NA ICH POCHODZENIE CZY FRAKCJĘ
A ZAPEWNIMY CI DACH NAD GŁOWĄ I MISKĘ CIEPŁEJ STRAWY
JEDNAK GDY ZACHOWASZ SIĘ NIEODPOWIEDNIO
WIEDZ, ŻE JEST TU WYSTARCZAJĄCA LICZBA PODRÓŻNYCH
KTÓRZY POMOGĄ WYPROWADZIĆ CIĘ ZA BRAMY
NIM TE ZOSTANĄ NA NOC ZAMKNIĘTE

NIE MNIEJ JEDNAK WITAMY
I ŻYCZYMY SPOKOJNEGO ODPOCZYNKU


- To samo mamy wyryte na bramie – oznajmił Kirchberg gdy Cohen zakończył zaznajamiać giermka z treścią tablicy.

Sam komunikat był czymś oczywistym dla samotnie stojącego zajazdu przy jednym z główniejszych traktów. Niczego się przecież więcej nie oczekuje po wyczerpującej podróży jak ciepłego posiłku, ochrony przed pogodą i świętego spokoju. Cohen jednak dobrze wiedział, że niektóre z takich miejsc skrywają w sobie sekrety których nikt wolałby nigdy nie odkrywać.

Bohaterowie poprosili kupca o krótką chwilę na uzupełnienie zapasów wody przy pobliskiej studni. Akcja ta minęła prędko, a Cohen z Ronanem mieli chwilę by zorientować się iż miejsce do którego zawędrowali utrzymywane jest w porządku i z szacunkiem. Studnia była szczelnie zamknięta drewnianą klapą, jej ściany pozbawione były jakichkolwiek przedstawicieli zieleni, a sam czerpak wyglądał jakby nigdy wcześniej nie miał do czynienia z wilgocią. Bohaterowie nie zauważyli gdy do ich wozu podszedł wysoki młodzieniec którego rysy wskazywały na pokrewieństwo z Almeyem. Osobnik ten był zapewne synem, bądź młodszym bratem kupca, także gdy tylko bukłaki ponownie zostały napełnione, paladyn z giermkiem wrócili do wozu w celu przywitania.

- Bracie! - mężczyzna zawołał radośnie rozkładając ramiona , rozwiewając wątpliwości co do pokrewieństwa – Witaj w domu!

Starszy z Kirchbergów przywitał się braterskim uściskiem, po czym, jak można się było spodziewać po tak otwartym dla ludzi człowieku, rozpoczął proces zapoznawania.

- Bracie, o to duet wiedźmaków, którzy pomogą nam z naszym futrzatym problemem – powiedział wskazując na bohaterów, by później drugą rękę podnieść w kierunku mężczyzny.

- To Tornam Kirchberg, mój młodszy i jedyny brat. - Tornam uśmiechnął się lekko i wyciągnął do bohaterów rękę.

- Witam, mam nadzieję, że poradzą panowie coś na tego stwora – rzekł przechodząc od razu do sedna.

- Nie zapominaj, że mamy za sobą cały dzień podróży. - wtrącił się Almey - Do pracy przystąpimy po posiłku, póki co schowaj wóz. Zapraszam panów do środka – zwrócił się na koniec do bohaterów.

Dębowa ława w środku wyglądała klasycznie. Cały parter zajmowało ogromne pomieszczenie pełne dużych okrągłych drewnianych stołów rozmieszczonych między kilkudziesięcioma grubymi belami utrzymującymi na sobie cały ciężar dwóch pięter. Między wejściowymi drzwiami a karczemną ladą po przeciwnej stronie pomieszczenia bohaterowie naliczyli dokładnie tuzin gości przy stolikach, acz żaden z nich nie wyróżniał się na tyle by był wart dłuższemu przyjrzeniu się. Za ladą, obok której znajdowały się schody na górę po obu stronach , rozmawiały ze sobą dwie kobiety. Przestały rozmawiać, gdy tylko dostrzegły że mężczyzna który pojawił się w drzwiach to Almey Kirchberg, który równie ucieszony rzekł krótko.

- Wybierajcie stolik, zaraz ktoś was obsłuży.

Zaraz w tym wypadku trwało około minuty, nim przy stoliku bohaterów znalazła się czarnowłosa kobieta w wieku nieprzekraczającym trzydziestki. Miała dość ostre rysy twarzy z dość szpiczastym nosem, który w połączeniu z jej szarymi oczami i sympatycznym uśmiechem w pewien sposób się zgrywał nie odbierając jej kobiecości.

- Co dla panów? - zapytała.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-01-08, 21:04   

Dlaczego pominął ją wcześniej wydało się od razu. Jej treść nie była niczym interesującym, wszak natykał się na takie tablice informacyjne nie po raz pierwszy. I choć bardzo szlachetnym wydawało się budowanie takich przydrożnych gospodarstw to i tak Ronan widział w tym niezły biznes. Pieniądz pieniądzem, ale dzisiejszego dnia nie on grał pierwsze skrzypce. W życiu giermka praktycznie nie grał on nigdy, nawet na bambuko.

Przypatrywał się wnikliwie młodzieńcowi, który nagle znalazł się za plecami. Pokrewieństwo do ich woźnicy było widoczne od razu, a zwrot: "Bracie" wyjaśnił wszelkie wątpliwości. Gdy tamta dwójka się przywitała i Ronan podał dłoń Tornamowi , mocno, ale z szacunkiem ją ściskając.

Giermka zaczynało bawić coraz bardziej nazywanie go wiedźmakiem. O walce z potworami praktycznie nie wiedział nic, a sam fakt, że podróżował z Cohenem był przypadkiem, szczęśliwym bądź i nie trafem, zbiegiem okoliczności. Nie miał zamiaru jednak tego pokazywać zebranym. Paladyna musiał jednak poinformować. Sama myśl, że ktoś ma kryte plecy przez doświadczonego wojaka jest ogromną pomocą, uspokojeniem, tak bardzo wymaganym na polu walki.
"Niedźwiedź, wyger, smok, człowiek jedna cholera - i to zginie od ciosa mieczem i to, wystarczy tylko porządnie uderzyć" - podsumował swoje przemyślenia giermek i udał się za trójką mężczyzn do środka Dębowej Ławy.

Gdy usadowił się przy stoliku i dokładnie zapoznał się z ustrojem wnętrza, korzystając z tego, że pozostawiono ich na osobności zwrócił się do Cohena: - Musisz mnie zapoznać z kilkoma szczegółami Cohenie, nie za bardzo wiem z czym będziemy mieli do czynienia, a tym bardziej jak to coś zabić. - odchrząknął - a co do twojego poprzedniego planu, wydaje mi się, że miejsce do stworzenia takiej zasadzki jest idealne. Do zagrody prowadzi tylko jedno wejście, możemy z łatwością stworzyć sobie kryjówkę, czy to korzystając z tablicy na środku podwórka czy używając do tego wozów Kirchberg'a. I choć może nie wiem co nas czeka to wydaje mi się, że bestia nie bestia będzie w stanie wyczuć nas na odległość. Coś trzeba będzie z tym zrobić.

Choć Ronan wręcz marzył o piwie to potraktował sprawę poważnie. Chciał być w pełni trzeźwy umysłowo i fizycznie. - Ja poproszę sok jakiś i pieczeń z kury czy tam co posiadacie ciepłego - nie robiło mu różnicy co dostanie. Oby ciepłe było i strawne.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-01-10, 12:11   

Cohen z uznaniem powitał czystość i porządek jakie panowały na terenie zajazdu. Zdecydowanie odpowiadał mu sposób w jaki karczma była zarządzana. Na widok brata Kirchberga również podał mu rękę, mocnym gestem ją ściskając. Nie odrzekł jednak ni słowa, pozostawiając całe gadanie ich gospodarzowi. Jak do tej pory doświadczenie z podróży pokazywało, że co jak co, ale to wychodzi mu zdecydowanie najlepiej. Paladyn uśmiechnął się cierpko pod nosem, przekraczając próg karczmy. Można było bez przesady powiedzieć, że minęło długich pięć lat od kiedy ostatni raz znajdował się w podobnym przybytku. Czy się bał? Tak, można było tak powiedzieć. Nie był to jednak strach przed tym, że obudzi się w zimnych podziemiach ze sztyletem w ręku. Był to bardziej lęk, że zawiedzie po raz kolejny, nie rozpoznając zła lub dobra tkwiących w ludziach i potworach na czas. Lęk, że jego własna psychika, sparaliżowana myślą o porażce nie pozwoli mu na podjęcie decyzji w sytuacji, gdy ta będzie najbardziej potrzebna.

- Mam nadzieję że obaj panowie będziecie w stanie nam towarzyszyć podczas posiłku – rzekł cicho tak, aby nie zwracać na siebie specjalnej uwagi znajdujących się w pomieszczeniu licznych gości – wciąż jest wiele pytań odnośnie waszego... problemu, na które chciałbym uzyskać odpowiedź.

Póki co jednak zajął spokojnie miejsce przy stoliku. Trwało to odrobinę dłużej, niż zwyczajnie. Obok stołka znalazł się nie tylko jego plecak oraz miecz w skórzanej pochwie, ale również tarcza. Tarcza wyglądająca jakby dopiero co została wyrwana ogromnemu nietoperzowi.

Wyjątkowo wkurwionemu, ogromnemu nietoperzowi.

Minęło wiele czasu odkąd Cohen spoglądał sam na siebie jak na paladyna ze szlaku. W jego własnym odczuciu zdołał się już serdecznie przyzwyczaić do zakonnego trybu życia. Świadomość, iż nigdzie nie powinien się ruszyć bez miecza u boku była dla niego poniekąd krępująca.

- Cokolwiek ciepłego zdołasz w miarę szybko dostarczyć. Nie jestem wybredny – rzucił w stronę kobiety.

Na pytanie Ronana odpowiedział uśmiechem, nachylając się lekko nad stołem i zniżając ton głosu.

- Prawda jest taka, że sam podsumowałeś właśnie plan. Nadal uważam, że we dwóch nie damy rady przeczesać okolicy. Jeżeli faktycznie bestia jest bestią i żyje w pobliskich lasach. Nie wierzę, żeby był to niedźwiedź. Niedźwiedzie nie podchodzą do ludzkich siedzib i nie atakują ich tak jak wynikało to z opowieści Kirchberga. Potwór może okazać się wszystkim, ze zmiennokształtnym włącznie. Wiemy po prostu zbyt mało, aby we dwóch pakować się w nieznany nam teren, bez przewodnika lub choćby doświadczonego tropiciela. Kirchberg mówił, że ataki stają się coraz częstsze i regularne. Moim zdaniem zastawienie pułapki tak jak powiedziałeś jest jedynym logicznym rozwiązaniem.

- Póki co jednak nie mówmy nic o naszych zamiarach nikomu - dodał spokojnie - zobaczymy, co z tego jeszcze wyniknie.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2012-01-21, 20:17   

- Za chwilkę z panami pomówimy - odpowiedział Tornam na słowa paladyna – póki co zjedzcie i napijcie się.

Mężczyzna oddalił się od stolika kierując się w stronę zaplecza, pozwalając bohaterom złożenie zamówienia u czarnowłosej kelnerki. Bez żadnych pytań, z jedyną wytyczną co do temperatury posiłku, domniemane wiedźmaki zdali się na wybór kobiety.

Wybór okazał się całkiem trafny, gdyż po pięciu minutach przed paladynem oraz Ronanem pojawił się rumienicie brązowy kurczak. Dwie upieczone połówki znajdowały się na osobnych okrągłych drewnianych talerzach wypełnionych mieszanką pokrojonych warzywach wśród których przeważały pokrojone w plastry ziemniaki oraz marchew. Samo mięso wyglądało wyjątkowo apetycznie, tak że wbite weń widelce zapewne posłużą jedynie do konsumpcji warzyw. Dodaktowo bohaterowie otrzymali po porcji jabłkowego kompotu wlanego w dwa drewniane kufle niczym piwo.

- Życzę smacznego – powiedziała kobieta uśmiechając się ponownie po czym dodała – Pan Almey mówił, by panowie się nie przejmowali rachunkiem, on dołączy do panów za chwilę.

Kelnerka skłoniła się lekko zabierając tacę i wróciła za ladę lokalu.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-02-01, 20:23   

Cohen wzruszył ramionami, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Skinieniem głowy podziękował kobiecie za pomoc i posiłek.

- Lubię nie przejmować się rachunkami - powiedział, ochoczo zabierając się do jedzenia.

Paladyn paladynem, żyć trzeba, jak to mawiają. Ostatnie pięć lat spędził w murach Zakonu żyjąc niezwykle skromnie. Dlatego też jadł niewiele i powoli. Nie miał ochoty się rozchorować na kilka godzin przed potencjalną walką.

Dlatego też Cohen nie mówi dużo. Je i żuje powoli, popijając mięso kompotem. Lepiej nie kusić losu.

I poczekać na powrót ich gospodarza, obserwując leniwie gości zajazdu oraz towarzysza podróży.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-02-07, 22:57   

Zaprawiony w boju paladyn ot tak sobie zaakceptował dosyć prostacki plan giermka. Ten spodziewał się całkowicie innej reakcji, tudzież całkowitego braku komentarza na temat jego wypowiedzi. Cohen jednak też człowiek, choć może wyglądał dumnie to jak na razie dumą się nie unosił i to zaczynał w nim Ronan szanować. Zastanawiało go tylko, kiedy w końcu pokaże swoje prawdziwe oblicze, bo podczas ich "długiej" podróży na pewno nie było okazji. A definitywnie coś czaiło się za tymi blond włosami i statycznym spokojnym wyrazem twarzy...

Giermek ucieszył się na wieść darmowego jedzenia i zaraz po przybyciu kucharki zabrał się za spożywanie.

- Chyba nie tylko ty - skomentował i wlał do gardła sporą część kompotu, po czym wrócił do pieczeni. Skupiał się na jedzeniu, spokojnie czekając na rozwój wydarzeń.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2012-02-10, 20:42   

Bez pośpiechu dwójka bohaterów rozpoczęła konsumpcję otrzymanego posiłku. Kurze mięso było stosunkowo lekkie dla ich żołądka, acz w połączeniu z mieszanką warzyw bardzo sycące. Słodki kompot dobrze gasił pragnienie i niwelował temperaturę dobrze wypieczonego kurczaka i gotowanych warzyw.

Cohen próbował w trakcie jedzenia rozeznać się wśród pozostałych gości zajazdu, jednak ze względu na położenie nie mógł robić tego na tyle dyskretnie na ile planował. Z tego co udało mu się usłyszeć najbliżej siedzący im panowie opowiadali coś o uniwersytecie w Dorienburgu, a dokładniej o uczących się tam studentach i ich próbach uzyskania minimalnego zaliczenia.

Gdzieś w trzech czwartych posiłku z drzwi niedaleko lady wyłonił się Turnam Kirchberg, który zaczął rozmowę z kelnerką. Gdy dołączył do niego Almey obaj bez zastanowienia oddalili się od kobiety i przysiedli do bohaterów.

- Mam nadzieję, że smakuje – zapytał Almey patrząc na znikającą zawartość talerzy po czym rzekł – panowie, brat mój gotowy jest odpowiedzieć na pytania które się w głowach panów tworzą. Ja ze względu na częste wyjazdy źródłem informacji dobrym nie jestem.

- Przesadzasz bracie – od razu wtrącił się młodszy z Kirchbergów, który szybko odwrócił się do paladyna - U pana wiedźmaka widzę dość ciekawą tarczę, także jeżeli lubuje się pan w takich pamiątkach to ta cholera która tu przychodzi spokojnie zapewni futra na kilka płaszczy czy kamizelek.

- Wyprać by trza było, bo nie kłamiąc smród ze zwierza jest dość spory – dodał Almey.

- Będziemy się martwić potem – odparł bratu Turnam, po czym zwróciwszy się do Ronana zapytał, kierując swoje słowa do obu bohaterów – czego panowie potrzebują by nasz problem ubić?
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-02-12, 13:57   

Cohen kiwnięciem głowy skwitował uwagę na temat posiłku. Ten, rzecz jasna, smakował mu, lecz paladyn nie czuł specjalnej potrzeby rozwodzenia się na ten temat. Póki co zajazd wywierał na nim wyjątkowo dobre wrażenie. Mężczyzna jednak czuł całym sobą, że poczuje się znacznie, znacznie lepiej nocując pod otwartym niebem jak najdalej od dowolnej karczmy. "Granica"...

- Informacji - skwitował krótko słowa obu braci.

Skrzydło Adremelecha było głupim trofeum, którego czasem paladyn żałował, że kiedykolwiek postanowił ze sobą zabrać z Otchłani. Pamiątka głupich, młodzieńczych dni gdy efektowny wygląd, płonący miecz w dłoni i chwalenie się własnymi czynami było ważniejsze od czystości serca i prawdziwości spojrzenia.

Spojrzenie Cohena utkwiło w Turnamie Kirchbergu zaczynając wykrywać tkwiące w nim zło.

- Jak do tej pory wiemy bowiem wyjątkowo niewiele. Na tyle, iż nie mamy pojęcia z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Z tego co nam powiedziano czas już jakiś dłuższy temu, bydlę może być wszystkim. Śmierdzi, przyłazi nocami pod zajazd i jest pokryte futrem? To może być wszystko. Musimy wiedzieć więcej.

Cohen skrzywił się lekko z niesmakiem.

- Nie trzeba być leśnikiem by wiedzieć, że niedźwiedzie tak się nie zachowują i nigdy nie atakują ludzkich sadyb bez powodu.

- Musimy wiedzieć przede wszystkim, jak bestia wygląda, jak często mają miejsce ataki i na czym one właściwie polegają, co do tej pory ucierpiało. Dopiero potem panom powiem czy urządzimy zasadzkę tutaj na miejscu, czy też czeka nas wędrówka po okolicy. Żadnego doświadczonego tropiciela śladów bowiem tutaj nie posiadacie, jak mniemam? Inaczej zajęto by się problemem już dawno temu.

Cohen wygiął głowę w bok z wysiłkiem tak, aż strzeliły mu kręgi szyjne.

- Dodam tylko jedno. Zobowiązaliśmy się z moim towarzyszem do pomocy w zamian za nocleg i możliwość jazdy na wozie. Naglą nas jednak nasze własne sprawy. Zostaniemy tu na dzisiejszą noc, nie dłużej jednak niż dwie. Po tym czasie będziemy musieli udać się we własną drogę. Taka była umowa i jej będziemy się trzymać.

Spojrzenie paladyna przeszło na Ronana. Z uśmiechem. Przy odrobinie szczęścia, dziś wieczorem zaznają odrobinę adrenaliny. Nareszcie! Wydawałoby się, że od momentu w którym ruszyli spod murów zakonu minęły dwa lata.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-02-16, 17:12   

Kończąc swój ciepły posiłek giermek wsłuchiwał się w rozmowę paladyna z Kirchbergami. Nie wtrącał się do rozmowy "dorosłych", póki sam nie miał nic mądrego do powiedzenia, a że żadna myśl go nie natchnęła jedynie nasłuchiwał bardzo uważnie starając się wszystko zapamiętać. A w szczególności moment kiedy panowie gospodarze zaczną dokładnie streszczać wygląd, zachowanie bestii oraz okoliczności w jakich ich napastuję oraz jak to wygląda.

W pełni zgadzał się z Cohenem. Nie mieli praktycznie zielonego pojęcia z kim będą mieli do czynienia za jakiś czas, a więc nie dawało im to możliwości do odpowiedniego przygotowania się. Ronan spoglądał spokojnie na paladyna, przytakując jedynie jego spostrzeżeniom. Sam w końcu jednak również otworzył usta i zwrócił się w ich stronę.

- Ku naszej przestrodze i ku przyszłym analizom chcielibyśmy się dowiedzieć również kiedy te ataki dokładnie się rozpoczęły? Jak Cohen wspomniał nie ma skutku bez przyczyny. Tak również jest i z drapieżnymi zwierzętami, bandytami i innego rodzaju łotrostwem, które może uprzykrzać nam życie.

Sprawę umowy Ronan przemilczał. Jemu tak na prawdę się nie spieszyło, a tu miał ciepły kąt, darmową strawę i atrakcyjną okolicę. Nie miał jednak też zamiaru działać wbrew temu, na co powziął się jeszcze w klasztorze. Cohen miał być szybko i sprawnie doprowadzony do Roeen i tak też się stanie.

- Ah i strawa była na prawdę bardzo dobra. Dziękujemy serdecznie. - kiwnął głową i pozwolił mówić panom gospodarzom o sprawach dużo ważniejszych niż spokój.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2012-02-20, 21:44   

Cohen od dawna nie odczuwał potrzeby używania swoich zdolności do badania aury rozmówców. Nie było w tym nic dziwnego, skoro ilość ludzi z którymi rozmawiał w ciągu ostatnich pięciu lat nie przekraczała ilości palców w jego obu dłoniach. Pierwsze wyjście z murów od tak długiego czasu, oraz wciąż żywe wspomnienie tego, co sprawiło iż tam wrócił, wymusiły na paladynie pewną dozę niepewności co do świata Sorii i tego jak się on w ciągu tych pięciu lat zmienił.

Aura Turnama nie cechowała się niczym niezwykłym i niepokojącym. Ot kolejny mężczyzna zamieszkały w Civitas żyjący wedle własnych wartości, które jednak nie naruszały granicy między dobrem a złem na tyle by poświata jego charakteru skażona była czerwonymi plamami.

- Nie muszą panowie przypominać tego co ustalone zostało – odezwał się Almey w stronę paladyna poniekąd wytrącając go z wykrywania zła w młodszym z braci – Rozumiem, że panowie są w trasie, jak zresztą każdy tutaj, także nikt do tej pory nie przyglądał się naszemu problemowi dłużej niż dzień, dwa.

- Skrót informacji wygląda następująco – odezwał się Turnam, gdy jego brat ucichł – Stwór ten niedzwiedziem nie jest. Jest co prawda podobnej wielkości acz garbate i z pyska bardziej płaskie. Łazi raczej na czworaka podpierając się łapami acz na dwie nogi stanie i wtedy sięga do palisady wokół zajazdu. Niektórzy mówią że zachowuje się jak troll, aczkolwiek bardziej zwierzęcy się wydaje i włochaty za bardzo z tego co niektóre mądre głowy nam zdążyły opowiedzieć. Może jakaś dalsza odmiana, ale powtórzę jeszcze raz, co to dokładnie to nie wiem.

- Może panowie wiedźmakowie już widzieli to powiedzą jak zobaczą co to– wtrącił się Almey – ślady chyba można na około Ławy znaleźć.

- Ano można, póki jeszcze jasno wyjść i zobaczyć – potwierdził młodszy z Kirchbergów – Stwór jakieś dwa miesiące temu się pojawił. Resztki z karczmy przeważnie niedaleko wyrzucalim bo nie wszystko człowiek zje, a że to natura źródłem żywności naszej jest, to i do natury jej resztki wrócić powinny. - pozwolił sobie zafilozofować Turnam - Zlatywały się kruki czasem jakiś lis i tam szperały za większym kawałkiem co został. Potem widzielimy że coś większeog tam łazi nocami i myśleli że to niedzwiedź się przybłąkał z lasów co to na północ są. Okazało się jednak, że to nie ów zwierz a coś dziwniejszego także postanowilimy resztki do beczek ładować i na placu trzymać. Węch to cholerstwo chyba ma znośne gdyż wyczuło że bufet przeniesiono za palisadę to zaczęło bliżej podchodzić i marasu robić. Podrapał po palisadzie, o dziwo nie mruczał nic ani nie ryczał jakby głodny był bardzo a tak raczej jak pies krążył obok stołu kiedy do jakiegoś kawałka kiełbasy będzie miał dostęp.

- Sądziliśmy, że znudzi się i pójdzie dalej, ale pojawia się co dwa, trzy dni i straszy a nikomu się nie chce problemem zająć – przypomniał Almey.

- Raz bramy nie domknęliśmy to wlazł do środka i konia ubił. Nim zdążyliśmy cokolwiek zrobić to uciekł wyrywając sobie udo kobyły, ale jak następnego dnia chcielimy sprawdzić gdzie krew prowadzi to ulewa taka przyszła, że śladów nie było widać zupełnie. - kontynuował Turnam.

- Tydzień wtedy lało bez przerwy – dodał swoje starszy Kirchberg, nie mogąc najwidoczniej pozwolić by to jego brat był głównym mówcą – to było ze trzy tygodnie temu albo i więcej coby panów nie skłamać.

- Chodźmy te ślady zbejrzeć, najwyżej dopowiem co wam trzeba będzie – zakończył Turnam podnosząc się zza ławy – Jak się nic nie uda, trudno pojedziecie dalej.
_________________
 
 
     
DaMi 
Techniczny Mistrz Gry
Narrator



Wiek: 37
Dołączył: 15 Sty 2007
Posty: 3361
Skąd: Toruń
Wysłany: 2012-03-17, 18:07   

Spore. Włochate. Chrząka, mało rozumne, ale sprytne jeżeli chodzi o dobranie się do kawałka pożywienia. Węch nad zwyczaj dobry. Należy założyć, że cholernie silne, skoro kobyłę porywa i rozrywa na sztuki bez większego wysiłku. Cohen nabrał nagle całkowitej pewności, iż natknął się kiedyś w trakcie swojego wertowania ksiąg w Zakonie na opis istoty mianem Wyger, która spełniała wszystkie te warunki. Póki co wolał jednak kwestię przemilczeć, nie wypowiadając się co do kwestii w których specjalistą, bądź co bądź, nie był.

Brak nici zła w aurze młodszego z braci powitał z ulgą. Mimo to wyraz swojej twarzy zachował niezmienionym, spokojnym i badawczym. Umiejętnością badania cudzych charakterów również nie było sensu niepotrzebnie się obnosić.

- Dobrze więc - wstał od stołu zbierając swój ekwipunek - zobaczmy też owe ślady. Może powiedzą nam rzecz lub dwie o waszym gościu.

Cohen kiwa z powagą do Ronana głową. Miejmy to już za sobą, rozejrzyjmy się po okolicy i ruszajmy w swoją stronę, mówiło to kiwnięcie.

Trochę szkoda, że bohaterskie z natury rzeczy usposobienie paladyna nie pozwalało mu machnąć ręką na problemy Kirchbergów i ruszyć po prostu w swoją stronę. Róg Strażnika nawoływał go do podjęcia przerwanej wędrówki.

Wychodząc z karczmy Cohen pamięta by szczególną uwagę zwrócić na kierunek wiatru. Jeżeli mieli trzymać się planu z pułapką, muszą być pewni, by ustawić się względem bestii od strony zawietrznej. Inaczej cholera wyczuje ich już z kilometra i cały plan będzie można o kant... stołu. Rozbić.
_________________
Some men aren't looking for anything logical. They can't be bought, bullied, reasoned, or negotiated with. Some men just want to watch the world burn.
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-04-22, 19:30   

Porozumiewawcze kiwnięcie dla Ronana oznaczało wiele rzeczy: skończenie posiłku, zerwanie aury spokoju i odpoczynku, wyrwanie z głębokiego zamyślenia o dupie maryni, ale przede wszystkim początek nowej drogi jaką od tej pory miał podążać, czyli drogi innej niż ta jaką podążał do tej pory, jakakolwiek by ona nie była.

Plany jakie obmyślali pewnie i tak spalą na panewce w obliczu zagrożenia jakie przed nimi stanie. Giermek przyzwyczaił się, że zawsze, ale to zawsze sytuacja nie idzie po jego myśli, więc i tu nie miał wątpliwości. Co więcej chciał nawet o tym ostrzec Cohena, powiedzieć o swoich doświadczeniach i o przeczuciu, ale obawiał się, że zostanie nazwany przesądnym, ba może nawet tchórzem.

Tak czy siak Ronan jakoś nie wyglądał zbytnio przerażony. Jego wewnętrzne przemyślenia nie odzwierciedlały nastawienia na zewnątrz. Był skupiony. I miał nadzieję, że na coś się przyda.
Po takich tułaniach jakie do tej pory były jego życiem miał zaniżoną samoocenę. Stwarzał więc pozory. A jak to mówią uczeni czasem pozory mogą nie jedną szalę przechylić.

- Cóż więc nam zostaje jak nie załatwić tej sprawy? - rzucił ochoczo, powstał od stołu i spojrzał na Cohena i również kiwnął. W jego myśl wyszedł z karczmy i ruszył w stronę przed chwilą co omawianych śladów, choć szczerze wątpił w to, że coś z nich wyniesie.
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Reggirt 
Techniczny Mistrz Gry
Dupotruj Talowy 2.0



Wiek: 37
Dołączył: 21 Mar 2007
Posty: 1351
Wysłany: 2012-04-22, 21:00   

Bohaterowie podnieśli się zza stołu i ruszyli za Turnamem do wyjścia. Starszy z Kirchbergów dał znak ręką że zaraz dołączy do pozostałych i udał się ponownie do lady gdzie najwidoczniej miał zamienić kilka słów z kelnerką.

Almey dołączył do reszty gdy Ci przekroczyli bramę, kupiec przebiegł plac truchtem, acz bieg ten wyglądał dość pociesznie gdyż mężczyzna w jego trakcie trzymał ręce w kieszeniach. Jego brat na ów widok wyraźnie się uśmiechnął jednak nie skomentował tego jeno ruszył dalej wzdłuż palisady. Nim Kirchberg dotruchtał do pozostałych Cohen skupił się na wietrze który lekko powiewał od frontu zajazdu, co według orientacji paladyna wskazywało na wiatr zachodni.

- Tu panowie spojrzą – powiedział po pokonaniu kilku metrów Turnam wskazując na drewniane ogrodzenie. Wbite jeden przy drugim drwa miały na swojej powierzchni kilkanaście śladów pazurów na wysokości brzucha przeciętnego człowieka. Bruzdy które pozostawił „włochaty troll” nie prowadziły jednak pionowo jak w przypadku odrapujących drzwi i mebli kotów czy innych zwierząt domowych chcących zedrzeć rosnące pazury. Stwór nawiedzający Dębową Ławę starał się wcisnąć swoje łapy w szczeliny pomiędzy kolejnymi palami jakby chciał oderwać je od całości.

- Jak stanie na łapach to sięga trochę wyżej – odezwał się ponownie młodszy z braci – Wskazane przez niego ślady znajdowały się jakieś dwa metry nad ziemią, nieco ponad głowami bohaterów. - Z tego co widziałem to za często tak nie robi. Ciężkie bydle to pewnie źle mu się dłużej stoi. - dodał po chwili dzieląc się swoimi spostrzeżeniami.

- O mam ślad całkiem wyraźny – zawołał Almey który oddalił się nieco dalej.

Znajdujący się na ubitej ziemi ślad faktycznie mógł przypominać niedźwiedzia. Wyraźnie zaznaczone pazury i głębokość świadczyły o sporej masie. Kształt wielkości ludzkiej głowy był jednak nieco bardziej podłużny niż tropy niedźwiedzia przez co nabierał on nieco humanoidalnych cech.

- Tu jeszcze jeden i tu – odezwał się Turnam wskazując kolejne dwa identyczne tropy niedaleko palisady. - Tak teraz myślę, że on najczęściej z zachodu przychodzi, bo tu najbardziej palisada poharatana.

Jak na złość Cohenowi nawietrzna.
_________________
 
 
     
l9indy 
Poszukiwacz Przygód



Wiek: 33
Dołączył: 05 Gru 2007
Posty: 288
Skąd: Radom
Wysłany: 2012-04-23, 21:09   

Wyczuwający wszędzie konspirację Ronan uśmiechnął się w duchu, widząc powracającego Kirchberga, zagadującego do kelnerki. Takie tam pewnie niczego sobie warte swawole pomyślał, choć wydawało mu się to niezwykle pospolite na swój sposób. Zaraz jednak po wyjściu znów powrócił do zadania, jakie powoli kreowało się przed nim i przed jego kompanem. Postanowił delikatnie przejąć inicjatywę i wyprzedził Cohena, coby chociaż o sekundę szybciej dotrzeć do "miejsca dowodowego" i mieć szansę, aby w tę sekundę wymyślić coś co olśniłoby wszystkich.

Spojrzał na truchtającego Almeya i byłby się zaśmiał, gdyby nie fakt, że chciał pozostać jak najbardziej poważny. "I po swawolach" - jeszcze mu przez myśl przebiegło, po czym nie zajmował się niczym innym jak oglądaniem śladów.

Ślady zadrapań początkowo jak to ślady zadrapań nie zachwycały niczym szczególnym. Na pewno warto zauważyć fakt, że bestia ma trochę oleju w głowie, bo zamiast bezowocnie zdzierać drew z palów próbowała stworzyć sobie szczelinę poprzez wyrwanie ów kilku. Na szczęście się jej nie udało. Leje pozostawione przez pazury jednak wzbudzały pewien rodzaj respektu. Na pewno Ronan nie chciałby, aby jakikolwiek z nich zatopił się w jego ciele.

- Trzeba będzie uważać na tę bestię, walka w zwarciu może być dość niebezpieczna. A nawet jeśli to musielibyśmy działać bardzo szybko i jednym cięciem załatwić sprawę.

Tym razem spojrzał na ślad łapska na ziemi. Ono również było niczego sobie. Niedźwiedziem to coś na pewno nie było, te akurat było dane widywać Ronanowi od czasu do czasu. Tutaj jednak ślad wskazywał na znacznie większego przeciwnika. Większego równało się ciężkiego. Tutaj giermek widział swego rodzaju furtkę. Możliwość.

- Bydle musi być niezwykle masywne, a więc pewnie mało zwinne. Daje nam to wskazówkę w działaniu. Musimy go zaskoczyć, więc nadal się trzymam się planu z naszym ukryciem się. O ile jest mało inteligentne będziemy mogli je zwabić czy to jakimś pożywieniem czy po prostu samą otwartą bramą.

Ronan spojrzał na Cohenie: - A ty co tym wszystkim sądzisz?
_________________

All of this has happened before. And will happen again.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group