No cóż, tym razem plan Tellara okazał się bardziej skuteczny. Co prawda zamiast stopy, w brzuchu oponenta wylądowało kolano zamiast stopy, a upadek był bardziej bolesny niż w założeniu, to jednak wyglądało na to, że krasnolud ucierpiał bardziej od orka. Z drugiej strony, bardzo prawdopodobne było to, że ten skurwysyn był bardziej wytrzymały, i że ów upadek dotknął go w mniejszym stopniu niż gdyby na jego miejscu był człowiek, choćby i dobrze zaprawiony w bojach. Ale taka już krasnoludowa natura. Najlepszym jej dowodem było to, że kraś, choć przyjebał zdrowo, to nie padł grzecznie nieprzytomny, pozwalając zakończyć walkę zwycięstwem orka, a jeszcze rzucał się i prowadził do zwarcia, w którym to ork jakoś nie był mistrzem. Choć prawdopodobne było, że wojownik jeszcze nad tym popracuje. Tak czy siak, trzeba było się jakoś wydostać z chwytu Berga. Albo i tu wykorzystać przewagę wzrostu, może i mniej wyraźną, aczkolwiek wciąż obecną. Plan był prosty: podciągnąć pod siebie nogi, w miarę możliwości ściągając jednocześnie krasnoluda w dół, po czym oprzeć jedno kolano na barku krasia, gwałtownie się wyprostować i unieruchomić, a przynajmniej ograniczyć zakres ruchów rąk przeciwnika ( na wyłamanie stawów nie można było liczyć przy przeciwniku tej klasy). Następnie wolną nogą zacząć okładać Berga po łbie i korpusie, licząc na to, że ten nie wykona jakiejś zabójczej dźwigni i nie zakończy walki swoim zwycięstwem.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Wszystkie próby Tellara na zmianę pozycji na taką która pozwoli mu zyskać przewagę w starciu były skutecznie kontrowane przez krasnoluda. Przeciwnik zapierał się nogami i przekładał ramiona, przesuwając się całym ciałem to w lewo to w prawo, zawsze jednak w przeciwną stronę niż tą z zamysłów orka. Raz udało mu się kolanem uderzyć pod żebra bohatera, choć widać było, że chce znaleźć się nad orkiem. Na całe szczęście długie ręce Tellara blokowały przeciwnika, jednak było kwestią czasu nim mający przewagę w zwarciu oponent dojdzie do swojego celu.
Pieprzony krasnal, jakby się połowę życia czołgał w jakiś niewygodnych tunelach.
Krasnolud nie popuszczał, a to nie wróżyło dobrze orkowi. Nie było co się oszukiwać, w zwarciu krasnolud był po prostu lepszy. A to źle. Plan przerzutu krasnoluda zwrócił się przeciw orkowi. Może jednak trzeba było stać daleko i wykorzystywać przewagę długości kończyn? Niestety, plan został wykonany, i teraz Tellar musiał tarzać się po piachu z krasnoludem. Plan przejęcia przewagi w zwarciu zmarł śmiercią tragiczną i trzeba było znaleźć nowy. A Ork nawet już miał jeden w zanadrzu. Wystarczyło podwinąć nogi, oprzeć się na łokciu czy nawet na ramieniu krasnoluda i... Podnieść się na klęczki. Nie było to tradycyjne wyjście ze zwarcia, nie był to też jakiś nadzwyczaj trudny manewr. jednakże z klęczek niedługa droga do pełnego piony, zresztą już i wt ej pozycji wyraźniej powinna być widoczna przewaga długości. Trzeba było jedynie wprowadzić plan w życie.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Istotnie przeciwnik miał w zwarciu przewagę, jednak brakowało mu umiejętności w walce wręcz by dobrze ją wykorzystać. Gdy Berg próbował przemieścić rękę w celu lepszego chwytu, Tellar odwrócił się na plecy oddalając się od dłoni przeciwnika przez co otrzymał nieco więcej przestrzeni na własne działania. Szybko skurczone nogi i gwałtowne wyprostowanie niedawno uwolnionej ręki spowodowały że ork podniósł się z pozycji horyzontalnej w nieco wyższą. Klęczał skulony ze względu na trzymającego go za drugie przedramię krasnoluda. Przeciwnik był jednak bardzo odsłonięty, także jeden celny cios powinien rozproszyć oponenta i pozwoliłby bohaterowi podnieść się całkowicie na nogi.
Usta krasnoluda warknęły jakieś trzy słowa, jednak wrzawa wokół zagłuszyła ich szczególne brzmienie. - Dawaj mordo! - usłyszał gdzieś za sobą.
Tak! Udało się! I tak oto po raz kolejny orkowa siła i inteligencja górowały nad podstępem i wytrzymałością krasnoludów. Co prawda plan, jak każdy inny dzisiaj nie do końca wyszedł, ale w większej części został zrealizowany. A część ta wystarczała, by móc kontynuować walkę na dobrych, orkowych zasadach. Z klęczek nie było daleko do pionu, szczególnie, że Berg trzymał tylko jedną rękę Tellara. Był odsłonięty. I tylko czekał na cios, który pozwolił by potwierdzić przewagę Marynarza w tej walce. A ten nie zamierzał wcale marnować takiej okazji. Przeniesienie środka ciężkość na nogi, krótki zamach i cios w szczękę Krasnoluda powinien pomóc uwolnić się Orkowi. Bo zielona morda, nie zamierzał się poddawać, szczególnie kiedy jego kumple patrzyli i postawili na niego pieniądze. W tym i jago pieniądze. I kiedy krasnolud myśli, że przyjezdni są gorsi od niego. Niech się przekona, co to znaczy marynarz. Takich walk po prostu nie można było przegrać
- Aghhhrrr... - Warknął Tellar zadając cios.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Tellar szybko podjął odpowiednie działania wiedząc, że nie wykorzystanie takiego momentu zapewne się na nim zemści.
Wielka pięść ork momentalnie powędrowała w górę by z impetem ruszyć w dół, prosto w twarz krasnoluda. Cios ten wymierzony bezpośrednio w szczękę na pewno pozbawiłby oponenta kilku zębów, a kto wie czy nie świadomości. Berg jednak nie miał zamiaru przyjmować tego ciosu wiedząc, że jego broda w żadnym wypadku nie zamortyzuje uderzenia, więc zrobił to co musiał.
Tak jak Tellar warknął przy wyprowadzaniu ciosu, tak krasnolud jęknął przez zęby gdy go otrzymał. Przeciwnik puścił rękę bohatera i odbił się od ziemi w bok, tak że cios orka zakończył się na jego barku, a sam Berg mimo bólu przetoczył się bokiem po ringu i podniósł na klęczki. Na jego plecach wśród włosów błyszczał pot do którego kleiły się ziarenka piachu i kurzu.
Po publice przeszła głośniejsza fala entuzjazmu, która gdy dobiegła końca spowodowała że walka jakoby wróciła do punktu wyjścia gdyż obaj walczący stali naprzeciw siebie oddzieleni około trzema metrami ziemi na której jeszcze przed momentem leżeli w zwarciu.
Wolność. Cel osiągnięty, a walka wkraczała na nowy poziom. Co z tego, że cios nie trafił oponenta w szczękę a w bark, co z tego że ten był jeszcze w stanie walczyć. Ważne było to, że teraz ork był nieograniczony przez tarzającego się po piachu krasnoluda, i wreszcie mógł pokazać na co go stać. Tłumy niech się ciesz, puki mogą, bo teraz nie będzie tak ładnie a bardziej pospolicie. I prawdopodobnie bardziej skutecznie. Pomny doświadczeń płynących z licznych nie do końca udanych planów, postanowił zmienić swój styl walki, na bardziej... orkowy. Żadnego kombinowania, żadnych dźwigni, przerzutów, kręciołów, zwarć, parterów czy czego tam jeszcze krasnoludzkie umysły są w stanie wymyślić. Doskoczyć, przyłożyć raz i drugi, a jak dobrze pójdzie to i trzeci. Zaatakować z furią. Prosty plan w którym nic nie mogło zawieść, i który ork zamierzał wykorzystać.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ork bez chwili namysłu doskoczył do przeciwnika którego twarz była wciąż zawiedziona po tym, jak Tellar uwolnił się ze zwarcia, głównie dzięki błędom oponenta.
Krasnolud nie wrócił do defensywy tak szybko jak powinien, i pierwsze proste ciosy orka uniknął dzięki zwykłemu fartowi cofnięcia się o krok w odpowiednim momencie. Drugi cios bohatera już był dokładniejszy i cała jego siła ponownie wylądowała na obitym przed momentem barku Berga.
Pięściarz warknął przez zęby i starał się skontrować cios szybkim ciosem w pas orka, jednak był on zbyt chaotyczny by przenieść odpowiednią ilość siły w odpowiedni punkt w tak krótkim czasie.
Faktem było że doszedł on celu, jednak drobny ból nie powstrzymał nijak orka przed wyprowadzeniem kolejnych długich i prostych ciosów.
I o ile lewa ręka została zablokowana przez szybkie podbicie, to prawa niesparowana niczym, nawet tłustą brodą krasnoluda, poszybowała prosto w szczękę Berga, powodując solidne zachwianie się mężczyzny.
Tłum wkoło wybuchł szybko czymś co brzmiało jak 'łooł!' i Tellar musiał przyznać że podobało mu się to.
W końcu jego plan położenia przeciwnika na deski, znajdował się na finiszu.
Wdług niektórych dobra bójka przedstawia życie w pigułce - walka o przetrwanie, zmaganie z własnymi słabościami i inne takie badziewia. Na przykład teraz - Dużo kombinowania, a i tak najprostszy sposób okazał się najlepszy. Opcjonalnie można było by też zinterpretować jako wygraną orków nad krasnoludami w wyścigu ewolucji. Chociaż pewnie znalazło by się kilkanaście sposobów analizy zjawiska zwanego "krasnolud na deskach". Bo nie było do tego wcale zbyt daleko. Parę ciosów, i już Berg chwiał się, al tłum skandował... No może nie skandował imienia orka, ale na pewno wył na jego cześć. I właściwie niewiele zostało do zrobienia - konsekwentna realizacja planu "przyjeb mu jak najmocniej" powinien przynieśc spodziewane efekty. Tak więc z durnym uśmieszkiem na twarzy, Tellar ruszył na krasnoluda, starając się nie tracić koncentracji.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Krasnolud otrzeźwiał szybko gdy zrozumiał że jego przeciwnik nie ma zamiaru dać mu odetchnąć i szybko podniósł ręce w górę by zasłonić nimi wykrzywioną z bólu i zaskoczenia twarz.
Tellar ponownie wyprowadził serię potężnych ciosów jednak nie były one tak skuteczne poprzednia seria. Berg wydawał się nauczyć co nieco od ostatnich sekund, choć możliwe że umiał to od dawna, jednak trzeba było go pieprznąć w głowę by mógł owe informacje sobie przypomnieć. Ułożony szeroko na nogach uchylał się dość żwawo zginając nogi w kolanach, pomagając własnymi rękami w drobnych zmianach trajektorii lotu pięści orka.
Dwa ciosy bohatera krasnolud ominął z niespodziewaną łatwością, choć może była to wina zbyt prostego ich wyprowadzenia, trzeci wylądował na mięsistym barku jednak zsunął się po nim. Dopiero czwarty lot pięści Tellara, tym razem sierpowy, wylądował gdzieś przy żebrach przeciwnika, przekazując tam całą swoją siłę.
Berg wykrzywił się w bólu, jednak nie wycofał się, a korzystając z pochylenia się orka sam wyprowadził prostą kontrę która wylądowała na szczęce orka.
Całe szczęście, że ręce przeciwnika miały ograniczoną długość i cofnięcie głowy zniwelowało poziom bólu do niższego poziomu, aczkolwiek po walce wypadało by sprawdzić czy któryś z własnych zębów czasem się nie rusza.
Pewne niecenzuralne słowa bardzo szybko przyszły orkowi na myśl, gdy ten poczuł na własnej szczęce siłę uderzeń krasnoluda. Cholerny kurdupel jak gdyby odkrył w sobie nowe umiejętności. no cóż, determinacji niektórzy mogli mu pozazdrościć. z drugiej jednak strony, Tellar również nie miał zamiaru się poddawać. Oko za oko, ząb za ząb, po raz kolejny przystąpił do ataku. Uważniej, dokładniej, i możliwie jak najbardziej skutecznie. wciąż kontynuując taktykę "przyjeb mu jak najmocniej". Tym razem starał się, aby tłum nie rozproszył jego koncentracji. Liczyło się tylko tu i teraz - przeciwnik i walka. Która coraz bardziej się przedłużała, a to nie wróżyło zbyt dobrze orkowi. Owszem, był wytrzymały, ale nie miał co się równać z legendarnymi pod tym względem krasnoludami. Chyba. W każdym razie, dla dobra marynarza ta walka powinna zakończyć się jak najszybciej.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Gdy w głowie orka pojawiło się pojęcie wytrzymałości, niemal odruchowo jego oczy zanalizowały postać przeciwnika pod względem zmęczenia by natychmiast porównać ją z orkiem.
Ciało Berga połyskiwało od potu którego strużki ginęły gdzieś w krasnoludzkiej brodzie. Włochate plecy, brudne od piachu areny który przykleił się doń podczas walki w parterze, raz po raz opadały w dół w rytm ciężkiego już oddechu.
Tellar również sterczał z otwartą paszczą, pozwalając by większa ilość powietrza mijała jego kły w tę i we w tę. Sama żuchwa pulsowała od pewnej ilości bólu, jednak nim ten ustał, bądź wzmocnił się ork po raz kolejny przystąpił do ataku.
„Przyjeb mu jak najmocniej”
Pierwszy prosty cios skierowany w twarz krasnoluda nie sięgnął celu, gdyż oponent dość żwawo uchylił głowę zniżając się na nogach.
„Przyjeb mu jak najmocniej”
Drugi cios był tym którego orkowi brakowało do tej pory. Potężny prawy sierpowy wylądował tuż nad brodą krasnoluda, wykrzywiając jego twarz niczym gumową maskę. Berg wciąż skulony po pierwszym uniku nie był w stanie zapanować nad swoim środkiem ciężkości i runął na swój prawy bok skierowany tam przez pięść Tellara.
- Mówiłem! - wydobyło się gdzieś z publiki, która po raz kolejny wybuchła wrzaskiem wypełniając całe wnętrze Starej Ashki.
Walka jest żywiołem orków. Ich plemiona od lat szwendają się po ziemiach różnych królestw, po górach i dolinach, paląc, rabując, uciekając i starając się przetrwać. A według niektórych szaleńców, którzy twierdzą, że orki, ludzie i elfy wywodzą się od jednego przodka, przetrwa tylko najsilniejszy. Warto wtrącić, iż zwykle tacy szaleńcy nie przeżyją zbyt długo w towarzystwie przedstawiciela któregoś z tych plemion... Zwykle chodzi o tak subtelne zawiłości jak "Więc uważasz, że jestem jakimś lalusiowatym elfem/śmierdzącym orkiem/prymitywnym człowiekiem (niepotrzebne skreślić). Tak czy siak, najwyraźniej było w tym trochę racji. Bo oto przedstawiciel orczego plemienia okazał się silniejszy od przedstawiciela rasy krasnoludzkiej. Nie było wcale łatwo, ale jednak było skutecznie. Tellar uśmiechnął się, widząc przeciwnika na podłodze. Tłumy wrzeszczały, a walka sprintem zbliżała się do końca. I to na korzyść właściwej strony. Wojownik spojrzał na swojego oponenta. Parę kopniaków powinno szybko odwieść Berga od pomysłu powstania i kontynuowania walki i utrzymać go na ziemi.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Tellar nie zwlekał ani chwili dłużej i gdy tylko cielsko krasnoluda uderzyła o piach areny, szybkim krokiem zbliżył się do oponenta i zaczął wyprowadzać kopnięcia.
Natłok myśli jaki przeszedł mu przez głowę podczas wyprowadzania pierwszego, był nieco niespodziewany nawet jak na orka. Berg przez ten czas zdążył jedynie jęknąć dwukrotnie, choć możliwe że był to jeden dźwięk przerwany nagle brakiem powietrza.
Drugie kopnięcie nieco podrzuciło leżącego dalej dając mu możliwość skulenia się i schowania głowy w ramiona.
Po trzecim spotkaniu z nogą Tellara krasnolud nie wytrzymał.
- Dość! - krzyknął podnosząc ręce w górę – Kurwa... ktoś nie wie, że... nie kopie się leżącego?!
Nim ork zdążył pojąć co się dzieje, gdyż był gotowy do czwartego ciosu, wokół niego publika wybuchła brawami a rękę bohatera złapał prowadzący walkę gestor.
- Dość. - Powiedział, a raczej krzyknął by nie być zagłuszonym przez kibiców – Koniec walki!
Jak to - nie kopie się leżącego? Jeszcze kilka godzin temu Berg sam praktykował takie działanie na orku. I choć nie okazało się ono tak skuteczne, to jednak wciąż idea pozostawała taka sama. I dopiero po chwili Tellar zorientował się, że tymi słowami krasnolud poddał walkę. Tak oto po raz kolejny zło i występek musiały ustąpić przed orkową siłą orka. I niech ktoś teraz odważy powiedzieć, że orki są głupie, brzydkie, i śmierdzą. Chociaż prawdopodobnie nawet bez wygranej nikt nie miał by odwagi powiedzieć tego głośno w obecności jakiegokolwiek członka orczego plemienia. Chyba że był by samobójcą lub dowódcą sporego oddziału imperialnych rycerzy z rozkazem "przeczesania okolicy". Tak czy siak, dzisiejsza walka była wygrana. Tellar jednak nie miał zamiaru świętować zwycięstwa. Wciąż jeszcze nabuzowany po walce szybkim krokiem zszedł ze sceny, włożył buty i ruszył w stronę szafek. Nie miał zamiaru pozostawać tu dłużej niż było to konieczne.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Walka zakończona zwycięstwem, cieszyła bohatera, zwłaszcza że jedyną alternatywą dla wygranej jest porażka, która w tym wypadku miast bolejącej dumy, mogła skończyć się też obolałym ciałem. W chwili obecnej były to jednak problemy Berga, który wciąż ciężko łapał oddech położony na skołtunionym piasku areny.
Z mieszanką braw, okrzyków i gwizdów Tellar powoli udał się po swoje buty, wyłapując wśród ogólnej radości kilka przekleństw tych którzy postawili na nie tego walczącego.
- Ładnie było mordo – ork zakładając pierwszy but usłyszał nad sobą dobrze znany mu głos Ajihna. - Z tego co widzę nie tylko mnie się podobało.
Gdy bohater zakładał drugi but, poczuł mocne klepniecie w ramię, które swoje źródło miało w Goregu. - Dobra walka - Twarz Siegvaardczyka rozpromienił nagle bardzo misiowaty uśmiech.
Gdy Tellar podniósł się na nogi, spodziewał się jeszcze Fufka, który pewnie coś by wymarudził, jednak miast znanego mu elfa, stanął przed nim nieznany mu osobnik jego własnego gatunku.
Zielony ork z wyraźnie spuchniętym,i stłuczonym łukiem brwiowym, który notabene całkiem dobrze odwracał uwagę od wielkiego, zadartego nosa, mającego swoje źródło gdzieś wśród rodziny świniowatych, stał przed Tellarem klaszcząc powoli, acz nie ironicznie.
- Piękna walka rodaku –odezwał się grubym głosem przerywając brawa – Nie będę przeciągał i zapytam wprost, czy nie chciałbyś odbyć równie pięknego pojedynku ze mną?
Spojrzenie orka było bardzo wyczekujące, przynajmniej jeżeli chodziło o jego lewe oko, niezmrużone pod wpływem opuchlizny.
Walka na szczęście dobiegła już końca. Buty były na miejscu, a pochwały ze strony przyjaciół mile łechtały dumę Tellara. Nawet jeśli nie były do końca szczere. Jeden but, drugi but - adrenalina zaczęła opadać, a wraz z nią powróciło do orka zmęczenie i ból. Co by nie mówić, Berg był całkiem niezły w te klocki. Wojownik zaczął rozglądać się za ostatnim z paczki przyjaciół, gdy przed nim stanął inny zielonoskóry z propozycją walki. Tellar zmierzył go wzrokiem. walka z nim mogła być... ciekawa. Z drugiej strony, miała by też minusy, jak na przykład obowiązek trzymania się zasad czy kolejki na arenę. A na to Ork jakoś nie miał ochoty.
- Wybacz szefie, ale ale jakoś nie mam ochoty. Może innym razem - Odpowiedział przybyszowi, po czym ruszył w kierunku szafek.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Ork skrzywił usta, wyrażając swoje niezadowolenie wobec odpowiedzi Tellara, jednak nim zdołał się odezwać, pomiędzy dwóch zielonoskórych wkroczył Goreg, który po szybkiej analizie nieznajomego mu goblinoida zapytał bohatera.
- To twój jakiś znajomy? - Pytanie Sievgaardczyka mogło być zrozumiałe, gdyż tak jak wszyscy ludzie wyglądają podobnie dla orków, tak samo orkowie dla człowieka. Tellar jednak nie miał ochoty być chociażby teoretycznie spokrewnionym ze świnionosym i już chciał zaprzeczyć kompanowi, gdy wyręczył go w tym obcy.
- A gdzie tam panie, ja jeno zagadywałem czy by ów stojący tutaj ork nie chciałby zmierzyć się na jednym z ringów. Nie mówię że od razu, aczkolwiek widziałem już jedną pustą arenę, także leżało by to jedynie w kwestii rozmowy z gestorem. - Słowa te nieco rozwiały niechęć Tellara do ponownego czekania, jednak potłuczone skończonym chwilę temu pojedynkiem, jakoś nie wyrażało dla tego pomysłu żadnej aprobaty. Ork odwrócił się z powrotem w stronę bohatera, by lepiej widzieć niespuchniętym prawym okiem i odezwał się skłaniając lekko głowę - Jednak, skoro nie chcesz, nalegać nie będe, godzina jeszcze młoda, może znajdę kogoś innego...
UWAGA! - Wada: Nieszczęście! - Aktywowana!
Zawalenie się Starej Ashki? Nóż między żebra? Nagły atak biegunki? A może atak krakena?! Sprawdź w następnym poście twojego MG, bądź wydaj 10pkt karmy by oszukać przeznaczenie!
Pusta arena? Brzmiało interesująco. Tellar odbił już sobie wpisowe, więc możliwość porażki niezbyt go raziła. A walka z innym orkiem mogła być całkiem interesująca. Już dawno nie miał okazji walczyć z kimś ze swojej rasy. Mógłby to być dobry sprawdzian umiejętności. A że ciało było obolałe? Jego problem, ork nie miał zamiaru rezygnować z walki tylko z powodu bólu - inaczej już dawno był by martwy. To ciało należało do niego, a nie on do ciała. W sumie było tyle samo za ile przeciw, ale... To dla adrenaliny się żyje, nie?
- Zaczekaj ziomku. - Zawołał Tellar do odchodzącego zielonoskórego. - Wolna arena mówisz? Skoro nie trzeba będzie zbyt długo czekać, to może się skusze. Daj mi tylko parę minut na odpoczynek, i możemy zaczynać. - Pociągnął długi łyk wody z bukłaka. Biegunka czy nie, Orków niełatwo powstrzymać.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Nieszczęście – Twój MG nie zna zasad mechaniki.Z racji mojego błędu ów nieszczęście przeszło na niego. Ma katar.
- I to jest duch ! - odpowiedział w języku uruków ork. - Wołają mnie Eerd – przedstawił się wyciągając w stronę Tellara zieloną dłoń. Pod jego świnskim nosem pojawił się uśmiech, który u człowieka mógłby zostać uznany za szczery, jednak w wypadku orków ogólne wrażenie psuły sterczące w nim kły.
- Nie wiem co on powiedział, ale chyba gut? - zapytał Goreg widząc w jakim miejscu stanęła rozmowa dwóch orków. Eerd spojrzał na sieegvardczyka nie gasząc swojego uśmiechu, jednak nie podał w stronę człowieka ręki jak to uczynił z bohaterem.
- Jaki masz numer? - zapytał po chwili Tellara, tym razem posługując się imperialnym. - Walki poza kolejką również muszą być odnotowane. W sumie dobrze bo też dostaje się za nie odpowiednią ilość złota przy wyjściu.
- Tellar - Odpowiedział Eerdowi i uścisnął jego dłoń. Ładny czy nie, koleś w końcu był jego pobratymcem, orkiem z krwi i kości, a nie jakimś krasnoludem. Choć In minus trzeba zapisać mu posługiwanie się orkowym. było nie było, nie było to zbyt uprzejme dla Gorega, który z kolei było nie było był przyjacielem Tellara. Ale nie oszukujmy się, uprzejmość wśród marynarzy była znikoma, i nikomu to nie przeszkadzało, a wszelkie nieporozumienia rozwiązywane były właśnie pod pokładem "Starej Ashki"
- Gut gut, mein freund. - odpowiedział człowiekowi. - Będziemy się tłuc, jak na dzikie orki przystało. A mój numer to osiemdziesiąt siedem. - Ostatnie zdanie było już skierowane do Eerda.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Pomijając uprzejmość wśród marynarzy z konkurencyjnych okrętów, które bądź co bądź cumowały na Hola Avarze często w poszukiwaniu dobrze płatnych zleceń na przepłynięcie z punktu A do B, Eerd należał do rasy uruków, która kultywowała kulturę poprzez siłę własnych mięśni. Tellar był raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę.
- Osiemdziesiąt siedem. - powtórzył ork – To załatwię co trzeba. Jak będziesz gotów to znajdziesz mnie przy tamtej arenie – dodał wskazując na jeden z dalszych ringów.
Skinąwszy lekko głową Eerd pożegnał się i oddalił zostawiając bohatera sam na sam z siegvaardczykiem.
Nie minęła chwila gdy zjawił się przy nich Ajihn, który mówiąc krótkie 'chodźcie za mną' pokierował obu marynarzy nieco dalej od zatłoczonego centrum Starej Ashki.
Gog zaprowadził Tellara do całkiem przyjemnego dla oczu sektora dla kibiców. Umieszczone na podeście długie ławy, prócz prostego, acz wygodnego siedziska i ograniczenia liczby stałych bywalców Ashki do akceptowalnych norm, zapewniały widok na sporą część ładowni, w tym na trzy najbliższe ich ringi. Siedział tam Fufek, który widząc orka podał mu od razu duży drewniany kufel mówiąc:
Tellar tylko skinął głową odchodzącemu Eerda. Uprzejmy czy nie, miał być kolejnym przeciwnikiem orka. pozostawało mieć nadzieję, że odpowiednio załatwi sprawę i nie pomyli numerów. Ale to był już inny problem...
Kiedy marynarz stracił Eerda z oczu, przednim wyrosła inny szpetna gęba, należąca tym razem do Ajihna, i we tróję ruszyli gdzieś dalej, do innego sektora. Można by go uznać za rodzaj loży dla gości specjalnych - ławeczki, widok na kilka aren na raz, brakowało tylko pary uzbrojonych orków, grubych ścian i jakiejś elfki do usług. Chociaż prawdopodobnie podobne miejsce znajdowało się gdzieś indziej w obszernych ładowniach "starej Ashki". Tutaj jednak niespodziewanie pojawił się syn marnostrawny (lub coś w ten deseń) - Fufek, który jak gyby nigdy nic podał Tellarowi kufel piwa. No cóż, skoro zdecydował się powrócić do grona przyjaciół, ork nie zamierzał mu tego utrudniać. Odebrał kufel, rozsiadł się na ławce i pociągnął łyk trunku.
- O właśnie, panowie, nie wiecie gdzie można dostać jakieś dobre mięcho na tej łajbie - popatrzył z nadzieją na przyjaciół...
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Tellar nie spodziewał się, że piwo w tak publicznym miejscu jak Stara Ashka będzie smakować tak dobrze. Lekka słodycz idealnie równoważyła gorzki smak chmielu, a gdy tylko ork nachylił się nad drewnianym kuflem trafiał do niego mocny i aromatyczny zapach piwa. Możliwe, że było to jedynie złudzenie, spowodowane lekkim osłabieniem z powodu niedawno odbytego pojedynku. Nie mniej jednak to właśnie takiego piwa, należało po walce oczekiwać.
- Masz na myśli jedzenie czy dupy? - odpowiedział pytaniem na pytanie Fufek, który wyszczerzył się szeroko, acz tylko on ucieszył się z własnego żartu. Elf widząc reakcję pozostałych zdecydował opanować swoją mimikę i zwrócił się do Tellara:
- Piwo mają dobre – stwierdził sięgając po kufel, znajdujący się aktualnie w dłoni bohatera – Stoiska z żarciem też były, acz z tego co widziałem to głównie ryby.
- Co się dziwisz – wtrącił się Ajihn – Dieta na Hola Avarze musi składać się w większości z tego co da im otaczające ich Wszechmorze.
- Ale wątpię by chociaż to piwo warzone było gdzieś za rogiem – odparł gogowi elf – Musiałbyś popytać czy nie mają czegoś co kiedyś łaziło na nogach, acz pewnie jakieś rarytasy tanie nie będą – powiedział orkowi, po czym wskazał mu miejsce w którym kwitnęła gastronomia Starej Ashki. Wskazał raczej z grzeczności, gdyż jeden głębszy wdech przez nos spokojnie pozwolił zlokalizować miejsca z których dobiegają aromatyczne zapachy przyrządzanych na dziesiątki sposobów potraw z owoców morza.
Piwo było wyśmienite, choć na chwilę obecną ork nie pogardził by szklaneczką grogu na wzmocnienie. Niestety, powoli mijały czasy, gdy porządny marynarz pijał tylko rum. Powoli Piwo wypierało ten szlachetny trunek po portowych tawern. Świat schodził na psy, a wszystkiemu jak zwykle winni byli bogowie...
Co do mięs, rarytasy zbytnio Tellara nie interesowały. Wystarczył kawał dobrego, czerwonego mięcha, najlepiej na surowo, by choć trochę odprężyć się po walce, odpocząć i znów poczuć się jak młody bóg. Być może ryby były głównym daniem, ale gdzieś na pewno były ukryte pokłady czegoś bardziej odpowiedniego. W końcu Hola Avara było miastem - legendą, a nie jakimś portem o dźwięcznej nazwie "Zadupie nad brzegiem". Z piwem w jednej ręce, a monetami otrzymanymi od Ajichna w drugiej Ork ruszył w stronę domniemanych jadłodajni, poszukując kawałka porządnego steku.
_________________ "Złodziejstwo jest wybaczalne, głupota nie."
"Kradzież nie istnieje, za wszystko trzeba płacić"
N. Bonaparte
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum