TaL Strona Główna TaL
Tales and Legends

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Talkulator  Talkomiks  Facebook
Tales and Legends PolecaPolecamy  Toplisty Tales and LegendsToplisty 

Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Poprzedni temat :: Następny temat
Zamknięty przez: Farewell
2011-11-05, 22:43
[Legenda] Deszcz
Autor Wiadomość
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-12, 14:49   [Legenda] Deszcz

"Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje."
- Paulo Coelho

Deszcz
Legenda Radoka oraz Koleusa, zwanego Krwawym



Padało już drugi dzień z rzędu.

Radok, mimo licznych przywar, maszerował cały dzień. Grube, gęste krople wody z impetem uderzały go raz za razem, przemaczając go do suchej nitki. Kaptur, który miał za zadanie ochraniać głowę przed opadami, obecnie był tylko wilgotnym flakiem, bardziej szkodząc niż pomagając. Co gorsza, skórzane buty elfa nadawały się już do wymiany, a jego pospolity krótki łuk, pomimo wszelkich starań - zaczynał się odginać i psuć. Na szczęście pozostałe przedmioty schowane w torbie wydawały się nienaruszone. Suche ubrania na zmianę, resztki racji żywnościowych, trzy tuziny strzał i kilka innych, drobniejszych rzeczy. A miasto, do którego zmierzał Radok było już dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Szczerze powiedziawszy, on sam nie wiedział, po jaką cholerę doszedł aż do Imperium. Na nieznane sobie, ludzkie tereny. Śledztwo, które postanowił przeprowadzić w swoich rodzimych lasach nie dało mu zbyt wielkiego rezultatu. No, może poza bezowocnym tygodniem poszukiwań, skutecznie wybebeszających jego zapasy gotówki. Wtedy też udał się na południe, gdzie próbował pochwycić jakąkolwiek pracę. Po dniu tułaczki udało mu się kogoś odnaleźć.

W pierwszy deszczowy dzień napotkał na swej drodze samotnego krasnoluda, męczącego się ze złamaną osią swego powozu. Nasiąknięta wilgocią gleba, potęgowana przez ciężar wszelakiego dobytku znajdującego się na wozie przekonały go do kilkudniowego postoju na pustych bezdrożach Imperium. Radok nie znał się wprawdzie na naprawie wozów, ale za to otrzymał od krasnoluda dość ciężką przesyłkę i polecenie, by jak najprędzej zaniósł ją do miasteczka Dorgnad, do jego brata, kowala Dhoera. I co najważniejsze - krasnolud zapewnił, że zostanie sowicie wynagrodzony. Radokowi nie trzeba było tego drugi raz powtarzać.

Noc szybko zapadła. Nawet się nie obejrzał, kiedy to miast złocistego słońca na nieboskłonie w towarzystwie kilku zabłąkanych obłoczków, jakie to miał okazję oglądać zaledwie dzień wcześniej, zaczął mienić się srebrny sierp księżyca, w otoczeniu gęstych, deszczowych chmur. Całe szczęście, że znalazł nocleg. Malutka gospoda, w której było mu dane spędzić noc może i nie należała do klasy najlepszych światowych hoteli i pensjonatów, ale przynajmniej ochroniła przed deszczem i zapewniła ciepły posiłek z samego rana.

Obudził się rześki i wypoczęty, gotowy do dalszej drogi. Miła właścicielka lokalu zapewniła Radoka, ze przy dobrym tempie dotrze do miasta jeszcze przed zmierzchem. Jak powiedziała, tak tez zrobił. Szybko zabrał swoje suche już rzeczy i wyruszył w dalsza drogę.
Deszcz, niestety, nie ustępował mu ani na chwilę. Co więcej, zdawało się, ze dopiero tego dnia ciemne chmury uwolniły cała swoją potęgę, zalewając elfa wodospadem wody. To, co zdołało mu wyschnąć podczas nocy, w mgnieniu oka ponownie nasiąknęło wodą. Drugiego dnia wędrówki na wschód dało się zauważyć stopniowe zanikanie lasów na rzecz pustych, jałowych gleb. Chmury nie ustępowały mu ani na krok, wydające się czerpać dziką satysfakcję z kolejnego, przemoczonego nieszczęśnika. W okolicach południa młody łowca dostrzegł na horyzoncie zarysy miasta.

Przybył do mieściny grubo po zachodzie słońca. Miasto to, przeciętne w swej wielkości otoczone było wysokim, kamiennym murem, a za opuszczoną już bramą stało dwóch uzbrojonych strażników, szukających wszelkich sposobów by ukryć się przed zdradzieckim deszczem, co średnio im się udawało. Sama brama była już zamknięta na noc i, prawdopodobnie, będzie podniesiona dopiero o świcie.
Ostatnio zmieniony przez Farewell 2011-02-16, 19:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-12, 15:31   

Dziwne zrządzenia losu przyprowadziły Radoka w poszukiwaniu nadziei do tego miasta. Miał on odszukać swoją ukochaną a znalazł jakieś ponure miasto tonące w deszczu. Nie dość że nie wiedział gdzie iść i co począć to jeszcze pogoda go dotkliwie karała. Dochodził do tego również fakt że od jakiegoś czasu wędrował po terenach które nie były hojnie zalesione. Brak kontaktu z naturą spowodował że niechętnie wędrował do tego ludzkiego miasta. No ale wizja niezłego zarobku i brak lepszych planów sprawiła że postanowił wykonać to zadanie. Zmęczony łowca zbliżył się do miasta i krzyknął:
- Witam strażników! Moglibyście wpuścić strudzonego wędrowca!? W takiej pogodzie wolę być w murach jakiegoś miasta.

W głębi duszy młody elf wierzył że strażnicy mu pomogą i nie będzie musiał zmagać się z uciążliwym deszczem. Lecz przecież mimo wiary i nadziei nie dowiedział się niczego nowego w sprawie go dręczącej. Więc czy teraz może wierzyć w tych nieznajomych strażników?
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-12, 18:24   

Zaskoczeni strażnicy obrócili się w stronę nawołującego ich elfa. Ludzcy strażnicy, jak zauważył Radok, powiedzieli sobie coś po cichu, po czym podeszli do bramy. Jeden z nich, wyróżniający się burzą gęstych, kruczoczarnych włosów wychodzących spoza hełmu, odezwał się po chwili do elfa, kończąc zdanie pytająco.

Deszcz bębnił coraz mocniej. Szum, jaki wywoływało zderzanie się kropel z twardym, kamiennym murem miasta na szczęście nie przeszkadzał w rozmowie aż tak bardzo, by ją w uniemożliwić w zupełności. Problem tkwił jednak w czymś innym.

Łowca, niestety, nie był w stanie zrozumieć tego, co mówił do niego strażnik. Nie operował językiem imperialnym, którym zdawali się posługiwać ludzie. Radok był w nieciekawej sytuacji, chociaż, z drugiej strony, takie miasto jak Dorgnad, stojące na pograniczu Imperium i Wielkiego Lasu powinno radzić sobie z obsługiwaniem obcokrajowców.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-12, 20:49   

Oczywiście brak zdolności lingwistycznych musiał się kiedyś na elfie zemścić. Sytuacje pogarszał ulewny deszcz i zmęczenie podróżą, elf nie zamierzał się poddawać. Nie chciał spędzić w takim stanie nocy nie będąc w jakimś ciepłym, bezpiecznym budynku. Jednak braki w języku uzupełniał wiedzą o najprostszych gestach. Kolejny raz miał nadzieję że wszystko pójdzie zgodnie z planem i strażnicy zrozumieją co elf chce przekazać. Zaczął dokładnie pokazywać rękami gest przejścia do miasta. Były to po prostu ruszające się palce które elf wyciągał w stronę miasta. Powtórzył potem jeszcze raz i dodatkowo najpierw złożył ręce a potem je rozłożył co miało znaczyć otwarcie miasta. Na koniec prosząc złożył ręce i uniósł je do góry. Radok miał nadzieję że chociaż coś strażnicy miejscy zrozumieją.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-12, 23:33   

Sposób porozumiewania się obrany przez Radoka wydawał się na tyle prosty, że nie dało się nie zrozumieć systemu gestów przez niego zastosowanych. Ciemnowłosy strażnik pokiwał twierdząco głową, jakoby zrozumiał to, co elf chciał mu przekazać. Odwrócił się do kompana, a tamten tylko wzruszył ramionami rozkładając ręce na boki. "Rozmówca" Radoka westchnął.

Nagle jednak podniósł głowę patrząc się daleko przed siebie w miejsce, skąd elfi łowca niedawno przybył. Ten również się odwrócił. W tle spostrzegł jeźdźca na koniu, szybkim galopem zbliżającego się do miasta. Po dłuższej chwili nieznany jeździec był już pod bramą.

Radok bez problemu dostrzegł twarz osobnika mimo zasłaniającego jej kaptura i silnego, ulewnego deszczu. Był to elf, co niewątpliwie potwierdziły gładkie rysy twarzy oraz brak zarostu. Jednocześnie wyglądał na dużo starszego od samego łowcy oraz bardziej możnego, biorąc też pod uwagę jego bogaty ubiór, złoty sygnet na palcu i krótki miecz z misternie zdobioną pochwą u boku.

Nieznajomy wymienił kilka szybkich słów ze strażnikami. Tamci natychmiast zerwali się z miejsca i w dwójkę chwycili za metalowy kołowrót, utwierdzony metr za nimi. Brama szczęknęła i zaczęła się powoli podnosić. Kiedy była już na wysokości pasa łowcy, tajemniczy jeździec odwrócił się do Radoka i zagadał w jego rodzimym języku:

- Chyba nie znasz zbytnio wspólnego, czyż nie? Masz szczęście, że tu akurat przyjechałem. Tamci służbiści nie wpuściliby cię nawet, jakby ścigał cię sam Marduk ze swoją rogatą kompanią. Nazywam się Loradil, a ty? Co cię sprowadza do Dorgnadu? - Pytania zadane przez elfa wydawały się być raczej zadane przez czystą ciekawość, niźli przez samą chęć zidentyfikowania łowcy i jego nieznanych zamierzeń dotyczących nowego miasta.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-13, 12:40   

Radok nie spodziewał się takiego obrotu sprawy jednak ucieszył się. Z uśmiechem na ustach spojrzał na przybysza i już miał wszystko radośnie wyśpiewać jednak poczuł drobną nutę niepewności. Od czasu nieszczęśliwego wydarzenia, zmienił się trochę i podchodził do innych z rezerwom. Uświadomił sobie że wszystkiego nie należy mówić i można tylko odpowiedzieć z grzeczności na pytania, nie wysilając się przy odpowiedzi. Z drugiej strony nie zamierzał odpowiedzieć chamsko do swojego wybawiciela. Po tej chwili rozważań elf odpowiedział:
- Nazywam się Radok, dziękuje za okazaną pomoc. Przybyłem do tego miasta wykonując zlecenie, muszę tutaj coś załatwić. Taka tam dorywcza praca, nic wielkiego. Cieszę się że spotkałem taką czcigodną postać. A teraz do miasta zanim znowu brama opadnie.

Gdy już mógł przejść, Radok wkroczył do miasta.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-13, 14:11   

Z wkroczeniem do miasta Radok musiał jeszcze chwilę poczekać. Brama, w iście ślimaczym tempie podnoszona przez dwójkę strażników nakłoniła dwójkę elfów do kontynuowania wspólnej rozmowy.

- Miło mi cię poznać, Radoku. Zawsze dobrze zobaczyć swego leśnego brata na tych ludzkich terenach. Jesteś w tym mieście pierwszy raz? Jeśli zechcesz, z miłą chęcią cię po nim oprowadzę - zaproponował Loradil, zsiadając jednocześnie ze swego konia.

Ciężka, metalowa brama stęknęła, oznajmiając wszem i wobec, że podniosła się już całkowicie i można bezpiecznie pod nią przejść bez ryzyka, że nagle spadnie komuś na głowę.

Loradil powiedział coś do strażników, po czym jeden z nich szybkim, pewnym krokiem podszedł i odebrał lejce konia. Drugi z nich czekał przy kołowrocie i opuścił go zaraz po tym, jak dwójka późnych przybyszów wkroczyła w mury miasta.

Przed Radokiem rozpościerała się długa, brukowana droga, kończąca się na większej, pustej przestrzeni - prawdopodobnie rynku. Na lewo i prawo od wejścia widniały kolejne, dwie dróżki, każda idąca wzdłuż muru miasta. Na ulicach nie było żywej duszy. Gdzieś z daleka było słychać hałas bawiących się ludzi, a poza tym ciszę przerywało tylko monotonne bicie deszczu.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-13, 16:35   

- Bardzo miło z twojej strony, chętnie skorzystam z oferty bo kompletnie nie znam miasta. Jestem tutaj pierwszy raz i najlepiej jakbyś mi pokazał gdzie tutaj jest jakaś karczma. Jestem zmęczony i na większe wędrówki niestety nie mam sił. A więc możemy ruszać?

Radok na prawdę chciał tylko ciepłego miejsca na sen, nie dość że spieszył się do tego miasta i wędrował w kiepskiej pogodzie to jeszcze przebywał na terenach ludzkich w oddali od domu. Zdziwił go jednak elf, nie spodziewał się przyjaznej elfiej postaci.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-13, 23:45   

- Oczywiście - skwitował propozycję Radoka. - Chodź za mną.

Dwójka elfów udała się prosto, przed samym rynkiem odbijając w boczną uliczkę. Loradil objaśniał pokrótce wszystkie budynki, jakie mijali po drodze: sklep spożywczy, alchemiczny, zakład krawiecki, biblioteka. Dźwięk zabaw i hulanek z każdym krokiem stawał się donośniejszy. Łowca tylko pragnął dołączyć do tamtych ludzi. odpocząć po męczącym dniu. Schować się przed deszczem.

- Mimo, że Dorgnad znajduje się stosunkowo blisko wielkiego lasu elfów, większość mieszkańców to ludzie i krasnoludy. Sama nazwa mieściny zresztą wywodzi się z krasnoludzkiego. Interesujące, czyż nie? - Loradil próbował jakoś zagadać średnio rozmownego jak na razie Radoka. Prawdopodobnie było to wywołane zmęczeniem u łowcy oraz paskudną pogodą, trwającą już drugi dzień.

W końcu dotarli pod karczmę. Szyld z wyglądu prezentował się interesująco, chociaż nazwy, napisanej w obcym języku Radok nie był w stanie odczytać.

- Tutejszy karczmarz doskonale sobie radzi z językiem elfickim. Możesz tutaj również przenocować, za niewygórowaną kwotę. Jeżeli będziesz kiedyś potrzebować jakiejś roboty: wpadnij do mnie. Mieszkam tam - wskazał ręką daleki, wyróżniający się budynek na końcu drogi - Jeżeli nie będziesz potrzebować żadnej dorywczej pracy, również wpadnij. Zawsze miło mi ugościć kogoś z moich rodzinnych stron.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-14, 15:33   

- Dziękuje za informacje i za całą pomoc. Z wielką przyjemnością niedługo wstąpię do Ciebie, dobrze pogadać z rodakiem w tych stronach. Przepraszam za moje zachowanie ale jestem na prawdę bardzo zmęczony i muszę już iść. Jak odpocznę to z pewnością będę mieć więcej energii. Do zobaczenia.

Radok po pożegnaniu z elfem wstąpił do karczmy i zaczął się rozglądać po niej. Łowca wreszcie poczuł ukojenie i tylko czekał na swoje przytulne łóżko.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-14, 23:48   

Loradil z uśmiechem na twarzy pożegnał się z Radokiem, po czym pognał wzdłuż drogi, w stronę swego domu. Radok odprowadził go przez chwilę wzrokiem, po czym pchnął karczemne drzwi.

Uderzyła go mocna woń pieczonego mięsiwa, gorycz lanego piwa i smród potu. Ogólnie gospoda prezentowała się standardowo; w niczym nie wyróżniała się od zwykłej, stereotypowej karczmy. Naprzeciw Radoka uplasowany był kontuar, przy którym siedział, a właściwie już leżał jakiś pijaczek spojony alkoholem, który chrapał na tyle głośno, że nawet i łowca, stojący w wejściu, był w stanie go usłyszeć. Zaraz obok siedział trudny do zidentyfikowany gość, ubrany w długi, szary płaszcz z kapturem. Dalej siedziało dwóch ludzi którzy gwarnie rozmawiali ze sobą, wymachując przy tym ostentacyjnie rękoma. Karczmarz akurat zajęty był podawaniem kufli ze złocistym trunkiem kelnerce, która z trudem wyrabiała się z obsługiwaniem klientów.

Oberża składała się z centrum i dwóch skrzydeł. W każdej części było jednak równe zatłoczenie, co w pozostałych. Większość bywalców zaliczało się do grupy ludzi, chociaż w prawej części budynku znajdowało się kilka stolików osaczonych przez krasnoludy. Poza tym, Radok nie doszukał się żadnej innej rasy.

Po kilkusekundowej lustracji pomieszczenia Radokowi udało się wyszukać po jego lewej stronie całkowicie pusty stolik. Sam brzuch przypomniał mu donośnie, że wypadałoby wrzucić coś treściwego na ząb po całym dniu podróży.



Wieczór. Pora odpoczynku od całodniowej pracy, pora wytchnienia. Pora na spotkanie się ze znajomymi przy piwie, wymianie nowych wieści, plotek.

Nie dla Koleusa.

Ten nie zakończył swojej pracy. Co więcej, można by powiedzieć, że dopiero ją rozpoczął. W mieście Dorgnad popyt na brutalne, podziemne walki był dość znikomy. Dokładnie rzecz ujmując - żaden. Nic dziwnego, że po kilku dniach bezowocnych poszukiwań krwawego zarobku elf zmuszony był zabrać się za inną, mniej interesującą fuchę. Satysfakcjonująca wypłata, w tym darmowy nocleg i posiłek jednak wystarczyły, by przekonać krwawego elfa do podjęcia się pracy.

Ochranianie lokalu "Pod Uśmiechniętym Antałkiem" przez ten jeden dzień nie wydawało się zbytnio trudnym zadaniem. Koleus wprawdzie słyszał, jak to poprzedniego wieczoru mocno podchmieleni ludzie zdewastowali lwią część mebli w jakiejś "walce na krzesła", ale był pewny, że tego dnia nic podobnego się nie zdarzy.

W obecnym momencie siedział przy kontuarze, dokańczając właśnie drugie piwo. Na koszt firmy, oczywiście. Atmosfera wydawała się spokojna - nikt na nikogo się nie darł, nikt nie szukał zaczepki, tylko wszyscy jak jeden mąż śmiali się, dowcipkowali i pili na umór. Zapowiadał się spokojny, łatwy zarobek.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2011-02-15, 16:05   

Elf powoli, małymi łyczkami sączył piwo. Owa substancja, tak powszechnie lubiana i ceniona, jemu przynosiła same kłopoty. Nie był przykładem moralności i dobrego zachowania, a alkohol wzmacniał jego negatywne cechy.
Jego ochota na skręcenia komuś karku, mogła pokonać poczucie obowiązku zarobienia pieniędzy. Ale owych krążków Koleus nigdy nie miał za wiele. Jak na razie. Bądź co bądź nie, chciał mieć problemów z pieniędzmi i z władzą. Nie w smak mu były więzienia, choć czasem zastanawiał się, czy tam nie byłoby ciekawiej niż na przykład tu.
Bawiący i śmiejący się tłum istot w karczmie, jakoś wyjątkowo nie wpływał na elfa. Robił to co miał robić - pilnować porządku. Zazwyczaj to sam go burzył, chcąc lub nie. Była to dla niego dość zabawna sprawa. Koleus – strażnik. Ta myśl sprawiła że miał ochotę zachichotać. Ale powstrzymał się i zamiast tego, uważnie obserwował wszystko spod łba, robiąc to w niezwykle nieprzyjacielski sposób.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-15, 16:29   

Zmęczenie wkraczało na coraz to nowsze poziomy ale Radok zaczął odczuwać również głód. Przynajmniej już nie lało z nieba oraz był w miarę bezpieczny. Nie lubił ludzkich karczm lecz nie gardził żadną. Każda karczma jest dobra jeżeli można się tam napić. Elf uznał że przed snem dobrze być najedzonym, miał ochotę również na piwo coby lepiej spać. Chociaż wiedział że i bez tego by szybko usnął. Łowca ruszył wolnym krokiem w stronę karczmarza i spokojnym, przyjaznym głosem rzekł:
- Poproszę jakiś rosołek jeżeli jest oraz do tego jeden kufel piwa. Chciałbym również zarezerwować pokój. Ile to będzie kosztować?

Radok pozostał przy karczmarzu i rozejrzał się po zebranych gościach a szczególnie oglądał tych przy kontuarze.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-16, 19:31   

Oberżysta, zauważywszy leśnego elfa w swoich progach szybko odskoczył od kelnerki, by obsłużyć nowego, niecodziennego gościa. W oczach tliły mu się nadzieje, że osobnik ten zamówi coś więcej, niż zwyczajowi, ludzcy klienci.

- Witam mości elfa w mojej oberży! - karczmarz szeroko rozstawił ręce, uśmiechając się od ucha do ucha - rosołek, tak? - karczmarz podrapał się po krótkiej bródce - a tak, oczywiście, mamy rosół na mięsie drobiowym. Razem z kufelkiem piwa będzie to wynosić... cztery srebrne monety. Ale jeśli mości pan szuka noclegu, to oferuję pokój wraz z kolacją i śniadaniem. Za jedną złotą monetę - właściciel gospody uważnie wyczekiwał na odpowiedź, licząc już w myślach zysk - proszę sobie usiąść, a zaraz Hanka przyniesie panu całą strawę.

Radok po raz kolejny rozejrzał się po gościach miejscowej karczmy. Prócz jedynego wolnego stolika w lewym skrzydle wszystkie pozostałe były obsadzone przez przynajmniej dwie osoby. Sam kontuar, przy którym stał nie obfitował w wolne miejsca. Tożsamość zamaskowanego jegomościa, siedzącego zaraz obok Radoka nadal pozostała mu nieznana.



Koleus odstawił pusty już kufel z resztą spływającej piany. Wizja robienia za strażnika w jakimś niezbyt prestiżowym lokalu wydawała się na tyle nudna i nieciekawa, że miał pewność, że niedługo wda się w ślady pijaczka leżącego obok i zaśnie z nudów. Gdyby nie pieniądze, które ma otrzymać z samego rana sam by chętnie rozruszał ten lokal, bo jak na razie...

Mokra jak kura, ukryta pod kapturem postać podeszła do karczemnego blatu, a następnie zamówiła coś w elfim języku, co zdarzało się niesamowicie rzadko w takich miejscach. Krwawy elf doskonale słyszał całą rozmowę, która w swojej treści nie odbiegała od innych, typowych zamówień.

Koleus, oderwawszy wzrok od nowego gościa ponownie rozejrzał się po pomieszczeniu. Wszystko zdawało się być w najlepszym porządku. Ludzie bawili się, śpiewali proste, znane każdemu pieśni. Wszystko wyglądało w porządku. Wszystko, prócz jednego stolika, umiejscowionego w samym kącie prawej części oberży. Przesiadująca tam wśród kolekcji wysokich, pustych naczyń trójka krasnoludów widząc samotnego podróżnika mocno się ożywiła. Przestała ze sobą rozmawiać, bacznie lustrując poczynania gościa.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2011-02-16, 20:30   

Nie spodziewał się Koleus takiego przybysza w owej karczmie. Była to dość sympatyczna niespodzianka, bo z natury czuł więcej chęci do elfów aniżeli na przykład do ludzi. Elficki język był niezmiernie przyjemny dla jego ucha. Ale na tym się skończyło. Jak szybko się zainteresował, równie szybko przestał.
Uwagę zaś skierował na trzech krasnoludów. Z wielu słyszanych rozmów i własnych doświadczeń, wiedział co rasa małych grubasów sądzi o elfach. Są to też niebywali pijacy a Koleus dobrze wiedział jakie emocje w nim to wywołuje. Mógł przypuszczać, że tamci mogą mieć podobnie.
Trzeba byłoby być honorowym lub strachliwym, aby nie zaczepić kogoś kogo się nie lubi, choćby to było za sam wygląd. A krasnoludy bądź co bądź nie słynęli ani z jednego, ani z drugiego.
To wywołało uśmiech na twarzy Koleusa. Przez głowę przebiegła mu myśl, że lada moment spokojny wieczór się skończy.
Przyjrzał się dobrze budowie krasnoludów. Małe to kurestwo ale silne jak wół. Sam elf nie był słaby, jednak dobrze wiedział, że niedocenienie przeciwnika może skończyć się klęską. Odłożył spokojnie kufel i odchylił głowę do tyłu, nachylając ją raz w lewo raz w prawo. Nie mógł też zapomnieć, iż było ich trzech.
Uważnie obserwował trójkę czekając z lekką niecierpliwością na ich ruch. Miał nadzieję, że coś się ciekawego wydarzy w najbliższej przyszłości. Nagle poczuł wdzięczność do przybysza, który przyniósł mu nadzieję na skończenie z nudą.
Miał zamiar być w pobliżu gdyby tamci postanowili zaczepić przybyłego elfa. Na razie siedział tam gdzie siedział i patrzył.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-16, 21:33   

- To poproszę również pokój. Proszę o to pieniądze.

Radok sięgnął do sakiewki i podał należną kwotę pieniędzy karczmarzowi. Zdał sobie sprawę że potrzebuje pieniędzy, obecnie mu się już kończyły. Miał nadzieję że to zlecenie przyniesie mu trochę zysku.

"Miło tu i przyjemnie. Jeszcze tylko gorąca kolacja i wymarzony odpoczynek." pomyślał Radok. Skierował swe kroki w stronę wolnego stolika i przy nim usiadł. Łowca wreszcie miał chwilę wytchnienia i z niecierpliwością oczekiwał przybycia zamówienia. Cieszył się że nie zapowiadało się na jakieś bójki, nie miał nastroju do "zabaw". Rozejrzał się jednak po sali, może ktoś wyglądał podejrzanie...

Elf wiedział że jest tutaj niecodzienną osobą i że niektórzy nie darzą sympatią elfów. Radok musiał się na tych terenach mieć na baczności.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-16, 23:26   

Radok wyjął jedną złotą monetę, która to zabrana przez zadowolonego karczmarza zniknęła z jego ręki tak szybko, że elf nawet nie spostrzegł, gdzie ten ją schował.

Wolny stolik, otoczony przez cztery krzesełka, znajdował się praktycznie pod samą ścianą budynku. Wszędzie wokół siedzieli ludzie, kompletnie niezwracający uwagi na elfa. Mimo to czuł na sobie dziwne uczucie, jakby ktoś go jednak obserwował.

Ubranie miał całe przemoczone. Sam kaptur emitował drobne krople wody, opadające rytmicznie na blat stołu. Jedzenie w mokrym płaszczu zdecydowanie nie należało do najbardziej przyjemnych rzeczy, jakie można sobie wyobrazić.

Po chwili młoda, ludzka kelnerka zgrabnym ruchem podeszła do elfa, stawiając mu przed nosem talerz wypełniony po brzegi gorącą zupą wraz z cynową łyżką, oraz pełny puchar wypełniony złocistym trunkiem. Bez słowa odeszła, wymachując jędrnymi pośladkami, co przyciągnęło wzrok kilku ludzi siedzących niedaleko łowcy. Kiedy jednak poszła na zaplecze, obserwatorzy wrócili do swych zajęć.



Koleus uważnie obserwował trójkę krasnoludów. Tamci coś do siebie szeptali, a jeden wskazywał palcem na zakapturzonego elfa odbierającego strawę. Każdy z owej trójki prezentował się podobnie: podobne, niskie gabaryty, długa broda praktycznie dosięgająca pasa i prosty, sztampowy ubiór. Każdy z krasnoludów miał na sobie prostą, lnianą koszulę, a jeden z nich - ten, który siedział pośrodku - ubrany był dodatkowo w solidną skórzaną kamizelkę. Widocznie na coś czekali, bo jak na razie tylko siedzieli i przyglądali się osobnikowi. Koleus wiedział, że mogą być z nimi problemy. A nie wyglądali na takich, którzy po prostu szukali kogoś czwartego do gry w karty.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2011-02-16, 23:52   

W elfie aż się zagotowało. Teraz był już pewny, że swoją uwagę poświęcają przybyszowi. A co może mieć wspólnego elf z krasnoludem? Tylko niechęć do siebie. Koleus nie przestawał się uśmiechać. Zacisnął pięść po czym rozprostował palce. Aż palił się do bójki. Chciał stłuc jakąś mordę. Nieważne kogo, byle poczuć kość szczęki pod pięściami.
Ochota na bijatykę, która wybuchła teraz z podwojoną siłą, była ostatkiem sił powstrzymywana przez obowiązek stania na straży porządku. To już całkowicie przestało śmieszyć elfa. Stało się raczej przekleństwem.
Musiał na razie czekać. Ale tamci sprawiali wrażenie, że robią dokładnie to samo. A to nie było niczym przyjemnym. Na co czekali? To najbardziej irytowało elfa. Było ich trzech a on sam. Nie jest widokiem wyjątkowym krasnolud mówiący i okazujący swoje uczucia wobec elfa. Nic w tym wyjątkowego. „Więc na co kurwa oni czekają?!”.
Koleus naprawdę palił się do walki. Jeśli sytuacja w najbliższym czasie się nie rozwinie, będzie musiał jakoś im pomóc.
Ukradkiem zerkał po innych klientach szukając szczęścia wśród nich. W końcu bójki w karczmach były powszechne. A ta tawerna nie uchodziła za spokojną. Nie mógł skupiać swojej uwagi tylko na tamtej trójce i elfie. Musiał mieć na oku całą karczmę.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-17, 16:38   

Radok ucieszył się z przybyłej strawy, od razu lepiej się poczuł. Zdjął najpierw płaszcz mokry od deszczu i zarzucił go na krzesło. Wreszcie zaczął jeść rosół który był bardzo dobry, smakował mu i z chęcią zjadł cały talerz zupy. Ogólnie to uważał piwo ludzkie za gorsze i elfie trunki były o wiele lepsze ale łowca z chęcią pił powoli "płynne szczęście". Tak więc młody elf siedział i odpoczywał, kelnerka nie zrobiła na nim jakiegoś szczególnego wrażenia, zresztą teraz zamierzał się ustatkować i nie brać pierwszej lepszej. Pewnie jeżeli zbyt szybko sytuacja się nie rozwiąże to znajdzie jakąś pannę do zaspokojenia jego pragnień ale na razie nie było mu spieszno do flirtów. Radok po skończeniu piwa podszedł do karczmarza i zapytał się o pokój. Chciał już położyć się do łóżka a nie otrzymał albo nie dosłyszał żadnych informacji o pokoju.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-17, 17:46   

Łowca szybkim ruchem zdjął swój przemoczony płaszcz, zarzucając go na oparcie swego krzesła. Zaraz potem przeszedł do rosołu. Był świetny. Głodny elf ani myślał nad robieniem przerw w jedzeniu, tylko zwinnymi ruchami wiosłował zupę raz za razem, wypełniając brzuch gorącym posiłkiem.



Krwawy Koleus nie spuszczał z krasnoludów wzroku. W momencie, kiedy to nowo przybyły gość zdjął swój płaszcz, ukazując całej karczmie że jest w istocie leśnym elfem, cała obserwująca go trójka wstała z miejsc, wykrzywiając twarz w chamskim uśmiechu i zacierając ręce. Widocznie musieli się upewnić co do rasy nieszczęśliwca, zanim wszczną jakąś burdę. Powolnym, lecz stanowczym krokiem podreptali pod stół samotnego elfa, coraz to bardziej się szczerząc.



Radok był tak skupiony na wielce oczekiwanym posiłku, że nawet nie zauważył, kiedy to trójka nieznanych mu krasnoludów stanęła po drugiej stronie stołu, wlepiając swe ślepia w niego. Na ich twarzach malował się uśmiech, który nawet przy najlepszych intencjach nie mógł być uznany za przyjazny. Środkowy z nich, odziany w solidną skórznię, wypowiedział coś w języku, jak mu się zdawało, imperialnym, po czym pozostała dwójka roześmiała się ukazując cały garnitur krzywych, żółtych zębów.



Czerwony elf obserwował całą sytuację, jak to cała trójka przystanęła przed stołem, gdzie rezydował leśny elf. Widział, jak zaciskają i rozluźniają świerzbiące ich już pięści. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co się zaraz wydarzy. Koleusowi wydawało się, że ten jeden wyróżniający się swoim ubiorem wymamrotał coś w stylu "to pan zamawiał wpierdol w sosie własnym?", co zaowocowało wybuchem śmiechu u dwóch pozostałych towarzyszy.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2011-02-17, 19:47   

Koleus tylko na to czekał. Był pewny co do tego, jak skończy się zainteresowanie przybyszem krasnoludów. Koniec nudy! Elf poczuł to w kościach, które aż paliły się do tworzenia cierni niosących cierpienie. W bardzo krótkim czasie poprawił mu się humor. Zapowiadał się bardzo interesujący wieczór. Oby takim też się okazał.
Podszedł szybko ale i w miarę cicho. Jak przypuszczał nie mogło być to trudne przy panującej w tawernie wrzawie. Po drodze zacisnął pięści, a na piąstkach w obu rękach wysunęły mu się kolce, na około 1 centymetr długości. Nie chciał od razu zabijać. Kolce stworzy raczej swego rodzaju kastet. Wysunęły się tworząc kolczaste zakończenie pięści elfa. W sumie było ich osiem.
Nadal huczało mu w głowie „Pełnisz role strażnika! Panuj nad sobą!”.
Położył rękę na ramieniu lepiej ubranego. –Nie on. Ty tak-. Rzekł szybko w wspólnym języku. To musiało sprawić, że krasnolud się odwróci. A głowa która przekręci się w poszukiwaniu nieznanego, spotka się z pięścią Koleusa.
Nim wykonał to wszystko, stał na nogach nieco szerzej niż normalnie, by mieć spokojną i pewną pozycje na wypadek kontrataku. Cios był po prostu silnym ale szybkim prawym sierpowym.
Nie wpadł w bojowy szał. Cofnął się i powiedział –Jestem tu by pilnować porządku! Nikt nie chce tutaj bójek!- Rzekł na tyle głośno, że sporo osób go słyszało. Cofając się podniósł ręce do gardy, lecz nie miał je zaciśnięte w pięści. Otworzył je w taki sposób, że jego przeciwnicy widzieli wewnętrzną stronę dłoni. Ciernie były jego przewagą. Nie musieli ich widzieć. A mówiąc, miał na twarzy uśmiech, który sugerował zupełnie co innego niż słowa.
Cały czas gotowy był uniknąć ataku trójki. Tylko, że tym razem każdy cios miał zamiar oddać podwójnie. Był szybki i zręczny. Nie uważał się też za słabego. Każdą możliwość wyprowadzenia kontry zawsze starał się wykorzystywać. Nie będzie to przecież jego pierwsza walka.
Kochał owy zastrzyk adrenaliny.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-18, 15:20   

Radok jak każdy elf nienawidził krasnoludów, te małe karakany śmiały obrażać elfią kulturę i hańbić ją przez stawianie jej niżej niż kultura brodatych małych małp o inteligencji niższej od szczura. Zresztą ich ulubionym zajęciem było łażenie pod ziemią. A teraz trójka obrzydliwców coś mówiła do niego, śmiejąc się głupio i wyglądając jak 3 nieszczęścia. To może zasługiwać tylko na pogardę, łowca nie zamierzał odmawiać sobie odpoczynku w zamian za jakiekolwiek obcowanie z tymi prostakami. Krzyknął więc do karczmarza:
- Prowadź do pokoju i zajmij się tymi wandalami. Zapłaciłem Ci za poczucie bezpieczeństwa więc żądam spokojnego odpoczynku.

Łowca chwycił swój płaszcz i kierując się w stronę karczmarza ochraniał się przed napastnikami ciskając płaszczem przed sobą. Traktował płaszcz jak szpadę, zresztą miał nadzieję że nie będzie musiał się użerać z nikim. Ucieszył go widok strażnika, wierzył że jest dobry i upora się z tymi niespornymi osobnikami. Zresztą w razie czego Radok umiał się bronić.
Elfa irytował fakt że wykonuje jakieś zlecenie dla krasnoludów. Musi się teraz użerać z trójką tych bardziej agresywnych by zyskać trochę pieniędzy od jednego.
 
 
     
Farewell 
Mistrz Gry
Król Słońce



Wiek: 32
Dołączył: 04 Gru 2008
Posty: 1876
Skąd: Zabrze
Wysłany: 2011-02-18, 21:25   

Stereotypy o krasnoludach bywały takie mocne, że zwykły człek na sam jego widok był w stanie reagować negatywnie mimo, iż nawet tamten nic do tej nie zrobił ani jemu, ani swojemu otoczeniu. Oczywiście, w każdym stereotypie tkwiła po części prawda, jednakże głupcem jest ten, który każdego przedstawiciela danej rasy traktuje tak samo, sztampowo. Krasnolud, który poprosił Radoka o pomoc był wszakże zupełnie inny, niż tamci, obecni w karczmie. Nagle, zupełnie niespodziewanie, jeden z nich podszedł do elfa...

Test: Atrybut: Refleks: k20 (7) + 16 = 23 przeciwko ST = Atrybut: 1/2(Siła+Refleks): k20 (3) + 15 = 18
Sukces!


Nagły kopniak, mający na celu wywrócenie krzesła wraz z łowcą nie wyszedł tak, jak wyjść powinien. Radokokowi udało się łatwo odskoczyć chociaż wiedział, że to był dopiero początek. Nie wiedział, czy krzyk wydany w stronę karczmarza był przezeń słyszany, gdyż nie było go akurat za kontuarem. Zaalarmował za to kilku ludzi siedzących obok, którzy tylko pasywnie przyglądali się całej akcji.

Wtedy właśnie wkroczył Koleus. Tak jak się spodziewał, grupka krasnoludów nie usłyszała go, kiedy ten podszedł za ich plecy. Krasnolud, który obrócił się na dotyk krwawego nawet nie zdążył wyrzucić z siebie słowa, kiedy to niespodziewana, ciężka pięść upadła na jego twarz.

1k4 + 5 = 6

Atak był tak niespodziewany, że cała trójka obróciła się właśnie w stronę czerwonego, wyraźnie zaskoczona obrotem spraw. Nie byli wszak przygotowani, że nagle wyskoczy im jakiś strażnik, którego do tej pory w karczmie nie było.

Zaatakowany krasnolud ani myślał o zaprzestaniu bójki. Wręcz przeciwnie, tylko czekał, aż to się zacznie.
- Słyszeliście go, chłopaki? Gilber, zajmij się tamtym leśnym. My w dwójkę pobawimy się z tym odmieńcem tutaj.

Gilber, czyli ten, który wymierzył kopniaka powalającego jednak tylko krzesło, wyraźnie się uśmiechnął. Stanął przy elfie tak, że ten był skutecznie ogrodzony przez stół i samego krasnoluda. Cała trójka już przygotowywała się do walki.
 
 
     
Iskander 
Śmiałek



Wiek: 33
Dołączył: 17 Paź 2007
Posty: 696
Wysłany: 2011-02-18, 22:11   

Elf zachichotał zadowolony z obecnej sytuacji. Była po prostu wymarzona. –Dwa krasnoludy- prawie jak jeden ogr. Podobna masa i pustka w głowie.- rzekł szczerząc zęby. Lubił prowokacje przed walką.
Koleus naturalnie do walki przygotował się wcześniej niż krasnoludy. Stał lekko na nogach gotowy robić uniki i atakować w każdym z możliwych momentów.
Miał kilka przewag. Kolce- zastępujące mu kastet, szybkość i zręczność- bo o to nie posądzał krasnoludów oraz dłuższy zasięg ramion. Jeden z nich raz już oberwał, a każdy cios w głowę z pewnością jej nie służy.
Koleus zacisnął pięści. Pierwszy z ciosów, o ile to możliwe, chciał poczęstować znów owego lepiej ubranego. Walka na dwóch naturalnie była trudniejsza, dlatego postanowił skupić swój atak na jednym. Chyba, że będzie miał możliwość uderzenia drugiego. Nie miał zamiaru nikogo oszczędzać. Oddał się swojej furii.
Pierwsze ruchy były ostrożne. Nie mógł nie doceniać przeciwników. To był największy błąd w walce. Koleus nie był amatorem. Unik- cios, cios-unik. Każdą lukę w obronie miał zamiar wykorzystać, nie przepuścić żadnej okazji do zadania ciosu. Na razie ograniczył walkę do rąk. Uważał to za bardziej klasyczne. Nogami działał tylko w tedy, kiedy musiał. Na przykład kogoś odepchnąć, podciąć. Wolał walczyć pięściami.
Wciąż szeroko się uśmiechając rozpoczął spokojny i pewny atak. Jeśli mu się uda, poprawi szramę na policzku krasnoluda. Lubił atakować w jedne i te same miejsca. Sprawia to więcej szkód.
_________________
Cierń

Świat wspiera się na czterech filarach - Na naukach mądrych, na sprawiedliwości wielkich, na modlitwach prawych i waleczności dzielnych.
 
 
     
Radok 
Bohater
Łowca



Wiek: 34
Dołączył: 02 Sty 2011
Posty: 834
Skąd: Nowe
Wysłany: 2011-02-19, 11:42   

- Osz ty psisynu! Zaraz zobaczysz z kim zadarłeś!
Te słowa w elfickim dialekcie miały zabrzmieć tajemniczo i groźnie dla przeciwnika, przecież nie wiedział co one oznaczają. A to zwykle powoduje zwątpienie i strach, zawsze lepiej rozumieć przeciwnika niż nie wiedzieć co zamierza zrobić. Jednak to nie gadka była najważniejsza. Radok błyskawicznie wziął swój kufel i celując w swojego przeciwnika rzucił w niego nim. Następnie sięgnął po miecz bo widać było że tamci by go nie oszczędzili więc dlaczego on miałby trzymać się jakichś zasad. Został zaatakowany więc może mu nawet wydłubać oczy. W razie czego bronił się od ewentualnych ciosów.
 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group