Zairis nie należał do ciężkich osób, jednak dla wątłej elfki, był wystarczająco masywny, by musiała uklęknąć, po jego pochwyceniu. Nie bez trudu udało jej się go odciągnąć do tyłu, zdała od korzeni, które niebezpiecznie teraz wierzgały.
Srebrzysty strumień po raz kolejny wystrzelił z różdżki uderzając prosto w oko. Wszystko znieruchomiało i ucichło...
Różdżka jednak poczęła dziwnie drgać. Jej końcówka stawała się czerwona. Nagle magiczny przedmiot pękł na końcu, rozrzucając wokół szczątki. W ręce elfki pozostała jedynie połowa, już niezdatnej do użycia różdżki. Bohaterka znała ten efekt. Czasem zdarzało się tak przy nadużywaniu mocy przedmiotu lub gdy skończył się jego ładunki magiczne.
Minęło może 5 sekund, gdy wrzask i ruchy korzeni rozpoczęły się na nowo.
Źrenica oka spojrzała na Arameę, rozszerzyła się, potem nagle zmalała do rozmiarów pięści, wrzask jednak nie ustawał.
Zerknęła ukradkiem na Zairisa,ale szybko wolną ręką podniosła katanę uważnie się rozglądając.Kiedy upewniła się,że brunet z kitką jest rzeczywiście poza zasięgiem korzeni-położyła dłoń na jego policzku.Ciągle skrzące się czarne oczy szukały zawzięcie zapewnienia,że jeszcze dane będzie im zobaczyć uśmiech na twarzy Zairisa.Oblicze dziewczyny przeszył nikły uśmiech na widok srebrnego blasku.Cały czas zastanawiała się jednak w jaki sposób unieszkodliwić na stałe wzbudzające w niej tyle wstrętu i obaw oko...Miała nadzieję,że ulotna chwila błogiej ciszy wystarczy jej,by pochylić się nad młodym mężczyzną i wyszeptać prosto do jego uszka:
-Zai...Proszę,przeczytaj...
Starała się,by ton jej głosu był spokojny,ale to nie było wcale łatwe.Ustawiła różdżkę żeby oddać kolejny strzał.Nagle -usta elfki rozchyliły się,a źrenice rozszerzyły w zaskoczeniu.
Westchnęła ciężko patrząc na połowę magicznego przedmiotu.Poczuła nieprzyjemne ukłucie w sercu mające zapewne związek z poczuciem winy i żalem...Niewiele myśląc-cisnęła resztkami różdżki w natręta celując w sam środek.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zniszczony magiczny przedmiot poleciał, rzucony w akcie desperacji. Odbił się od oka, które jedynie lekko drgnęło. Odczuło uderzenie, jednak nie mogło mu one zaszkodzić.
Ziemia ze ścian poczęła osypywać się w miejscach, gdzie wiły się natarczywie korzenie. Elfce wydawało się, że sięgają one coraz dalej, jakby wychodząc ze ścian.
Zairis jęknął cicho, chyba dochodził do siebie, nie otwierał jednak jeszcze oczu.
Oko skupiło się na elfce, korzenie ze ścian wyciągały się w jej kierunku, niczym wygłodniałe gardła piskląt.
Przygryzła dolną wargę ust śledząc z niepokojem lot resztki różdżki.Nie liczyła na to,że fragment magicznego przedmiotu Zairisa pomoże jej zdjąć klątwę z tego miejsca,ale w głębi serca tliła się nadzieja,że nie jest zupełnie bezbronna.Nie miała pojęcia jak ocalić samą siebie i-co najważniejsze-młodego bruneta spoczywającego w jej ramionach...
Rzuciła towarzyszowi jeszcze jedno spojrzenie skrzących się ciemnych oczu i podniosła jedną ręką jego katanę.Skierowała ją w kierunku nadchodzących korzeni,mimo,że pamiętała dobrze jak już raz próbowała je uszkodzić ostrzem miecza i jej działania nie odniosły żadnego skutku...Jeśli tylko któryś z korzeni zbliżył się za bardzo do młodzieńca-poczęstowała go zdecydowanym cięciem.Kiedy tylko usłyszała cichutki jęk-przez ułamek sekundy zapomniała o wszystkim.Na jej twarzy znowu pojawił się ciepły uśmiech.Położyła dłoń na czole Zairisa i pogładziła go delikatnie po głowie,a chwilkę później wyszeptała:
-Zai...Zwój...Proszę...
Aramea zerknęła w stronę oka czując jak jedyna łza spływa powoli po jej policzku.Łza bezsilności i przerażenia,które rosło z każdą chwilą.Wyciągnęła z kieszeni płaszcza zwój i dyskretnie włożyła go do dłoni Zairisa przytrzymując jego palce,jeśli to konieczne.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zairis lekko rozchylił powieki, zaraz jednak zamknął je z powrotem. Starał się coś powiedzieć, jednak elfka nie była w stanie zrozumieć ani słowa. Młodzian umilkł ponownie i przełknął ślinę. Nabrał powietrza w płuca i odparł już nieco wyraźniejszym, choć ledwo słyszalnym tonem.
"Oko...miecz..."
Palce zacisnęły się na zwoju, uścisk był jednak bardzo słaby.
Korzenie zbliżały się z każdą chwilą, żaden jednak nie szedł prosto od głównego korzenia i samego oka. Wszystkie wychodziły ze ścian wokół, tworząc tym samym coś na kształt tunelu, prowadzącego prosto do oka.
Przepełnione smutkiem i goryczą ciemne oczy elfki znów zalśniły od łez.Bardzo delikatnie-nie chcąc sprawić młodemu mężczyźnie najmniejszego nawet bólu-objęła smukłymi palcami jego dłoń.Usta dziewczyny drgnęły,ale nie wydobyło się z nich nawet jedno słowo.Chwyciła za to pewnie katanę Zairisa i rzuciła mu niezwykle wymowne spojrzenie.Nie miała najmniejszego zamiaru zostawiać go samotnego i zupełnie bezbronnego w towarzystwie rozwścieczonych korzeni...Tym razem udało jej się wyszeptać w stronę bruneta łamiącym się głosem:
-Zai...Chciałabym żebyś wiedział jak...
Nagle przeniosła wzrok na katanę zerkając następnie na oko.Zamiast dokończyć-zdjęła szybko płaszcz i rzuciła go na ziemię tak,by czysta strona była na wierzchu.Położyła na nim Zairisa,sama podbiegła do znajdujących blisko korzeni nacierając na nie serią zdecydowanych cięć.Kiedy te uległy ostrzu katany-ruszyła w stronę oka zaciekle torując sobie drogę...
-Spragniony krwi?-wycedziła przez zaciśnięte zęby-Spróbuj wziąć moją,ale jego zostaw!
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Zairis po kilku chwilach leżał już na płaszczu elfki. Aramea zaś serią cięć odpychała na boki pobliskie korzenie. Nie była w stanie ich przeciąć, odrzucała je jednak na boki.
W ten sposób parła do przodu, wytworzonym przez korzenie tunelem aż do samego oka. Wijące się kawałki czarnego drewna nacierały na nią ze wszystkich strona, jednak tylko część była w stanie jej dosięgnąć. Ta część właśnie obrywała wściekłymi uderzeniami miecza. Aramea poczuła kilkukrotnie smagnięcia korzeni na ciele. Czuła, raz po raz uderzenie twardego niczym kamień korzenia, to na nodze to na plecach. Nie powstrzymywało jej to jednak, parła dalej do przodu, z każdą sekundą zbliżając się do oka.
Zostało jej zaledwie kilka kroków.
Posłała mu jeszcze jedno,bardzo krótkie spojrzenie starając się zachować przy tym pozory opanowania.Wydawało jej się,że każdy kolejny krok i odepchnięty korzeń sprawiają,że narasta w niej nie tylko wściekłość,ale i paraliżujący strach.Nie myślała jednak jaki spotka ją los jeśli okaże się,że źle zrozumiała urywane słowa Zairisa...W myślach elfki stale powracał wizerunek połamanej różdżki i dręczące wyrzuty sumienia.Nie potrafiła wybaczyć sobie,że zostawiła młodego bruneta całkowicie bezbronnego mimo,że nie widziała żadnego innego sposobu na zniszczenie ogromnego oka.Pragnienie odwrócenia się w tył ciągle się nasilało,ale zamiast tego-dziewczyna przyśpieszyła jeszcze bardziej.Skrzywiła się czując uderzenia korzeni i syknęła przeciągle.Nie pamiętała kiedy ostatnio obdarzyła kogoś lub coś tak ogromną niechęcią jak teraz miejsce,w którym się znalazła.Zmrużyła lekko ciemne oczy i chwyciła oburącz katanę Zairisa.Powolnym,przeczącym ruchem głowy dała gospodarzowi do zrozumienia,że ma już dosyć jego gościnności.Zaczerpnęła głęboko powietrza i rzuciła się na oko celując ostrzem prosto w źrenicę...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Ból już nie istniał dla Aramei. Skupienie i adrenalina odcięły jakiekolwiek bodźce ze świata zewnętrznego. Widziała tylko ostrze miecza, ostrze które przecinając powietrze mknęło w stronę źrenicy.
Ta zwężyła się do rozmiarów pięści. Ułamek sekundy trwał zadziwiająco długo. Elfka poczuła jak serce podchodzi jej do gardła, gdy ujrzała jak ostrze miecza trafia w białko kilka centymetrów od źrenicy, prześlizgując się po nim, nie czyniąc żadnej szkody oku.
Jeden z korzeni oplótł się elfce wokół brzucha. Poczuła silny uścisk.
Utkwiła pełen niedowierzania wzrok w zmniejszającej się źrenicy i zamrugała szybko kilka razy.Powrót do rzeczywistości był dla niej bolesny zarówno psychicznie jak i fizycznie...
Wciągnęła głęboko powietrze i otworzyła usta,by krzyknąć,ale zamiast głośnego wrzasku usłyszała zaledwie jęk.Przełknęła głośno ślinę bacznie obserwując oko i ruch lśniącego ostrza katany.Przygryzła mocno dolną wargę zadając kolejny cios.Tym razem starała się wycelować bezbłędnie w środek gałki ocznej.Była wściekła na samą siebie,a ciągła niepewność stanu Zairisa wcale nie sprzyjała logicznemu myśleniu.Poczuła,że uścisk dłoni na rękojeści katany staje się coraz słabszy...Próbowała odepchnąć wolną ręką korzeń,ale nie łudziła się,że odniesie to jakikolwiek skutek.Nagle zerknęła na oręż i uśmiechnęła się leciutko.Podniosła samurajski miecz i zadała ostatni cios starając się przeciąć nim oko na pół.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Uścisk korzenia stawał się coraz silniejszy, sięgał także coraz dalej, owijając elfkę po raz kolejny. Ta była jednak w stanie nadal walczyć. Wyprowadziła kolejne pchnięcie. Źrenica chciała uciec przed ciosem, jednak ruch Aramei był szybszy. Ostrze katany zetknęła się z żółtą źrenicą, zaś w ułamek sekundy później ugrzęzło w niej na głębokość kilkunastu centymetrów. Uścisk natychmiast ustał, korzeń puścił elfkę, miotając się wściekle na wszystkie strony. Pozostałe, czyniły podobnie w chaotycznym ruchu młócąc ściany i siebie nawzajem. Przeraźliwy, ogłuszający pisk rozległ się w pomieszczeniu.
Zairis w międzyczasie przekręcił się na bok, podpierając się lewą ręką, w prawej trzymał zwój. Czytał go, cicho jednak czytał. Oczy miał ledwo otwarte, na jego twarzy widać było ogromny wysiłek.
Ciemne oczy elfki rozwarły się jeszcze szerzej w zaskoczeniu.Starała się zaczerpnąć chociaż odrobinę powietrza,ale czuła,że korzeń coraz bardziej jej to utrudnia.Wodziła pełnym niepokoju wzrokiem za ostrzem katany Zairisa nie zastanawiając się,co powinna zrobić później.Całą uwagę starała się skierować na przeciwnika i zadany mu cios...Przez ułamki sekund przypatrywała się z niedowierzaniem zatopionej w źrenicy klindze,a w jej oczach pojawił się nikły blask nadziei.Wzięła głęboki wdech i miała zamiar odwrócić się,chociażby przelotnie rzucić okiem za siebie i upewnić się,że z młodym brunetem wszystko w najlepszym porządku,ale niekontrolowany ruch roślin i wymowna reakcja gospodarza dała jej do zrozumienia,że to wcale nie koniec...Nie odrywając wzroku od oka-uniosła nieco brew i bez widocznych rozterek moralnych pozwoliła ostrzu zanurzyć się jeszcze głębiej.Podbródek Aramei drgnął nieznacznie,kiedy przekręciła na koniec katanę z wyraźną satysfakcją i warknęła:
-Nie wiem w jaki sposób doprowadziłeś go do takiego stanu,ale zapłacisz mi za to...
Odruchowo odwróciła się w stronę mężczyzny.Czarne kosmyki wylądowały na policzku dziewczyny,która niewiarygodnie smutne oczy utkwiła w jednym punkcie.Milczała,ale ruch ust układał się w trzyliterowe słowo...
-Zai...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Oko ruszało się chaotycznie we wszystkie strony, razem z klingą. Elfka zdołała na moment je unieruchomić, łapiąc za miecz. Ostrze wbiło się jeszcze o kilka cali.
Wrzask stawał się nie do zniesienia.
"..ghailiar !" usłyszała słowa Zairisa. Był to koniec wypowiedzi, zapewne przeczytanej formułki ze zwoju. Młodzian po tych słowach padł wyczerpany na ziemię.
Aramea ujrzała jak srebrne plamy wybuchają jasnym, oślepiającym światłem. Rozszerzały się, obejmując swym czystym blaskiem wszystkie korzenie, oko, a nawet czarną ziemię. Po chwili elfkę ze wszystkich stron otoczył srebrny, czysty blask. Nie widziała korzeni, ziemi ani oka. Widziała jednak leżącego, a może unoszącego się w owym bezkresnym srebrze Zairisa. Wrzask zmieniał ton, stawał się przyjemniejszy dla ucha, niczym muzyka.
Zdecydowanym ruchem powiek przymknęła czarne oczy krzywiąc się i dziwiąc zarazem,że jej uszy jeszcze nie zdołały przyzwyczaić się do przeraźliwego krzyku,który w ostatnim czasie tak często miała okazję słyszeć...Równie szybko otworzyła je jednak ponownie,gdy tylko usłyszała głos bruneta z kitką.Usta elfki rozwarły się,a twarz znowu przeszył lęk.Krzyknęła widząc jak młody mężczyzna upada bezwładnie na podłoże i już po chwili przesłoniła jedną dłonią twarz.Zmrużyła oczy uśmiechając się lekko na widok rażącego ją światła.Nareszcie coś odmieniło budzącą wstręt i przerażenie scenerię!Podniosła katanę i pobiegła w stronę Zairisa.Najszybciej jak tylko potrafiła...Schowała miecz i oddała go właścicielowi.Przyklęknęła tuż przy nim,podniosła delikatnie jego głowę i oparła ją na własnym ramieniu.Popatrzyła na twarz Zairisa i nawet nie wiedziała kiedy po jej policzku spłynęła pierwsza łza...Łza szczęścia.Pochyliła się nieco nad młodym towarzyszem i oparła leciutko podbródek o jego czoło przemawiając do niego łagodnym,przyjemnie szeleszczącym szeptem:
-Zai...Udało się...Dzięki tobie...Słyszysz?Nie możesz umrzeć.Nie...-nagle zamilkła wzdychając lekko,by już po chwili dopowiedzieć-Nie po tym wszystkim!Zairisie...
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Grunt okazał się stabilny. Przez chwilę mogłoby się wydawać, że znajdują się w pustce, srebrnej pustce. Jednak stąpając po ziemi elfka przekonała się, że tak nie jest.
Dobiegła do Zairisa, jego spokojna mina przeraziła elfkę. Tego typu wyraz twarzy mają zazwyczaj nieprzytomni, śpiący lub...zmarli.
Brew młodziana lekko drgnęła. Jednak żył.
"Udało się" odparł słabym, acz radosnym głosem. Śpiew cichł. Elfka ujrzała pośród srebrnego blasku jakąś postać. Nagie ciało jakiegoś mężczyzny. Przypominał elfa, był jednak zbyt wysoki. Jedynie kruczoczarne włosy kontrastowały z blaskiem, inne szczegóły, jak chociażby sama twarz pozostawały dla elfki niewidoczne. Postać unosiła się w powietrzu, ułamek sekundy później zaś zniknęła.
Srebrny blask uderzył ze zdwojoną siłą rażąc oczy bohaterki. Aramea poczuła szarpnięcie, jakby jej ciało zostało porwane, zaś każdy jego skrawek ciągnięty ku górze oddzielnie.
Światło bledło, uczucie ciągnięcia ustało. Oczom elfki zaczęły ukazywać się drzewa i krzaki. Rozpływały się.
Wrócili na powierzchnię. Ziemia, niegdyś czarna, miała teraz szary kolor. Drzewo w jej centrum zniknęło. Zairis leżał przy kolanach klęczącej bohaterki. Oddychał spokojnie i miarowo.
Cały czas rozglądała się wokół siebie,ale jej twarz nie wyrażała już strachu.Srebrny blask przywodził elfce na myśl barwę płynu z fiolki,dzięki któremu cudem udało jej się uwolnić Zairisa od przytrzymujących go korzeni oraz strumień ze zniszczonej już różdżki młodego mężczyzny.Mimo woli przypomniała sobie też o czarnej ziemi,która wciągnęła ją do tego niezwykłego miejsca...Na szczęście teraz stąpała po zupełnie innej.Przez chwilkę zapomniała nawet jak zaczerpnąć powietrza,odniosła nieodparte wrażenie,że serce w niej zamiera.Chwilkę później jednak-odetchnęła z wyraźną ulgą i utkwiła w młodym brunecie pełne oczarowania i szacunku spojrzenie,po czym wyszeptała:
-Tak,Zai.Dzięki tobie...Już jesteś bezpieczny.
Wpatrzona w otaczające ich ze wszystkich stron srebrne światło-niespodziewanie uśmiechnęła się lekko.Właśnie w taki sposób chciała pożegnać Hariona.Mimo wszystko...
Uśmiechnęła się szeroko,gdy tylko ujrzała coś bardziej zielonego i piękniejszego niż korzenie.Znowu była w domu...Cała nienawiść ulotniła się w tajemniczy sposób-podobnie jak silna żądza zemsty.Dusza dziewczyny znowu stała się przyjemnie lekka i może właśnie dzięki temu chyba całkiem nieźle udało jej się zamknąć całe wewnętrzne ciepło w jednym zaledwie uśmiechu jaki podarowała Zairisowi.Oparła smukłe palce na jego dłoni stale szepcząc coś do niego z naiwną nadzieją,że to pomoże mu szybciej dojść do siebie.
_________________ Aramea Hana-wa Sakuragi , Hito Wa Bushi
,,Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście".
Drzewa i krzewy dotknięte zepsuciem topniały, tworzyły istną bliznę w ziemi, bez roślinności, bez życia. Jednak tuż za nimi znajdowały się już zdrowe, tętniące życiem drzewa. Ziemia traciła swój srebrny kolor, teraz przypominała pospolitą glebę.
Zairis otworzył nieznacznie oczy. Uśmiech pojawił się na jego twarzy gdy spojrzał głęboko w oczy elfki. Odetchnął spokojnie i przymknął oczy ponownie.
Młodzian doszedł do siebie zaledwie po kilku godzinach odpoczynku. Odzyskał całkowitą sprawność psychiczną i fizyczną.
Krąg ziemi na razie pusty i żałosny, dawał jednak pewną nadzieję na przyszłość. Natura jeszcze zasiedli to miejsce, wystarczy dać jej jedynie nieco czasu...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum